Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Oczami kota podróżnika

Narratorem tej relacji z „życia, które jest podróżą, a każdej podróży towarzyszą pożegnania” jest kot Nana. Czy to za sprawą magicznej, kociej, siły powracają wspomnienia z dzieciństwa i młodości głównego bohatera? Można tak uznać wszak koty są wyjątkowe – inteligentne, ciekawe świata i ludzi, przywiązujące się do miejsc. Potrafiące odpłacić miłością za miłość. I ta emocjonalna relacja pomiędzy kotem a właścicielem szukającym dla czworonoga nowego domu, stanowi przyczynę opowieści na poły baśniowej (w warstwie przemyśleń i monologów kota), ale bardzo realnej w opisach kolejnych etapów podróży – ryżowych pól japońskiej wsi, przeraźliwie huczącego morza, wyniosłej góry Fudżi, szerokich przestrzeni Hokkaido, jazdy samochodem, kolejnych miejsc postoju i innych. /więcej/

Dajmy szansę szczęściu

O miłości i śmierci trudno jest mówić i pisać bez patosu. Dlatego też rzadko czytam romanse, które kojarzą mi się nieodmiennie z tandetą harlekinów. Naiwna fabuła, wyidealizowani bohaterowie i sceneria, brak wartości artystycznych, patetyczne wyznania i happy endy. Z obawą więc sięgałam po najstarszą siostrę Brontë i jej opowieść, zamkniętą w opasłym tomie. I… z ręką na sercu mogę jednoznacznie stwierdzić, że straciłam głowę dla Charlotte.

Tak, to jest romans, ale nie tylko. To przede wszystkim powieść o kobiecie silnej i doświadczanej przez los od dzieciństwa. Bohaterkę i zarazem narratorkę poznajemy w momencie pomieszkiwania u ciotki, pani Reed, ale nie będę streszczać kolei losu Jane (czy też samej Charlotte, gdyż w biografiach obu można znaleźć wspólne miejsca), dziwnych zresztą. Niewiarygodnych wręcz – nie chce się wierzyć, że tak mogły wyglądać szkoły dla ubogich dziewcząt w wiktoriańskiej Anglii, mnie Lowood przypomina bardziej lagry niż placówkę edukacyjną. Nie mniej, panna Eyre wyrosła na wykształconą i dumną kobietę, o silnej osobowości i niezachwianych zasadach etycznych. A szkoda… /więcej/

Za życia i po śmierci groźny

Ten bardzo obszerny literacki dokument (900 stron) to naukowa próba uporządkowania wydarzeń historycznych i samego życia Stepana Bandery. Dla badacza, szczególnie historyka tamtego okresu, to wyjątkowa książka z ogromną bibliografią i przypisami. Dla mnie jest sygnałem ostrzegawczym jak niebezpieczne są, bez względu na miejsce geograficzne i czas, skrajne ruchy nacjonalistyczne. Bandera – przez własny naród okrzyknięty Bohaterem Ukrainy (to prezydent Juszczenko przy sprzeciwie wielu państw przyznał mu ten tytuł) przez inne narody nazwany został bandytą. Polacy i narody dotknięte czystkami etnicznymi nigdy nie zaakceptowały tego wyniesienia na piedestał. Jaka jest zatem prawda? Bohater czy zwykły bandyta? Jak wynika z tej lektury prawda o prowydniku jest złożona, Bandera może być jednym i drugim jednocześnie. Tylko, że w oczach różnych narodów. Autor podkreśla jednak, że nikt i nic nie może zaprzeczyć stosowanym przez członków ukraińskich ugrupowań nacjonalistycznych (w tym także Banderę) metod ludobójczych przy czystkach etnicznych, profaszystowskich działań (kolaboracji z Niemcami podczas II wojny światowej) czy współuczestniczeniu w holocauście Żydów. Tego wymazać już się nie da, a tym bardziej zapomnieć o tym. /więcej/

Nie będzie już drugiej MM…

O Marilyn napisano wiele biografii czy raczej – prób pokazania „prawdziwej” Monroe. Książka S. Churchwell zdaje się być na tym tle dziełem wyjątkowym, gdyż autorka zestawia ze sobą wszystkie znane teksty i filmy dotyczące aktorki i stara się w drodze ich konfrontacji wydobyć autentyczną twarz Marilyn Monroe. A może więcej twarzy?

No cóż, nie będę ukrywać, że od czasu obejrzenia „Przystanku autobusowego” w reżyserii J. Logana stałam się wielbicielką MM. A po „Niagarze” (Hathaway) i „Pół żartem, pół serio” (Wilder) zupełnie straciłam głowę. Całe lata (sic!), od 10 roku życia, wycinałam i gromadziłam zdjęcia Marilyn pojawiające się w czasopismach czy gazetach, a potem wklejałam je do specjalnego zeszytu. Później wpadłam na pomysł dodawania do fotek również artykułów o niej. W swojej fascynacji posunęłam się na tyle daleko (tylko proszę się nie śmiać!), że zwracałam uwagę jedynie na chłopaków, których nazwiska zaczynały się na „M”, gdyż w razie ewentualnego zamążpójścia miałabym inicjały jak… Ona. /więcej/

Eleonora Akwitańska – emerytura na tronie

I oto mamy trzeci tom powieści Elizabeth Chadwick o życiu wielkiej królowej średniowiecza – Eleonory Akwitańskiej. Jej mąż król Henryk II Plantagenet więził ją przez wiele lat w odosobnieniu. Była to kara za poparcie jakiego udzieliła swym synom w trakcie ich buntu przeciw Henrykowi. Synom wybaczył, ale nie jej. Pomimo jego nacisków, Eleonora nigdy nie wyraziła zgody na rozwiązanie ich małżeństwa. Wiedziała, że tylko pozycja prawowitej żony i królowej może ją ocalić.

