Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Jak przetrwać dojrzewanie

Powieść Lize Spit zaskakuje. I nie tylko w warstwie narracyjnej, ale przede wszystkim – estetycznej. Młoda flamandzka autorka rozprawia się bez pardonu z mitami dzieciństwa, które w jej wydaniu przestaje być sielskie i anielskie, a staje się traumatyczne na tyle, by odcisnąć piętno na całym życiu głównej bohaterki, Evy. I nie mogę zdradzić jakie, gdyż czekałam na to całe 393 strony…

Powieść Lize Spit niepokoi. I to bardzo. Tyle się ostatnio mówi o nadopiekuńczości rodziców, a w „Szpadlu” jest dokładnie odwrotnie – młodzież pozbawiona nadzoru pokazuje się z jak najgorszej strony. Powiedzenie, że dzieci są okrutne, nabiera bardzo realnego, wręcz naturalistycznego wymiaru. Zabawa, przypominająca zagadki z „czarnych historii”, wymyka się spod kontroli kalecząc, dosłownie i w przenośni.

Powieść Lize Spit boli. Bólem samotności, bólem odrzucenia, bólem… fizycznym. I ta fizyczność wysuwa się na pierwszy plan. Chyba nigdy w życiu nie przeczytałam tak dramatycznego opisu „zabawy” – gry, która przeradza się w bolesne doświadczanie dojrzewania. Estetyka, wybrana przez autorkę, zdaje się być najodpowiedniejsza dla przekazywanych treści. Pozbawiona emocji, skupiona na opisie narracja hiperbolizuje wydarzenia fabularne. A stąd już niedaleko do groteski i, obawiam się, miejscami ta powieść właśnie taka się staje. Groteskowa do bólu. /więcej/

Wielka księga przemijania

Dla zwolenników prozy Jacka Hugo-Badera, a szczególnie dla tych czytelników, którzy wiernie towarzyszyli mu przez lata w wędrówkach reporterskich po Polsce, ta książka będzie okazją do konfrontacji zmian, które nastąpiły w życiu bohaterów. Autor wraca bowiem do znanych nam wcześniej miejsc i postaci m.in. Janka Kamińskiego, Władka Ryszki, Artura Borzewskiego. Niby ci sami, ale jakże inni po latach niewidzenia. Czas był nieubłagany dla wielu opisywanych bohaterów, szczególnie tych, którzy nie mieli sił by dźwigać dalej życie i zmagać się z nim. To ci, którzy ponownie weszli w konflikt z prawem i wrócili do zakładów karnych, choć bili się w piersi, że nigdy więcej…. Wielki Audytor, czyli Jacek Hugo-Bader wnikliwie pokazuje przyczyny takiego stanu rzeczy. Czy to opieka postpenitencjarna państwa zawiodła, czy fakt, że po wielu latach odsiadek ludzie ci czują się zwolnieni z życia i najlepiej jest im za kratkami. Bo świat tam jest przewidywalny, ma swoją hierarchię, przywódców. Jest opieka lekarska, ciepła cela. Smutne są wnioski z tej lektury. Tak samo jak historia mieszkańców małych osad przy Puszczy Białowieskiej. Wsie wyludniły się, zostali w nich tylko starzy ludzie, często samotni, czekający kresu swoich dni. Nawet czasów prosperity nie chcą wspominać, bo i po co? /więcej/

O matce i dla matki

Ta przyjaźń była piękna urodą obu dziewczyn – Lusi Gelmont i Zuzanny Ginczanki. Pierwsza przeszła do historii jako wspaniały człowiek, znakomita lekarka, drugiej zaś pisany był poetycki Parnas i talent porównywalny z talentem Juliana Tuwima. Jednak historia zdecydowała inaczej. Zuzanna Ginczanka nie doczekała splendorów ani spokojnego życia. Zamordowana w Krakowie przez gestapo podczas II wojny światowej, nie rozwinęła skrzydeł. Pozostało po niej trochę liryków, jeden, wczesno młodzieńczy, tomik poezji. Pozostała jednak najdłużej w pamięci swojej przyjaciółki z Równego – Lusi Galmont. Do końca życia (a żyła blisko 100 lat!) wspominała Ginczankę i tą miłością zaraziła swoją córkę, Marię Stauber. To ona tę przyjaźń opisała. /więcej/

