Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Kim jestem?

Wojciech Chmielarz mówi, że lubi opowiadać historie. Historie szczególne, gdyż nie bawi go pisarstwo bez trupa w tle czy na pierwszym planie. Podobnie jest w najnowszej powieści, której tytuł można interpretować na wielu poziomach. „Wyrwa” od pierwszych stron staje się thrillerem psychologicznym, wciągającym i mieszającym w głowie. Nie tylko z powodu twistów czy suspensu, ale głównie dlatego, że czytelnik będzie musiał się zmierzyć sam ze sobą i odpowiedzieć na parę pytań. A autor nie daje gotowych odpowiedzi.
Zresztą po co? Wszak cała zabawa polega właśnie na grze. A może i całe życie? Ile mamy twarzy, ile masek nakładamy codziennie? „Dla obcych ludzi mam twarz jednakową/Ciszę błękitu” (J. Słowacki), a jaką w takim razie dla bliskich? I co tak naprawdę o nich wiemy? Tyle, ile sami nam powiedzą albo pokażą? A co, jeśli prawdy dowiemy się dopiero po czyjejś śmierci? Oby nie była gorzka, skomplikowana, zatruwająca umysł i czyniąca wyrwę w naszej psychice… jak u bohaterów Chmielarza. /więcej/

Z nim albo wcale

Wiem, czego brakuje w tytule. Powinno być – „Mój osobisty…”, wtedy wiadomo by było, że tylko autora jest to przewodnik. No ale nie ma „mój” i dzięki temu może być także mój. Żebym mogła powiedzieć – moja Praga jest mojsza, a właściwie najmojsza. I wkurzyłam się na Szczygła. Za co?
Że jego Praga jest również moją. Skandal. Nic już nie można zwiedzić, żeby się nie okazało, że ktoś to już wcześniej odkrył. No dobra, nie ktoś, tylko Mariusz Szczygieł. I tak właśnie traci się złudzenia, bo przez cztery lata żyłam w przekonaniu, ze ta strona Pragi jest tylko moja. Ech…

I dziwnym trafem, zdarzyło mi się dokładnie to, co poleca autor – zabłądziłam. Często błądzę od tamtej pory po europejskich miastach w jednym celu. Celu może dziwnym, a może naturalnym na tyle, jak potrzeba oddychania. A mianowicie, wędruję sobie w sumie po to, żeby wciągnąć w płuca głęboki oddech i poczuć zapach. I nie tylko. Przecież każde miasto wytwarza specyficzną aurę, na którą składają się charakterystyczne wonie, dźwięki, kolory i umiejscowienie czasoprzestrzenne. /więcej/

Cicha rebeliantka

 „Dom nie jest maszyną do mieszkania. Jest muszlą człowieka, jego przedłużeniem […]. Jest żywym organizmem, w którym każdy z mieszkańców może znaleźć całkowitą niezależność […]”.
Eileen Gray

Pionierka modernistycznego designu, której myślenie przestrzenne, niebywała kreatywność, odwaga i sprawne łączenie prostej formy z użytecznością i nowoczesnością, prawie sto lat później zachwycają nie tylko miłośników designu i architektury. Biseksualna artystka, charyzmatyczna arystokratka, kobieta niezależna, wizjonerka preferująca męski ubiór. Szlachetnie urodzona panienka, która mimo tzw. dobrego pochodzenia porzuciła przepych i salonowe przywileje. Rozmiłowana w pracy własnych rąk i atmosferze tradycyjnych warsztatów rzemieślniczych. Jedna z pierwszych kobiet na londyńskim wydziale malarstwa, stażystka w zakładzie lakierniczym, co dało początek dalszemu kształceniu związanemu z tworzeniem i projektowaniem. Na wiele lat zapomniana, lekceważona i marginalizowana jak wiele kobiet w architekturze.
/więcej/

Nie czytasz? Nie idę z tobą…

Cóż, Wilkie Collins uwiódł mnie już dawno „Kobietą w bieli”, podsycił namiętność „Basilem”, a potem udowodnił, ile wart jest ten romans w „Bez wyjścia”. I jak na wiktoriańskie czasy przystało, ten płomienny związek powinien się był zakończyć małżeństwem – inaczej straciłabym cześć, a wstyd towarzyszyłby mi do końca moich dni – stałabym się kobietą upadłą. Sięgając po „Męża i żonę”, oczekiwałam… sama nie wiem w sumie, czego oczekiwałam. Cudownego zakończenia? Że „żyli długo i szczęśliwie”? Wilkie potrafi zwodzić i mamić (zapewne pod wpływem laudanum), wyprowadzać na manowce swoją czytelniczą ofiarę i to tylko po to, żeby mogła na końcu zakrzyknąć: „Wiedziałam od samego początku!”. /więcej/

Ludzie jak my

Są smaki, które jedni uwielbiamy albo nienawidzimy. Są sploty historii, które albo zaakceptujemy jako te, które minęły albo będziemy spierać się o nie do grobowej deski. Takim elementem, który nigdy nie jest obojętny jest nasz sąsiad, ogromny kraj – Rosja. Rosja jako mocarstwo, okupant i ogromne źródło kultury. Rosjanie – najeźdźcy i Rosjanie – bracia. Wszystkich prowokują pytania: czy istnieje homo sovieticus? Czy nasi bracia Słowianie są tak różni od nas? Co wspólnego gra w naszych duszach?

