Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Smaki z dzieciństwa w wersji wege

Babcine potrawy w wersji wegańskiej? Pierogi, rosół, naleśniki, szarlotka… i jeszcze jajecznica, bez której niektórzy nie wyobrażają sobie śniadania! Czy to możliwe? Czy da się tak bez mięsa, jajek, mleka odtworzyć smaki dzieciństwa? Autorka tej książki udowadnia, że tradycyjne polskie potrawy możemy przerobić na wersję roślinną. Warto spróbować, nawet jeśli jeszcze nie zdecydowaliście się przejść na wegetarianizm. To może być ciekawa kulinarna przygoda.

„Jeśli jesteś na diecie roślinnej, a tęsknisz za polskimi smakami, to ta książka jest dla ciebie. Jeśli lubisz tradycyjną polską kuchnię, lecz chcesz gotować trochę lżej i zdrowiej, to ta książka również jest dla ciebie. Jeśli gotujesz tradycyjnie, ale poszukujesz odmiany i chcesz wprowadzić do swojej kuchni trochę nowoczesności, to tak książka też jest dla ciebie. A jeśli dopiero zaczynasz przygodę z gotowaniem i szukasz inspiracji, to znajdziesz tu mnóstwo prostych i szybkich przepisów” – pisze we wstępie Autorka. /więcej/

Koedukacja triumfuje!

Nie mogłam się doczekać, aż w końcu – jest! Przedostatnia część tetralogii „Małych kobietek”, tym razem o małych mężczyznach. Do kompletu i całkowitego szczęścia brakuje mi tylko polskiego wydania sequelu „Jo`s Boys” o dalszych losach synów Jo Bhaer, których właśnie poznajemy jako małych chłopców mieszkających w Plumfield. Oby i ta historia ukazała się dzięki Wydawnictwu MG, gdyż życie dorosłych już mężczyzn może się okazać całkiem zwariowane i zwichrowane.

Tak mi się jakoś wydaje, że Louisa May Alcott nie miała zupełnie pomysłu na tę powieść. „Mali mężczyźni” są więc bardziej zbiorem kilkunastu scen z życia młodych chłopców pod okiem małżeństwa Bhaerów niż dobrze przemyślaną fabularnie historią z konkretnym początkiem i końcem. Uprzedzam, gdyż po poprzednich utworach z serii, ta pozycja może porządnie zaskoczyć. Niemniej, jest pełna uroku, humoru i… miłości. Tej ostatniej nigdy nie brakuje u Alcott, ale tym razem jest to wszechogarniająca miłość matczyna i ojcowska – aż nie chce się wierzyć, że w taki sposób można wychowywać dzieci i to nie tylko swoje osobiste, te przygarnięte czy przybłąkane również.
/więcej/

Straszliwa historyja

Uwielbiam Pilipiuka. Mówiłam już? Nie? No to uwielbiam. Głównie za postać Jakuba Wędrowycza i innych bohaterów jakubowych opowiadań. Do tych bezjakubowych musiałam się przekonać, choć trochę brakowało mi ulubionego klimatu odczyniania uroków, zdejmowania klątw i ratowania ludzkości metodami wyłonionymi z oparów bimbru. Z ciekawością więc sięgnęłam po „Upiora w ruderze”, który już samym tytułem nawiązuje do mojego ulubionego romansowego musicalu A. L. Webbera (polecam wersję z 2004 roku z Gerardem Butlerem w reżyserii Joela Schumachera). Ciekawa jestem, ile pozostałych nawiązań do innych tekstów kultury odnaleźliby w książce Wielkiego Grafomana tegoroczni maturzyści. Oczywiście, nie tylko tegoroczni i nie tylko maturzyści.

Zaskoczył mnie początek – myślę sobie, co to ma być? Druga strona, trzecia, ekhm, serio? Czytać dalej czy nie czytać? No ale przecież to mój Pilipiuk. Czytam. /więcej/

Losy prawdziwe, losy zmyślone

Znany przede wszystkim jako autor nieśmiertelnego „Złego” i „Dziennika 1954”, twórca nazwy najsłynniejszego festiwalu jazzowego w Polsce – Jazz Jamboree, pisarz, dziennikarz, znawca i propagator jazzu, właściciel kolorowych skarpetek i… sztukowanych koszul. Mówiący najboleśniejszą i najmniej wygodną prawdę prosto w oczy, by za chwilę konfabulować i kluczyć, ubarwiając szarą rzeczywistość i… swoje losy. Najbarwniejszy człowiek PRLu – Leopold Tyrmand.

Biografia Leopolda Tyrmanda pióra Marcela Woźniaka, przesiąknięta jest duchem tyrmandowskim – jej tekst kluczy w czasie odbiegając od klasycznego układu chronologicznego, miesza wątki rzeczywiste i fikcyjne. Wybiega w przyszłość, by za chwilę cytatem wrócić do pierwszej myśli. Wojenne losy wyjęte jak ze scenariusza filmowego i powieści „Filip” przeplatają się ze sobą tak ściśle, że chwilami czytelnik ma wątpliwości która ich część jest elementem biograficznym, a która fikcją. /więcej/

Porzućcie złudzenia

Dzieli ich różnica wieku, odmienne spojrzenie na świat.. Połączyło nieszczęście. Ona właśnie straciła ukochanego ojca, z którym łączyły ją nie tylko więzy krwi. Był jej przyjacielem, świetnym rozmówcą i wspaniałym towarzyszem życia. On niedawno został wdowcem….

