SOBOTA – 9 września 2023

SOBOTA – 9 września 2023

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

By pokochali czytanie…

readingOd 27 listopada Polaków elektryzuje treść konkursu (bo i nagrody dla głosujących przewidziano) zorganizowanego przez MEN: „Wybierzmy wspólne lektury najmłodszym uczniom”. Ponieważ jesteśmy narodem ekspertów w niemalże każdej dziedzinie i niewiele wcześniej mogliśmy – jako rodzice choćby – wypowiedzieć się w kwestii darmowego podręcznika dla pierwszaków, wielu czuje się w obowiązku pochylenia się nad kolejną kwestią poddaną społecznym konsultacjom.

Kocham czytanie i obrałam zawód nauczyciela, który daje możliwość przekazywania tej pasji (przyznaję, z różnym skutkiem), toteż intencja przyświecająca ministerstwu jest mi bardzo bliska. Od ponad dwóch lat jestem również aktywną użytkowniczką konta na portalu zrzeszającym miłośników czytelnictwa www.lubimyczytac.pl, mogłam więc na bieżąco śledzić dyskusje ludzi, dla których czytanie jest pomysłem na życie. Użytkownicy portalu podzielili się mniej więcej po połowie w kwestii podejścia do zmiany listy lektur dla dzieci – jedni w pełni aprobują obecnie obowiązujący kanon, inni zgadzają się z argumentami ministerstwa (dalej następuje zazwyczaj opis mąk czytelnika, których przysporzyły mu konkretne tytuły w podstawówce). Jedna z uczestniczek, niejako w odpowiedzi na argumenty ministerstwa o nieprzystawalności proponowanych dotychczas lektur do świata znanego dzieciom, mądrze stwierdziła, iż: „To nie rzeczywistość decyduje o aktualności książki, ale poruszane w niej problemy i język. […] Czy rzeczywistość Harry’ego Pottera jest w jakimkolwiek stopniu znana dziecku? Czy rzeczywistość wyimaginowanej szkoły czarodziejstwa może być znana komukolwiek? NIE, ale mimo to książki te wciągają i przekazują wspaniałe prawdy o relacjach międzyludzkich oraz o emocjach i sztuce wyboru.” Eldunari (pisownia oryginalna)

Wielu użytkowników portalu wyraziło jednocześnie obawę, czy wprowadzenie popularnych tytułów do kanonu lektur z miejsca nie skaże ich na czytelniczy niebyt z racji ich obowiązkowości czy wciąż pokutującego w polskim społeczeństwie poglądu, iż to, co jest na liście lektur, jest nieciekawe i nieprzydatne w „realnym świecie”.

„Bardzo mi przeszkadza wspomniane wcześniej „czytanie na oceny”. Na przykład taki Folwark zwierzęcy czytało mi się bardzo dobrze, ale co chwilę musiałam się zatrzymywać i starać zapamiętać informacje. I potem co z tego, że rozpisuję się w pytaniach otwartych, jeśli tracę punkty na pytaniach o imiona bohaterów czy chronologię wydarzeń (mam baaardzo słabą pamięć, taką naprawdę słabą)”. Furugoori (pisownia oryginalna)

Podobne obawy miałam jako nauczyciel, gdy zastanawiałam się nad wprowadzeniem ukochanego Tolkiena jako jednej z pozycji do omówienia z moimi gimnazjalistami. Zdecydowałam się na pierwszą część „Władcy pierścieni” po wielu rozterkach, gdyż zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że wielu uczniów może zadowolić się jedynie pobieżnym obejrzeniem filmu w reżyserii Petera Jacksona, wyrzekając, iż zabrałam im trzy cenne godziny z życia. Z pewnością grubość danej pozycji jest czynnikiem, który z miejsca zniechęca dużą grupę młodych ludzi do przeczytania jej. Wielu polonistów potwierdzi moją obserwację, że w przeciętnej szkole pierwszym pytaniem pojawiającym się podczas rozmowy o planowanych lekturach jest to o ilość stron.

