sobota, 4 kwietnia 2020

sobota, 4 kwietnia 2020

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Bez chorobliwej fantazji

Neapol.
Najdrożsi moi, piszę przy frontowym oknie Il Terazzino di Montesanto. Jest to elegancki zakład, więc razem z wujostwem zabawimy tu parę dni. Ach, nie wiem, od czego zacząć opowiadanie, tak mnie tu wszystko zachwyca! Prześlę tylko wyjątki z notatek, bo odkąd przybyliśmy tutaj, ciągle zwiedzam i szkicuję wieczorami, siedząc na przepięknym tarasie z widokiem na Montecalvario.

Byliśmy wczoraj w Pompejach, ale się nie spodziewajcie opisu, bo to niemożliwe. Powiem tylko, że są… wzniosłe! Bardzo już późno, ale muszę wam donieść, co dziś zaszło. Zgadnijcie, kto się zjawił, gdyśmy pili herbatę? Fred i Frank Vaughn! Przyjaciele Lauriego. Powiedzcie Beth, że się Frank o nią pytał i okrutnie zasmucił tym, że niezdrowa. Gdy wspomniałam o wesołym obozie Lauriego, mimo że upłynęły już trzy lata, roześmiał się i przesyła głęboki ukłon wielkiemu kapeluszowi.


Ciekawam, jak sobie Jo radzi u pani Kirke w Nowym Jorku, z ostatnich wieści wynikało, że zajęta bardzo postacią profesora Bhaera. Podobno prawdziwy z niego Niemiec – otyły, włosy spadające na czoło, dziwaczny nos, ale spodobał się i nazwała go piękną głową. Kochana Jo! Podszkoli się zapewne w niemczyźnie. Uważa, że nie polubiłabym profesora, gdyż prezentuje odstręczający sposób jedzenia, ale biedak najwyraźniej musi potrzebować pożywienia, ucząc przez cały dzień idiotów (słowa Jo!).


Meg na pewno dzielnie opiekuje się dzieciaczkami, choć słyszałam od Lauriego, że John znika na całe dnie, a wieczory spędza u Scottów! Chyba najwyższy czas, by nasza mamisia udzieliła paru rad młodej matce, tak dłużej być nie może! Nawet najlepsi mężczyźni grzeszą samolubstwem, ale Meg powinna zbadać, w czym sama zawiniła. Może zapomniała o obowiązkach względem męża, przez miłość do dzieci? Niech uczyni dom tak przyjemnym, by John nie czuł potrzeby wychodzić. Tak mi się zdaje, że w rzeczach tyczących małżeństwa, oboje powinni wspólnie pracować. I oby dzieci nie trzęsły całym domem! Ojcowska ręka jest nieoceniona.

Ciocia puka przez ścianę, muszę kończyć na dzisiaj, ściskam was wszystkich, a zwłaszcza najukochańszą Beth! Bądźcie zdrowi!
Wasza Amy

Paryż.
Drogie dziewczęta.
W ostatnim liście pisałam o pobycie w Neapolu, ale dzięki uprzejmości Vaughnów trochę czasu spędziłyśmy w Londynie. Najbardziej podobały mi się ilustracje Rafaela w Hampton, a w Kensigton Museum malowidła Turnera, Lawrence`a, Reynolda, Hogartha oraz innych wielkich mistrzów. Użyłam do syta Londynu, a Fred i Frank mają zamiar jechać za nami do Rzymu. W przyszłym miesiącu puścimy się w drogę do Niemiec i Szwajcarii. Idąc za radą papy, prowadzę dziennik, gdzie opisuję dokładnie, co widzę. Da wam to lepsze wyobrażenie o mej podróży jak te gryzmoły.
Adieu, ściskam was serdecznie.
Votre amie

Heidelberg.
Moja droga mamo.
Chciałabym móc z Tobą pogawędzić, gdyż stała się rzecz… jeszcze nie stała, ale widziałam, że Fred pragnął się ze mną rozmówić! I jeśli mi się nie zmieni usposobienie, gdy dołączy do nas w Rzymie, dam mu przychylną odpowiedź. Nie trwóżcie się, to ciągle ja, wasza rozważna Amy! Nie podejmę żadnej pochopnej decyzji.
Przeczuwam za to, że czegoś mi nie mówicie, martwię się o Beth, ale zasypiam ukojona myślą, że jest już z wami nasza kochana Jo. Ogarnia mnie jednak jakiś niepokój i smutek, którego źródła nie mogę odkryć. Jakże mi brakuje waszych czułości!

Nicea.
Kochani moi.
Laurie spędził z nami Boże Narodzenie! Wytańczyłam się na balach, między innymi z polskim hrabią, Włodzimierzem, o którym powiedział, że jest ładnym chłopczykiem, ale za małym, by podpierać kroki Diany! I Laurie napełnił moją książeczkę swoim nazwiskiem do samego końca. Wiem, że w szaleńczych podróżach próbował zapomnieć o zranionej duszy, ale musiałam go jednak zawstydzić, gdyż lenistwo powoli niszczy mu serce. Dzięki Bogu, że przynajmniej nie jest dandysem! Widać, że moja przemowa odniosła skutek, gdyż nazajutrz znalazłam bilecik, że „leniwy Laurence” udał się do dziadunia. A mnie już tęskno za nim.
Ściskam, oczekujcie mnie niedługo.
Amy

Dokładniejsze koleje losów bohaterek odnajdziecie w przesyconych miłością i czułością „Dobrych żonach” Louisy May Alcott, która spokojnie i z rozwagą, a także w pięknym i prostym stylu przeprowadzi czytelnika przez burzliwe dojrzewanie młodych dziewcząt do roli kobiet, żon i matek. Polecam tym, którzy chcą się ogrzać w cieple domowego ogniska i spojrzeć na świat dziewiętnastowiecznymi oczami bohaterów, bez chorobliwej fantazji, która nie przystoi porządnym lekturom.

Mirka Chojnacka

Louisa May Alcott, „Dobre żony”, Wydawnictwo Mg, 2020, przekład: Zofia Grabowska

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>