12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

W PRL na bogato

Luksus i PRL, dwa sprzeczne słowa i światy, które naprawdę istniały równolegle. Kiedy pod koniec lat 70-tych wprowadzałem się jako mały chłopiec na nowe osiedle w Szczecinie, nie miałem pojęcia, że ktoś może żyć na innym, wyższym poziomie. Zamieszkanie tam zweryfikowało moją wiedzę o czasach Polski Ludowej. Większą część mieszkańców bloku stanowili rybacy i marynarze. Jakże zazdrościłem im pierwszych kolorowych telewizorów, samochodów, boazerii sosnowej w przedpokoju i szału lat 80-tych – magnetowidu i zakupów w Peweksie czy Baltonie.

Koledzy zawsze pytali swoich mam kiedy tata wraca z rejsu (co prawda parę dni później pytali ojca kiedy wyjeżdża), ale dopiero książka pani Boćkowskiej uzmysłowiła mi paradoks brzemienia luksusu w PRL-u. Na przykładzie marynarzy z Gdyni autorka opisuje ile w tym wszystkim było zwykłego (a może „nadzwykłego”?) kombinowania, takiego naszego polskiego obchodzenia, naginania przepisów, swojskiego „tu kupię, tam sprzedam”. /więcej/

Dokąd zmierzamy?

Tytuł być może nie jest zbyt oryginalny, ale właśnie o tym jest „Początek”. Odwieczne pytania ludzkości (skąd pochodzimy? kim jesteśmy?) tym razem stały się tematem głównym najnowszej powieści Dana Browna. I to w otoczce szczytowych osiągnięć techniki, i jak zawsze u Browna – wspaniałych dzieł sztuki. Poruszył mnie ten thriller bardzo, zwłaszcza, że od połowy akcja dzieje się w mieście ostatnio dosyć medialnym, a mianowicie w Barcelonie.
Barcelona, z której wróciłam miesiąc temu zakochana zupełnie w klimacie i zabytkach, nie gra jednak głównej roli, jest tylko (a może aż) tłem dla kulminacyjnych punktów powieści. Zrobiłam po niej około 130 kilometrów pieszo, zwiedzając to miasto w trzy dni… tyle mniej więcej trwa akcja „Początku”. I to naprawdę świetne uczucie, kiedy czyta się o tym, że Langdon jedzie wagonikiem kolejki do zamku Montjuïc i patrzy na stromy klif oraz położony u jego stóp port. Jechałam i patrzyłam tak samo! Za jedyne 11 euro… no cóż, profesorowi wynajęto prywatny wagonik. Langdon to Langdon, niestety schematyczna ta postać się już staje, co odrobinę drażni (znowu zagrożenie życia, tajemnica, piękna kobieta, której pomaga, wymykanie się, pościgi itp. itd.), jednakże wybaczam Brownowi, gdyż jego powieści i tak zawsze wciągają. /więcej/

Jing i Jang

Stephen King jest już marką samą w sobie. Każda jego kolejna powieść to prawdziwe wydarzenie, z niecierpliwością oczekiwane przez liczne grono fanów. Teraz do gry wprowadza swoich spadkobierców – synów Joe Hilla i Owena. To właśnie z tym ostatnim napisał swoją najnowszą powieść „Śpiące królewny”.
Miasteczko Dooling w Zachodniej Wirginii niczym nie różni się od innych miasteczek w Stanach Zjednoczonych. Kryzys ekonomiczny sprawia, że ceny nieruchomości w okolicy spadają, ale mimo to, wiele domów stoi pustych. Szeryfem jest tu Lila Nordcross. Jej mąż, Clint jest psychiatrą w miejscowym więzieniu kobiecym. Tutejsi mężczyźni spotykają się w barze. W szkole spotkać można kolejne pokolenie sfrustrowanej młodzieży. Gang produkuje i sprzedaje narkotyki. Zaś znana wszystkim z imienia bezdomna, każdego dnia przechadza się ulicami. Życie toczy się w swoim tempie. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia. W dramatycznych okolicznościach, w miasteczku pojawia się tajemnicza kobieta Eva Black. W tym samym czasie wybucha epidemia nieznanej choroby – kobiety zapadają w sen, z którego już się nie budzą. Ich ciała spowijają dziwne kokony. Wkrótce okazuje się, że choroba, której epicentrum jest Dooling, opanowuje cały świat. Kobiety podejmują karkołomną walkę z sennością, zaś mężczyznom przyjdzie stoczyć trudniejszą walkę – ze swoją naturą. /więcej/

Cmentarz w szczególe

Na początku października Michał Rembas, szczeciński dziennikarz, podróżnik, historyk i przewodnik, oddał do rąk czytelników swoją najnowszą publikację. Tym razem autor, zaprasza nas na spacer po Cmentarzu Centralnym w Szczecinie. Miejscu, z ponad 100–letnią historią. Cmentarz nazywany przez niektórych Ogrodem Umarłych, powstał na początku XX wieku. Wykonawcą projektu tej imponującej i drobiazgowo zaplanowanej nekropolii był ówczesny znakomity architekt, miejski radca budowlany Wilhelm Meyer – Schwartau. Pierwsze pochówki odbyły się zaledwie rok po rozpoczęciu prac, czyli w 1901 roku. Kilkaset gatunków drzew i krzewów, własna sieć wodociągową, 4 -hektarowe ogrody ze szklarniami i własne szkółki drzew. Wszystko przemyślane i dopracowane w każdym calu. Tak było przed wojną… /więcej/