Co zachęciło mnie do podjęcia ryzyka? W zeszłym roku szkolnym, przygotowując się warsztatowo do pracy w nowej klasie pierwszej o profilu „Technologie komunikacyjne” (novum – pierwsza klasa w niepublicznej placówce w Szczecinie, która wykorzystuje tablety jako narzędzia wspomagające nauczanie w codziennej pracy z uczniem), zdecydowałam się na jeden z kursów e-learningowych wprowadzających w świat TIK (czyli technologii informacyjno – komunikacyjnych), prowadzonych przez CEO. Na forum kursu zetknęłam się z doświadczonymi kolegami i koleżankami, którzy wykorzystują TIK na co dzień w pracy z uczniem zarówno rozpoczynającym swoją przygodę z nauką, w tym również z czytaniem, jak i z weteranami szkolnej ławy. Poznałam wiele przykładów dobrej praktyki, dzięki czemu mogłam wzbogacić metody pracy ze swoimi uczniami. Minęło pół roku, kolejne intensywne szkolenie CEO (o e-portfolio) pozwoliło mi zdobyć się na kolejny krok, by zacząć działać ze swoimi wychowankami w sieci i współtworzyć z nimi klasowe blogi edukacyjne (serdecznie polecam nauczycielom wszystkich przedmiotów platformę kidblog.org). Uwierzyłam, jak wielu pedagogów w Polsce, że technologie komunikacyjne są naszymi sojusznikami w codziennej pracy z uczniem. Jako nauczyciel mam osobistą satysfakcję, iż dbam o własny rozwój i nie pozostaję z tyłu za moimi uczniami. Część ferii poświęcę na przygotowywanie kolejnych WebQuestów związanych z lekturami dla moich klas. Jeśli choć kilku uczniów zainteresuje się Tolkienem, to myślę, że warto się trudzić. Są też poloniści, którzy wykorzystują Facebook, by popularyzować czytanie, organizują konkursy online na temat danej lektury, mając duży odzew wśród młodzieży – te wszystkie działania wskazują, że nauczyciele aktywnie poszukują nowych dróg popularyzowania czytelnictwa.

A tymczasem w moim gimnazjum… Nie ma przerwy, bym nie wypatrzyła kogoś z książką w ręku. Przeważają nowości: tytuły znajdujące się na top listach popularnych wydawnictw (czyli komercyjne hity) oraz pozycje, których adaptacje filmowe można w danym momencie obejrzeć i spodobały się tak bardzo, że dziecko sięgnęło po książkowy oryginał – mamy do czynienia niejako z odwróconym porządkiem recepcji.

W ankiecie, którą przeprowadziłam na potrzeby tego artykułu, w pytaniu o książki, które młodzież chciałaby omawiać na lekcjach, pojawiły się następujące propozycje: wśród chłopców wygrywa zdecydowanie R.Riordan i jego popularne serie: „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” (premiera filmu w 2013r.) oraz „Olimpijscy herosi”, zaś dziewczęta życzyłyby sobie wszystkich części „Igrzysk śmierci” S. Collins (prawie cała seria jest już przeniesiona na ekran, komercyjny sukces), „starej” już sagi „Zmierzch” S. Meyer (ostatnia część sfilmowana w 2012 r.), „Gwiazd naszych winy” J. Greena (i innych jego pozycji, wydanych przez Bukowy Las; premiera filmowa „Gwiazd” w Polsce – czerwiec 2014r.) oraz bardzo popularnej ostatnio serii „Nocna szkoła” C. J. Daugherty (zwiastuny serialu opartego na jej motywach można obejrzeć w sieci). Elementami wspólnymi wszystkich tych książek są: młodzi bohaterowie, z którymi czytelnicy mogą się utożsamiać, wartka akcja, często tajemnica, bogaty świat uczuć, które są udziałem opisywanych postaci oraz – co napisałam wyżej – adaptacje filmowe tych książek są kasowymi hitami w kinach na całym świecie. Oczywiście pojawił się wśród propozycji wspomniany wyżej „Harry Potter” J.K. Rowling, ale, według mojego rozeznania, u uczniów, którzy chcieli zaproponować cokolwiek, by nie zostawić pustego miejsca (oczywiście seria o młodym magu spełnia wszelkie warunki, by trafić w gusta młodych czytelników; wszystkie części serii dawno temu sfilmowane).

