Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Za granicą trzeba uważać

Mieliście ochotę kiedyś zniknąć? Tak po prostu – zniknąć i już. Bez śladu. Tylko co wtedy, kiedy jakaś uparta osoba będzie drążyć i drążyć, aż w końcu nas znajdzie? Wtedy… wtedy może uratuje nam swoją niezłomnością życie, bo takie „znikanie” zawsze ma powód, czasem zwyczajny, a czasem niezwyczajny. I czasem dobrze, że ktoś nie odpuszcza, choć wszyscy wokół mówią i myślą inaczej.

Panna Froy znika w jadącym z dużą prędkością pociągu relacji X (miejsce i dokładny czas akcji są także niewiadomą) – Triest. I tylko Iris Carr nie daje za wygraną, mimo chwilowego zwątpienia w swoją sprawność intelektualną, szuka starszej pani i snuje domysły. Oczywiście, nie zdradzę zakończenia, gdyż… pewnie wszyscy się domyślą już w połowie tej minipowieści, zwłaszcza po odrobinę zbyt naiwnej historii pana Hare, ale jakie to ma znaczenie? Przecież wic polega na tym, żeby gonić króliczka, a nie go złapać! A Ethel Lina White doskonale kluczy i wyprowadza w pole, aż samemu w końcu można we wszystko zwątpić. Nic dziwnego, że ta opowieść zainspirowała Alfreda Hitchcocka i w 1938 roku, jeszcze przed emigracją do USA, zrealizował trzymający w napięciu thriller. /więcej/

Włochy i Paryż – wspominaj lub planuj!

W czasach, gdy podróże po świecie nie są wskazane i najbezpieczniej zostać w domu, te dwa fotoprzewodniki mogą stać się substytutem wakacyjnych wypraw.
Claudia Martin, podróżniczka i autorka popularnych przewodników zabiera nas do Włoch a Alastair Horne – dziennikarz, podróżnik oraz wykładowca i doktorant w British Library i Bath Spa University opowiada swoimi zdjęciami o Paryżu, którego jest wielkim miłośnikiem.

Cudowne to wydania. Niewielkie, prawie kieszonkowe, z ogromną ilością pięknych zdjęć! Ci, którzy już odwiedzili te miejsca z pewnością z radością będą wspominać swoje podróże, a tym którym jeszcze nie było dane poznać stolicy Francji czy kraju z falistymi wzgórzami Toskanii, uświadomią ile jeszcze mają do odkrycia! /więcej/

Chwila relaksu

Swoją przygodę z dorosłą literaturą skandynawską rozpoczęłam od Jo Nesbø, który zafascynował mnie postacią niepokornego Harry`ego Hole`a i nordic noir. Potem przyszedł czas na Camillę Läckberg i Stiega Larsona, których nie muszę zapewne przedstawiać – zaliczam ich do moich ulubionych autorów, a poza nimi – Henninga Mankella, Karin Fossum, Lizę Marklund czy Ninni Schulman. Co mnie urzekło w skandynawskich kryminałach? Przede wszystkim mroczny klimat i dreszcz emocji, towarzyszący przez całą fabułę, a także bohaterowie z krwi i kości, uwikłani w ziemskie (a czasem nieziemskie) sprawy. I tego wszystkiego brakuje w najnowszej powieści Caroline Eriksson.
„Podglądaczka” z założenia miała być thrillerem psychologicznym z bardzo zagmatwana treścią. W sensie – trzeba tak skomplikować narrację, żeby się czytelnik nie połapał, kto jest czyim Mężem, kim jest tak naprawdę Elena i kto kogo zabija. /więcej/

Dobro partii dobrem narodu

Historia turystyki jest nierozerwalnie związana z ryzykiem uczestników i tragicznymi wypadkami podczas podróży. Większość z nich zostaje wyjaśniona, a rodziny ofiar mimo cierpienia zyskują spokój. Są jednak przypadki, kiedy wyjaśnienie jest niemożliwe, czy to z powodu trudności w dotarciu do miejsca, czy trudności w identyfikacji przyczyn wypadku. Jest jednak w historii turystyki przypadek, który trwa w pamięci nie tylko najbliższych ofiar – tragedia dziewięciorga młodych turystów zmierzających w kierunku uralskiego szczytu Otorten.

