Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Czy wiecie, że…

Jak fascynującym stworzeniem jest człowiek, chyba nie muszę nikomu mówić. Jednakże, po lekturze popularnonaukowej książki Billa Brysona, mogę śmiało powiedzieć, że… człowiek jest niezwykły, niepowtarzalny i niesamowity! Autor odsłania przed czytelnikami tajemnice ludzkiego ciała i nie tylko, zaprasza również do niekończącej się przygody z otaczającym nas wszechświatem i naukowymi odkryciami.
Tę książkę czyta się jak najlepszą powieść – tyle, że bohaterem jest nasz własny, dobrze (podobno) znany organizm, który z każdą kolejną stroną nabiera innego wymiaru. Po kilkudziesięciu przeczytanych kartkach zaczynałam się dosłownie bać tego, co odkryję na kolejnych. Jak mało wiem albo raczej – jak nic nie wiem. Sokrates miałby ze mnie niezły ubaw – olśniło Chojnacką, że wie, że nic nie wie. No cóż, do wszystkiego trzeba dorosnąć. Lepiej późno niż… później.
/więcej/

Poeta piosenki

26. kwietnia 1988 r. na Powązkach podczas pogrzebu 46-letniego Jonasza Kofty zbiera się tłum. „Patrząc na żałobników – najpiękniejsze dziewczyny Warszawy i praskich meneli, siwowłosych generałów i artystów o sławnych nazwiskach, muzyków jazzowych i klezmerów z knajp III kategorii, nowobogackich i kohabitujących ze starą biedą inteligentów – trudno się było oprzeć zdumieniu, że wszystkich ich zdążył poznać” – powiedział poeta, pisarz, satyryk Ryszard Marek Groński. „Kiedy umarł, nie pracowałem już z nikim. Nie było zawodnika tej klasy, co on” – dodaje kompozytor Antoni Kopff. A Stefan Friedmann, przyjaciel Kofty, znający go najlepiej, współtwórca ich nierozłącznego duetu z kultowych skeczów radiowych „Fachowcy”: „Byłem czworonogi i nagle zostały mi tylko dwie nogi. Miałem poczucie, że nie dam sobie bez niego rady, że będę się wszystkiego musiał uczyć na nowo. Bez niego nie byłoby połowy mnie, a połowę łatwo zdmuchnąć. Myślę o nim codziennie. Los dał mi jeszcze życ, żebym mógł o nim mówic”. Ponad 30 lat po śmierci Kofty, książka Piotra Derlatka „Jego portret. Opowieść o Jonaszu Kofcie”, pokazuje, że wyrwa w sercach i pamięci bliskich mu ludzi trudno się zabliźnia. Był bowiem jak duch, silnie naznaczał swoją obecnością, jak znikał zostawała tylko jego twórczość. /więcej/

Dziedzictwo limbiczne

Joe Navarro, znawca mowy ludzkiego ciała i były agent FBI, wprowadza czytelników w zaskakujący świat gestów i mimiki. I, jak mówią hasła z okładki książki, odkrywa przed nami różnorodne techniki sprzyjające rozszyfrowywaniu niewerbalnych zachowań. Sięgnęłam więc po „Mowę ciała”, gdyż oczekiwałam jakichś rewelacji, o których nie wiedziałam lub mogłyby mnie zaskoczyć. No i rozczarowałam się.

„Złam ukryty kod gestów i czytaj ludziom w myślach” – nic bardziej mylnego, za to znakomicie zachęcającego do lektury książki-podręcznika Navarro. Podręcznika, ponieważ wiele miejsca autor poświęcił na zdjęcia obrazujące tekst oraz obszerny wstęp o budowie mózgu, a zwłaszcza układu limbicznego. Owszem, jest to z całą pewnością ciekawy obszar badań, ciągle odkrywany na nowo, ale naprawdę nie miało sensu nieustanne powoływanie się na „nasze limbiczne dziedzictwo”, jakby czytelnikowi trzeba było tysiąc razy powtórzyć, że właśnie reakcja limbiczna to to czy tamto, żeby zapamiętał. No chyba, że nie przeczytał wstępnych rozdziałów i od razu przeszedł do praktyki, której i tak (moim zdaniem) było za mało. /więcej/

