Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Byłam w marzeniu

klub-pickwickaSamuel Pickwick wraz z trójką członków nowo powstałego Stowarzyszenia Korespondentów Klubu Pickwicka wyrusza w naukową podróż po Anglii. Celem wyprawy jest opis, koniecznie szczegółowy, obyczajów i charakterów napotykanych po drodze osób, a także spisanie przygód czy też innych wspomnień związanych z rzeczoną podróżą. Z początku niewinnie rozwijająca się akcja, wkrótce przerodzi się w niesłychanie barwną opowieść, pełną pościgów, pojedynków, uciekających kapeluszy, flirtów i… więziennych smakołyków.

„Klub Pickwicka” nie nadaje się do szybkiego i pobieżnego czytania. Zamknięta w trzech tomach fabuła, miejscami zbyt rozwlekła, wymaga jednakże uwagi i skupienia, by niepostrzeżenie na sam koniec ułożyć się w spójną całość. Bohaterowie pojawiają się i znikają, by nagle odnaleźć się w więzieniu. Romans zaczyna się i raptownie urywa, by pan Tupman nigdy już nie mógł dojść do siebie. Pickwickiści przeżywają mnóstwo wzlotów i upadków, by Klub przestał istnieć… Doskonale przemyślany i fenomenalnie opisany chaos.

Dickens chyba chciał w tej powieści powiedzieć wszystko. Wszystko o XIX-wiecznej Anglii, o ludziach, życiu, filozofii miłości i wypijanych przez pickwickistów trunkach. A obserwatorem był nieprzeciętnym. Nie sądziłam, że tak niewiele w sferze polityki czy sądownictwa się zmieniło od czasów klasyka. Wyśmienity opis tanich strategii wyborczych rozbawia do łez (radości? smutku?) – jeśli kandydat ma się spodobać głosującym, to koniecznie musi pogłaskać po główkach dzieci, gdyż to wzrusza niesłychanie. Zaś przygłuchy i apodyktyczny sędzia wyprowadzi z równowagi każdego, kto będzie próbował dowieść swej niewinności. Wiele jest tych satyrycznych i humorystycznych perełek, niemniej świat Dickensa to przede wszystkim ludzie, charakteryzowani nie tylko opisem i zachowaniem, ale przede wszystkim językiem – poczynając od pana Pickwicka, przez setki postaci, na jego służącym Samie Wellerze kończąc.

No właśnie. Zakochałam się w Samie niechcący… Jak ja bym chciała, żeby ktoś mi taką walentynkę, taką prosto z serca, z umysłu, z rodzącego się uczucia napisał, ale tak tylko Weller potrafił! Postać służącego, choć drugoplanowa, jest skonstruowana z krwi i kości, przebijając tym wszystkie pozostałe. Nawet samego Pickwicka. Filozof ten, żyjący w świecie ideałów (wszak naukowiec), ze swoją naiwnością i prostodusznością wypada blado przy prawdziwym mężczyźnie, jakim jest Weller. A tenże ratuje Samuela P. niejednokrotnie z opresji, nawet specjalnie daje się zamknąć w więzieniu, żeby później… rozpędziłam się, ech, doczytać trzeba samemu. Na pewno Sam zasługuje na oddzielną opowieść lub choćby wydanie zbioru jego życiowych sentencji. Bo to facet, który był w marzeniu (czyt. myślał o ukochanej).

Ja też byłam w marzeniu – w świecie tak barwnym, tak klimatycznym, że prawie nierealnym – w świecie Dickensa. Nie spodziewałam się, że napisane już odrobinę przestarzałym stylem, dzieło autora „Opowieści wigilijnej” tak mnie oczaruje. Aż zaczęłam marzyć o tej zimnej i deszczowej Anglii sprzed blisko dwóch wieków, gdyż właśnie tam mężczyzna jest ogniem, a kobieta hubką. A koleje prawdziwej miłości nie zawsze bywają tak gładkie jak koleje żelazne. I, parafrazując walentynkę Sama, miłość przenika „Klub Pickwicka”. Serdecznie więc polecam tę lekturę na jesienne czy zimowe wieczory. Można się przy niej porządnie ogrzać prawdziwą przyjaźnią i nieodłączną szklanką grogu.

Mirka Chojnacka

Charles Dickens, Klub Pickiwcka, przekład: Włodzimierz Górski, Wydawnictwo Mg, 2016

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>