Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Kobieta z puchu i stali

Jak do tej pory nie zawiodłam się na książkach Wydawnictwa Znak. Ich propozycje lektury zawsze niosą ze sobą dużą dawkę emocji, wiedzy i poprawności językowej. Są wypełnieniem Wszechświata. Tak jest i tym razem – Autorka książki, Karolina Pasternak dokonała rzeczy niezwykłej – postać wybitnej polskiej reżyserki (o której wydawać by się mogło, że wiemy prawie wszystko) ukazała w nowej optyce literackiej. Dotarła do interesujących detali biografii, dla mnie zupełnie nieznanych, pokazała je oczami przyjaciół i znajomych.
Ten wielogłos buduje niczym sprawny rzeźbiarz postać wielowymiarową, by nie rzec, doskonałą. A na pewno spełnioną. Do tego liczne. czasem niepublikowane dotąd zdjęcia dopełniają tej literackiej całości. /więcej/

Romeo i Julia w czasach wojny

Anna to dziewczyna, z którą większość płci pięknej chciałoby się utożsamić. Atrakcyjna, młoda, ambitna. Kobieta, która wie, czego chce, wie też, jak to osiągnąć. Swoją zaradnością przynosi chlubę rodzinie oraz całej fordońskiej społeczności. Gustaw tymczasem, to tajemniczy przybysz, o którym wiemy tylko tyle, ile sam o sobie zechce powiedzieć. Równie skryty, co przystojny, jeśli wierzyć słowom bohaterki.

Cała historia podzielona jest na dwie części – teraźniejszą i przeszłą. Anna, jako już dorosła kobieta, wraca do Szczecina, by jednej z gazet opowiedzieć, kim naprawdę był Gustaw Guderian. Większa część akcji dzieje się jednak w Fordonie, nieopodal Bydgoszczy, kilkadziesiąt lat wcześniej. To tam, Łabędziówna dorastała wśród braci, sąsiadów Niemców i Żydów, plotkujących przekupek i  kochających ją rodziców i przyjaciół. /więcej/

Siła wiatru

Jestem zła. Zła na Stelara. Że napisał „Skruchę”. Dobra, jestem wkurzona w sumie nie na to, że ją napisał, ale że miejscem akcji uczynił Nowe Warpno. Nie wiem, jak wiele wiecie o tej mieścinie, ale… słuchajcie, nie jedźcie tam! Któż by przecież chciał pooddychać świeżym powietrzem w urzekających okolicznościach przyrody, w klimatycznym miejscu niedaleko granicy albo zjeść dobrą rybkę w jednej z wymienionych w powieści knajpek. Dajcie spokój – gdzie nie spojrzeć woda, woda i woda Zalewu Szczecińskiego. Same nudy. Jakiś glamping w Podgrodziu czy polanka na dzikie biwakowanie. I pusto. Szkoda czasu. /więcej/

Dom z książek

Nie pamiętam już, jak i kiedy zaczęła się moja przygoda z siostrami Brontë, nie jest to też najistotniejsze, choć w przeczytanych przeze mnie w sieci recenzjach „Profesora” tak właśnie rozpoczynają się akapity. Nie nazwałabym również „przygodą” tego, co połączyło mnie z trzema (a może jedną?) kobietami, których powieści zasłynęły na całym świecie. To jest… Fascynacja? Zauroczenie? Podziw? Tak, chyba ostatnie określenie jest najwłaściwsze, gdyż nie sposób bez należnej atencji o twórczości Brontë pisać. /więcej/

Złoty środek

„Myśl o jedzeniu jak o źródle energii. Tak przecież rzeczywiście jest: zaledwie parę miesięcy temu energia zawarta w związkach chemicznych brokułów była fotonami, które powstały w reakcjach termojądrowych na Słońcu! Znaj i szanuj jedzenie – a ono ci się odwzajemni.”
A. Beloveshkin

Stres, permanentna dekoncentracja, powszechnie gloryfikowana wielozadaniowość i zawrotne tempo życia powoduje powodują, że jedzenie stało się niechcianym przerywnikiem i stratą czasu. Andrey Beloveshkin, wykładowca i doktor nauk medycznych, w swojej książce namawia nas do przywrócenia codziennym posiłkom ich właściwego znaczenia.
W ostatnich kilkunastu latach zaobserwowaliśmy gigantyczny wzrost ludzi cierpiących z powodu chorób cywilizacyjnych, które stały się jednocześnie największym problemem w krajach rozwiniętych i rozwijających się.
Na co więc choruje współczesny człowiek i jakie są tego przyczyny?

