Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Było ich trzech

W każdym z nich inna krew, ale jeden… Właśnie – jeden cel, który przyświeca. Taki widoczny od początku do końca powieści. I warto ją przeczytać w związku z tym. Dać się porwać akcji, która zwalniając lub przyspieszając, wciągnie bez końca. Przemierzać wraz z postaciami puszcze lub miasta, sycić się zapachami, kolorami, dźwiękami, może smakami nawet. Kibicować walczącym bohaterom, obstawiać wygraną, smucić z przegranej. Poczuć magię. Rozmarzyłam się. Tego oczekuję od literatury fantasy i literatury w ogóle. Nie oczekuję natomiast od debiutu pisarskiego, choć książka Eweliny Stefańskiej zaskakuje. Niestety jest… tylko dobra. A mogłaby być bardzo dobra. I ponieważ „Więcej niż zło” jest pierwszą częścią cyklu, szczerze życzę autorce, by kolejne tomy zachwyciły.

Wracając do celu, tak sobie myślę, że on MUSI być. Czy to w fabule, czy to w życiu. Po co żyć, jeśli go nie ma? Po co czytać, skoro nie można go zdefiniować? Czasem trzeba dobrze poszukać, a kiedy się znajdzie, wtedy wszystko nabiera sensu. Ja nie znalazłam. Mówię oczywiście o tej powieści. Czytałam, czytałam, czekałam, czekałam. Nic. No way. Jak to tak? A tak to, że najpierw myślałam, że będzie o przygodach chłopaka (Ravi), od którego wymaga się więcej niż potrafi. Potem, że o kalekim czarowniku (Eustachy), który podaje się za zielarza. A na koniec, że o śledztwie kapitana Słowika (matko, jak to brzmi, prawie jak kapitan Sowa na tropie), kulejącego żołnierza i kobieciarza. Było ich trzech, w każdym z nich sami wiecie co. Losy bohaterów się splatają, ale dlaczego? Może w kolejnej części się wyjaśni, niemniej wolałabym choć odrobinę jasności w tej. I wiem, że to moja prywatna sprawa, czy mnie zachwyca, czy nie, czy przewierca duszę, czy nie, wzrusza itd. (za Gombrowiczem), ale… Dobra. Stop.

„Lorem ipsum dolor sit amet”. Pewnie nie zechce wam się wrzucić w wyszukiwarkę – uczyniłam to. Otóż, fragment tego tekstu wzorowany na dziele Cycerona pod tytułem „O granicach dobra i zła” (sic!), którego używa się do zaprezentowania krojów czcionek, a właściwie pojedyncze wyrazy z niego – pojawiają się w książce! I jeśli tytuł powieści nawiązuje do traktatu wielkiego oratora, a tłumaczenie z języka łacińskiego powyższego cytatu, mniej więcej znaczące: „Dużo bólu to dużo” (śmiać mi się chce czasem z translatora, serio, w każdym razie „dolor” = ból), ma związek z fabułą, to… brawo dla autorki! Jest w tym jakiś sens, bardzo, bardzo głęboko i daleko ukryty, prawie niewidoczny, ale jest! Mamy go! I wyszło na moje, znaczy na to, co podkreślam od lat trzydziestu z hakiem, że tytuł jest kluczem do interpretacji utworu. I tu chyba (z naciskiem na „chyba”) tak właśnie jest. Oceńcie sami.

Na koniec powiem, co mnie mimo wszystko zachwyciło i dlaczego przeczytałam „Więcej niż zło” do końca, choć w pewnym momencie naprawdę miałam dość i nabrałam ochoty na napisanie czegoś w stylu: „nie doczytałam, bo same nudy”. Gdyby nie początek rozdziału trzynastego (nomen omen), pewnie by tak było. A tu… tadam! Stało się! Uwielbiam poetykę oniryzmu. Tak jakoś mam, nie będę się tłumaczyć. I tenże początek rozdziału ściął mnie z nóg. Dawno albo nawet nigdy, nie dałam się tak podejść. Po prostu perełka. Magia. O dziwo, od tego fragmentu takich opisów jest coraz więcej, akcja toczy się szybciej, atmosfera staje się bardziej napięta, trup ściele się gęściej… Cóż, jakaż byłaby to bardzo dobra powieść, gdyby tak się działo od samego początku, ach! No nic, liczę na to, że w drugim tomie będzie znacznie lepiej, jaśniej i w ogóle. Celowo. Zachwycająco. Przewiercająco duszę. Wzruszająco. Rozmarzyłam się. Za kilka lat mieć u stóp cały świat… ech.

Mirka Chojnacka

Ewelina Stefańska „Więcej niż zło”, Wydawnictwo: Fabryka Słów Cykl: Kroniki Traw (tom 1)

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>