Rozświetlali nasze dzieciństwo

O takich książkach marzy każdy miłośnik ilustracji dziecięcej z dawnych lat. Dzięki Barbarze Gawryluk możemy cieszyć się tym zbiorem wspomnień zaklętych w ilustracjach.To jednak nie tylko zbiór pełen obrazów, ale jak podkreśla Autorka, wydobywanie z niepamięci nazwisk zapomnianych twórców.
Dwadzieścia cztery ważne postacie. Siemaszko, Grabiański, Gaudasińska, Stanny, Pokora, Wilkoń, Butenko… Po chwil namysłu wielu z nas jest w stanie przywołać obrazy z książek i pism dziecięcych, które ilustrowali. Są tu też artyści zapomniani, rzadko wznawiani, których ilustracje pamiętamy, lecz nie potrafimy skojarzyć z konkretnym nazwiskiem.

Ukochana książka obecnych 40-latków to „Dzieci z Bullerbyn”. Tylko niewielu czytelników wie, kto stoi za stroną graficzną kultowego wydania tej książki. To Hanna Czajkowska, która wyspecjalizowała się w ilustracjach do szwedzkiej literatury dla dzieci, sprawiła że myśląc o tej książce mamy przed oczami żółtą okładkę z dziećmi na miotłach.
Książka Barbary Gawryluk to opowieść o ludziach, którzy wywarli wielki wpływ na kilka pokoleń czytelników, lecz niektóre z nazwisk przepadły w otchłaniach naszej pamięci… Jak różne były ich drogi, jak radzili sobie po tym, gdy na rynek weszły zachodnie, kiczowate ilustracje? Wspomnienia, anegdoty, rozmowy z bliskimi twórców, członkami ich rodzin uzupełniają prace artystów. /więcej/

100 recenzja z konkursem

Z okazji setnej recenzji, nasza zaprzyjaźniona recenzentka, Mirka Chojnacka, postanowiła przygotować wyjątkowy tekst. Poniżej kilka słów o pewnej książce. Kto zgadnie miasto, w którym rozgrywa się akcja, a może autora i tytuł też, ten od Recenzentki otrzyma nagrodę-niespodziankę, bynajmniej nie do czytania ;-)
Na odpowiedzi czekamy do 5 stycznia 2020 r., do g. 20.00
Nagrodę otrzyma osoba, która jako pierwsza odgadnie miasto, w którym toczy się akcja opisanej książki. Regulamin poniżej.

W pogoni za…

Nie sądziłam, że kiedykolwiek taka książka wpadnie mi w ręce. Przewróciłam parę kartek, przeczytałam parę linijek i… odłożyłam na później. Nie byłam przygotowana na nagłą dawkę emocji, których dawno nie zaznałam. Z każdą przewróconą kartką zaczynałam zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo długo czekałam, żeby spotkać się oko w oko z… no właśnie, z kim lub czym?

Bohater tej powieści jest zwykłym, szarym człowieczkiem, takim everymanem, który prowadząc ustabilizowane życie, powoli zapomina o swoich marzeniach. Właściwie to już nawet ich nie ma. Dzień upływa mu od kawy do wieczornego piwa, po drodze z zakupami w pobliskim supermarkecie. Dla odmiany czasem napije się wódki, ale to i tak nie działa. Na bezsenność i bezsensowność jego egzystencji. W międzyczasie rachunki do opłacenia. Kawa, praca, serial, piwo, serial, piwo, kolejny poranek. I tak mija mu czas, aż… /więcej/

Między zagadką a pierogami

Jeśli macie dość przesłodzonych świątecznych filmów z happy endami, to „Cicha noc” jest książką, która oprócz bożonarodzeniowej atmosfery, wprowadzi w waszych domach nastrój tajemniczości, grozy i zaskoczy perfekcyjną dedukcją. Ten zbiór opowiadań kryminalnych nie tylko stanie się dobrą rozrywką (w przerwie między „Kevinem samym w domu” a zjadaniem resztek sałatki), pozwoli również na uruchomienie wyobraźni, niezbędnej do rozwiązania nietypowych zagadek, ale po kolei.

