Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Zapomnieć o czasie

Lubicie błyskotliwe wypowiedzi, ocierające się o cynizm i zaprawione dawką sarkazmu? Albo jeszcze lepiej – czarny humor z domieszką groteski i dreszczyku? Nie? To nie mamy o czym rozmawiać. Nie czytajcie dalej, szkoda czasu.

Kiedy zapytałam szkolną młodzież, czy zna jakieś utwory Oscara Wilde`a, usłyszałam, że tylko „Portret Doriana Greya” i to bardziej film niż książkę. A przecież ten irlandzki z pochodzenia pisarz był także doskonałym eseistą i do eseju właśnie zbliża się gatunkowo „Portret pana W.H.”, ostatni tekst z wydanego przez MG zbioru nowel, dotykający problemu fałszerstw i apokryfów w literaturze i sztuce z Szekspirem w tle. Pozostałe krótkie formy również zachwycają, bo jak mają nie zachwycać, kiedy są pełne paradoksów, ironii, komizmu, a jednocześnie zmuszają do refleksji. Gorzkiej, dodajmy. /więcej/

Natura kontra kultura?

Jesteśmy dziś świadkami (i uczestnikami) przemian myślenia w wielu dziedzinach nauki. Bez wątpienia, do najbardziej pasjonujących zwrotów w myśleniu należy zmiana postrzegania relacji między ludźmi a zwierzętami. Coraz bardziej nauka zaciera tę „odwieczną” nieprzekraczalną granicę dzielącą świat człowieka (kultura) i świat zwierząt (natura). Przy okazji zmienia się sama definicja kultury, która przestaje być pojęciem związanym z definicji z działalnością człowieka. I o tym między innymi jest ta książka.
Zacznijmy cytatem: „Kultura to wiedza i umiejętności, które przenoszą się z jednostki na jednostkę i z pokolenia na pokolenie. Jest przekazywana s p o ł e c z n i e.” No właśnie, skoro zwierzęta mają pewną nieinstynktowną wiedzę i umiejętności i żyją – przynajmniej niektóre – w grupach, mają swoją niepowtarzalną kulturę. /więcej/

Holly Golightly wciąż w podróży

W niezwykłą, sentymentalną, podróż zaprasza nas Marzena Mróz- Bajon. Podróż różnorodną, kolorową, bo nie tylko od zwiedzanie domów wielkich pisarzy chodzi. Oczywiście, to ich sadyby stały się pretekstem do opowieści o czasach im współczesnych, przywołaniem historii ich życia, ale są przede wszystkim utrwaleniem materialnego śladu, który po nich pozostał. Dom wszak wiele mówi o swoim właścicielu, o jego upodobaniach, guście, sposobie patrzenia na świat i ludzi. Jest dopełnieniem wiedzy i materialnym dowodem istnienia.
Książka pani Mróz-Bajon jest cudownym zatrzymaniem czasu w którym żyli m.in. Bergman, Miłosz, Mann, Hemingway, Capote, Bułhakow, Wilde. To skrupulatna relacja z podróży w czasie i przestrzeni Mistrzów. Opis ich domów, mebli, dekoracji a także roślinności wokół. Widzimy te miejsca jak na obrazach holenderskich malarzy – prowadzi nas światło, półcienie, lekko poruszane wiatrem liście. Czujemy smak kończącego się lata i nadchodzącej jesieni (William Faulkner), gwar Brooklynu (Truman Capote), czy zapach Wenecji (Ezra Pound). Gdzieś czai się strach tworzenia Michaiła Bułhakowa w czasach tyranii Stalina, a przemijanie w Macondo uzmysławia wysiłek twórczy Margueza.
/więcej/

Rędzia 3.0

Tak sobie zerknęłam do historii moich publikacji i wyszło na to, że prawie równo rok temu (3 września 2020) napisałam o „Bliznach” Marka Stelara, czyli Rędzi 1.0. Historia kołem się toczy, jak to się mawia, więc całkiem niedawno zrecenzowałam „Sektę” i od razu, pochłaniając jeszcze przedpremierowo, „Głębię”, od której nie mogłam się oderwać. Trzecia część przygód Tomasza Rędzi, przeczytana w jedno niedzielne popołudnie, sprawiła, że zapomniałam o nieoczekiwanym końcu lata i głęboko jesiennej pogodzie.