To przypadkowe spotkanie wkrótce zmieni życie młodej dziewczyny. Jak oprzeć się mężczyźnie, który mówi, że to właśnie ona przeobraża go w szczęśliwego człowieka?
On wie czego chce. Już obrał cel. Ona szuka w jego ramionach bezpiecznej przystani.
Czy powieść Elisabeth von Arnim to wzruszający romans o uczuciu, które połączyło dwoje nieszczęśliwych ludzi?
Ach, nie… Kto zna już postać tej Autorki, która swoją przygodę literacką zaczęła w 1897 roku pisząc w w Nassenheide (obecnie Rzędziny w okolicach Szczecina) swoją pierwszą książkę, wie że może spodziewać się czegoś więcej. Elisabeth von Arnim, już w pierwszej powieści „Elisabeth i jej ogród” nie szczędziła słów krytyki wobec swego męża. Hrabia Henning, był typem twardego pruskiego oficera. Przekonany o swej nieomylności miał zdecydowanie inne poglądy i oczekiwania od życia niż jego żona. Dlatego małżeństwo Autorki rozpadło się po jakimś czasie, a książka „Vera” opublikowana w 1921 roku opiera się na jej małżeńskich doświadczeniach. /więcej/

Kim jestem?

Wojciech Chmielarz mówi, że lubi opowiadać historie. Historie szczególne, gdyż nie bawi go pisarstwo bez trupa w tle czy na pierwszym planie. Podobnie jest w najnowszej powieści, której tytuł można interpretować na wielu poziomach. „Wyrwa” od pierwszych stron staje się thrillerem psychologicznym, wciągającym i mieszającym w głowie. Nie tylko z powodu twistów czy suspensu, ale głównie dlatego, że czytelnik będzie musiał się zmierzyć sam ze sobą i odpowiedzieć na parę pytań. A autor nie daje gotowych odpowiedzi.
Zresztą po co? Wszak cała zabawa polega właśnie na grze. A może i całe życie? Ile mamy twarzy, ile masek nakładamy codziennie? „Dla obcych ludzi mam twarz jednakową/Ciszę błękitu” (J. Słowacki), a jaką w takim razie dla bliskich? I co tak naprawdę o nich wiemy? Tyle, ile sami nam powiedzą albo pokażą? A co, jeśli prawdy dowiemy się dopiero po czyjejś śmierci? Oby nie była gorzka, skomplikowana, zatruwająca umysł i czyniąca wyrwę w naszej psychice… jak u bohaterów Chmielarza. /więcej/

Z nim albo wcale

Wiem, czego brakuje w tytule. Powinno być – „Mój osobisty…”, wtedy wiadomo by było, że tylko autora jest to przewodnik. No ale nie ma „mój” i dzięki temu może być także mój. Żebym mogła powiedzieć – moja Praga jest mojsza, a właściwie najmojsza. I wkurzyłam się na Szczygła. Za co?
Że jego Praga jest również moją. Skandal. Nic już nie można zwiedzić, żeby się nie okazało, że ktoś to już wcześniej odkrył. No dobra, nie ktoś, tylko Mariusz Szczygieł. I tak właśnie traci się złudzenia, bo przez cztery lata żyłam w przekonaniu, ze ta strona Pragi jest tylko moja. Ech…

I dziwnym trafem, zdarzyło mi się dokładnie to, co poleca autor – zabłądziłam. Często błądzę od tamtej pory po europejskich miastach w jednym celu. Celu może dziwnym, a może naturalnym na tyle, jak potrzeba oddychania. A mianowicie, wędruję sobie w sumie po to, żeby wciągnąć w płuca głęboki oddech i poczuć zapach. I nie tylko. Przecież każde miasto wytwarza specyficzną aurę, na którą składają się charakterystyczne wonie, dźwięki, kolory i umiejscowienie czasoprzestrzenne. /więcej/

Cicha rebeliantka

 „Dom nie jest maszyną do mieszkania. Jest muszlą człowieka, jego przedłużeniem […]. Jest żywym organizmem, w którym każdy z mieszkańców może znaleźć całkowitą niezależność […]”.
Eileen Gray

Pionierka modernistycznego designu, której myślenie przestrzenne, niebywała kreatywność, odwaga i sprawne łączenie prostej formy z użytecznością i nowoczesnością, prawie sto lat później zachwycają nie tylko miłośników designu i architektury. Biseksualna artystka, charyzmatyczna arystokratka, kobieta niezależna, wizjonerka preferująca męski ubiór. Szlachetnie urodzona panienka, która mimo tzw. dobrego pochodzenia porzuciła przepych i salonowe przywileje. Rozmiłowana w pracy własnych rąk i atmosferze tradycyjnych warsztatów rzemieślniczych. Jedna z pierwszych kobiet na londyńskim wydziale malarstwa, stażystka w zakładzie lakierniczym, co dało początek dalszemu kształceniu związanemu z tworzeniem i projektowaniem. Na wiele lat zapomniana, lekceważona i marginalizowana jak wiele kobiet w architekturze.
/więcej/