WIOSNA 2020

WIOSNA 2020

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Masz gen DRD4?

To książka dla wszystkich, którzy są ciekawi samych siebie. Szukają odpowiedzi na dręczące pytania np. dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej? Dlaczego smakują nam określone potrawy a na inne nie możemy patrzeć? Skąd biorą się nasze uzależnienia od papierosów, hazardu, alkoholu, narkotyków czy ryzyka? Dlaczego niektórzy z nas są bardziej podatni na nastroje i łatwiej wpadają w depresję? Dlaczego młodzieńcza miłość jest tak różna od dojrzałej? Dlaczego trzymamy się razem i jesteśmy monogamiczni? Dlaczego jesteśmy religijni? Do tego jeszcze dołożyć trzeba próby dania odpowiedzi na wiele innych ciekawych pytań – co nam burczy w brzuchu i jak dobre bakterie jelitowe ułatwiają nam życie i sprzyjają zdrowiu oraz wiele, wiele innych, u których podłoża leży tajemnica struktur DNA oraz biochemia człowieka.
/więcej/

„Gdy wszyscy idą w prawo, idź w lewo”

Minął jakiś czas, od kiedy napisałam recenzję „Wiatraków” Krzysztofa Zajasa (2018), nadawszy jej tytuł: „Zemsta łagodzi ból?”. I nic się nie zmieniło – vendetta znowu jest leitmotivem najnowszego kryminału krakowskiego profesora, czego i tak można było się spodziewać, gdyż akcja pierwszego tomu trylogii pomorskiej utknęła na porwaniu Lucka Bałysia. A właściwie to Bałyś utknął gdzieś w okolicach Słupska i wszelki ślad po nim zaginął.

Długo przyszło mi czekać na kolejną odsłonę przygód pary przyjaciół (Krzycki – Bałyś). I to takie dziwne uczucie człowieka ogarnia, bo przez te dwa lata wiele się w moim życiu wydarzyło, a Lucek ciągle w tym samym miejscu (no, może w innym bunkrze). Wiecie, w powieści czas się jakby zatrzymał – zaczynam czytać, ja, inna już osoba (grubsza i starsza na ten przykład), a Krzycki ciągle w szpitalu. Niesamowite, gdyż, po pierwsze primo, będzie trzeci tom, a po drugie primo – będę znowu musiała uzbroić się w cierpliwość i miną kolejne lata, a Bałyś… nie, nie zdradzę zakończenia! Ale, co tu dużo mówić, lepiej zaczekać, niż potem narzekać. /więcej/

Zima nadchodzi…

Jak to jest, że niektórym udaje się własne hobby, a potem pasję, zamienić w całkiem przyzwoitą pracę? I to dochodową. Taka mniej więcej była droga Kim Renfro do napisania przewodnika po „Grze o tron”. Nieoficjalnego. Nie mam pojęcia, skąd wzięła się ta „nieoficjalność”, gdyż wszystko, co można znaleźć w tej książce, jest na podstawie autentycznej, wieloletniej fascynacji autorki prozą Georga R. R. Martina i jej filmową ekranizacją. Entuzjazm dziennikarki „Insidera” zaowocował bardzo dogłębną i wszechstronną analizą zarówno powieściowej sagi, jak i serialu, co przyniosło (nie)spodziewany efekt – pasjonującą lekturę, po której chyba jeszcze raz obejrzę ostatni sezon. /więcej/

Krzew bzu, figura św. Nepomucena i wąsy Lecha

To epicka historia chłopskiego rodu Baryckich od czasów przedwojennych, do lat przełomu Solidarnościowego. Widzimy ją oczami syna Leona Baryckiego – Antka. Tak jak wiele losów polskich tamtego okresu, historia ta pełna jest dramatycznych zwrotów, dosadnych opisów, magii ziemi i cierpienia ludzi ją kochających. Zapamiętane obrazy z Małopolski Wschodniej wyłaniają się z szeregu magicznych scen – ogrodu, którego mocna woń kwitnącego bzu otumania, zabaw dziecięcych, rytuałów rodzinnych, w tym najważniejszego – wielopokoleniowej religijności oraz trudnego sąsiedztwa z Ukraińcami.
Miłość, nienawiść, dojrzewanie w cieniu bzu, a także wojna ze wszystkim swoimi okropieństwami, w tym rzezi Polaków przez bandy Ukraińskie i spalenia w stodole matki wraz z rodzeństwem towarzyszyć będą ocalonym Baryckim – ojcu i synowi przez resztę życia. Gdy trafią na Ziemie Odzyskane i osiedlą się w małej miejscowości, wybiorą dom z krzewem bzu i figurą świętego Nepomucena strzegącego obejścia. Łatwiej będzie im zaakceptować autochtonkę Niemkę niż sąsiada Ukraińca.
I znów historia da znać o sobie – przemiany ustrojowe w Polsce sprawią, że, pojawia się nowy typ człowieka – chłopointeligent, który wraz ze zdobywanym w pocie czoła wykształceniem stanie się inteligentem chłopskim. Mniej ziemi, więcej wykształcenia. Nowe czasy wymuszą zmiany światopoglądowe – to już nie Kościół, a towarzysze dyktować będą jak powinno się żyć.
Jakie decyzje podejmować, czym kierować się w życiu? Aby przetrwać ten świat, by nie ulec światu złemu trzeba być sprytnym a jednocześnie dbać o swoją tożsamość, trwać w więzach rodzinnych. Czy udało się to Antkowi Baryckiemu? /więcej/

