Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Homo peregrinus

Nasze życie to nieustająca podróż pełna spotkań z ludźmi różnych kultur i religii. To przyglądanie się przyrodzie, zwierzętom, sytuacjom, które było nam dane z ich udziałem przeżyć. Spotkań, które nas wzbogacają ale i też, pozwalają pozostawić nasz, trwały lub nie, ślad. To zapis, bywa, że odległych asocjacji, które niczym meteoryty, pojawiają się i szybko znikają. Czasami wystarczy bardziej natężone światło (lub inny kąt jego padania) tak jak podczas kolejnej wyprawy Autora do Maroka, byśmy uruchomili w swoim mózgu wspomnienia, przywołali nastrój chwili, jej smak i aromat. Dobry literat, spostrzegawczy i wykształcony jakim jest bez wątpienia Krzysztof Środa przedstawia w najnowszej książce (nominowanej do Nagrody Nike) właśnie taki zapis podróży i refleksji, które zostały podczas niej wywołane.
Bo cóż może łączyć odległe Maroko, Warszawę i Czeczenię? Oczywiście człowiek. Postawiony w różnych sytuacjach życiowych – człowiek-wojownik, człowiek-uchodźca, człowiek-agresor zabijający w imię wolności lub dominacji jednego narodu lub religii. Człowiek, który musi podejmować decyzje – czy wolność, której doświadcza nie zagraża wolności innych ludzi? Kogo np. należy się bardziej obawiać – głodnego, bezpańskiego psa, muzułmańskiego balwierza z wyostrzoną brzytwą, a może własnego brata, który w imię zasad religijnych zabija matkę, bo nie zasłania włosów? /więcej/

Cud cofniętego czasu…

Żeby tak można było cofnąć czas… W cichości ducha wielokrotnie powtarza to każdy z nas. Marzenie nieziszczalne. A jednak… przydarza się to bohaterce książki „Powtórka z miłości”.
Ed, mężczyzna i miłość jej życia, ginie nagle pod kołami autobusu. Świat i życie Zoe staje w miejscu. Sprawy wydają się ostatecznie skończone.
Nie wiemy dlaczego, ale od początku wraz z Zoe przenosimy się w czasie. Z przeszłości w przyszłość i odwrotnie. Za każdym razem to dla niej szansa. Jest tego świadoma i z całej siły stara się naprawiać poprzednie błędy. Przeżywa chwile z przeszłości wiedząc, jakie negatywne konsekwencje niosą za sobą.
Za sprawą umiejętnie i interesująco skomponowanej akcji powieści, mamy szansę na powtórkę z życia Zoe. Poznajemy parę młodych ludzi, których miłość i związek rozwija się w czasie. Po latach młodzieńczych decydują się na wspólne zamieszkanie. Kochają się bardzo i pragną założyć rodzinę. /więcej/

Magiczny Andersen

„Improwizator” zaskoczył mnie. Nie dlatego, że po Andersenie można by się spodziewać tylko i wyłącznie baśni, a ta powieść nią nie jest, ale z powodu tak mocno i głęboko skrywanych uczuć. Jakby w tym utworze wreszcie chciał powiedzieć prawdę o swoim życiu i jednocześnie bał się, że odkryje karty. I że już nic, nigdy, nie będzie takie samo, kiedy czytelnik ułoży rozsypankę. Powiem szczerze – dla mnie nie będzie.

Pokrótce – osierocony Antonio trafia pod opiekę rodziny Borghese, kształci się, fascynuje piękną śpiewaczką i cierpi. Po wielu perypetiach odnajduje miłość i spokój. A wszystko to ubrane w przepiękne opisy włoskich krajobrazów i architektury, okraszone nieśmiertelną poezją klasyków. I talentem improwizatorskim tytułowego bohatera, a może raczej samego Andersena… /więcej/

Rozstania i powroty

Nie ma takich powieści nagrodzonych literackim Noblem, które dałyby początek całemu cyklowi. „Posiadacz”, pierwsza i najlepsza z „Sagi rodu Forsyte`ów” część wielotomowej historii rodzinnej (nad którą Galsworthy pracował ponad dwadzieścia lat), wciąż zachwyca i porusza, gdyż obok miłości i namiętności nie można przejść obojętnie.
W „Posiadaczu” najistotniejszym wątkiem są losy czwórki bohaterów: Soamesa, Ireny, June i Bossineya. Wprawdzie poznajemy zaraz na pierwszych stronach cały klan Forsyte`ów, ale szybko okazuje się, kto i co ma tak naprawdę znaczenie dla rozwoju akcji. Akcji, która odrobinę się wlecze, ale im dalej, tym łatwiej przyzwyczaić się do stylu Galsworthy`ego i docenić jego spojrzenie na ówczesną rzeczywistość. A było ono raczej pesymistyczne, z domieszką melancholii i szczyptą satyry. /więcej/

