SOBOTA – 9 września 2023

SOBOTA – 9 września 2023

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Ani mru-mru

Tym razem będzie bardzo osobiście. Dzisiaj o książce Lucy Maud Montgomery, którą pierwszy raz w życiu przeczytałam prawie dokładnie czterdzieści trzy lata temu. A dzisiaj po raz drugi. I tak samo szybko, czyli w jeden wieczór. Inaczej z Anią się nie da… I choć doskonale znałam zakończenie, to sprawiło mi ono niewątpliwą przyjemność, bo któż nie lubi happy endów?

Jakoś tak mi się przydarzyło, że nie sięgnęłam po pierwszą część sagi o dziewczynce z Zielonego Wzgórza okrutnie długo. Zaczęłam od „Ani na uniwersytecie”, cofnęłam się do „Ani z Avonlea” i przeczytałam wszystkie kolejne, aż po „Rillę ze Złotego Brzegu”. A wszystko dlatego, że pani bibliotekarka w gminnym ośrodku kultury zniechęciła mnie, mówiąc, że to jest o rudej SIEROCIE. Yhym. I nie kolor włosów był przyczyną odkładania lektury na późniejsze kiedyś tam, ale to, że bałam się czytać o biednej, niechcianej przez nikogo, zielonookiej, małej Ani. Heh. Życie. Szekspira też mi ta sama pani nie chciała wypożyczyć, bo za mądry, a ja za młoda (dwunastolatka – za młoda na Shakespere`a, tfu!). No nic, czasu nie cofnę, oczy zielone mam od urodzenia, na któreś tam imię Anna, sierotą jestem od siedmiu lat, a włosy wreszcie rude (farbowane) – dopięłam swego. Upodobniłam się do mojej ukochanej bohaterki z lat dziecięcych. Uniwersytet też skończyłam. Aj, właśnie, przecież miało być o uniwersytecie!


Tytuł tego polskiego tłumaczenia skupia się wyłącznie na kolejnym etapie życia Ani Shirley – wchodzenia w dorosłość i studiowania na Uniwersytecie w Redmond, jak to się mówi: far, far away… od domu. I choć sama Montgomery nazwała swoją powieść „Ania z Redmondu”, to wydaje się, że o wiele lepszym byłoby tłumaczenie – „Ania z wyspy” (jak zrobił to pierwszy wydawca), gdyż wtedy dopiero zawarte jest w nim właściwe przesłanie tekstu. Jakie? No cóż, tym razem interpretację zostawię czytelnikom, podpowiadając tylko, że Wyspa Księcia Edwarda odegrała ważną rolę w świecie Lucy Maud Montgomery i jej bohaterów. Bo wiecie, nie ma to jak gdzieś przynależeć, mieć swoją małą ojczyznę, wspomnienia, korzenie… stop, więcej ani mru-mru.

Powiem szczerze, że odstęp czasu między ponownym a początkowym odczytaniem „Ani…” niestety zrobił swoje. I musiałabym jeszcze raz przeczytać całą serię, żeby właściwie ocenić tę część. Być może patrzę przez pryzmat filologiczny, ale… Nie, wcale nie chcę powiedzieć, że jestem rozczarowana, jednak widzę coś, czego wtedy nie dostrzegałam. Po prostu. Ta książka w ogóle nie jest o uniwersytecie! Ani o studiach Ani! To o czym? Ha. Uwaga, wyliczam: o nowej przyjaźni, o wyborach, o pomyłkach, śmierci, propozycjach małżeństwa, marzeniach, samotności, o zabijaniu kotów… wstrząśnięci? Ja też. Wcześniej zupełnie nie zwróciłam na to uwagi. Ania próbująca pozbawić życia kota? A jednak. Nie mówię już nic o wieszaniu psów. W sensie dosłownym. Nie na kimś, tylko wieszaniu-wieszaniu. Serio. Myślicie, że to jakiś żart? Ależ skąd. I choć „zabawnie” o tym Montgomery pisze, wcale nie było mi do śmiechu. W każdym razie, postuluję usunięcie tychże fragmentów z książki albo zrobienie wersji z i bez.

Niemniej, coś jest oszałamiająco czarownego w „Ani..”. Na tyle urzekającego, że czyta się z ogromną przyjemnością. I choć najpoważniejszy rywal Gilberta do ręki młodej studentki jest postacią bladą i papierową, to jednak mu współczujemy i zastanawiamy się, jak Anna mogła to zrobić – rozkochać i porzucić. Wszak tak romantycznie udzielił jej pomocy, rozkładając nad nią parasol… O, matko, ileż ja nocy nie przespałam, marząc o takim spotkaniu. A tu… nasza Ania kochana? Jak mogła? Ano zwyczajnie. Bo przecież od samego początku, czyli „Ani z Zielonego Wzgórza”, wiemy, kim będzie jej wybranek. I cały czas przez trzy części czekamy na ten finał. I jakąż mamy satysfakcję! Happy endy górą! I proszek do pieczenia Fabryki w Montrealu.

tekst i zdjęcie: Mirka Chojnacka

L. M. Montgomery „Ania na uniwersytecie”, Wydawnictwo Mg, 2022


Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>