Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Pokaż mi swoją iluzję, a powiem ci…

Powieść Vigdis Hjorth przyniosła mi nieoczekiwanie katharsis. Tym razem bardzo osobiste. Intymne wręcz. Nie spodziewałam się tego zupełnie, nie byłam gotowa. Nie teraz. Jednak skoro już dobrnęłam do końca, to spróbuję podzielić się emocjami, gdyż inaczej o historii Lotte Bøk nie potrafię napisać. Właściwie to nie o historii Lotte, a o historii każdego. Mimo że nie jesteście wykładowcami literatury dla aktorów. Tak, ta książka jest o nas, ludziach, którzy tworzą iluzje.

Jakie tam znowu iluzje, powiecie zapewne, przecież szara rzeczywistość to nie rekurencja ani film sensacyjny. Życie to po prostu życie. I już. I tak by było najprościej. I tak właśnie sobie je przeżyjemy. Ale nie Lotte, o nie. Ani ja. I ci, którzy przeczytają „Song nauczycielki” też nie. O ile są zdolni do autorefleksji. No właśnie. Ile razy ostatnio się zastanawialiście, kim tak naprawdę jesteście? Na kogo patrzycie w lustrze? Bo ja się zastanawiam od… jakiegoś czasu. Nie, nie, aż tak się nie obnażę, żeby zaraz ktoś sobie poskładał do kupy, co się ze mną dzieje. Nope. Figa z makiem. /więcej/

Blizny zostają na zawsze

Jakby tu zacząć… Najlepiej od końca, ale wtedy nikt nie miałby satysfakcji z finału. Bo wiadomo – nieważne jak mężczyzna zaczyna, ważne jak kończy. A Stelar kończy mistrzowsko. To może od początku? I tutaj też jest całkiem nieźle, zwłaszcza dla mnie, rodowitej szczecinianki, kiedy przeczytawszy pierwszy wers już wiem, że akcja rozegra się w moim rodzinnym mieście i to podczas pandemii koronawirusa w 2020 roku! Chapeau bas za ekspresowe napisanie tak dobrej powieści. I wydanie również.

Nominuję „Blizny” do kanonu lektur szkolnych. Licealnych. Z kilku mniej lub bardziej oczywistych powodów. I już słyszę te głosy sprzeciwu, że kryminał, że wulgarny język, że nie ma drugiego dna itp. itd. A ja uważam, że tę książkę powinien przeczytać każdy uczeń szkoły średniej. Nie mówię tego akurat jako polonistka, ale jako wychowawczyni z trzydziestoletnim stażem pracy. Każdy, bez wyjątku. Zanim pojedzie na jakąkolwiek wycieczkę. Nikt, naprawdę nikt nie zdaje sobie sprawy, jaka odpowiedzialność na opiekunach młodzieżowych wyjazdów ciąży. I jakie mogą być konsekwencje nieprzemyślanych czynów i dla uczniów, i dla osób, które zgodziły się sprawować pieczę 24/24. Tak, całodobowe pogotowie opiekuńczo-wychowawcze i wyrok sądowy, jeśli coś się złego wydarzy. Jak w Złocieńcu. /więcej/

Broszka z przeszłością

Lubicie intrygujące historie przedmiotów, które naznaczone są krwią i tajemnicą? Jeśli tak, to „Tajemnica broszki z opalu” Fergusa Hume`a zaspokoi waszą ochotę na mrok i dreszczyk emocji. Na deser autor zaserwuje wiktoriańską Anglię w tle i barwnie zarysowane postaci, które mogłyby się stać prototypami bohaterów wielu detektywistycznych historii. Sama fabuła również, choć miejscami może wydawać się naiwna XXI-wiecznemu czytelnikowi, to jednak spowoduje niepokój i chęć samodzielnego rozwikłania zagadki szybciej niż detektyw Hurd.

Wielka szkoda, że Hume nie uczynił właśnie Hurda i jego siostry pierwszoplanowymi bohaterami, no ale cóż – głównym wątkiem jest miłość Paula Beecota i Sylwii Norman, a także perypetie z nią związane – od rozczarowania brakiem spadku po ukaranie mordercy. I powiem, że mimo wszystko autor potrafi wyprowadzić w pole, właściwy szkielet z szafy wypadnie dopiero na samym końcu, a w międzyczasie damy się wodzić za nos aż do poniekąd szczęśliwego rozwiązania broszkowej afery.
/więcej/

Za granicą trzeba uważać

Mieliście ochotę kiedyś zniknąć? Tak po prostu – zniknąć i już. Bez śladu. Tylko co wtedy, kiedy jakaś uparta osoba będzie drążyć i drążyć, aż w końcu nas znajdzie? Wtedy… wtedy może uratuje nam swoją niezłomnością życie, bo takie „znikanie” zawsze ma powód, czasem zwyczajny, a czasem niezwyczajny. I czasem dobrze, że ktoś nie odpuszcza, choć wszyscy wokół mówią i myślą inaczej.

