Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Niepamięć

„Nikt nie ponosi winy za to, co zrobił jego dziadek, ale odpowiadamy za to, co robimy z pamięcią.”

Łagodnym lecz przenikliwym wzrokiem, spogląda na mnie młoda ciemnooka kobieta. W oczach, które obserwują mnie uważnie, czai się mroczny sekret. Tuż obok zapatrzony w swoją towarzyszkę dużo starszy mężczyzna. Oboje dostojni, szykowni, eleganccy… Kim są ludzie z czarno – białej fotografii, niby spójni a tak różni, w pozornej harmonii a tak bardzo odrębni i osobni? Co kryje wnikliwe, kruczoczarne spojrzenie? Trzymam w dłoniach najnowszą, bardzo intymną książkę Macieja Zaremby Bielawskiego, który od niemal półwiecza dławiony przez nieokreślony dziedziczny lęk, doświadczając swoistego międzypokoleniowego transferu emocjonalnego, postanawia się z nim skomunikować i zajrzeć w mroczną otchłań bez względu na konsekwencje.
/więcej/

Zapomniane przypomniane

Sentymentalną podróż po Kresach II RP proponują nam autorki książki „Wieża Eiffla nad Piną” – Agnieszka Rybak i Anna Smółka. To literacki i dokumentalny zapis dążeń Polaków, by odzyskaną w 1918 roku wolność, przekuć w Ojczyznę potężną i silną. By rozwijać przemysł, handel, produkcję, infrastrukturę i obronność, tak by przynosiły profity i nie odstawały od poziomu ówczesnej Europy. By kształcić się i zdobywać wiedzę, która pozwoli opatentować nowe wynalazki, rozwijać się gospodarczo. I tak było, co udowodniają autorki przytaczając dane historyczne, pokazując wyblakłe wykonały już fotografie. Począwszy od starań, by w zapomniane Polesie tchnąć ducha cywilizacji i wybudować flotyllę rzeczną broniącą wschodniej granicy.

Zanim morskie pracownie projektowe wykonały nowe modele statków rzecznych (notabene nie zdążył nowoczesny kuter bojowy „Nieuchwytny” nawojować się we wrześniu 1939 roku, gdy przerzucono go na Wisłę, do obrony kraju) i gdy jeszcze nie zaświeciła jasno potęga portu w Gdyni, żołnierze-weterani służący do tej pory w ramach armii trzech zaborców, sami remontowali zardzewiałe barki i krypy. /więcej/

Namiętność i zdrada

Wilkie`ego Collinsa odkryłam niedawno. Zachwycił mnie „Kobietą w bieli” i dałam się uwieść nie tylko techniką narracji, ale i samą fabułą. Tym razem autor zaskoczył mnie już na samym wstępie, kiedy poczułam się zupełnie bezradna i przez całą powieść liczyłam na jakiś zwrot akcji, który sprawi, że będę mogła spać spokojnie, bez obaw o życie Basila. Długo musiałam czekać, jednakże pragnę zapewnić, że warto było.

Wprawdzie nie przepadam za pierwszoosobową narracją, ale kolejny raz dałam się porwać Collinsowi i przenieść w świat pełen miłości, namiętności i zdrady. Miłości nie tylko zmysłowej, ale i siostrzano-braterskiej, pięknej i pełnej poświęcenia. I choć współcześnie zapewne powiedzielibyśmy, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach, to wiktoriański autor udowadnia, że w krytycznych momentach życia, właśnie na rodzinie (tu: rodzeństwie) można li tylko polegać.
/więcej/

L = M x C

Tym razem postanowiłam nie dać się Hezroniemu – przeciągałam czytanie drugiej części „przygód” agenta 10483 w nieskończoność, gdyż żal mi było każdej strony… i bałam się, po prostu, że znowu mi autor to zrobi i, że nie będę mogła doczekać się następnej części. „Trzy koperty” przeczytałam w trzy godziny, „Ostatnie instrukcje” w trzy dni. Dłużej już nie mogłam odkładać dojścia do finału, oczekiwanego i nieoczekiwanego zarazem, którego (oczywiście) nie zdradzę. No cóż, mogę powiedzieć tylko tyle, że zapowiada się trzecia część.