Przetrwać na moczarach

Powieść Karen Dionne plasuje się w pierwszej dziesiątce moich ulubionych thrillerów. Mam nadzieję, że ktoś pokusi się o jej sfilmowanie i choć pewnie przyjdzie mi długo czekać na premierę, to będzie warto. Tę książkę czytałam jednym tchem, a kolejne strony przesuwały się przed moimi oczami jak kadry filmowe, raz wolniej, raz szybciej, ale zawsze z ogromnym napięciem czekałam na kolejną scenę. I nie zawiodła mnie żadna z nich, aż do mrożącego krew w żyłach finału.
Helenę Pelletier poznajemy w trakcie całkiem zwyczajnych czynności – gdy zostawia na chwilę córkę i rozpakowuje dostawę swoich własnych przetworów do sklepu. Gdyby nie jedna kartka prologu, która nawiasem mówiąc odrobinę zepsuła mi zabawę, nie oczekiwałabym niczego niezwykłego po jeździe autem i słuchaniu wiadomości radiowych. Jednakże komunikat, który poszedł w eter, ścina z nóg nie tylko główną bohaterkę – mnie również. „Jacob Holbrook uciekł z więzienia. Król Moczarów. Mój ojciec. A to ja właśnie wpakowałam go za kraty”. I już wiem, że będzie się działo… /więcej/

Bez roślin nie ma życia

Dla osób, które dostrzegają piękno środowiska naturalnego, widzą w nim sojusznika człowieka, ta książka to mądry przewodnik po nim. Po kwiatach, krzewach, drzewach, roślinach uprawnych, ziołach (tych, które nas leczą, a czasem trują), po używkach i roślinach, które codziennie nam towarzyszą np. kawa czy herbata. Zanim będziemy się delektować aromatycznym napojem przy codziennym śniadaniu warto wiedzieć jaką drogę te małe ziarnka i listki pokonują z pól do hurtowni.
Książka to także ostrzeżenie przed nadmiernym ekspansjonizmem człowieka ( Autorka nazywa je zbrodniami przeciwko przyrodzie), szczególnie przed wyrębem lasów, puszczy i dżungli tropikalnych. Jane Goodall pisała tę książkę w 2013 r. jeszcze nasza Puszcza Białowieska nie walczyła ze szkodnikami, zapewne dziś usłyszelibyśmy ostre słowa krytyki wypowiedziane przez tego wybitnego naukowca, bo wszak „kiedy czytam o powalaniu lasów, czuję jak ogarnia mnie gniew. Czy to drzewo nie było w takim samym stopniu jak Homo sapiens, który je zniszczył, arcydziełem Stwórcy?”. /więcej/

W imię Camille

Robiła wrażenie. Była wspaniała, posągowa, uparta, harda, wyniosła. I piekielnie utalentowana. Camille Claudel, wybitna rzeźbiarka. Rzeźbiła jak mężczyzna, co na przełomie XIX i XX w. było niespotykane. „Pokazałem jej, gdzie ma szukac złota, lecz złoto, do którego dochodzi, jest jej własne” – powiedział Auguste Rodin o Camille. Jej życiowy partner, największy macho wśród największych francuskich rzeźbiarzy. Oszołomiony skalą talentu Camille, zaprosił ją do wspólnej pracy w swojej pracowni. Uważany był za mentora Claudel. Jednak teraz wiadomo, że role były odwrócone, a wiele prac Rodina w części wyszło spod dłuta Camille .
Dziś Camille Claudel byłaby na piedestale. Jej wystawy w najlepszych światowych muzeach biłyby rekordy oglądalności. Może byłaby celebrytką, ozdabiającą VIP-owskie rzędy pokazów mody? Może prowadziłaby autorską paryską akademię z mistrzowskimi kursami rzeźby? /więcej/

A może w każdej z nas jest cząstka Lucy Snowe?

Najstarsza i najsławniejsza z angielskiego pisarskiego tria Charlotte Brontë napisała w 1853 roku swą ostatnią powieść, pt. „Villette”. Po ponad stu sześćdziesięciu latach uznawana jest ona za arcydzieło literatury, najlepszą powieść pisarki i pierwowzór powieści psychologicznej. Bo „Villette” to, przede wszystkim, pogłębione studium samotności, historia młodej kobiety, zmagającej się z depresją, pragnącej miłości i zrozumienia, zagubionej i wiodącej dość bezbarwne życie. W tym ujęciu historia absolutnie ponadczasowa.

Warto wspomnieć, że „Villette” uznawana jest za jedną z najbardziej autobiograficznych powieści Charlotte Brontë. Autorka napisała ją pod wpływem osobistych przeżyć związanych z pobytem w Brukseli w latach czterdziestych XIX wieku, kiedy przeżywała miłość do żonatego mężczyzny, profesora Constantina Hégera, prowadzącego szkołę z internatem, w której Charlotte udzielała lekcji angielskiego. Zakazana miłość i tęsknota za domem to doświadczenia, które znalazły swoje odzwierciedlenie w powieści o młodej Angielce, Lucy Snowe, która za sprawą splotu niezbyt fortunnych zdarzeń postanowiła wyjechać do Europy, aby szukać swego miejsca dla siebie. /więcej/

Strona 20 z 105« Pierwsza...10...1819202122...304050...Ostatnia »