11/03/2017 r.

11/03/2017 r.

Pod naszym patronatem m.in.

Pod naszym patronatem m.in.
III Szczecinńskie Spotkania z książką dla dzieci i młodzieży

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

„…udają takich mądrych, a robią więcej głupstw niż dzieci”

nazywa się cukiniaIkar ma 9 lat i mieszka z mamą. Jego mama dużo pije i narzeka na mężczyzn.. Pomstuje na facetów odkąd jej mąż odszedł do innej kobiety. Tak często wygraża twierdząc, że to niebo zsyła na ludzi nieszczęścia, że jej syn chce …. zabić niebo.
Pewnego dnia w ich domu wydarzy się tragedia, w wyniku której Ikar trafi do domu dziecka. Zawiezie go tam policjant Rajmund, który odegra w życiu chłopca ważną rolę.
Zanim jednak obaj zbliżą się do siebie, Ikar, który woli by mówić do niego Cukinia, będzie musiał przystosować się do nowego życia. Życia wśród dzieci, których rodzice albo nie żyją albo trafili do więzienia. Każde z nich potrzebuje miłości i czułości. Nie zawsze jednak miłości rodziców. Bici, wykorzystywani seksualnie, patrzący na to jak ich rodzice piją, biorą narkotyki, awanturują się lub uszczęśliwiają obcych mężczyzn /jak matka przyjaciółki Cukini/, w domu dziecka przynajmniej czują się bezpiecznie. Życie tutaj jest uporządkowane i dość przewidywalne. Jednak traumatyczne dzieciństwo ma ogromny wpływ na ich zachowania i widzenie świata. Wciąż nie czują się ważni. Wciąż brak im wiary w dorosłych. /więcej/

Ciemniejsza strona Hollywoodu

Na zachód od Edenu_front„Na zachód od Edenu” zabiera czytelnika w fascynującą podróż – do fabryki snów, o której opowiadają wielkie sławy, ale też i postaci pośrednio z nią związane. Całe szczęście, że na końcu książki zostały umieszczone notki biograficzne, gdyż mimo jako takiej znajomości hollywoodzkich person, większość nazwisk nie była mi znana. Opowieść Jean Stein jednak na tym nie traci, wręcz przeciwnie – staje się wielką, powiedziałabym – polifoniczną historią wybranych przez autorkę potentatów filmowego biznesu. Od rodziny Dohenych począwszy, a na Steinach skończywszy.
905 Loma Vista Drive, Beverly Hills. Po wpisaniu adresu w wyszukiwarce internetowej i przybliżeniu na mapie widać, jak ogromną posiadłością cieszyła się rodzina Dohenych. Chandler uwiecznił tę rezydencję w „Żegnaj , laleczko”, a Mike Davis skomentował, że wszystko, co otaczało tę rodzinę, nabierało grobowego charakteru – „mauzoleum – granitowo-wapienne mauzoleum”. Innym przypominało bardziej plan zdjęciowy niż dom. Jak czuli się ludzie, mieszkając w czymś takim? Kim byli? Jean Stein opisuje swoje przeżycia związane z pobytem w Greystone – „To było jedno z tych miejsc, w których nie sposób czuć się swobodnie. Jak w muzeum – jeden fałszywy ruch i rzucą się na ciebie strażnicy”. /więcej/

Szczecin – miasto gryfów

Gryfy-w-Szczecinie__frontWakacje to dobry czas na to, by zwolnić… Szczególnie przechadzając się po ulicach naszego miasta. To nie pierwsza książka i nie pierwszy autor, który namawia nas, mieszkańców, by spojrzeć na Szczecin trochę inaczej, by odkryć w nim szczegóły, których na co dzień nie dostrzegamy.
Szymon Jeż, kieruje nasz wzrok na gryfy, których w Szczecinie jest więcej niż przypuszczacie. Pewnie wielu z nas słyszało, że Szczecin to „miasto gryfów” ale żeby było ich tu aż tyle? I kto je wszystkie policzy? Chyba nie mamy na to szans. Jednak pojawia się inna szansa. Na ciekawie spędzony czas. Na rodzinne lub w parach, spacery po naszym mieście.
Gryfy czekają w różnych zakątkach miasta. Nie zawsze wyeksponowane, nie zawsze na honorowym miejscu. Czasem trzeba nieźle się natrudzić by je dostrzec. Czas unieść głowę, wytężyć wzrok.
To symbol naszego regionu, wcześniej Księstwa Pomorskiego. Jest więc widoczny na różnych herbach i zabytkowych budowlach. Ale gryf to również element wielu współczesnych znaków graficznych i logotypów firm działających współcześnie w Szczecinie. /więcej/

Pypciologia stosowana

pypciePojawia się znienacka. Jest malutki, niby nic, ale trochę uwiera, nieco przeszkadza, odrobinę drażni. Po chwili nie można się od niego odczepić, myśli krążą wokół niego i co minutę sprawdza się czy jeszcze tam jest. Natrętnie świdruje, w końcu zaczyna być trochę śmiesznie. Pypeć na języku. Ale czy tylko?
Kazimierz – Nielisz – Cyców – Niemce. To nazwa słynnej trasy dla paralotniarzy. Pięknie wygląda na mapie. Lot można też zakończyć w miejscowości Haliny, co zmienia wydźwięk całości na bardziej patriotyczny. I już widać, że pycie to nie tylko wykwity dermatologiczne. Atakują także język, którym się komunikujemy. „Pypcie to nie tylko błędy. To także dzieła przypadku. Albo poczucia humoru samego języka. Gdy już raz człowiek zacznie mu się przyglądać, nie może przestać” – mówi Michał Rusinek, autor książki „Pypcie na języku”, zbioru felietonów publikowanych w krakowskiej Gazecie Wyborczej w latach 2013-2016. W jego przypadku pypciowanie zaczęło się od billboardu nieopodal Okęcia z napisem „Rękawice robocze z drugiej ręki”. Skłonny do makabreski ma słabość do fraz typu „Znaleziono psa. Wiadomość w smażalni”, informacji prasowych, że mąż wyniósł z pożaru swoją „świeżo upieczoną małżonkę” czy też ulotki z literówką warszawskiej agencji towarzyskiej „Panie czkają na panów w każdym wieku”. Nie może się oprzeć pokusie łypnięcia na panią Gwizdalankę, autorkę słownika operowego, czy frazeologicznej zadumy nad „Organizujemy sylwestry. Dowolne terminy”. /więcej/