Z delikatności liryk, stali charakteru stworzona, czyli Safona polska

Z przyjemnością przeczytałam tę książkę – o wielkiej Damie polskiej poezji, o kobiecie niezłomniej, nieprawdopodobnie zdyscyplinowanej i jak niektórzy znajomi (wśród nich Maria Dąbrowska) o niej mówili – „ekscentryczce” Kazimierze Iłłakowiczównie. Jedno jest pewne, jest to powieść o kobiecie, która wyrastała ponad przeciętność i to pod każdym względem – talentu, pracowitości, dumy i godności osobistej oraz odwagi. To, czego doświadczyła w życiu wystarczyłoby zapewne na kilka życiorysów. A żyła długo, bo przeszło dziewięćdziesiąt lat. I w większości był to czas wymagający wielkiego hartu ducha i wyrzeczeń, by pokonać i głód i niedostatek. Począwszy od dzieciństwa, gdy jako nieślubne dziecko już na starcie skazana na gorszy byt. Później wychowywanej przez szlachciankę w Inflanatch, która zamiast posagu dała Jej gruntowne wykształcenie i maniery. To zaowocowało bytem samodzielnym, bez wspierania się, niczym winorośl, na mężczyźnie. Była poliglotką, znała sześć języków biegle, ciągle uczyła się nowych. Tak jak na uchodźctwie w Rumuni, do której wraz z polskim rządem dotarła w 1939 roku. Osiem lat przetrwała na obczyźnie dzięki wykształceniu – uczyła języków. /więcej/

Podaruj dziecku GWIAZDKĘ Z NIEBA!

Przemysław Wechterowicz lubi zaskakiwać. Myślę tak, ilekroć sięgam po jego najnowszą książkę. Jeszcze niedawno zaśmiewaliśmy się czytając „Królewnę z wieży”, teraz do rąk dostajemy uroczą, baśniową i ciepłą opowieść z przesłaniem, dla młodszych czytelników. Jej akcja toczy się przy blasku księżyca, dlatego to idealna lektura, którą można czytać dzieciom do snu…

Oto historia małej Orzesznicy, która pewnej nocy, na leśnej polanie znajduje … Gwiazdkę z nieba. Choć Gwiazdka nie potrafi mówić, ani latać i nie jest też tak zręczna jak Orzesznica, bardzo szybko się zaprzyjaźniają. Świetnie się wspólnie bawią i tańczą, obserwowane przez leśne zwierzęta. Orzesznica jednak rozumie, że nie może na zawsze zatrzymać swej przyjaciółki. Pozwala jej wrócić do domu, czyli do nieba. Nie będzie to jednak takie proste. Na szczęście pomogą im w tym leśne zwierzęta. /więcej/

Śmierć przy dziewiątym dołku

Nic w tej książce nie jest takie na jakie wygląda. Zwolennicy mistrzowskiej prozy Johna Irvinga mogą się poczuć mocno zakłopotani. Nadmiar opisów miejsc, postaci, pogmatwanie akcji i wyciąganie niecodziennych wręcz kuriozalnych faktów czyni nieodparte wrażenie, że uczestniczymy w czymś co można nazwać literacką sztuką cyrkową. Ekwilibrystyka słowna i sytuacyjna bywa momentami wręcz nieznośna (823 strony!). Ci którzy szukają w książce ironiczno-dowcipnego, ale zwartego, stylu Irvinga znanego z np. „Świata według Garpa”, „Regulaminu tłoczni win”, czy „Modlitwy za Owena” mogą być rozczarowani.

Historia, która związana jest z głównym bohaterem – Hindusem – dr Farrokhiem Daruwalli- chirurgiem ortopedą, autorem kiepskich scenariuszy filmowych o inspektorze Dahrze, a przede wszystkim wielkim admiratorze cyrku jest przykrywką do ukazania dusznej atmosfery Bombaju (dziś Mombaju) z jego dziwactwami, skrytymi marzeniami różnych ciemnych typów, by nie rzec, występkami. W tym panoptikum postaci są karły, o których krew do badań genetycznych usilnie zabiega dr Daruwalla, hetero- i homoseksualni aktorzy i reżyserzy, transwestyci oraz pośledniejsza kategoria bombajskich prostytutek tak zwanych „dziewczyn z klatki”. Egzotyki powieści dodaje też „trzecia płeć”, czyli akceptowani w Indiach hidżrowie – wykastrowani mężczyźni grający rolę kobiet. Są tu muzułmanie, chrześcijanie, buddyści. /więcej/

Mniej znaczy więcej

Bea Johnson ma dwa życia. W pierwszym, jeszcze całkiem niedawno, miała wielki dom w sypialnianej dzielnicy, gigantyczny garaż, dwa samochody w tym SUV-a, cztery stoły, 26 krzeseł, telewizor XXL, psa, oczko wodne z karpiami koi oraz męża i dwóch synów. Wakacje dwa razy do roku, wystawne przyjęcia, obfitą i drogą dietę mięsną, abonament na prywatnym basenie, cotygodniowe zakupy w dyskontach i mnóstwo półek zapełnionych mnóstwem rzeczy. Bea, z platynowymi przedłużonymi włosami Barbie, sztuczną opalenizną, kolagenowymi ustami, wybotoksowanym czołem i akrylowymi paznokciami, w tej wybujałej scenerii amerykańskiego snu, wraz z rodziną, ponad miarę kupowała, przetwarzała, produkowała śmieci. W drugim życiu Bea postanowiła się przebudzić. /więcej/