Nir Hezroni tym razem poszedł dalej niż dwutorowość w koncepcji fabularnej (narracyjnej), wciągając czytelnika w niesamowitą grę – oprócz śledzenia na bieżąco losów agenta w drugim, pisanym przez niego zeszycie, trzeba łączyć płaszczyzny czasowe i dwie inne narracje. Nie powiem, zabieg wyczerpujący umysłowo, ale satysfakcja gwarantowana – można się poczuć nieomal jak jeden z członków Organizacji tropiący 10483, który ma zadanie do wykonania i musi to zrobić szybko. Od tego zależą losy świata i życie wielu milionów ludzkich istnień. /więcej/

Jacek, po prostu

Władysław Frasyniuk „pokoleniem przywracającym Polsce niepodległość” nazwał nie ekipę technokratów wprowadzającą kraj po 1989 r. do NATO i Unii Europejskiej, ale opozycję demokratyczną lat 60., 70., 80. – ekipę różnorodną: robotników, inteligentów, odważnych strategów, magnetyzujących liderów, porywających społecznych trybunów. Ale tylko jeden z nich był za życia legendą, tylko jeden z nich tak heroicznie działał na rzecz wolności Polski i wolności jednostki w Polsce, tylko jeden z nich, jak twierdzi Adam Michnik „umiał wyzwalać w ludziach to, co było w nich najlepsze”. To Jacek Kuroń.

„Tatku kochany. Żyję zupełnie porządnie, jako że jestem przecież przyzwyczajony. A jak ty się czujesz w roli ojca przetrzebionej rodziny? Właściwie to nie powinieneś być niezadowolony. Ostatecznie sam tego chciałeś. Przecież to wszystko z tych historyjek, które mi opowiadałeś w dzieciństwie, jak to mówi Grażyna: tata opowiadał ci bajki, a ty to wziąłeś na poważnie” – pisał Jacek w stanie wojennym do swojego ojca z więzienia w Białołęce. /więcej/

A czy wiecie, czy nie wiecie, dziwozwierzę jest na świecie!

I to nie jedno, ale wiele – wykraczających poza ludzką wyobraźnię i standardy. Można się o tym przekonać sięgając po książkę Caspara Hendersona „Księga zwierząt niemalże niemożliwych”. I to słowo ”niemalże” jest tu kluczem – oznacza bowiem, że to co nie mieści się nam, ludziom, w głowach, może być w świecie zwierząt, czasami, normą. Obrazuje to nie tylko wnikliwy, bliski rozprawie naukowej, tekst, ale i ilustracje stworów z pogranicza grozy i horroru.

Ot, chociażby taki, stwór obdarzony mianem „skakuna” , który wybałusza na czytelnika ślepia. Zaraz, zaraz, ile to oczu widzimy? Chyba cztery, dwa duże i dwa mniejsze. No, ładnie! Aby dowiedzieć się więcej trzeba oprócz tekstu przeczytać także didaskalia na marginesie książki, z których wyczytać można „Skakuny zwiększają swoje pole widzenia, wprawiając siatkówki oczu w delikatne wibracje, dzięki czemu mogą przyjąć więcej wizualnych informacji niż byłoby możliwe bez przesuwania całego ciała (ich gałki są nieruchome). /więcej/

Honorowo

Ciekawa, rozszerzona o fakty historyczne, powieść angielskiego duetu pisarskiego Olson-Cloud, to rzecz nie tylko o legendarnym dywizjonie 303, polskich, zapomnianych, lotnikach walczących w obronie Anglii w czasie II wojny światowej, ale przyczynek do rozważań dlaczego oddanie, waleczność i bohaterstwo Polaków tak marną zapłatę zyskało u sojusznika? Dlaczego sprzedano Polskę i Polaków, dlaczego nikt nie stanął w obronie wolności i niezawisłości naszego narodu? To zaprawdę gorzka lektura, ale jakże ważna z naszego punktu widzenia. Ale nie tylko naszego. To także „sprawa honoru” Anglików, by po latach, bijąc się ze skruchą w piersi, opowiedzieć rzecz całą bez zbędnego krygowania się i przemilczeń. Bo Polacy, którzy zginęli broniąc Anglii, zasłużyli na honorowe potraktowanie ich historii. Autorzy zadedykowali tę książkę narodowi polskiemu, by choć w ten sposób, okazać mu po latach, wdzięczność. /więcej/

Po pierwsze – niedosyt

Dwutorowość narracji zdaje się już być normą dla różnego typu powieści. I o ile wprawny czytelnik doskonale sobie poradzi z łączeniem w spójną fabułę dwóch, często bardzo odmiennych perspektyw, to niekoniecznie rozwiąże zagadkę. Autorka „Primum non nocere” perfidnie wręcz wyprowadziła mnie w pole, zwiodła i omamiła na tyle, że dopiero pod koniec utworu zdałam sobie sprawę z własnej naiwności. Nie mogę wyjść z podziwu dla pisarki, gdyż zwyczajnie i po prostu zrobiła ze mną, co chciała. Przy następnej lekturze jakiejkolwiek jej powieści będę mądrzejsza i od razu zwietrzę podstęp w myśl zasady, że nic nie jest takie, na jakie wygląda. Zwłaszcza w szwedzkim kryminale… /więcej/