Głębia, to słowo klucz, które pojawia się parę razy w całej powieści w kontekście tytułu, wyjaśniając jego znaczenie albo raczej – umożliwiając interpretację. Oczywiście, jak i w innych utworach Stelara, ten kryminał nie jest tylko opowieścią o rozwikływaniu zagadki przez komisarza policji, ale też utworem z… głębią. I z tejże głębi wynurza się powieść napisana świetnym stylem, trzymająca w napięciu i sprawnie sprowadzająca czytelnika na manowce, o ile się da. Bądźcie czujni, to może od razu wpadniecie na trop, tym bardziej, że w pewnym momencie Rędzia robi takie małe résumé ze wszystkiego, co wie. I opowiada to kotu. Scena przednia, tylko chyba wolałabym spróbować sama poskładać te puzzle. No nic, na szczęście Wilson nie odpowiada, bo to by już była totalna schiza. /więcej/

Rędzia 2.0

Tym razem będzie wstęp. O tym, jak fajnie (czyt. fantastycznie, świetnie, rewelacyjnie) czyta się książkę w pociągu. A zwłaszcza „Sektę” Marka Stelara, gdyż pociąg był relacji Wrocław Główny – Szczecin Główny i udało mi się skończyć posłowie w Chojnie. Jakem Chojnacka! Bo wiecie, to takie cudne uczucie, gdy czytam powieść, której akcja dzieje się w Szczecinie, będąc setki kilometrów od rodzinnego miasta, naprawdę. Naprawdę w sensie, że czyta się o znanych miejscach, a jest się daleko. Tak trochę nostalgicznie, nieprawdaż? Jednak z nostalgią „Sekta” ma niewiele wspólnego. Chociaż? Hmmm, może odrobinę, kiedy akcja przenosi się w realia sprzed kilkunastu lat.
/więcej/

Intymne życie kwiatów

Od prawieków cieszą nas swoimi barwami, kształtem, aromatem. Towarzyszą człowiekowi na każdym etapie życia – od narodzin po śmierć. Są wszędobylskie, potrafią wykorzystać najtrudniejsze warunki geologiczno-atmosferyczne, by zasiedlić teren i rozmnażać się (to wybrane gatunki). Jeśli chcielibyśmy poznać ich tajemnice, w tym także intymne, powinniśmy sięgnąć po książkę Maurice Maeterlincka „Inteligencja kwiatów”. Choć powstała ona wiele lat temu, do dziś zadziwia laika swoją dociekliwością w pokazywaniu zachowań tego gatunku – od budowy organów zasadniczych takich jak pręciki, słupek, pyłek, po sposób wabienia owadów i proces zapylania, czyli przedłużania gatunku. /więcej/

Tajemnicza wyprawa Storma

Nikt nie lubi pisać wstępów ani pewnie ich czytać, więc miejmy to już za sobą, przechodząc od razu do meritum.
„Czarna Góra” to kolejny, dwunasty już zbiór opowiadań bezjakubowych Wielkiego Grafomana. Tak, właśnie – grafomana. Brnąc przez te pięć historii obiecywałam sobie, że tym razem nie będę piać z zachwytu nad moim ulubionym Pilipiukiem, tylko porządnie skrytykuję zarówno styl, jak i kompozycję, i co mi tam jeszcze się wystuka na klawiaturze. Niestety. Dotarłam do końca i doznałam objawienia. Ujrzałam jednak jakiś zamysł ratujący całość. Obyście i wy go dojrzeli, bo zapewne wynagrodzi te słabsze partie, kiedy się trochę na autora powkurzacie.

Co mnie tak wyprowadzało z równowagi? Myślałam długo, jak mam to napisać, w końcu doszłam do wniosku, że ja zwyczajnie cały czas źle odbieram bezjakubowość. Wypaczona zostałam przez przygody egzorcysty amatora i już. W sensie – nie ma Jakuba, nie ma zabawy. A przecież Pilipiuk mógł w ogóle nie stworzyć Wędrowycza i te opowiadania byłyby… no właśnie, jakie? Nijakie. To pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, ale wcale tak nie jest. Nawet w ogóle tak nie jest. Tylko trzeba doczytać do końca. /więcej/

Bleshing

Globalizacja nie tylko zmienia nasz świat, zmienia także nasze mniemanie o historii ludzkości. Do niedawna byliśmy karmieni „wyspowym” obrazem dziejów: cywilizacje nie tylko powstawały niezależnie od siebie, ale też ich wzajemne oddziaływanie miało charakter raczej marginalny. Ten obraz jednak odchodzi do lamusa. Dziś wiemy, że poza nielicznymi wyjątkami, ludzie zawsze się przemieszczali a wraz z nimi podróżowały idee i przedmioty. O tym przede wszystkim jest książka Ansary’ego. To skrócona historia świata, jakże przydatna dziś, gdy znajomość historii podupada, której przesłaniem można by uczynić znany z teorii chaosu efekt motyla. Autor pokazuje, jak decyzja w jednym zakątku globu może wywołać skutki tysiące kilometrów dalej.
Wzajemna zależność przyczynowo-skutkowa to jedna idea Ansary’ego. Inną jest wzajemne przenikanie odległych z początku kultur, prowadzące do ich fuzji i powstania nowej, „płodnej” mieszanki. Na określenie tego zjawiska autor używa terminu bleshing. W rzeczywistości każda kolejna wielka cywilizacja to efekt swoich poprzedniczek, idei i wynalazków przejętych od innych i twórczo rozwiniętych. /więcej/