16 marca 2019 r.

16 marca 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Bez roślin nie ma życia

Dla osób, które dostrzegają piękno środowiska naturalnego, widzą w nim sojusznika człowieka, ta książka to mądry przewodnik po nim. Po kwiatach, krzewach, drzewach, roślinach uprawnych, ziołach (tych, które nas leczą, a czasem trują), po używkach i roślinach, które codziennie nam towarzyszą np. kawa czy herbata. Zanim będziemy się delektować aromatycznym napojem przy codziennym śniadaniu warto wiedzieć jaką drogę te małe ziarnka i listki pokonują z pól do hurtowni.
Książka to także ostrzeżenie przed nadmiernym ekspansjonizmem człowieka ( Autorka nazywa je zbrodniami przeciwko przyrodzie), szczególnie przed wyrębem lasów, puszczy i dżungli tropikalnych. Jane Goodall pisała tę książkę w 2013 r. jeszcze nasza Puszcza Białowieska nie walczyła ze szkodnikami, zapewne dziś usłyszelibyśmy ostre słowa krytyki wypowiedziane przez tego wybitnego naukowca, bo wszak „kiedy czytam o powalaniu lasów, czuję jak ogarnia mnie gniew. Czy to drzewo nie było w takim samym stopniu jak Homo sapiens, który je zniszczył, arcydziełem Stwórcy?”. /więcej/

W imię Camille

Robiła wrażenie. Była wspaniała, posągowa, uparta, harda, wyniosła. I piekielnie utalentowana. Camille Claudel, wybitna rzeźbiarka. Rzeźbiła jak mężczyzna, co na przełomie XIX i XX w. było niespotykane. „Pokazałem jej, gdzie ma szukac złota, lecz złoto, do którego dochodzi, jest jej własne” – powiedział Auguste Rodin o Camille. Jej życiowy partner, największy macho wśród największych francuskich rzeźbiarzy. Oszołomiony skalą talentu Camille, zaprosił ją do wspólnej pracy w swojej pracowni. Uważany był za mentora Claudel. Jednak teraz wiadomo, że role były odwrócone, a wiele prac Rodina w części wyszło spod dłuta Camille .
Dziś Camille Claudel byłaby na piedestale. Jej wystawy w najlepszych światowych muzeach biłyby rekordy oglądalności. Może byłaby celebrytką, ozdabiającą VIP-owskie rzędy pokazów mody? Może prowadziłaby autorską paryską akademię z mistrzowskimi kursami rzeźby? /więcej/

A może w każdej z nas jest cząstka Lucy Snowe?

Najstarsza i najsławniejsza z angielskiego pisarskiego tria Charlotte Brontë napisała w 1853 roku swą ostatnią powieść, pt. „Villette”. Po ponad stu sześćdziesięciu latach uznawana jest ona za arcydzieło literatury, najlepszą powieść pisarki i pierwowzór powieści psychologicznej. Bo „Villette” to, przede wszystkim, pogłębione studium samotności, historia młodej kobiety, zmagającej się z depresją, pragnącej miłości i zrozumienia, zagubionej i wiodącej dość bezbarwne życie. W tym ujęciu historia absolutnie ponadczasowa.

Warto wspomnieć, że „Villette” uznawana jest za jedną z najbardziej autobiograficznych powieści Charlotte Brontë. Autorka napisała ją pod wpływem osobistych przeżyć związanych z pobytem w Brukseli w latach czterdziestych XIX wieku, kiedy przeżywała miłość do żonatego mężczyzny, profesora Constantina Hégera, prowadzącego szkołę z internatem, w której Charlotte udzielała lekcji angielskiego. Zakazana miłość i tęsknota za domem to doświadczenia, które znalazły swoje odzwierciedlenie w powieści o młodej Angielce, Lucy Snowe, która za sprawą splotu niezbyt fortunnych zdarzeń postanowiła wyjechać do Europy, aby szukać swego miejsca dla siebie. /więcej/