Zbiór otwiera tekst A. C. Doyle`a „Niebieski karbunkuł”, ze znanymi miłośnikom autora postaciami Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. I choć do tych pierwszych ja również należę, to mimo wszystko blado wypada akurat to opowiadanie w porównaniu z pozostałymi – innych, mniej znanych twórców. Może zbyt dużo już przeczytałam (czy obejrzałam) sherlockowych zagadek, żeby gęś z klejnotem w przełyku zrobiła wrażenie, niemniej dla początkujących detektywów książkowych nada się w sam raz. /więcej/

Świąteczna lektura…

Grudzień, a zwłaszcza okres przedświąteczny to idealny czas na przypomnienie sobie opowieści, której akcja rozpoczyna się 24 grudnia. „Dziadek do orzechów” to wielowymiarowy tekst, który przeszedł już do klasyki literatury. W grudniu tego roku mijają dokładnie 203 lata od pierwszego wydania tej książki. W Polsce do tej pory ukazało się kilka przekładów „Dziadka do orzechów”. Wydawnictwo Mg wznowiło tę historię w przekładzie Józefa Kramsztyka z 1927 roku i z drzeworytami Bertalla – francuskiego ilustratora, karykaturzysty i rytownika.

Ta zawikłana opowieść z pogranicza rzeczywistości, snu i fantazji ukazała się na Boże Narodzenie w 1816 roku w pewnym berlińskim wydawnictwie. Książka zawierała zbiór trzech baśni dla dzieci, napisanych przez trzech autorów. Tylko baśń E.T.A Hoffmanna przetrwała do naszych czasów. Jest zaliczana do klasyki literatury i stała się inspiracją dla wielkiego kompozytora, do skomponowania jednego z najsłynniejszych baletów. Hoffmann, już wtedy będący mężem Marii Tekli Roher – Trzcińskiej, którą poznał i w niedługim czasie poślubił w Poznaniu, napisał baśń dla dzieci przyjaciela. Sam prawdopodobnie skrył się za postacią ojca chrzestnego Drosselmajera. W swej opowieści stworzył bajkowy świat, w którym zabawki ożywają, a księciem ich królestwa zostaje tytułowy Dziadek do Orzechów. /więcej/

Komiksowy seans kryminalny

Ta osadzona w latach dwudziestych opowieść graficzna, to adaptacja jednego z najpopularniejszych niemieckich kryminałów Volkera Kutschera pt. „Śliska sprawa”. Arne Jysch zachwycony książką postanowił stworzyć na jej podstawie komiks. Ponad pięciusetstronicową powieść musiał skrócić do około dwustu stron, zmienić kolejność wydarzeń, wykreślić niektóre sceny… Była to trudna i ciężka praca, jednak przy wsparciu samego autora kryminału, zakończona pełnym sukcesem.

„Złoty Berlin” czyta się i ogląda wyśmienicie. Ciekawa historia kryminalna obfitująca w zwroty akcji, osadzona jest w latach dwudziestych XX wieku. Czytelnik śledzi przygody komisarza Gereona Ratha, przeniesionego z Kolonii do Berlina z powodów dyscyplinarnych. Coś co wydarzyło się w Kolonii może zniszczyć jego karierę w policji.  Wydział zajmujący się sprawami obyczajowymi do którego został przydzielony w Berlinie, to dla niego degradacja. Jednak już podczas pierwszej sprawy do której zostanie przydzielony, Rath wpada na trop bardziej skomplikowanej historii i rozpoczyna prywatne śledztwo. Rosyjska mafia, handlarze narkotyków, handel bronią, seks, przemoc, nocne kluby i sytuacje które wymykają się spod kontroli… Komu można ufać? /więcej/

Strona 3 z 11012345...102030...Ostatnia »