Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

I cały Herman na nic

Zdenerwował mnie Leszek Herman. Serio. W sensie – sama się zdenerwowałam, gdyż nagle doszłam do wniosku, że umknęła mi przedostatnia jegoż powieść. Panika. Jak napiszę o ostatniej części? Przecież ten wątek, intrygujący zaiste bardzo, mógł już dawno zostać zakończony w poprzedniej. Od czego ma się jednak znajomych, w tym również czytających i piszących? Nie no, w sumie mogłabym i bez tej informacji, ale lepiej zawsze mieć obraz całości i pewność, że się człowiek nie wygłupi. Do rzeczy.

W najnowszej przygodówce znanego i lubianego szczecińskiego pisarza aż kłębi się od różnorodnych wątków, perspektyw narracyjnych, płaszczyzn czasowych i miejsc akcji. Szczecin sprzed pandemii (chociaż i ten motyw przewinie się w tle), Szczecin i okolice z czasów II wojny światowej, Kopenhaga współcześnie. Prace na Łasztowni, Wyspa Pucka i rajdy po szczecińskich ulicach, w tym niedaleko ode mnie, na Raginisa! Powiem wam, że creepy, doprawdy, kiedy można przeczytać o doskonale znanych miejscach i dostrzec ponownie każdy szczegół, ale tym razem w otoczce sensacyjno-kryminalnej. To ogromna zaleta wszystkich książek Hermana – nawet rodowici szczecinianie odkrywają historię rodzinnego miasta czy całego Pomorza Zachodniego na nowo i od niezwykłej strony.
/więcej/

W koszmarnej trasie…

Kryminał? A jakże! I nie tylko. Komedia? Raczej czarna. Tak jak kreska, którą jest narysowana ta historia. Jej autorem jest Andi Watson, uznany brytyjski rysownik i scenarzysta. Jego powieść graficzna wciąga czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Jest dowcipnie, surrealistycznie, klimatycznie i zagadkowo.

Oto G.H. Fretwell, drugorzędny angielski pisarz, wyrusza w trasę promocyjną swojej najnowszej powieści. W domu pozostaje żona Rebecca i ich syn. Przed pisarzem wiele spotkań z czytelnikami i nadzieja na sławę! Niestety początek podróży zaczyna się pechowo. Ktoś kradnie bagaż pisarza. Walizkę wypełnioną jego książkami. Dla autora to ogromna strata. Dla policji, którą zawiadamia, niekoniecznie.
Potem będzie jeszcze ciekawiej, dla nas czytelników. Bohater tego komiksu niestety nie będzie zachwycony brakiem tłumów na swoich spotkaniach. Czytelnicy nie przychodzą, pogoda jest tak słaba jak hotele, w których nocuje. Z wydawcą trudno się skontaktować, a w dodatku ginie pracownica pierwszej księgarni, w które odbyło się spotkanie. Policja sugeruje, że pisarz może mieć z tym związek.
Podróż, z którą autor powieści wiązał tyle nadziei, zamienia się w koszmar…. /więcej/

Prosta Prostego

Wojciecha Chmielarza znam już doskonale. Niemniej za każdym razem potrafi mnie zaskoczyć. Pozytywnie. Tą razą szczęka mi opadła i wysypały się jedynki, serio. W najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałam się takiego twistu – oczywiście, powiedzieć nie mogę, ale sami zobaczycie, kiedy ten nieprzyjemny moment nadejdzie. Nieprzyjemny, gdyż zwyczajnie poczułam się nabrana do kwadratu i w dodatku oszukiwana przez trzy czwarte powieści! Nie mogłam uwierzyć, że tak można było rozwiązać ten główny, bądź co bądź, wątek, jednakże pomysł – rewelacja!

Uwielbiam Chmielarza za tytuły, tu rana, tu wyrwa, a tu… prosta sprawa, która oczywiście jest taka tylko na okładce. Mało tego – nawiązuje do ksywki przyjaciela (poszukiwanego przez bezimiennego herosa) – Prostego, który po wielu zawirowaniach życiowych w końcu prawie wychodzi na prostą. Wiele wątków przeplata się, rozchodzi, łącząc się w końcu w finałowej scenie rodem z gangsterskich filmów – wszyscy strzelają, a trup pada gęsto. /więcej/

Cztery noce marzeń

Jak pisać czy mówić o miłości, nie ocierając się o granice kiczu? Trudno jest, oj, trudno. Niewielu się udaje, niektórym zwyczajnie nie wychodzi. A jak nie wychodzi, to lepiej odpuścić, nie męczyć czytelnika trywialnymi tekstami i zająć się innym wątkiem lub zmienić zawód. Z drugiej strony, co można jeszcze powiedzieć nowego w XXI wieku? Chyba nic, „Miłość w czasach zarazy” już była, więc warto cofnąć się do XIX-wiecznej Rosji. Rosji pełnej marzycieli, cudzych żon, krokodyli i łowczyń posagu. Rosji Dostojewskiego.