Między snem a jawą

Amber Reynolds lubi moment zawieszenia między snem a jawą. Marzenia senne mogą się wtedy wydawać rzeczywistością, a leniwe zmysły jeszcze nie spieszą się do wyprowadzenia z sennego błędu. Jest miło. Można być w każdym miejscu, w wyimaginowanych sytuacjach, w każdej postaci. Aż przychodzi moment przebudzenia. Amber słyszy już szum rzeczywistości, dźwięki dnia, czuje na powiekach światło. Problem jednak w tym, że Amber nie może się przebudzić. Jest w śpiączce. Do tego mąż chyba już jej nie kocha. No i Amber czasami kłamie.

Jest Boże Narodzenie, po wypadku samochodowym Amber, podłączona do aparatury i opleciona rurkami kroplówek, leży w śpiączce na szpitalnym łóżku. Jej obolałe i posiniaczone ciało jest bezwładne, oczy zamknięte, ale mózg pracuje na pełnych obrotach. Przetwarza sytuacje, interpretuje dźwięki, intensywnie analizuje wydarzenia ostatnich tygodni. Amber słyszy rozmowy lekarzy i pielęgniarek, czuje badania, zdaje sobie sprawę co się z nią dzieje, jest jednak niema i bezradna. Czuwających nad nią siostrę i męża podejrzewa o romans, na dodatek w szpitalnej ciemności pojawia się ktoś anonimowy, kto jest nieustannym zagrożeniem. Krąży wokół niej jak zły duch, jak zły duch z przeszłości. Obrażenia Amber wskazują, że wypadek nie był przypadkiem, a policja zaczyna podejrzewać, że ktoś go świadomie spowodował – może jej mąż? Umysł Amber prowadzi własne śledztwo. Otwiera dawno zamknięte szufladki, przedziera się przez labirynt wspomnień, zadaje pytania. Kto chciał zabić? Kto kłamie, a kto mówi prawdę? Kim jest oprawca z ciemności?

W intrygującej powieści Alice Feeney „Czasami kłamię” niczego do końca nie można być pewnym. Intryga się wikła, niespodzianki sypią się jak jesienne liście, wersja wydarzeń goni kolejną wersję, sytuacje zmieniają się w tempie kalejdoskopu, nie można się odkleić od kolejnej strony. Ten thriller to wydawniczy przebój, recenzenci przyrównują go do „Dziewczyny z pociągu” czy „Lokatorki”, akcja tak samo wciąga z siłą trąby powietrznej i do ostatniej chwili nie wiadomo czym to się skończy. Na koniec jednak jedno wiemy na pewno, Amber wciąż czasami kłamie…

Katarzyna Amon

Alice Feeney, Czasami kłamię, Grupa Wydawnicza Foksal, 2017

167 strona

Nic takiego jeszcze nie przydarzyło mi się w życiu. Moim pięćdziesięcioletnim, z czego czterdziestosześcioletnim doświadczeniu czytelniczym. Nie wierzę nawet jeszcze, że to zrobiłam. Nie mogłam inaczej, po prostu nie mogłam. Otóż (tylko proszę nie szukać od razu tego rozdziału!), gdy dotarłam do strony 167, emocje wzięły górę. Łzy same pociekły. Zamknęłam książkę i postanowiłam… Nie czytać dalej.

