Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Prosta Prostego

Wojciecha Chmielarza znam już doskonale. Niemniej za każdym razem potrafi mnie zaskoczyć. Pozytywnie. Tą razą szczęka mi opadła i wysypały się jedynki, serio. W najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałam się takiego twistu – oczywiście, powiedzieć nie mogę, ale sami zobaczycie, kiedy ten nieprzyjemny moment nadejdzie. Nieprzyjemny, gdyż zwyczajnie poczułam się nabrana do kwadratu i w dodatku oszukiwana przez trzy czwarte powieści! Nie mogłam uwierzyć, że tak można było rozwiązać ten główny, bądź co bądź, wątek, jednakże pomysł – rewelacja!

Uwielbiam Chmielarza za tytuły, tu rana, tu wyrwa, a tu… prosta sprawa, która oczywiście jest taka tylko na okładce. Mało tego – nawiązuje do ksywki przyjaciela (poszukiwanego przez bezimiennego herosa) – Prostego, który po wielu zawirowaniach życiowych w końcu prawie wychodzi na prostą. Wiele wątków przeplata się, rozchodzi, łącząc się w końcu w finałowej scenie rodem z gangsterskich filmów – wszyscy strzelają, a trup pada gęsto. /więcej/

Cztery noce marzeń

Jak pisać czy mówić o miłości, nie ocierając się o granice kiczu? Trudno jest, oj, trudno. Niewielu się udaje, niektórym zwyczajnie nie wychodzi. A jak nie wychodzi, to lepiej odpuścić, nie męczyć czytelnika trywialnymi tekstami i zająć się innym wątkiem lub zmienić zawód. Z drugiej strony, co można jeszcze powiedzieć nowego w XXI wieku? Chyba nic, „Miłość w czasach zarazy” już była, więc warto cofnąć się do XIX-wiecznej Rosji. Rosji pełnej marzycieli, cudzych żon, krokodyli i łowczyń posagu. Rosji Dostojewskiego.

Z czterech opowieści urzekają dwie, choć pozostałe są równie mistrzowsko skonstruowane. Jednak pierwszą z nich od lat darzę ogromnym sentymentem, o czym w dygresji na końcu, a ostatnia – rozbawiła mnie do łez.
„Krokodyla” opublikował Dostojewski w 1865 roku i był to jego eksperyment pisarski, gdyż wcześniej nie próbował swych sił w (nazwijmy to tak mimo wszystko) fantastyce. Otóż, Iwan Matwiejewicz zapragnął złożyć wizytę wraz z małżonką w Pasażu, gdzie akurat za określoną opłatą pokazywano egzotyczne zwierzęta. Co mogło pójść nie tak? Wszystko. I poszło. /więcej/

Teatrzyk Jo ma zaszczyt przedstawić

Bardzo namacalnym smutkiem ogarnęło mnie zakończenie „Chłopców Jo”. Właśnie, wyjątkowo zacznę od ostatniej strony powieści L. M. Alcott – i wierzcie mi lub nie – nie chciałam przeczytać słów: „… a kurtyna skryje na zawsze rodzinę Marchów”, choć przecież wiedziałam, że na tym tomie saga się zakończy. Wiedziałam, ale nie chciałam uwierzyć. Wiedziałam, więc czytałam długo i intensywnie, żeby się ostatnim spotkaniem z chłopcami (i oczywiście dziewczętami) nacieszyć. Innym też radzę taki sposób lektury – rozstania trzeba celebrować – pooddychać głęboko atmosferą domu Jo i zachować w sercu. Na zawsze.

Nie tak dawno pisałam (chyba w lipcu, yhym, jednak już sporo czasu upłynęło), że do kompletu brakuje mi tylko wydania sequelu „Jo`s Boys”, a tu proszę, jest! Strasznie głupio będzie to wyglądać (sic!), lecz zacytuję samą siebie: „Oby i ta historia ukazała się dzięki Wydawnictwu Mg, gdyż życie dorosłych już mężczyzn może się okazać całkiem zwariowane i zwichrowane”. I takie jest! Zwariowane i zwichrowane, aż do przejmujących w wymowie konsekwencji. Czyżbym była jakąś nielicencjonowaną wróżką? Prędzej czarownicą, co to siedzi przed monitorem laptopa i złorzeczy autorom. W przypadku powieści Alcott, niestety nie. /więcej/

Miały Niebo i Piekło

Piękna to i wzruszająca lektura, szczególnie dla humanisty, który studiował w zamierzchłej przeszłości filologię polską, a dla którego postaci i twórczość Marii Dąbrowskiej oraz Anny Kowalskiej są bliskie. Tak mi się w każdym razie wydawało do momentu lektury książki Sylwii Chwedorczuk. Jednak nie każdy humanista miał szansę dotrzeć do zakamarków duszy obu kobiet – intymnych szczegółów pożycia, drastycznych czasami momentów z ich wspólnej drogi, tego Piekła i Nieba na Ziemi. Miłości i nienawiści zarazem. Zrobiła to świetnie w swojej książce Sylwia Chwedorczuk.

