12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Dziwny ten świat…

Cudownie jest czytać o potworach (w horrorach) i innych straszydłach, kiedy doskonale zdajemy sobie sprawę, że zaistniały tylko w wyobraźni autora i/lub naszej własnej. Jak w takim razie odnieść się do faktu, że opisane przez autora historie zdarzyły się naprawdę? I że główną rolę grają w nich ludzie? Nie, nie ludzie – bestie, sadyści, zwyrodnialcy, psychopaci, mordercy, kaci, oprawcy (powoli słownik synonimów się kończy), a nazywanie ich „niegodziwymi śmiertelnikami” to wyjątkowo łagodne, wręcz eufemistyczne określenie.

Bestii w ludzkiej skórze jest wiele u Mahnkego – na szczęście styl gawędziarsko-radiowy, w którym pisze, łagodzi wymowę treści. I bardzo dobrze, gdyż tego ogromu potworności nie byłby czytelnik w stanie znieść od razu. Albo w ogóle. Czytając tę książkę, musiałam celowo robić przerwy na wytłumaczenie własnemu mózgowi – to już przeszłość, ubiegły wiek, historia, teraz to się już nie wydarzy… jakoś nie chciał mi zaufać. Wręcz przeciwnie, podsycał tylko strach i imaginację. I dziwnie – kazał przewracać kolejne strony i czytać, czytać o… wykolejeńcach, zbrodniarzach, dewiantach i seryjnych mordercach. /więcej/

Fikcja równości

„Nieboskie stworzenia” to rozmowa i wywiad rzeka. Rzeka, która w której nurcie tonęły i toną zwierzęta zwane braćmi mniejszymi i kobiety, które nie przeszły testu niewinności. Partnerami w dyskusji są Dorota Sumińska – lekarz weterynarii i propagatorka szacunku dla słabszych, mniejszych i bezbronnych oraz Tomasz Jaeschke – były duchowny i jedyny duszpasterz zwierząt w Europie – animalpastor, autor kilku książek. Rozmowę prowadzi Irena Stanisławska, dziennikarka która ma już na koncie wywiady i rozmowy z psychologami, dotyczące kondycji człowieka, rodzica i pracownika.

Czy jesteśmy zwolennikami czy przeciwnikami kościoła katolickiego, żyjemy w świecie w którym jego wpływ był i jest, a może i będzie ogromny, i to zarówno na życie jednostki jak i całych społeczeństw. Rozmowa „Nieboskich stworzeń” płynie przez tematy trudne i bolesne, porusza pamięć o wyrządzonych krzywdach i niechęć do unikania kolejnych, obejmuje kwestie, które dzisiaj szczególnie poruszają w podejściu kościoła katolickiego. Autorka podzieliła zagadnienia na rozdziały dotyczące spraw kobiet (nie tylko) w kościele, zwierząt, wolności jednostki czy wiary i religii. /więcej/

Teutonowie i oczadzeni, czyli jak wykiwać naiwniaka

Jak wygląda dyplomacja na najwyższych szczeblach państwowych, co warte są ustalenia, umowy, pakty panów we frakach najlepiej widać w książce Piotra Kitrasiewicza „Jego Ekscelencja na herbatce z Goeringiem”. To zapis opowieści ambasadora RP Józefa Lipskiego, którą tenże snuł już jako żołnierz armii polskiej w koszarach Francji, po przegranej kampanii wrześniowej 1939 roku.
Przez jedną noc, na żołnierskiej pryczy, wśród takich jak on Polaków pozbawionych Ojczyzny, zrelacjonował kilkuletnią pracę w ambasadzie w Berlinie. Jest to co prawda literacki zapis, ale oparty na faktach. I to właśnie one porażają, pozbawiają złudzeń. Uczestnicy tego dramatu – różnej narodowości dyplomaci to mniej lub bardziej sprytni gracze.
/więcej/

Czerwone czy czarne?

Już dawno stwierdziłam, że jeżeli odnajdziemy w książce lub filmie choćby jedną z zasad antycznej tragedii, to będzie to… dobra książka lub dobry film. Bez wyjątku. Podobnie jest z „Graczem” F. Dostojewskiego. Obserwowanie, jak powoli bohater (tragiczny) zmierza ku swemu upadkowi, jak nie jest w stanie uciec przed przeznaczeniem (fatum), jak każde pojawienie się w kasynie (konflikt tragiczny) naznaczone jest ironią (tragiczną) losu, sprawiło mi niemałą satysfakcję. Cały czas czułam litość i trwogę (katharsis), aż do… Koniec powieści jest zaskakujący i chętnie przeczytałabym kontynuację „Ruletenburga”.

Nie wierzcie „internetom”, że tę minipowieść Dostojewski napisał w miesiąc. Owszem, podyktowanie jej swojej przyszłej żonie zabrało mu dwadzieścia sześć dni, ale zamysł powstał prawie dziesięć lat wcześniej, w 1859 roku i przechodził ciągłe modyfikacje. Artykuł Teodora Derszaua, z opisem zagranicznego kasyna oraz niezawodnych sposobów na wygraną, stał się dla autora „Zbrodni i kary” niezwykłym odkryciem (za L. Grossmanem). Od tego momentu Dostojewski pochłania literaturę na temat ruletki i marzy o rozbiciu banku, a także o dziele, które ukaże postać namiętnego gracza, Rosjanina, na tle zachodniego kurortu. Przekonania, że ludzka inteligencja pozwoliłaby na złamanie systemu gry, nie pozbędzie się do końca życia. Co gorsza: „Widzę i rozumiem całą ohydę tej potwornej namiętności… a przecież tak mnie kusi, tak wciąga”. Czyż to nie bohater tragiczny? /więcej/

