Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Blizny zostają na zawsze

Jakby tu zacząć… Najlepiej od końca, ale wtedy nikt nie miałby satysfakcji z finału. Bo wiadomo – nieważne jak mężczyzna zaczyna, ważne jak kończy. A Stelar kończy mistrzowsko. To może od początku? I tutaj też jest całkiem nieźle, zwłaszcza dla mnie, rodowitej szczecinianki, kiedy przeczytawszy pierwszy wers już wiem, że akcja rozegra się w moim rodzinnym mieście i to podczas pandemii koronawirusa w 2020 roku! Chapeau bas za ekspresowe napisanie tak dobrej powieści. I wydanie również.

Nominuję „Blizny” do kanonu lektur szkolnych. Licealnych. Z kilku mniej lub bardziej oczywistych powodów. I już słyszę te głosy sprzeciwu, że kryminał, że wulgarny język, że nie ma drugiego dna itp. itd. A ja uważam, że tę książkę powinien przeczytać każdy uczeń szkoły średniej. Nie mówię tego akurat jako polonistka, ale jako wychowawczyni z trzydziestoletnim stażem pracy. Każdy, bez wyjątku. Zanim pojedzie na jakąkolwiek wycieczkę. Nikt, naprawdę nikt nie zdaje sobie sprawy, jaka odpowiedzialność na opiekunach młodzieżowych wyjazdów ciąży. I jakie mogą być konsekwencje nieprzemyślanych czynów i dla uczniów, i dla osób, które zgodziły się sprawować pieczę 24/24. Tak, całodobowe pogotowie opiekuńczo-wychowawcze i wyrok sądowy, jeśli coś się złego wydarzy. Jak w Złocieńcu.
Stelar rozbił fabułę na dwie płaszczyzny czasowe (choć i trzecia się pojawia na moment) – współczesną, szczecińską z tego roku i wycieczkową, sprzed 26 lat, kiedy to licealiści jadą na upragnioną majówkę do załatwionego przez jednego z rodziców ośrodka. Co może pójść nie tak? Wszystko, kiedy młodzież pozbawiona rodzicielskiego nadzoru zaczyna pić alkohol. I palić trawkę. Ale przecież o to właśnie chodzi na takich wyjazdach, czyż nie? No to przeczytajcie „Blizny”, pogadamy.

Czapkę już zdjęłam, więc teraz chylę czoło przed sposobem konstrukcji postaci, z których żadna nie jest jednoznaczna, nawet ta główna w osobie nadkomisarza Tomasz Rędzi. Sporo do myślenia nam autor daje, pokazując bohatera o ludzkich ułomnościach, takiego bardzo bliskiego czytelnikowi, a jednak potrafiącego i mogącego więcej niż zwykły człowiek, chociażby z racji bycia policjantem (i klasowym outsiderem), który akurat na tę pamiętną, feralną wycieczkę nie pojechał. Aaa, bo nie powiedziałam, że wszystko i wszystkich łączą znalezione podczas prac nad węzłem Łękno zmumifikowane zwłoki Adolfa, kolegi z klasy zarówno komisarza, jak i seksownej pani prokurator.

Powieść Marka Stelara jest perełką (czyt. perłą rzadkiej wielkości) wśród polskich kryminałów nie dlatego, że doskonale trzyma w napięciu i zaskakuje przy byle którym zwrocie akcji. I nie dlatego, że mam osobisty stosunek do Szczecina, licealistów i wycieczek szkolnych. Ale dlatego, że to nie jest książka o tym, jak schwytać przestępcę czy dojść drogą czynności służbowych do rozwikłania detektywistycznej zagadki. To jest książka o tym, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. O tym, jak jedno kłamstwo może zniszczyć życie wielu ludziom i do jakich okrucieństw prowadzi chęć zemsty. I o tym, że blizny, te na duszy i ciele, zostają na całe życie.

Mirka Chojnacka

Marek Stelar „Blizny”, Wydawnictwo Filia, 2020

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>