Pisząca pod pseudonimem Alice Lugen pisarka, przez lata badała powiązania najwyższych władz ZSRR ze sprawą grupy Diatłowa. /więcej/

Reportaż z prowincji

Z pomysłu na podróż przez Polskę tak zwanymi opłotkami powstała opowieść o wędrówce po kraju, nie po sztampowych miejscowościach ze zdjęciami emblematycznych zabytków, ale ze szczerym opisem ludzi i miejscowości. Okraszona zdjęciami szyldów, budek, sklepików i dróg. Autor Piotr Marecki wybrał się tam w podróż „przedślubną”, pakując do samochodu najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszając na zobaczenie tego o czym niewielu wie i niewielu chce poznać (i widzieć). A zrobił to bez GPS-u, co w naszych czasach zaczyna jawić się jako wyczyn.

Na początku opowieści nie mogłem się przemóc do tej książki, drażnił mnie język, opis znoszenia rzeczy do samochodu z podkreślaniem ich marek, robienie „instatorek” – cytat za autorem. Kiedy jednak rozpoczyna się podróż Polską lokalną, pojawiają się postacie i rozmowy wpadłem jak śliwka w kompot. /więcej/

Smaki z dzieciństwa w wersji wege

Babcine potrawy w wersji wegańskiej? Pierogi, rosół, naleśniki, szarlotka… i jeszcze jajecznica, bez której niektórzy nie wyobrażają sobie śniadania! Czy to możliwe? Czy da się tak bez mięsa, jajek, mleka odtworzyć smaki dzieciństwa? Autorka tej książki udowadnia, że tradycyjne polskie potrawy możemy przerobić na wersję roślinną. Warto spróbować, nawet jeśli jeszcze nie zdecydowaliście się przejść na wegetarianizm. To może być ciekawa kulinarna przygoda.

„Jeśli jesteś na diecie roślinnej, a tęsknisz za polskimi smakami, to ta książka jest dla ciebie. Jeśli lubisz tradycyjną polską kuchnię, lecz chcesz gotować trochę lżej i zdrowiej, to ta książka również jest dla ciebie. Jeśli gotujesz tradycyjnie, ale poszukujesz odmiany i chcesz wprowadzić do swojej kuchni trochę nowoczesności, to tak książka też jest dla ciebie. A jeśli dopiero zaczynasz przygodę z gotowaniem i szukasz inspiracji, to znajdziesz tu mnóstwo prostych i szybkich przepisów” – pisze we wstępie Autorka. /więcej/

Koedukacja triumfuje!

Nie mogłam się doczekać, aż w końcu – jest! Przedostatnia część tetralogii „Małych kobietek”, tym razem o małych mężczyznach. Do kompletu i całkowitego szczęścia brakuje mi tylko polskiego wydania sequelu „Jo`s Boys” o dalszych losach synów Jo Bhaer, których właśnie poznajemy jako małych chłopców mieszkających w Plumfield. Oby i ta historia ukazała się dzięki Wydawnictwu MG, gdyż życie dorosłych już mężczyzn może się okazać całkiem zwariowane i zwichrowane.

Tak mi się jakoś wydaje, że Louisa May Alcott nie miała zupełnie pomysłu na tę powieść. „Mali mężczyźni” są więc bardziej zbiorem kilkunastu scen z życia młodych chłopców pod okiem małżeństwa Bhaerów niż dobrze przemyślaną fabularnie historią z konkretnym początkiem i końcem. Uprzedzam, gdyż po poprzednich utworach z serii, ta pozycja może porządnie zaskoczyć. Niemniej, jest pełna uroku, humoru i… miłości. Tej ostatniej nigdy nie brakuje u Alcott, ale tym razem jest to wszechogarniająca miłość matczyna i ojcowska – aż nie chce się wierzyć, że w taki sposób można wychowywać dzieci i to nie tylko swoje osobiste, te przygarnięte czy przybłąkane również.
/więcej/

Straszliwa historyja

Uwielbiam Pilipiuka. Mówiłam już? Nie? No to uwielbiam. Głównie za postać Jakuba Wędrowycza i innych bohaterów jakubowych opowiadań. Do tych bezjakubowych musiałam się przekonać, choć trochę brakowało mi ulubionego klimatu odczyniania uroków, zdejmowania klątw i ratowania ludzkości metodami wyłonionymi z oparów bimbru. Z ciekawością więc sięgnęłam po „Upiora w ruderze”, który już samym tytułem nawiązuje do mojego ulubionego romansowego musicalu A. L. Webbera (polecam wersję z 2004 roku z Gerardem Butlerem w reżyserii Joela Schumachera). Ciekawa jestem, ile pozostałych nawiązań do innych tekstów kultury odnaleźliby w książce Wielkiego Grafomana tegoroczni maturzyści. Oczywiście, nie tylko tegoroczni i nie tylko maturzyści.

Zaskoczył mnie początek – myślę sobie, co to ma być? Druga strona, trzecia, ekhm, serio? Czytać dalej czy nie czytać? No ale przecież to mój Pilipiuk. Czytam. /więcej/