„Spokojnie. To tylko Rosja” to zbiór krótkich opowiadań o rosyjskich realiach i specyfice rosyjskiej mentalności. Autor opowiada losy ogromnego kraju poprzez architekturę, wielką historię i opowieści pojedynczych Rosjan. W pierwszej części pt. Północ razem z autorem przekraczamy magiczną granicę – państwową, geograficzną, mentalną i społeczną. Poznajemy oczami autora świat niekończących się przestrzeni, dziurawych dróg i powracających jak zły sen wspomnień o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Bywają momenty niebezpieczne – jak spotkania z gopnikami (czyli rosyjskimi dresiarzami) i abstrakcyjnie zabawne jak ikona z Matką Boską, matką Stalina, Stalinem i… carem Mikołajem II. /więcej/

Nigdy więcej komuny!

Dziś mija setna rocznica urodzin jednego z najoryginalniejszych pisarzy ubiegłego wieku, a rok 2020, uchwałą Sejmu RP, ustanowiono rokiem jego imienia. Leopold Tyrmand jest postacią równie niezwykłą jak proza, którą tworzył – od sprawozdania z turnieju bokserskiego zakończonego usunięciem z redakcji „Przekroju”, po emigracyjne eseje w języku angielskim i scenariusze filmowe. Dzięki powieści „Zły” (1955) zyskał sławę i rozpoznawalność, jednak za krytykę ustroju w tym i innych tekstach musiał słono zapłacić. Odmawiano mu paszportu, a po zamknięciu „Tygodnika Powszechnego”, w którym w końcu został zatrudniony, obłożono nieoficjalnym zakazem publikacji. W 1965 ostatecznie opuścił Polskę, a powrót do kraju uzależniał od możliwości wydania „Życia towarzyskiego i uczuciowego”, w którym bezkompromisowo obnażył środowisko inteligencji twórczej z czasów komuny, wywołując skandal, gdy fragmenty tej powieści ukazały się w „Kulturze”.
/więcej/

Kraina wiecznej tęsknoty

Są takie książki, które zapamiętuje się na całe życie i z całą stanowczością mogę stwierdzić, że powieść Igora Newerlego do takich należy. Sam twórca – zapomniany po obaleniu komunizmu, łączony z socrealizmem i powieściami pisanymi zgodnie z jedynie słusznym kierunkiem, został jednak niedawno wskrzeszony przez Wydawnictwo Mg! Świetny pomysł, gdyż warto poznać prozę Igora Abramowa (Newerlego), opisującą syberyjską egzystencję Polaków.

Rzadko to robię, ale postanowiłam przybliżyć odrobinę sylwetkę autora „Wzgórza błękitnego snu”, gdyż dla młodszych pokoleń może okazać się postacią nieznaną, a losy scenarzysty „Króla Maciusia I”, laureata medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata (1982) oraz współpracownika Janusza Korczaka, mogłyby stać się inspiracją do niejednego scenariusza filmowego. Jego dziadek (Josef Neverly) był carskim łowczym, a ojciec (Mikołaj Abramow) oficerem rosyjskim, który zginął, ratując tonącego. Przyszły autor „Pamiątki z Celulozy” jako mały chłopiec (ur. w 1903 roku) mieszkał na terenie koszarów wojskowych i tam, w wypadku, stracił prawą nogę. W 1915 r. wraz z rodziną został ewakuowany w głąb Rosji, gdzie spędził młodość aż do powtórnego aresztowania przez NKWD, kiedy to dzięki podstępowi udało mu się zbiec z transportu i przedostać w 1924 roku do Polski. Od 1926 stał się prawą ręką Janusza Korczaka, będąc jego sekretarzem (wiele lat później sam będzie miał sekretarza – Jacka Kuronia), a od 1932 redagując „Mały Przegląd”, czasopismo tworzone przez dzieci i dla dzieci, aż do wybuchu wojny. /więcej/

Ludzie pragną piękna*

„Asteroid i półkotapczan” Katarzyny Jasiołek to po trosze podręcznik, po trosze katalog. Przede wszystkim to historia przemian społecznych po kataklizmie II wojny światowej. Opowieść o życiu odradzającym się z wojennych zniszczeń, życiu które potrzebowało przestrzeni – powstających z gruzów miast i mieszkań dla ludzi migrujących w poszukiwaniu nowego życia. Bohaterami tej opowieści są na równi ci którzy projektowali przestrzenie i przedmioty, jak i ci którzy musieli i chcieli urządzać życie od nowa.

Swoją opowieść autorka rozpoczyna od przedstawienia Wandy Telakowskiej – kobiety, która stworzyła powojenne wzornictwo. Stworzyła je od podstaw, od prezentacji idei artysty współpracującego z przemysłem – dzisiaj taką osobę nazywamy designerem, od znalezienia artystów chętnych do współpracy – co nie było łatwe, wreszcie od zorganizowania przestrzeni gdzie artyści mogli będą tworzyć i uczyć się specyfiki produkcji. Heroiczna walka o jakość artystyczną powstających niezbędnych wyrobów była walką o dusze mieszczan – kto zawładnie ich poczuciem estetyki? Czy pozostaną w karbach koszmarnych kopii z przedwojennej stylistyki, czy uda się otworzyć głowy i portfele na nowe? Na wielofunkcyjne meble pasujące do mikro mieszkań i intensywnie kolorowe, w niesamowitych formach dodatki? /więcej/