Najlepszym kapitałem na przyszłość jest przeszłość

Najnowsza książka Dominiki Słowik jak w krzywym zwierciadle obrazuje odbicie przemian w Polsce lat 90 tych XX w. i pierwszych lat XXI w. Wydarzenia krajowe są skondensowane i skupione w maleńkiej Cukrówce, w jak w soczewce. Społeczność, gdzie wszyscy znają wszystkich, a najbardziej interesujące są tajemnice sąsiadów, bezinteresownie kibicuje upadkowi tych którym wiedzie się lepiej, nie oszczędzając i tych, którym powinęła się noga.
Bohaterką i narratorem Zimowli jest nastolatka, córka księgowego i muzealniczki oraz wnuczka babki Sareckiej – domniemanej, nieformalnej władczyni Cukrówki. W życiu bohaterki ściera się zabobon i racjonalizm, praktyczność i gapiostwo dorosłych z oparami pierwszych narkotyków i alkoholu używanego ze znajomymi.
Zapadając się w lekturę Zimowli czytelnik obserwuje dwie twarze przemian cukrowian i otaczającej ich rzeczywistości. Mistyczną stronę reprezentuje ojciec głównej bohaterki oraz jego przemiana z przyziemnego księgowego we wróża i astrologa. Jego strach i brak akceptacji dla nieuchronnego powoduje chęć ukrycia się za maską ezoteryki. Stronę racjonalną i do bólu realistyczną reprezentuje babcia głównej bohaterki, była towarzyszka Sarecka, która widząc nieuchronność upadku systemu z zimną krwią dokonuje wymiany tajnych teczek osobowych na wizę do USA i bez żalu opuszcza Cukrówkę. Zostawia jednak wnuczce „babiznę” – spadek i testament, w którym celowo pomija, podobnie jak, w życiu ojca bohaterki, wyrosłego z nudnych tabelek księgowych domorosłego wróża i chiromantę.
/więcej/

Co kryje się pod powierzchnią

Tajemnice ziem zachodnich, zwanych w czasach minionych odzyskanymi, fascynują do dziś. Stanowią źródło inspiracji nie tylko dla miłośników historii i poszukiwaczy skarbów, ale jak świetnie pokazał to, w swojej kolejnej książce Marek Boszko-Rudnicki, są nieustającą inspiracją dla autorów powieści.

W książce „Szpony diabła” spotykamy bohatera, znanego czytelnikom z kart „Remedium 111”, dziennikarza lokalnej gazety – Petera. Akcja rozpoczyna się podczas odwiedzin na lokalnym jarmarku, w którym szczecinianie rozpoznają zapewne doroczny Piknik Pasji. Peter kupuje militaria z czasów II wojny światowej, jednocześnie wplątując się w dziwną sytuację w wyniku której otrzymuje tajemniczą paczkę. Tuż po wizycie na targowisku wybucha pożar, w ogniu giną sprzedawcy, a stoisko które odwiedził bohater ulega całkowitemu zniszczeniu… potem tempo wydarzeń wciąż rośnie. Autor tym samym rozpoczyna fabułę w stylu samego mistrza Hitchcocka.

/więcej/

Czy wiecie, że…

Jak fascynującym stworzeniem jest człowiek, chyba nie muszę nikomu mówić. Jednakże, po lekturze popularnonaukowej książki Billa Brysona, mogę śmiało powiedzieć, że… człowiek jest niezwykły, niepowtarzalny i niesamowity! Autor odsłania przed czytelnikami tajemnice ludzkiego ciała i nie tylko, zaprasza również do niekończącej się przygody z otaczającym nas wszechświatem i naukowymi odkryciami.
Tę książkę czyta się jak najlepszą powieść – tyle, że bohaterem jest nasz własny, dobrze (podobno) znany organizm, który z każdą kolejną stroną nabiera innego wymiaru. Po kilkudziesięciu przeczytanych kartkach zaczynałam się dosłownie bać tego, co odkryję na kolejnych. Jak mało wiem albo raczej – jak nic nie wiem. Sokrates miałby ze mnie niezły ubaw – olśniło Chojnacką, że wie, że nic nie wie. No cóż, do wszystkiego trzeba dorosnąć. Lepiej późno niż… później.
/więcej/

Poeta piosenki

26. kwietnia 1988 r. na Powązkach podczas pogrzebu 46-letniego Jonasza Kofty zbiera się tłum. „Patrząc na żałobników – najpiękniejsze dziewczyny Warszawy i praskich meneli, siwowłosych generałów i artystów o sławnych nazwiskach, muzyków jazzowych i klezmerów z knajp III kategorii, nowobogackich i kohabitujących ze starą biedą inteligentów – trudno się było oprzeć zdumieniu, że wszystkich ich zdążył poznać” – powiedział poeta, pisarz, satyryk Ryszard Marek Groński. „Kiedy umarł, nie pracowałem już z nikim. Nie było zawodnika tej klasy, co on” – dodaje kompozytor Antoni Kopff. A Stefan Friedmann, przyjaciel Kofty, znający go najlepiej, współtwórca ich nierozłącznego duetu z kultowych skeczów radiowych „Fachowcy”: „Byłem czworonogi i nagle zostały mi tylko dwie nogi. Miałem poczucie, że nie dam sobie bez niego rady, że będę się wszystkiego musiał uczyć na nowo. Bez niego nie byłoby połowy mnie, a połowę łatwo zdmuchnąć. Myślę o nim codziennie. Los dał mi jeszcze życ, żebym mógł o nim mówic”. Ponad 30 lat po śmierci Kofty, książka Piotra Derlatka „Jego portret. Opowieść o Jonaszu Kofcie”, pokazuje, że wyrwa w sercach i pamięci bliskich mu ludzi trudno się zabliźnia. Był bowiem jak duch, silnie naznaczał swoją obecnością, jak znikał zostawała tylko jego twórczość. /więcej/

Strona 1 z 10912345...102030...Ostatnia »