Instrukcji nigdy za wiele

instrukcja-obslugi-matki,big,762043Gdyby tuż po narodzeniu, w głowach noworodków za pomocą czipów instalowano instrukcje obsługi najbliższych członków rodziny, być może żyłoby się nam wszystkim o wiele prościej. Mniej nieprzespanych nocy, krzyków, rodzinnych awanturek… Niestety nie ma tak lekko.
Związana ze Szczecinem, Małgorzata Gwiazda Elmerych, dziennikarka, pisarka i coach, pokusiła się o przygotowanie takiej instrukcji dla Nastolatków. Wiek docelowy 10-12 lat. Wydana w postaci niewielkiej książki „Instrukcja obsługi matki” zmieści się w większej kieszeni ich spodni. Teraz tylko wystarczy umiejętnie podsunąć im tę lekturę. Odnajdą tam siebie? Zrozumieją? Wykorzystają porady? Warto sprawdzić.
/więcej/

Bez mężczyzny…

matka.i.corkaŚwietna książka o rodzinnych relacjach. Właściwie o kobietach uzależnionych od mężczyzn. Wprawdzie akcja rozgrywa się w kulturze hiszpańskiej, niemniej jednak analogie są prawdziwe również dla naszych doświadczeń.
Autorka przedstawia życie, myśli, nadzieje i emocje czterech kobiet po tym, jak umiera mężczyzna będący dotąd osią ich życia. Mąż, brat, ojciec. Autorytet, rozjemca, opiekun. Nie są winne tego, że tak się stało. Dla każdej w jakiś sposób był tak ważny, że jego brak, spowoduje zachwianie ich egzystencji.
Jest również wątek poboczny, choć równie ważny. Jedna z córek wiąże się na długie lata z mężczyzną żonatym. Jego śmierć również powoduje lawinę zachowań kobiet mu bliskich. Jest konsekwencją jego nieobecności. Już nie może on kontrolować i programować ich zachowań tak, jak jemu wygodnie. /więcej/

Śmiej się pajacu

90095886 wchodzi kon do baru.inddKsiążka Dawida Grosmana jest niezwykła. Niezwykła na tyle, że nie można o niej zapomnieć długo po przewróceniu ostatniej strony. Właściwie, to w ogóle nie można o niej zapomnieć. Ładunek emocjonalny, który niesie ze sobą każda kartka, zostawia trwały ślad w umyśle i duszy. Ciężar spowiedzi starzejącego się komika przerasta nie tylko powieściową widownię, ale też odbiorcę. Zamiast pełnego żartów występu stand-upera, zostanie zmuszony do przeczytania tekstu o… niezwykłym chłopcu.
Właśnie, zmuszony? Otóż nie mam pojęcia, jak Grosman to uczynił, ale od pierwszych paru stron powieści czułam wewnętrzny nakaz towarzyszenia bohaterowi w tej szaleńczej wiwisekcji. Patrzyłam oczami emerytowanego sędziego na człowieka tłukącego się (dosłownie!) na scenie i nie mogłam się oderwać od dramatu Dowa Grinsztajna vel Dowalego Gee. Nic tak nie wciąga, jak oglądanie cudzej tragedii z bezpiecznej odległości… Śmiej się pajacu… Gorzej, gdy dystans się zmniejsza i stajemy się bezbronni wobec słów padających ze sceny. A bohater w nich nie przebiera, oj, nie. /więcej/

Ocalić od zapomnienia….

czy to pies“W głębokich borach i łanach
Mieszkają mityczne stwory
Czasem umilą nam życie
czasami nauczą pokory”

Ta pięknie wydana i zilustrowana książeczka nie tylko dzieci to wspólny debiut, jak sami o sobie piszą, “Młodego Dobrego Małżeństwa z Górnego Śląska”. Ona to “z zamiłowania ilustratorka i kocia mama” a on “niepraktykujący poeta i hobbystyczny muzyk”.
W książce znajdziemy całą plejadę częściowo zapomnianych słowiańskich stworzeń mitycznych. Dowiemy się, w jakim zawodzie najlepiej spełnia się strzyga, kto robi kręgi w zbożu, jaki stwór upodobał sobie poetów i bluesmanów oraz dlaczego mamunie dania mają ręce i nogi. Spotkamy południcę, latawca oraz leszego. Wejdziemy w świat chmurnika i zmory. Poznamy hobby biesów, zwyczaje domowików i najsłynniejszego utopca. Przypomnimy sobie, czemu mówimy, że licho nie śpi, a zmora dusi w nocy. Wszystko napisane lekkim i dowcipnym stylem, z ogromną sympatią do opisywanych stworów. /więcej/

Strona 1 z 8112345...102030...Ostatnia »