Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Jak (nie)zostać recydywistą

Walter F. Starbuck, sześdziesięcioczterolatek i recydywista, zabrał mnie w niezwykłą podróż do czasów, które wprawdzie pamiętam dobrze, aczkolwiek wyrywkowo (w końcu to lata 70., miałam mniej więcej 10 lat). Afera Watergate kojarzy mi się ze skandalem politycznym i siłą „czwartej władzy”, a bohater Vonneguta, właśnie w wyniku tego epizodu z życia Stanów Zjednoczonych, trafia za kratki. I to na całe dwa lata. Jak przeżył więzienie? Kim jest, opuszczając jego mury? Wprawdzie skończył kurs miksologii, ale w dalszym ciągu jest, był i będzie absolwentem Harvardu i tylko Harvardu.

Harvard, obok afery Watergate, jest słowem kluczem w powieści Vonneguta, metaforą i symbolem. No i nie powiem, czego dotyczy, gdyż zabiorę czytelnikowi całą radość z odkrywania przenośnych sensów i z zabawy, dostarczanej przez autora niezmiennie w postaci czarnego humoru i ironii, która jest kolejnym kluczem. Ironia tym razem odrobinę inna niż w pozostałych dziełach pisarza, ale zawsze celna, trafiająca dokładnie w punkt. Boleśnie i szczerze.
/więcej/

Czarownica odstawia miotłę

Zna ją każdy i każdy jej się trochę bał. Zgarbionej kobiety z haczykowatym nosem z gigantyczną brodawką, wyłażącymi spod nasuniętego na oczy kaptura siwymi kępkami włosów, przeraźliwie rechoczącej, z jednym zębem i oszalałym spojrzeniem. Dzieci wkładała do pieca, szlachetne i piękne królewny usypiała zatrutymi jabłkami czy toksycznymi wrzecionami, wyrafinowanym królewiczom mieszała w ufryzowanych głowach. Latała na miotle, z siedzącym na jej ogonie czarnym kotem, mieszkała w chatce na kurzej stopie. To czarownica. Siejąca postrach bohaterka baśni dzieciństwa. Smagała wyobraźnię, wywoływała ekscytujące dreszcze przerażenia, wciągała w przygodę, trochę niebezpieczną, ale przecież zawsze znikała w odpowiednim momencie, gdy zamykało się ostatnią stronę książki. Czyżby?
/więcej/

HERstoria kałankiem pisana

Moje pierwsze skojarzenia z literaturą lat 50., 60., 70. to wysmakowane graficznie serie wydawnicze: PIW (Państwowy Instytut Wydawniczy), KIK (Klub Interesującej Książki), Literatura Współczesna – cykl ze słoneczkiem, czy seria skandynawska Wydawnictwa Poznańskiego.

W tamtych czasach zawód grafika i ilustratora zdominowany był przede wszystkim przez mężczyzn: znakomici Jan Szancer, Marek Rudnicki, Wojciech Fangor, Janusz Stanny, Piotr Młodożeniec, czy Henryk Tomaszewski. Tym bardziej raduje nowy trend odkrywania i przywracania pamięci utalentowanych artystek tamtej epoki. Z przyjemnością sięgnęłam po książkę „Ballada o dziewczynie”, która jest rozmową Janusza Górskiego z Ewą Frysztak, jedną z najznakomitszych ilustratorek i projektantek okładek przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, która jest jednocześnie albumem z ponad dwustoma reprodukcjami jej prac i prywatnymi zdjęciami bohaterki. Mój ulubiony Karakter, we współpracy z wydawnictwem Czysty Warsztat, „Balladą…” rozpoczął serię Sztuka Książki. Jej kuratorem i jednocześnie osobą odpowiedzialną za projekt graficzny jest Janusz Górski – polski grafik, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, nagradzany w konkursie Najpiękniejsze Książki Roku. /więcej/

Ma pan dwa życia?

Gdybym była właścicielką Netflixa albo innej platformy telewizyjnej, to natentychmiast nakręciłabym serial na podstawie powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza! „Prokurator Alicja Horn” doczekała się wprawdzie polskiej ekranizacji z Jadwigą Smosarską, ale nic nie zastąpi dobrego cliffhangera w końcówkach odcinków i wyczekiwania na ciąg dalszy. A czegóż w tej książce nie ma! Na pierwszym planie feminizacja męskich zawodów, na drugim szalejące w Warszawie romanse, na trzecim eksperymenty na kobietach w ciąży, na czwartym… Warszawa lat 30. XX wieku. A gdyby kogoś zmylił tytuł, to pani podprokurator nie jest główną bohaterką tegoż melodramatu z zacięciem kryminalnym, tylko Bohdan Drucki (vel Jan Winkler/Fakir), awanturnik, podróżnik i jak się w połowie powieści okazuje – gwałciciel.
/więcej/

Bez chorobliwej fantazji

Neapol.
Najdrożsi moi, piszę przy frontowym oknie Il Terazzino di Montesanto. Jest to elegancki zakład, więc razem z wujostwem zabawimy tu parę dni. Ach, nie wiem, od czego zacząć opowiadanie, tak mnie tu wszystko zachwyca! Prześlę tylko wyjątki z notatek, bo odkąd przybyliśmy tutaj, ciągle zwiedzam i szkicuję wieczorami, siedząc na przepięknym tarasie z widokiem na Montecalvario.