Panna Froy znika w jadącym z dużą prędkością pociągu relacji X (miejsce i dokładny czas akcji są także niewiadomą) – Triest. I tylko Iris Carr nie daje za wygraną, mimo chwilowego zwątpienia w swoją sprawność intelektualną, szuka starszej pani i snuje domysły. Oczywiście, nie zdradzę zakończenia, gdyż… pewnie wszyscy się domyślą już w połowie tej minipowieści, zwłaszcza po odrobinę zbyt naiwnej historii pana Hare, ale jakie to ma znaczenie? Przecież wic polega na tym, żeby gonić króliczka, a nie go złapać! A Ethel Lina White doskonale kluczy i wyprowadza w pole, aż samemu w końcu można we wszystko zwątpić. Nic dziwnego, że ta opowieść zainspirowała Alfreda Hitchcocka i w 1938 roku, jeszcze przed emigracją do USA, zrealizował trzymający w napięciu thriller. /więcej/

Włochy i Paryż – wspominaj lub planuj!

W czasach, gdy podróże po świecie nie są wskazane i najbezpieczniej zostać w domu, te dwa fotoprzewodniki mogą stać się substytutem wakacyjnych wypraw.
Claudia Martin, podróżniczka i autorka popularnych przewodników zabiera nas do Włoch a Alastair Horne – dziennikarz, podróżnik oraz wykładowca i doktorant w British Library i Bath Spa University opowiada swoimi zdjęciami o Paryżu, którego jest wielkim miłośnikiem.

Cudowne to wydania. Niewielkie, prawie kieszonkowe, z ogromną ilością pięknych zdjęć! Ci, którzy już odwiedzili te miejsca z pewnością z radością będą wspominać swoje podróże, a tym którym jeszcze nie było dane poznać stolicy Francji czy kraju z falistymi wzgórzami Toskanii, uświadomią ile jeszcze mają do odkrycia! /więcej/

Chwila relaksu

Swoją przygodę z dorosłą literaturą skandynawską rozpoczęłam od Jo Nesbø, który zafascynował mnie postacią niepokornego Harry`ego Hole`a i nordic noir. Potem przyszedł czas na Camillę Läckberg i Stiega Larsona, których nie muszę zapewne przedstawiać – zaliczam ich do moich ulubionych autorów, a poza nimi – Henninga Mankella, Karin Fossum, Lizę Marklund czy Ninni Schulman. Co mnie urzekło w skandynawskich kryminałach? Przede wszystkim mroczny klimat i dreszcz emocji, towarzyszący przez całą fabułę, a także bohaterowie z krwi i kości, uwikłani w ziemskie (a czasem nieziemskie) sprawy. I tego wszystkiego brakuje w najnowszej powieści Caroline Eriksson.
„Podglądaczka” z założenia miała być thrillerem psychologicznym z bardzo zagmatwana treścią. W sensie – trzeba tak skomplikować narrację, żeby się czytelnik nie połapał, kto jest czyim Mężem, kim jest tak naprawdę Elena i kto kogo zabija. /więcej/

Dobro partii dobrem narodu

Historia turystyki jest nierozerwalnie związana z ryzykiem uczestników i tragicznymi wypadkami podczas podróży. Większość z nich zostaje wyjaśniona, a rodziny ofiar mimo cierpienia zyskują spokój. Są jednak przypadki, kiedy wyjaśnienie jest niemożliwe, czy to z powodu trudności w dotarciu do miejsca, czy trudności w identyfikacji przyczyn wypadku. Jest jednak w historii turystyki przypadek, który trwa w pamięci nie tylko najbliższych ofiar – tragedia dziewięciorga młodych turystów zmierzających w kierunku uralskiego szczytu Otorten.

Pisząca pod pseudonimem Alice Lugen pisarka, przez lata badała powiązania najwyższych władz ZSRR ze sprawą grupy Diatłowa. /więcej/

Reportaż z prowincji

Z pomysłu na podróż przez Polskę tak zwanymi opłotkami powstała opowieść o wędrówce po kraju, nie po sztampowych miejscowościach ze zdjęciami emblematycznych zabytków, ale ze szczerym opisem ludzi i miejscowości. Okraszona zdjęciami szyldów, budek, sklepików i dróg. Autor Piotr Marecki wybrał się tam w podróż „przedślubną”, pakując do samochodu najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszając na zobaczenie tego o czym niewielu wie i niewielu chce poznać (i widzieć). A zrobił to bez GPS-u, co w naszych czasach zaczyna jawić się jako wyczyn.

Na początku opowieści nie mogłem się przemóc do tej książki, drażnił mnie język, opis znoszenia rzeczy do samochodu z podkreślaniem ich marek, robienie „instatorek” – cytat za autorem. Kiedy jednak rozpoczyna się podróż Polską lokalną, pojawiają się postacie i rozmowy wpadłem jak śliwka w kompot. /więcej/