Autorka w sposób bardzo dociekliwy i udokumentowany pisze o nieznanych i przemilczanych stronach życia tych dwóch niezwykle utalentowanych kobiet – pisarek i poetek. Ze szczególnym zaś pietyzmem i znawstwem przybliża postać Anny Kowalskiej – miłości życia Marii Dąbrowskiej. /więcej/

Miłość=[(V + T) x (D + C)]²

Są takie powieści, bez których literatura światowa nie istniałaby. Posłuchajcie:

M jest dobrze prosperującą businesswoman w średnim wieku, zadbaną i atrakcyjną, niestroniącą od namiętnych romansów i stałego grona wielbicieli, z których na plan pierwszy wysuwa się V – długoletni bywalec alkowy seksownej wdówki. Ona, w publikowanych postach wydaje się być kobietą nieskazitelną i lubianą przez wszystkich. Jednak największą jej fascynacją staje się stalkowanie obecnych i byłych kochanków oraz prowadzenie manipulacyjnych rozmów na różnych komunikatorach. Próbuje wpływać na swoich znajomych, namawiając do intryg przeciwko osobom, które mogą popsuć jej dalekosiężne plany. A nie ma nic gorszego od zawiedzionej kobiety…

V lubi wyzwania i daje się namówić na uwiedzenie T, która w swej świętej naiwności nawet nie podejrzewa, że jest zabawką w rękach M. Przecież obie piszą ze sobą codziennie, zwierzają się, wspierają i lajkują wzajemnie posty. Przecież ktoś taki nie może być wrogiem, prawda? T i V zakochują się w sobie. M nie może znieść myśli, że ktokolwiek może znaczyć więcej dla V niż ona i tak długo sączy jad, aż V zrywa z T, pisząc wiadomość, że… ale to nieistotne i tak kłamie. /więcej/

Pokaż mi swoją iluzję, a powiem ci…

Powieść Vigdis Hjorth przyniosła mi nieoczekiwanie katharsis. Tym razem bardzo osobiste. Intymne wręcz. Nie spodziewałam się tego zupełnie, nie byłam gotowa. Nie teraz. Jednak skoro już dobrnęłam do końca, to spróbuję podzielić się emocjami, gdyż inaczej o historii Lotte Bøk nie potrafię napisać. Właściwie to nie o historii Lotte, a o historii każdego. Mimo że nie jesteście wykładowcami literatury dla aktorów. Tak, ta książka jest o nas, ludziach, którzy tworzą iluzje.

Jakie tam znowu iluzje, powiecie zapewne, przecież szara rzeczywistość to nie rekurencja ani film sensacyjny. Życie to po prostu życie. I już. I tak by było najprościej. I tak właśnie sobie je przeżyjemy. Ale nie Lotte, o nie. Ani ja. I ci, którzy przeczytają „Song nauczycielki” też nie. O ile są zdolni do autorefleksji. No właśnie. Ile razy ostatnio się zastanawialiście, kim tak naprawdę jesteście? Na kogo patrzycie w lustrze? Bo ja się zastanawiam od… jakiegoś czasu. Nie, nie, aż tak się nie obnażę, żeby zaraz ktoś sobie poskładał do kupy, co się ze mną dzieje. Nope. Figa z makiem. /więcej/

Blizny zostają na zawsze

Jakby tu zacząć… Najlepiej od końca, ale wtedy nikt nie miałby satysfakcji z finału. Bo wiadomo – nieważne jak mężczyzna zaczyna, ważne jak kończy. A Stelar kończy mistrzowsko. To może od początku? I tutaj też jest całkiem nieźle, zwłaszcza dla mnie, rodowitej szczecinianki, kiedy przeczytawszy pierwszy wers już wiem, że akcja rozegra się w moim rodzinnym mieście i to podczas pandemii koronawirusa w 2020 roku! Chapeau bas za ekspresowe napisanie tak dobrej powieści. I wydanie również.

Nominuję „Blizny” do kanonu lektur szkolnych. Licealnych. Z kilku mniej lub bardziej oczywistych powodów. I już słyszę te głosy sprzeciwu, że kryminał, że wulgarny język, że nie ma drugiego dna itp. itd. A ja uważam, że tę książkę powinien przeczytać każdy uczeń szkoły średniej. Nie mówię tego akurat jako polonistka, ale jako wychowawczyni z trzydziestoletnim stażem pracy. Każdy, bez wyjątku. Zanim pojedzie na jakąkolwiek wycieczkę. Nikt, naprawdę nikt nie zdaje sobie sprawy, jaka odpowiedzialność na opiekunach młodzieżowych wyjazdów ciąży. I jakie mogą być konsekwencje nieprzemyślanych czynów i dla uczniów, i dla osób, które zgodziły się sprawować pieczę 24/24. Tak, całodobowe pogotowie opiekuńczo-wychowawcze i wyrok sądowy, jeśli coś się złego wydarzy. Jak w Złocieńcu. /więcej/

Broszka z przeszłością

Lubicie intrygujące historie przedmiotów, które naznaczone są krwią i tajemnicą? Jeśli tak, to „Tajemnica broszki z opalu” Fergusa Hume`a zaspokoi waszą ochotę na mrok i dreszczyk emocji. Na deser autor zaserwuje wiktoriańską Anglię w tle i barwnie zarysowane postaci, które mogłyby się stać prototypami bohaterów wielu detektywistycznych historii. Sama fabuła również, choć miejscami może wydawać się naiwna XXI-wiecznemu czytelnikowi, to jednak spowoduje niepokój i chęć samodzielnego rozwikłania zagadki szybciej niż detektyw Hurd.

Wielka szkoda, że Hume nie uczynił właśnie Hurda i jego siostry pierwszoplanowymi bohaterami, no ale cóż – głównym wątkiem jest miłość Paula Beecota i Sylwii Norman, a także perypetie z nią związane – od rozczarowania brakiem spadku po ukaranie mordercy. I powiem, że mimo wszystko autor potrafi wyprowadzić w pole, właściwy szkielet z szafy wypadnie dopiero na samym końcu, a w międzyczasie damy się wodzić za nos aż do poniekąd szczęśliwego rozwiązania broszkowej afery.
/więcej/