16 marca 2019 r.

16 marca 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Eleonora Akwitańska – emerytura na tronie

I oto mamy trzeci tom powieści Elizabeth Chadwick o życiu wielkiej królowej średniowiecza – Eleonory Akwitańskiej. Jej mąż król Henryk II Plantagenet więził ją przez wiele lat w odosobnieniu. Była to kara za poparcie jakiego udzieliła swym synom w trakcie ich buntu przeciw Henrykowi. Synom wybaczył, ale nie jej. Pomimo jego nacisków, Eleonora nigdy nie wyraziła zgody na rozwiązanie ich małżeństwa. Wiedziała, że tylko pozycja prawowitej żony i królowej może ją ocalić.

Cierpliwość, siła charakteru, hart ducha, odwaga i okoliczności sprawiły, że przeżyła niewolę i swojego męża. W lipcu 1189 roku Henryk II zmarł w Chinon. Wraz z jego śmiercią, Eleonora odzyskała wolność i władzę. Miała wówczas około 67 lat. Trzecia część powieści opowiada jej losy aż do śmierci, czyli do 1 kwietnia 1204 roku. Zmarła mając 82 lata. /więcej/

Ogród z wyobraźni

„Jaką ja jestem szczęśliwą kobietą, że żyję w ogrodzie z książkami, z dziećmi, z ptakami i kwiatami i w takim spokoju, żeby się tym wszystkim rozkoszować.”
Te słowa wzięłam za motto moich refleksji po przeczytaniu autobiograficznej powieści Elizabeth von Arnim pt.” Elizabeth i jej ogród”.
To była niezwykła lektura. A przecież nie z takimi tekstami obcowałam w swoim czytelniczym doświadczeniu. Jednak powieść Elizabeth i jej ogród, która dzięki szczecińskim dziennikarkom-tłumaczkom, Elżbiecie Bruskiej i Berenice Marcie Lemańczyk, trafiła po raz pierwszy do rąk polskiego czytelnika, przywróciła mi ponownie wiarę w słowo pisane, w możliwość obcowania z tekstem literackim bez przymusu, a tylko z niewysłowioną przyjemnością. Delektowałam się słowem, obrazem, radością lekkiej frazy, niewymuszoną ironią czy subtelnym dowcipem. Jednym słowem… już dawno nie czytałam tak dobrej książki. I te moje ulubione klimaty… przełomu XIX i XX wieku. I to miejsce … podszczecińskie Rzędziny dzisiaj… wówczas, gdy przybyła do nich przyszła autorka powieści, nosiły nazwę Nassenheide i należały do majątku von Arnimów. /więcej/

Jestem inna

Zawsze chciałam być czarownicą. Oczywiście taką dobrą, która pomaga ludziom. I najbardziej na świecie pragnęłam… zabierać ból. Jakikolwiek, czy to fizyczny, czy to psychiczny, taki, wobec którego współczesna medycyna jest bezsilna. No i co by to było, gdybym w 1775 roku przy pomocy naparu z kory wierzby białej przyniosła ulgę artretyzmowi dziedziczki Stokowskiej? A dzięki imbirowi zmniejszyła obrzęk stawów? Boże uchowaj! Nie minęłoby wiele czasu, a spłonęłabym na stosie. Za co? Na to pytanie można znaleźć odpowiedź w powieści Tomasz Kowalskiego, ale podpowiem – za to, że jestem… inna.
Wprawdzie akcja „Nie pozwolisz żyć czarownicy” dzieje się w czasach odległych, oświeceniowej Polski, lecz problem pozostał ten sam – ludzkiej zawiści i strachu przed nieznanym. Ha, byłabym wiedźmą wtedy, bo „(…) ze względu na wiek i wynikającą z tego faktu niepłodność traciły [nawiedzone] moc czynienia czarów. /więcej/

„Lepsza bezimienna mogiła niż życie w upodleniu”

Coraz więcej historii prawdziwych z okresu powojennej Polski (1945-1956) doczekuje się publikacji. Ludzie nie boją się opowiadać i wspominać czasów swojej gorzkiej młodości. Czasu straconych szans i nadziei na wolną Polskę. Tak jest i w tym przypadku. Do rąk czytelników trafia książka będąca zapisem losów żołnierzy wyklętych z terenu Mazur i Kurpiów, w tym zastępcy „Roja” Władysława Grudzińskiego pseudonim „Pilot” i jego ukochanej żony Anastazji Glinickiej. Byli ze sobą bardzo krótko – od nocy świętojańskiej 1949 roku do śmierci „Pilota” w czerwcu 1950 r. Po aresztowaniu Anastazji przez UB, w więzieniu, na świat przyszła ich córka Helena Grażyna. I to cudem, gdyż niemowlak był niedożywiony, słabowity. Lekarze nie dawali na początku szans na przeżycie. Dziecko do czasu odsiedzenia 2-letniego wyroku przez matkę, przygarnęła babcia. Córka zna tylko z przekazów słownych swojego ojca, ojciec nie zdążył jej nawet ucałować… /więcej/