Winne interesy

Jak to jest, gdy czyta się książkę, w której prawie wszystko można przewidzieć, a jednak trzyma w napięciu? Może dlatego, że ciesząc się jak dzieci z dobrze odgadniętego zwrotu akcji, przeczuwamy niespodzianki? A może z satysfakcji płynącej z poczucia własnej (czytelniczej) wartości: „Och, przecież to było oczywiste” albo: „A nie mówiłem?”, któraż to satysfakcja staje się jeszcze większa przy samym końcu powieści, gdy nie damy się pisarzowi (mimo usilnych starań) wywieść w pole? Zapewne ze wszystkich wyżej wymienionych powodów, a także dlatego, że autorami są Charles Dickens i Wilkie Collins – dwóch przyjaciół, którzy mimo dzielącej ich różnicy wieku (12 lat), razem przetrwali wiele burz i stworzyli wiele dzieł.

Nie mogę napisać o „Bez wyjścia”, nie nakreślając biograficznego kontekstu tego utworu – otóż wielka przyjaźń Dickensa i Collinsa narodziła się na scenie i przetrwała bez mała dwadzieścia lat. Wilkie amatorsko zagrał w jednej ze sztuk Charlesa w 1851 roku i już rok później spędził lato w domu Dickensa w Dover. W 1852 roku ukazało się (dzięki Dickensowi) pierwsze opowiadanie Collinsa, w 1857 „Kobieta w bieli”, a w 1862 Dickens pomógł skończyć „No Name” uzależnionemu od opium przyjacielowi (doskonale naśladując jego styl). /więcej/

Jakubowa magia

Na kolejną książkę o Jakubie Wędrowyczu musiałam długo czekać, bo aż trzy lata od „Konana Destylatora” (2016). Hmm, a może by tak liczyć czas „wędrowyczami”? Szybciej by zleciało do następnego zbioru opowiadań przy założeniu, że jeden wędrowycz to dwa lata (uśredniając czas wydania dziewięciu książek od 2001 do 2019). Czyli następny za rok… ale pewnie pojawi się gdzieś koło 2021 i znowu będę musiała czekać na niezwykle fascynujące opowieści dziwnej treści.

Postać stworzona przez Pilipiuka zafascynowała mnie tak bardzo, że pomogłam prezentację na ustną maturę przygotować o polskim antybohaterze i egzorcyście amatorze z Wojsławic. I nawet abiturient dobrze na tym wyszedł (90% z egzaminu). Pewnikiem byłoby i 100, gdyby osoby w komisji doceniły czarny humor i wyjątkową kreatywność Jakuba. A było to jeszcze przed „Trucizną” i kolejnymi tomami przygód bimbrownika w gumofilcach. Strach się bać, ile procent udałoby się wydusić z „Karpie bijem”. Procentowego wyniku egzaminu oczywiście, nie zawartości alkoholu w alkoholu. Rety, zaczynam myśleć jak… /więcej/

Skóra zmartwień

Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie jestem już kobietą w balzakowskim wieku. Mam teraz więcej lat niż sam mistrz, który zmarł, mając pięćdziesiąt jeden. A trzydzieści (bo tyle się winno posiadać, by zasłużyć na powyższe określenie), to miałam iks lat temu… wieki temu też Balzac napisał „Jaszczura”, powieść-kwintesencję ludzkiego życia. I swojego własnego też.

Kiedy dobrze się wczytać w tę powieść, można się nią zachwycić. A wczytać się trzeba naprawdę intensywnie, żeby nie przegapić najważniejszego – nieuchwytnego na pierwszy rzut oka piękna. Piękna płynącego z niezwykłego balzakowskiego kunsztu prozatorskiego i metaforycznych (symbolicznych) znaczeń, które łatwo pominąć, gdy chęć przekartkowania zbyt długich opisów weźmie górę. A wielka szkoda by była, gdyż powieść tę czytać należy powoli, delektując się należycie każdym słowem. /więcej/

Zaprosili do stołu

To lektura przy której łapie się oddech, a świat wydaje się być mniej zwariowany. To rzecz o sprawach uporządkowanych, w których rodzina jest na miejscu pierwszym. Córka Tadeusza Konwickiego, Maria opowiada o swojej rodzinie – o ludziach obdarzonych niezwykłym talentem w dwóch co najmniej pokoleniach. Pisze o dziadkach Lenicach – Alfredzie znanym malarzu i kolekcjonerze oraz wujku Janie – malarzu i plakaciście. Wspomina mamę Danutę uzdolnioną malarkę i ilustratorkę książek dla dzieci, ale przede wszystkim pisze o swoim ojcu – Tadeuszu Konwickim – wielkim humaniście, literacie, który odcisnął piętno na powojennej kulturze polskiej.

Niezwykli to byli ludzie, żyli niespiesznie i zgodnie ze swoim dekalogiem – wierni w przyjaźni i trzeźwo oceniający to, co działo się wokół. Nie byli koniunkturalistami, odważnie mierzyli się z wydarzeniami, co pisarz Konwicki przypłacił kilkuletnim ostracyzmem wydawniczym. Dzieci (dwie córki) nie nauczyli gromadzenia dóbr materialnych i pogoni za nimi lecz myślenia i poszukiwania swojego miejsca na Ziemi. /więcej/

Strona 1 z 10512345...102030...Ostatnia »