/więcej/

Stettin oczami dziecka

O tym, jak wyglądało codzienne życie w przedwojennym Szczecinie dowiadujemy się najczęściej ze skrawków wspomnień publikowanych w Internecie, przy okazji zamieszczania archiwalnych fotografii przez pasjonatów i miłośników naszego miasta oraz niszowych wydawnictw. Każda taka publikacja to niezwykła okazja do poznania historii miejsca, w którym żyjemy.
W listopadzie 2021 roku do rąk czytelników trafiły wspomnienia Christel Schubert, która w 1938 roku jako trzyletnia dziewczynka zamieszkała ze swoimi rodzicami w Stettinie przy ulicy Karkutschstrasse 1 (obecnie Wojciecha 1). Rodzina mieszkała tu do 1946 roku, choć w czasie wojny musieli opuścili na jakiś czas swoje mieszkanie i wyjechać poza miasto.
Dorosła Christel w wieku 73 lat, spisała swoje wspomnienia i wydała je samodzielnie, by opowieść o dzieciństwie w czasach wojny przetrwała w rodzinie. Niezwykły przypadek sprawił, że tekst trafił w ręce Moniki Szymanik – mieszkanki Szczecina i kamienicy, w której dorastała Christel. I tak Kamienica stała się łącznikiem – połączyła dwie kobiety, które nigdy miały się nie poznać… /więcej/

Czy potrafisz dostrzec znak w najmniej oczekiwanym miejscu?

Meg to artystka zamieszkała w Nowym Jorku, której kariera nabiera tempa. Kobieta jest liternikiem, czyli osobą zajmującą się zapisywaniem wszystkiego, o czym marzysz, w możliwie najładniejszy sposób i z użyciem ulubionej przez ciebie czcionki. Jej planery zdobywają furorę w sieci, a filmiki instruktażowe o tworzeniu prac mają imponującą liczbę odsłon na kanale społecznościowym. Biznes się kręci! Kiedy jednak pewien klient przychodzi z reklamacją, sugerując, jakoby Meg umieściła kod na programie ślubnym, my, czytelnicy, możemy spodziewać się naprawdę ciekawej historii.

Reid to quant. Człowiek algorytm. Umysł ścisły, którego supermocą są liczby i to w każdej postaci. Nic dziwnego, że nie jest dla niego problemem znalezienie tajnego kodu, nawet jeżeli specjalnie go nie szuka…Każde z bohaterów reprezentuje inny świat. W jednym królują minuskuły, wersaliki, czcionki bezszeryfowe, a w drugim liczby, kody i zagadki. Czy mimo wszystko jest szansa, że mogą się ze sobą dogadać? /więcej/

Co się stało z żoną Cliffa?

Once upon a time in… Ameryka, Dziki Zachód, Chiny, Petersburg, Wenecja, trawa czy Wonderland. To dokończenia tytułów filmów, które zaczynają się od „dawno temu w…”. A piszę o tym dlatego, że jakoś tak zastanawiam się ciągle, z jakiego powodu tytuł obrazu Tarantina i jego książki przetłumaczono jako „Pewnego razu w…”. Powiem tak – szkoda, gdyż „dawno temu” sugeruje po pierwsze, nawiązania do wymienionych przeze mnie produkcji, a po drugie – wprowadza odrobinę baśniowy nastrój, który jest kluczowy w interpretacji obu dzieł autora „Pulp Fiction”.

Nie sposób pisać o powieści Tarantina, nie porównując jej z filmem, choć postaram się dopiero na końcu zaspoilować niektóre wątki. W każdym razie, zachwycona książką może aż tak nie jestem, ale na pewno zrobiła na mnie ogromne wrażenie. A właściwie kolejny raz sam Tarantino, którego cenię za kreatywność i sposób prowadzenia narracji, nie tylko filmowej. /więcej/