Cierpliwość, siła charakteru, hart ducha, odwaga i okoliczności sprawiły, że przeżyła niewolę i swojego męża. W lipcu 1189 roku Henryk II zmarł w Chinon. Wraz z jego śmiercią, Eleonora odzyskała wolność i władzę. Miała wówczas około 67 lat. Trzecia część powieści opowiada jej losy aż do śmierci, czyli do 1 kwietnia 1204 roku. Zmarła mając 82 lata. /więcej/

Ogród z wyobraźni

„Jaką ja jestem szczęśliwą kobietą, że żyję w ogrodzie z książkami, z dziećmi, z ptakami i kwiatami i w takim spokoju, żeby się tym wszystkim rozkoszować.”
Te słowa wzięłam za motto moich refleksji po przeczytaniu autobiograficznej powieści Elizabeth von Arnim pt.” Elizabeth i jej ogród”.
To była niezwykła lektura. A przecież nie z takimi tekstami obcowałam w swoim czytelniczym doświadczeniu. Jednak powieść Elizabeth i jej ogród, która dzięki szczecińskim dziennikarkom-tłumaczkom, Elżbiecie Bruskiej i Berenice Marcie Lemańczyk, trafiła po raz pierwszy do rąk polskiego czytelnika, przywróciła mi ponownie wiarę w słowo pisane, w możliwość obcowania z tekstem literackim bez przymusu, a tylko z niewysłowioną przyjemnością. Delektowałam się słowem, obrazem, radością lekkiej frazy, niewymuszoną ironią czy subtelnym dowcipem. Jednym słowem… już dawno nie czytałam tak dobrej książki. I te moje ulubione klimaty… przełomu XIX i XX wieku. I to miejsce … podszczecińskie Rzędziny dzisiaj… wówczas, gdy przybyła do nich przyszła autorka powieści, nosiły nazwę Nassenheide i należały do majątku von Arnimów. /więcej/

Jestem inna

Zawsze chciałam być czarownicą. Oczywiście taką dobrą, która pomaga ludziom. I najbardziej na świecie pragnęłam… zabierać ból. Jakikolwiek, czy to fizyczny, czy to psychiczny, taki, wobec którego współczesna medycyna jest bezsilna. No i co by to było, gdybym w 1775 roku przy pomocy naparu z kory wierzby białej przyniosła ulgę artretyzmowi dziedziczki Stokowskiej? A dzięki imbirowi zmniejszyła obrzęk stawów? Boże uchowaj! Nie minęłoby wiele czasu, a spłonęłabym na stosie. Za co? Na to pytanie można znaleźć odpowiedź w powieści Tomasz Kowalskiego, ale podpowiem – za to, że jestem… inna.
Wprawdzie akcja „Nie pozwolisz żyć czarownicy” dzieje się w czasach odległych, oświeceniowej Polski, lecz problem pozostał ten sam – ludzkiej zawiści i strachu przed nieznanym. Ha, byłabym wiedźmą wtedy, bo „(…) ze względu na wiek i wynikającą z tego faktu niepłodność traciły [nawiedzone] moc czynienia czarów. /więcej/

„Lepsza bezimienna mogiła niż życie w upodleniu”

Coraz więcej historii prawdziwych z okresu powojennej Polski (1945-1956) doczekuje się publikacji. Ludzie nie boją się opowiadać i wspominać czasów swojej gorzkiej młodości. Czasu straconych szans i nadziei na wolną Polskę. Tak jest i w tym przypadku. Do rąk czytelników trafia książka będąca zapisem losów żołnierzy wyklętych z terenu Mazur i Kurpiów, w tym zastępcy „Roja” Władysława Grudzińskiego pseudonim „Pilot” i jego ukochanej żony Anastazji Glinickiej. Byli ze sobą bardzo krótko – od nocy świętojańskiej 1949 roku do śmierci „Pilota” w czerwcu 1950 r. Po aresztowaniu Anastazji przez UB, w więzieniu, na świat przyszła ich córka Helena Grażyna. I to cudem, gdyż niemowlak był niedożywiony, słabowity. Lekarze nie dawali na początku szans na przeżycie. Dziecko do czasu odsiedzenia 2-letniego wyroku przez matkę, przygarnęła babcia. Córka zna tylko z przekazów słownych swojego ojca, ojciec nie zdążył jej nawet ucałować… /więcej/