Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Był sobie Don Kichot

Dawno, dawno temu, pewien hidalgo ukochał czytanie książek. Magia słowa pisanego przenosiła go w świat księżniczek, potworów i złych czarnoksiężników. Postanowił więc tekst wcielić w czyn. W obronie Dobra stawał do walki ze Złem. Zawsze po jasnej stronie mocy. Narażając się na śmiech i drwiny, trwał nieugięcie. W obronie pokrzywdzonych, wdów i sierot. Z miłości do Pani swego serca. Don Kichot.

Powieść Cervantesa na trwałe zapisała się w historii literatury jako ta wyjątkowa, obfitująca w niezliczone motywy i pomysły fabularne, wykorzystywane po dziś dzień. Na czym jej wyjątkowość polega? Najprościej powiedzieć – na wszystkim, ale warto sobie uzmysłowić, dlaczego. Dlaczego kochamy Cervantesa? Bo wielkim pisarzem był (chyba za długo omawiam z młodzieżą „Ferdydurke”) i nie możemy oderwać się od cudów i czarów „Don Kichota”, gotowi jesteśmy pędzić i lecieć na ratunek rycerzowi. Dlaczego? Bo to arcydzieło. Poraża mnie myśl, że autor o tym nie wiedział…

Ta powieść jest jak „Incepcja” Nolana. Sami zobaczycie – w I części (ano tak, zapomniałam powiedzieć, że są dwie) informuje się czytelnika, że ma do czynienia z rękopisem Ben Engelego, a w drugiej Rycerz Smętnego Oblicza rozmawia o tym manuskrypcie i dowiaduje się, że po świecie krąży fałszywa wersja tomu drugiego i, o dziwo, spotyka jej bohatera, swojego sobowtóra. Nieźle zakręcone. Chyba nawet bardziej niż kultowy już film. Gdzie leży prawda? Tego nie wie nikt. A na dodatek jeszcze komentarze narratora, które podsycają wątpliwości. Co tu dużo mówić, „Don Kichot” jest prototypem swojego gatunku, a zabieg tekstu w tekście pozwala na całkiem nową rzeczywistość (sic!), zacierając granice pomiędzy fantastyką a realizmem.

A może Alonso, szlachcic z Manchy, nie potrafił wybrać między pigułkami? Czerwona czy niebieska? Może lepiej było mu żyć w wykreowanym przez siebie i innych pisarzy Matrixie niż zmierzyć się z rzeczywistością? Wygodnie, nieprawdaż? Ironia autora sięga głęboko, dalej niż siedemnastowieczny odbiorca potrafił sięgnąć, nawet jeszcze dalej niż dwudziestopierwszowieczny może. I zdradzę wam zakończenie, które jest… incepcyjno-matrixowe, serio. Nagle, zupełnie bez powodu, Don Kichot umiera. Cervantes go uśmiercił! Jak on tak mógł zrobić w ogóle! Takiego kochanego człowieka! Znaczy – powód jest i w sumie niejeden, ale to już doczytajcie sami…

Mirka Chojnacka

Miguel de Cervantes „Don Kichot z La Manczy”, przekład: Edward Boylé, Wydawnictwo Mg, 2020

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>