Z czterech opowieści urzekają dwie, choć pozostałe są równie mistrzowsko skonstruowane. Jednak pierwszą z nich od lat darzę ogromnym sentymentem, o czym w dygresji na końcu, a ostatnia – rozbawiła mnie do łez.
„Krokodyla” opublikował Dostojewski w 1865 roku i był to jego eksperyment pisarski, gdyż wcześniej nie próbował swych sił w (nazwijmy to tak mimo wszystko) fantastyce. Otóż, Iwan Matwiejewicz zapragnął złożyć wizytę wraz z małżonką w Pasażu, gdzie akurat za określoną opłatą pokazywano egzotyczne zwierzęta. Co mogło pójść nie tak? Wszystko. I poszło. /więcej/

Teatrzyk Jo ma zaszczyt przedstawić

Bardzo namacalnym smutkiem ogarnęło mnie zakończenie „Chłopców Jo”. Właśnie, wyjątkowo zacznę od ostatniej strony powieści L. M. Alcott – i wierzcie mi lub nie – nie chciałam przeczytać słów: „… a kurtyna skryje na zawsze rodzinę Marchów”, choć przecież wiedziałam, że na tym tomie saga się zakończy. Wiedziałam, ale nie chciałam uwierzyć. Wiedziałam, więc czytałam długo i intensywnie, żeby się ostatnim spotkaniem z chłopcami (i oczywiście dziewczętami) nacieszyć. Innym też radzę taki sposób lektury – rozstania trzeba celebrować – pooddychać głęboko atmosferą domu Jo i zachować w sercu. Na zawsze.

Nie tak dawno pisałam (chyba w lipcu, yhym, jednak już sporo czasu upłynęło), że do kompletu brakuje mi tylko wydania sequelu „Jo`s Boys”, a tu proszę, jest! Strasznie głupio będzie to wyglądać (sic!), lecz zacytuję samą siebie: „Oby i ta historia ukazała się dzięki Wydawnictwu Mg, gdyż życie dorosłych już mężczyzn może się okazać całkiem zwariowane i zwichrowane”. I takie jest! Zwariowane i zwichrowane, aż do przejmujących w wymowie konsekwencji. Czyżbym była jakąś nielicencjonowaną wróżką? Prędzej czarownicą, co to siedzi przed monitorem laptopa i złorzeczy autorom. W przypadku powieści Alcott, niestety nie. /więcej/

Miały Niebo i Piekło

Piękna to i wzruszająca lektura, szczególnie dla humanisty, który studiował w zamierzchłej przeszłości filologię polską, a dla którego postaci i twórczość Marii Dąbrowskiej oraz Anny Kowalskiej są bliskie. Tak mi się w każdym razie wydawało do momentu lektury książki Sylwii Chwedorczuk. Jednak nie każdy humanista miał szansę dotrzeć do zakamarków duszy obu kobiet – intymnych szczegółów pożycia, drastycznych czasami momentów z ich wspólnej drogi, tego Piekła i Nieba na Ziemi. Miłości i nienawiści zarazem. Zrobiła to świetnie w swojej książce Sylwia Chwedorczuk.

Autorka w sposób bardzo dociekliwy i udokumentowany pisze o nieznanych i przemilczanych stronach życia tych dwóch niezwykle utalentowanych kobiet – pisarek i poetek. Ze szczególnym zaś pietyzmem i znawstwem przybliża postać Anny Kowalskiej – miłości życia Marii Dąbrowskiej. /więcej/

Miłość=[(V + T) x (D + C)]²

Są takie powieści, bez których literatura światowa nie istniałaby. Posłuchajcie:

M jest dobrze prosperującą businesswoman w średnim wieku, zadbaną i atrakcyjną, niestroniącą od namiętnych romansów i stałego grona wielbicieli, z których na plan pierwszy wysuwa się V – długoletni bywalec alkowy seksownej wdówki. Ona, w publikowanych postach wydaje się być kobietą nieskazitelną i lubianą przez wszystkich. Jednak największą jej fascynacją staje się stalkowanie obecnych i byłych kochanków oraz prowadzenie manipulacyjnych rozmów na różnych komunikatorach. Próbuje wpływać na swoich znajomych, namawiając do intryg przeciwko osobom, które mogą popsuć jej dalekosiężne plany. A nie ma nic gorszego od zawiedzionej kobiety…

V lubi wyzwania i daje się namówić na uwiedzenie T, która w swej świętej naiwności nawet nie podejrzewa, że jest zabawką w rękach M. Przecież obie piszą ze sobą codziennie, zwierzają się, wspierają i lajkują wzajemnie posty. Przecież ktoś taki nie może być wrogiem, prawda? T i V zakochują się w sobie. M nie może znieść myśli, że ktokolwiek może znaczyć więcej dla V niż ona i tak długo sączy jad, aż V zrywa z T, pisząc wiadomość, że… ale to nieistotne i tak kłamie. /więcej/

Pokaż mi swoją iluzję, a powiem ci…

Powieść Vigdis Hjorth przyniosła mi nieoczekiwanie katharsis. Tym razem bardzo osobiste. Intymne wręcz. Nie spodziewałam się tego zupełnie, nie byłam gotowa. Nie teraz. Jednak skoro już dobrnęłam do końca, to spróbuję podzielić się emocjami, gdyż inaczej o historii Lotte Bøk nie potrafię napisać. Właściwie to nie o historii Lotte, a o historii każdego. Mimo że nie jesteście wykładowcami literatury dla aktorów. Tak, ta książka jest o nas, ludziach, którzy tworzą iluzje.

Jakie tam znowu iluzje, powiecie zapewne, przecież szara rzeczywistość to nie rekurencja ani film sensacyjny. Życie to po prostu życie. I już. I tak by było najprościej. I tak właśnie sobie je przeżyjemy. Ale nie Lotte, o nie. Ani ja. I ci, którzy przeczytają „Song nauczycielki” też nie. O ile są zdolni do autorefleksji. No właśnie. Ile razy ostatnio się zastanawialiście, kim tak naprawdę jesteście? Na kogo patrzycie w lustrze? Bo ja się zastanawiam od… jakiegoś czasu. Nie, nie, aż tak się nie obnażę, żeby zaraz ktoś sobie poskładał do kupy, co się ze mną dzieje. Nope. Figa z makiem. /więcej/