Szlakiem czarownic

Doskonałą pracę wykonuje Leszek Herman dla Szczecina i okolic, nie bez przyczyny został Ambasadorem mojego miasta w 2017 roku. Z ogromną przyjemnością i zaciekawieniem czytałam o rodzinnych stronach i stopniowo odkrywałam tajemnice Pomorza Zachodniego wraz z bohaterami „Biblii diabła”, ubolewając, że moja wiedza jest tak znikoma. A raczej – była, gdyż z każdą kartką tej powieści z pogranicza kryminału i przygodówki otwierały mi się… coraz szerzej oczy.
I czasem wolałabym je mieć szeroko zamknięte… Opisy tortur rzekomych czarownic są drastyczne, aż się nie chce dać wiary, że mężczyźni mogli tak nienawidzić kobiet. A jednak. Drogie panie, nie wiem, czy wiecie, ale czary uprawiane są prawie wyłącznie przez kobiety, ponieważ chętniej oddają się namiętnościom cielesnym (sic!) i są podatniejsze na pokusy diabła. Znamiona na ciele również świadczą o wpływie szatana – ech, nie miałabym szans, mam ich sporo… Wbijania igieł pewnie też bym nie wytrzymała. Nie wspominając o próbie ognia…

/więcej/

Papier, którego nie pokonał ogień

Ten zapis historii, spisanej na podstawie ocalałego z pożogi wojennej dziennika młodej Żydówki, Rutki Laskier, przywraca pamięć tamtych dni. Czytając czujemy atmosferę Zagłębia Dąbrowskiego, a Będzina w szczególności, lat 1939 – 1943. Widzimy i słyszymy pospieszną krzątaninę mieszkańców dzielnic żydowskich, ich kulturę i obyczaje. Uczestniczymy w pierwszych uczuciach dziewczyn i chłopców, w ich radościach, i pospiesznym dojrzewaniu. Podglądamy ukradkowe pocałunki, które muszą im wystarczyć za całe dorosłe życie, którego nie doczekali. Bo choć jeszcze o tym nie wiedzą, to już przeczuwają, jaki los zgotuje im rasa panów. Wszak na tym terenie wymyślono budowę miasta Adolf Hitler Stadt, oczywiście po uprzedniej eksterminacji mieszkańców wyznania Mojżeszowego. Wszyscy i młodzi, i starzy pojadą do komór gazowych niemieckich obozów koncentracyjnych
/więcej/

Nessun dorma

Będzie chaotycznie. W przeciwieństwie do książki. Nie potrafię jednakże inaczej o powieści Grabowskiej napisać, gdyż pozostawiła mi zupełny mętlik w głowie. Nie, nie, nie mętlik, nie w tym sensie – właśnie chyba wszystko sobie poukładałam. Trzy narracje, trzy światy, w każdym znalazłam mnóstwo pytań i odpowiedzi. Poskładałam. Przeczytałam. Podziwiam.
Długo czekałam na taką powieść. Kryminalną zresztą. I choć nie wszystko mi się w niej podobało (o tym później), to chylę czoła. Nie dlatego, że Bułgaria jest mi w pewnym sensie rodzinnie bliska ani też, że przydarzył mi się na studiach jeden semestr zajęć z języka staro-cerkiewno-słowiańskiego z elementami gramatyki porównawczej języków słowiańskich i wątki lingwistyczne mnie zachwyciły. Chylę czoła, gdyż odnalazłam inspirację Umberto Eco i Bułhakowskim „Mistrzem i Małgorzatą”. Nie bez powodu główna bohaterka ma na imię Margarita… /więcej/

Myśl mrowiska

Im bardziej pociągają mnie cuda przyrody, tym mniej ma dla mnie uroku chęć przysłaniania ich mgiełką fantazji. /P. Huber/

Skromna, drobna, lekceważona, banalna, pospolita, nijaka. Wciąż niedoceniana i ignorowana. Dzięki baśniom Ezopa czy La Fontaine’a stała się symbolem sknerstwa, egoizmu i zawiści. Mrówka – owad, który nader rzadko figuruje w kręgu naszych zainteresowań. No chyba że nagle wraz z całym mrówczym rodem stanie się niechcianym współlokatorem naszego domu, na łonie natury gromadnie przespaceruje po naszym kocu, lub – co gorsza – nieproszona zainteresuje naszym prowiantem. /więcej/

Polowanie na czarownice

Kobiety z rodu Orchire od wieków obdarzone były niezwykłą mocą. Były kapłankami pradawnego kultu Bogini. Ich wiara przekazywana była z pokolenia na pokolenie, a wiedza i stare receptury zapisane w Księdze Cieni były ich dziedzictwem. Miały też kryształ o niezwykłych właściwościach – przechowywał w sobie wizerunki przedstawicielek wszystkich utalentowanych członkiń rodu.
Czasy były trudne. Mężczyźni od zawsze bali się kobiet, które nie poddawały się pokornie ich woli. W Europie panowała masowa panika. Inkwizycja skazywała wszystkie podejrzane o czary na tortury i męczeńską śmierć. Dlatego wszystkie czarownice, i te z rodu Orchire, jak z innych rodzin opanowały sztukę ukrywania się. Poświęcenie jednej z nich potężnej grand-mere Ursule sprawia, że jej potomkiniom udaje się uciec przed prześladowaniami. Niestety, nienawiść i nietolerancja mogą dosięgać nas wszędzie.
/więcej/