Wśród odpowiedzi na pytanie o znienawidzoną lekturę z podstawówki zarysowuje się wyraźnie podział uzależniony od płci czytelnika: chłopcy za najmniej lubianą lekturę uznali „Anię z Zielonego wzgórza” L.M. Montgomery; za to dziewczęta podawały „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza oraz „Chłopców z placu broni” F. Molnara. Wśród ulubionych lektur omawianych na wcześniejszym etapie edukacyjnym pierwsze miejsce – u obydwu płci – zajmuje zdecydowanie „Hobbit” J.R.R. Tolkiena (znamienne, że w grudniu 2014r. ukazała się ostatnia część komercyjnego hitu P. Jacksona, będąca filmową adaptacją dzieła angielskiego pisarza).

Wielu bibliotekarzy, którzy podzielili się na lubimyczytać.pl swoim obserwacjami na temat czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży, potwierdza moje wnioski z ankiety; podkreślają, iż nawet w przypadku popularnej serii o Harrym Potterze dzieci sięgają przede wszystkim po filmy, a tylko nieliczne decydują się na poznanie książkowego pierwowzoru, co widać po ilości wypożyczonych woluminów.

A co z listą lektur dla najmłodszych? Znowu odwołam się do opinii użytkowników portalu lubimyczytac.pl – otóż wielu z nich podaje jako swoje propozycje tytuły, które już są na liście lektur (np. „Lew, czarownica i stara szafa” C.S. Lewisa, seria o Mikołajku duetu Sempe – Gościnny, czy właśnie „Hobbit” Tolkiena); jeszcze inni, nie zważając zupełnie na przedział wiekowy czytelników, którym mają zaproponować lekturę, próbują przeforsować swoje ulubione tytuły (np. „Grę Endera” O. Scotta – Carda, „Psa Baskerville’ów” A.C. Doyle’a czy „Małego Księcia” A. de Saint-Exupery’ego).

Są też i ci, którzy podają solidne listy książek przetestowanych na własnych pociechach w wieku wczesnoszkolnym i te uważam za najbardziej wartościowe i przydatne. Co jest warte podkreślenia, wielu promuje polskich twórców, pojawiają się więc często nazwiska współczesnych rodzimych pisarzy: A. Onichimowskiej, B. Ostrowickiej, G. Kasdepkego, M. Brykczyńskiego, M. Rusinka, J. Olech czy H. Olczak – Moraczewskiej. Mają oni dar słowa, talent i wyobraźnię, by zawładnąć sercami najmłodszych czytelników.

By dziecko pokochało czytanie, musi się „zarazić” czyimś zaangażowaniem – jeśli – z różnych względów – tej miłości nie przekażą rodzice, powinni to być nauczyciele. Nie deprecjonowałabym też roli kinowych hitów będących adaptacjami książek w (pośrednim) promowaniu czytelnictwa. Jest szansa, że młody człowiek, rozsmakowawszy się w czytaniu, będzie sięgać po coraz ambitniejsze tytuły (i tu znowu pole do popisu dla dorosłych – pedagogów, bibliotekarzy i rodziców).

 Ewa Owczarska – nauczyciel mianowany, polonistka w Gimnazjum Nr 18 imienia Noblistów Polskich w Szczecinie.

Tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku pedagogicznym DIALOGI (Nr 1 (188), styczeń 2015, Szczecin)

źródło zdjęcia:
Photo credit: pedrosimoes7 / Foter / CC BY

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>