Byliśmy wczoraj w Pompejach, ale się nie spodziewajcie opisu, bo to niemożliwe. Powiem tylko, że są… wzniosłe! Bardzo już późno, ale muszę wam donieść, co dziś zaszło. Zgadnijcie, kto się zjawił, gdyśmy pili herbatę? Fred i Frank Vaughn! Przyjaciele Lauriego. Powiedzcie Beth, że się Frank o nią pytał i okrutnie zasmucił tym, że niezdrowa. Gdy wspomniałam o wesołym obozie Lauriego, mimo że upłynęły już trzy lata, roześmiał się i przesyła głęboki ukłon wielkiemu kapeluszowi.


Ciekawam, jak sobie Jo radzi u pani Kirke w Nowym Jorku, z ostatnich wieści wynikało, że zajęta bardzo postacią profesora Bhaera. Podobno prawdziwy z niego Niemiec – otyły, włosy spadające na czoło, dziwaczny nos, ale spodobał się i nazwała go piękną głową. Kochana Jo! Podszkoli się zapewne w niemczyźnie. Uważa, że nie polubiłabym profesora, gdyż prezentuje odstręczający sposób jedzenia, ale biedak najwyraźniej musi potrzebować pożywienia, ucząc przez cały dzień idiotów (słowa Jo!).


Meg na pewno dzielnie opiekuje się dzieciaczkami, choć słyszałam od Lauriego, że John znika na całe dnie, a wieczory spędza u Scottów! Chyba najwyższy czas, by nasza mamisia udzieliła paru rad młodej matce, tak dłużej być nie może! Nawet najlepsi mężczyźni grzeszą samolubstwem, ale Meg powinna zbadać, w czym sama zawiniła. Może zapomniała o obowiązkach względem męża, przez miłość do dzieci? Niech uczyni dom tak przyjemnym, by John nie czuł potrzeby wychodzić. Tak mi się zdaje, że w rzeczach tyczących małżeństwa, oboje powinni wspólnie pracować. I oby dzieci nie trzęsły całym domem! Ojcowska ręka jest nieoceniona.

Ciocia puka przez ścianę, muszę kończyć na dzisiaj, ściskam was wszystkich, a zwłaszcza najukochańszą Beth! Bądźcie zdrowi!
Wasza Amy /więcej/

Masz gen DRD4?

To książka dla wszystkich, którzy są ciekawi samych siebie. Szukają odpowiedzi na dręczące pytania np. dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej? Dlaczego smakują nam określone potrawy a na inne nie możemy patrzeć? Skąd biorą się nasze uzależnienia od papierosów, hazardu, alkoholu, narkotyków czy ryzyka? Dlaczego niektórzy z nas są bardziej podatni na nastroje i łatwiej wpadają w depresję? Dlaczego młodzieńcza miłość jest tak różna od dojrzałej? Dlaczego trzymamy się razem i jesteśmy monogamiczni? Dlaczego jesteśmy religijni? Do tego jeszcze dołożyć trzeba próby dania odpowiedzi na wiele innych ciekawych pytań – co nam burczy w brzuchu i jak dobre bakterie jelitowe ułatwiają nam życie i sprzyjają zdrowiu oraz wiele, wiele innych, u których podłoża leży tajemnica struktur DNA oraz biochemia człowieka.
/więcej/

„Gdy wszyscy idą w prawo, idź w lewo”

Minął jakiś czas, od kiedy napisałam recenzję „Wiatraków” Krzysztofa Zajasa (2018), nadawszy jej tytuł: „Zemsta łagodzi ból?”. I nic się nie zmieniło – vendetta znowu jest leitmotivem najnowszego kryminału krakowskiego profesora, czego i tak można było się spodziewać, gdyż akcja pierwszego tomu trylogii pomorskiej utknęła na porwaniu Lucka Bałysia. A właściwie to Bałyś utknął gdzieś w okolicach Słupska i wszelki ślad po nim zaginął.

Długo przyszło mi czekać na kolejną odsłonę przygód pary przyjaciół (Krzycki – Bałyś). I to takie dziwne uczucie człowieka ogarnia, bo przez te dwa lata wiele się w moim życiu wydarzyło, a Lucek ciągle w tym samym miejscu (no, może w innym bunkrze). Wiecie, w powieści czas się jakby zatrzymał – zaczynam czytać, ja, inna już osoba (grubsza i starsza na ten przykład), a Krzycki ciągle w szpitalu. Niesamowite, gdyż, po pierwsze primo, będzie trzeci tom, a po drugie primo – będę znowu musiała uzbroić się w cierpliwość i miną kolejne lata, a Bałyś… nie, nie zdradzę zakończenia! Ale, co tu dużo mówić, lepiej zaczekać, niż potem narzekać. /więcej/

Zima nadchodzi…

Jak to jest, że niektórym udaje się własne hobby, a potem pasję, zamienić w całkiem przyzwoitą pracę? I to dochodową. Taka mniej więcej była droga Kim Renfro do napisania przewodnika po „Grze o tron”. Nieoficjalnego. Nie mam pojęcia, skąd wzięła się ta „nieoficjalność”, gdyż wszystko, co można znaleźć w tej książce, jest na podstawie autentycznej, wieloletniej fascynacji autorki prozą Georga R. R. Martina i jej filmową ekranizacją. Entuzjazm dziennikarki „Insidera” zaowocował bardzo dogłębną i wszechstronną analizą zarówno powieściowej sagi, jak i serialu, co przyniosło (nie)spodziewany efekt – pasjonującą lekturę, po której chyba jeszcze raz obejrzę ostatni sezon. /więcej/