Wszędzie może być Pas Rdzy

Tej historii nie wymyślono, ona naprawdę się zdarzyła, a problemy w niej przedstawione dotyczyły i nadal dotyczą ogromnej rzeszy amerykańskich rodzin, których bieda wygnała z upadających kopalń Appalachów, by w poszukiwaniu pracy oraz lepszej przyszłości zwędrować aż tu, do przemysłowego Pasa Rdzy Środkowego Zachodu Ameryki. Powstające jak grzyby po deszczu fabryki, stalownie, huty kusiły (obecnie już nie kuszą, gdyż większość z nich zamknięto) mirażem stabilizacji, lepszych zarobków, dorównania do klasy średniej. Nielicznym, w tym autorowi, udało się wyrwać z zaklętego kręgu biedy, przemocy, uzależnień i osiągnąć sukces zawodowy w życiu. J.D. Vance, uczestnik tych przemian, opisuje swoje dzieciństwo z okrutną szczerością. Okrutną bo rozliczającą rodzinę za bagaż psychiczny, którym go obdarzono. /więcej/

Zdobywać niezdobyte

Chyba w każdym człowieku drzemie chęć przekraczania pewnych granic. Jako ludzkość przekroczyliśmy już dawno barierę dźwięku, marzymy o pokonaniu prędkości światła… Choć praw fizyki nie zmienimy (za kabaretem „Dudek” – bo nie jesteśmy głąbami), to będziemy iść dalej i dalej, aż na kraniec tęczy… lub na sam szczyt. Na szczyt Annapurny.
Jest rok 1950, niedawno skończyła się wojna. Grupa śmiałków pod przewodnictwem Maurice`a Herzoga wyrusza w góry, ale nie byle jakie góry, bo mające ponad osiem tysięcy metrów wysokości, na których zboczach ani szczytach nie stanęła jeszcze ludzka stopa. Nawet rysowane mapy są niedokładne, przełęcze znajdują się w innych miejscach, w sumie – nic nie jest do przewidzenia w trakcie tej wyprawy. A na pewno nie to, jak się skończy dla dwójki śmiałków – Herzoga i Lachenala. I choć alpiniści liczą się z ryzykiem, to jednak czasy były… surowe jak góry. /więcej/

Kieliszek szampana?

Chyba każdy choć raz w życiu doświadczył takiego uczucia, że coś zupełnie wymyka mu się spod kontroli. Czego by nie zrobił lub nie powiedział, to i tak sprawy potoczą się w nieoczekiwanym kierunku, a raczej – w tym zupełnie niechcianym. Na dodatek, wszyscy jakby sprzysięgają się przeciwko ustalonej z góry wersji wydarzeń, nikt nie wierzy w żadne słowo, a bezsilność dopada z siłą wodospadu. Nic tylko się upić. Albo wskoczyć do morza…

Akcja najnowszej powieści Ruth Ware dzieje się właśnie na morzu. Ekskluzywny statek (aczkolwiek niewielkich rozmiarów) zabiera w rejs do Trondheim garstkę pasażerów, między innymi dziennikarkę po przejściach traumatycznych, na antydepresantach i z problemem alkoholowym. /więcej/

Tym razem prawdziwe

Sporo w życiu widziałam i sporo przeczytałam. A jednak dałam się nabrać. Czuję się w tej chwili, tuż po odłożeniu powieści Rudnickiej, jak… jak mała dziewczynka, rozczarowana i nadąsana, że ktoś coś obiecał, a nie dotrzymał słowa – zamiast lalki pod choinkę dostałam (żywego) braciszka, buu. A miało być tak pięknie! Stara i głupia, ale też pełna podziwu jestem dla umiejętności autorki. Tak mnie wyprowadzić w pole! Nie mogę się otrząsnąć z ostatniego wrażenia, naprawdę.
Oprócz zakończenia, imponują przede wszystkim dialogi. Właściwie ta powieść jest jednym wielkim dialogiem, przerywanym gdzieniegdzie narracją. I kolejny raz autorka udowadnia mistrzostwo pióra – takich zabawnych, naturalnych i życiowych rozmów nie znalazłam jeszcze nigdzie. Wywołują uśmiech wewnętrzny, a kiedy już się nie da inaczej – salwy śmiechu, najzdrowszego, jaki istnieje, bo szczerego. A ze szczerością wobec siebie bywa różnie, więc warto czasem się poddać i odprężyć. Nie oszukujmy nikogo… /więcej/

Strona 10 z 101« Pierwsza...89101112...203040...Ostatnia »