Nie czytać, gdyż tekst był zbyt drastyczny. Pewnie dlatego, ze jestem matką, tak sobie tylko tłumaczę. A może dlatego, że się zestarzałam i robię się ckliwsza? Odrobinę wrażliwsza? A podobno z wiekiem człowiek obojętnieje. Na niektóre sprawy, na taką – to chyba niemożliwe. Nie chyba – na pewno. Aż nie chce się wierzyć, wszystko w środku krzyczy, że nie ma aż tak złych kobiet! A jednak… /więcej/

Lwów ma twarz kobiety

Gdy wczytujemy się w tę książkę, to okazuje się, że nie było gałęzi życia, w której przez minione stulecia kobiety nie pozostawiłyby trwałego śladu – aktorki, śpiewaczki, emancypantki, żołnierki, poetki, malarki. One wszystkie tworzyły we Lwowie, działały na jego rzecz. Autorka – Beata Kost polska dziennikarka ze Lwowa pisząca od wielu lat o historii miasta i jego mieszkańcach – poszła tropem wybitnych Polek. W dołączonej do książki mapie zaznacza ulice, przy których mieszkały nieprzeciętne panie np., Ujejeskiego, Chorążczyzny, Teatralna, Kurkowa, Brajerowska…. Niektórych z tych ulic już dawno nie ma, tak jak i ludzi, którzy zajmowali domy przy nich. Ale pamięć składana mozolnie z okruchów dzięki takim ludziom jaki m.in. Beata Kost pozostaje.
Książka ma bardziej charakter dokumentu minionych epok, ale dla badaczy będzie wnikliwym uzupełnieniem tematu. /więcej/

Zostań wspierającym trenerem, czyli jak poprawić relacje z nastolatkiem

Jeśli masz problemy w komunikacji z dorastającym dzieckiem – to książka dla ciebie! Jeśli uważasz, że Twoje dziecko to nastolatek idealny – również przeczytaj tę książkę. Dzięki niej zrozumiesz, jak wiele problemów mają rodzice dzieci obdarowanych trudnym charakterem. Choć jak twierdzi autor „każdy młody człowiek, bez względu na to, czy ma trudny charakter, czy jest ugodowy, czy też „niezdecydowany”, przejawia w okresie adolescencji, pewne skrajne lub trudne pod względem wychowawczym zachowania”. Autor, Robert J. MacKenzie, psycholog wychowawczy i terapeuta rodzin, jest ojcem nastolatka i wie o czym pisze. Konflikty, zła komunikacja, próby sił… To lektura, która pomaga rodzicom zrozumieć okres życia między dzieciństwem a dorosłością, czyli właśnie adolescencję. /więcej/

Homo peregrinus

Nasze życie to nieustająca podróż pełna spotkań z ludźmi różnych kultur i religii. To przyglądanie się przyrodzie, zwierzętom, sytuacjom, które było nam dane z ich udziałem przeżyć. Spotkań, które nas wzbogacają ale i też, pozwalają pozostawić nasz, trwały lub nie, ślad. To zapis, bywa, że odległych asocjacji, które niczym meteoryty, pojawiają się i szybko znikają. Czasami wystarczy bardziej natężone światło (lub inny kąt jego padania) tak jak podczas kolejnej wyprawy Autora do Maroka, byśmy uruchomili w swoim mózgu wspomnienia, przywołali nastrój chwili, jej smak i aromat. Dobry literat, spostrzegawczy i wykształcony jakim jest bez wątpienia Krzysztof Środa przedstawia w najnowszej książce (nominowanej do Nagrody Nike) właśnie taki zapis podróży i refleksji, które zostały podczas niej wywołane.
Bo cóż może łączyć odległe Maroko, Warszawę i Czeczenię? Oczywiście człowiek. Postawiony w różnych sytuacjach życiowych – człowiek-wojownik, człowiek-uchodźca, człowiek-agresor zabijający w imię wolności lub dominacji jednego narodu lub religii. Człowiek, który musi podejmować decyzje – czy wolność, której doświadcza nie zagraża wolności innych ludzi? Kogo np. należy się bardziej obawiać – głodnego, bezpańskiego psa, muzułmańskiego balwierza z wyostrzoną brzytwą, a może własnego brata, który w imię zasad religijnych zabija matkę, bo nie zasłania włosów? /więcej/

Strona 20 z 104« Pierwsza...10...1819202122...304050...Ostatnia »