Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Losy prawdziwe, losy zmyślone

Znany przede wszystkim jako autor nieśmiertelnego „Złego” i „Dziennika 1954”, twórca nazwy najsłynniejszego festiwalu jazzowego w Polsce – Jazz Jamboree, pisarz, dziennikarz, znawca i propagator jazzu, właściciel kolorowych skarpetek i… sztukowanych koszul. Mówiący najboleśniejszą i najmniej wygodną prawdę prosto w oczy, by za chwilę konfabulować i kluczyć, ubarwiając szarą rzeczywistość i… swoje losy. Najbarwniejszy człowiek PRLu – Leopold Tyrmand.

Biografia Leopolda Tyrmanda pióra Marcela Woźniaka, przesiąknięta jest duchem tyrmandowskim – jej tekst kluczy w czasie odbiegając od klasycznego układu chronologicznego, miesza wątki rzeczywiste i fikcyjne. Wybiega w przyszłość, by za chwilę cytatem wrócić do pierwszej myśli. Wojenne losy wyjęte jak ze scenariusza filmowego i powieści „Filip” przeplatają się ze sobą tak ściśle, że chwilami czytelnik ma wątpliwości która ich część jest elementem biograficznym, a która fikcją. /więcej/

Porzućcie złudzenia

Dzieli ich różnica wieku, odmienne spojrzenie na świat.. Połączyło nieszczęście. Ona właśnie straciła ukochanego ojca, z którym łączyły ją nie tylko więzy krwi. Był jej przyjacielem, świetnym rozmówcą i wspaniałym towarzyszem życia. On niedawno został wdowcem….

To przypadkowe spotkanie wkrótce zmieni życie młodej dziewczyny. Jak oprzeć się mężczyźnie, który mówi, że to właśnie ona przeobraża go w szczęśliwego człowieka?
On wie czego chce. Już obrał cel. Ona szuka w jego ramionach bezpiecznej przystani.
Czy powieść Elisabeth von Arnim to wzruszający romans o uczuciu, które połączyło dwoje nieszczęśliwych ludzi?
Ach, nie… Kto zna już postać tej Autorki, która swoją przygodę literacką zaczęła w 1897 roku pisząc w w Nassenheide (obecnie Rzędziny w okolicach Szczecina) swoją pierwszą książkę, wie że może spodziewać się czegoś więcej. Elisabeth von Arnim, już w pierwszej powieści „Elisabeth i jej ogród” nie szczędziła słów krytyki wobec swego męża. Hrabia Henning, był typem twardego pruskiego oficera. Przekonany o swej nieomylności miał zdecydowanie inne poglądy i oczekiwania od życia niż jego żona. Dlatego małżeństwo Autorki rozpadło się po jakimś czasie, a książka „Vera” opublikowana w 1921 roku opiera się na jej małżeńskich doświadczeniach. /więcej/

Kim jestem?

Wojciech Chmielarz mówi, że lubi opowiadać historie. Historie szczególne, gdyż nie bawi go pisarstwo bez trupa w tle czy na pierwszym planie. Podobnie jest w najnowszej powieści, której tytuł można interpretować na wielu poziomach. „Wyrwa” od pierwszych stron staje się thrillerem psychologicznym, wciągającym i mieszającym w głowie. Nie tylko z powodu twistów czy suspensu, ale głównie dlatego, że czytelnik będzie musiał się zmierzyć sam ze sobą i odpowiedzieć na parę pytań. A autor nie daje gotowych odpowiedzi.
Zresztą po co? Wszak cała zabawa polega właśnie na grze. A może i całe życie? Ile mamy twarzy, ile masek nakładamy codziennie? „Dla obcych ludzi mam twarz jednakową/Ciszę błękitu” (J. Słowacki), a jaką w takim razie dla bliskich? I co tak naprawdę o nich wiemy? Tyle, ile sami nam powiedzą albo pokażą? A co, jeśli prawdy dowiemy się dopiero po czyjejś śmierci? Oby nie była gorzka, skomplikowana, zatruwająca umysł i czyniąca wyrwę w naszej psychice… jak u bohaterów Chmielarza. /więcej/

Z nim albo wcale

Wiem, czego brakuje w tytule. Powinno być – „Mój osobisty…”, wtedy wiadomo by było, że tylko autora jest to przewodnik. No ale nie ma „mój” i dzięki temu może być także mój. Żebym mogła powiedzieć – moja Praga jest mojsza, a właściwie najmojsza. I wkurzyłam się na Szczygła. Za co?
Że jego Praga jest również moją. Skandal. Nic już nie można zwiedzić, żeby się nie okazało, że ktoś to już wcześniej odkrył. No dobra, nie ktoś, tylko Mariusz Szczygieł. I tak właśnie traci się złudzenia, bo przez cztery lata żyłam w przekonaniu, ze ta strona Pragi jest tylko moja. Ech…

I dziwnym trafem, zdarzyło mi się dokładnie to, co poleca autor – zabłądziłam. Często błądzę od tamtej pory po europejskich miastach w jednym celu. Celu może dziwnym, a może naturalnym na tyle, jak potrzeba oddychania. A mianowicie, wędruję sobie w sumie po to, żeby wciągnąć w płuca głęboki oddech i poczuć zapach. I nie tylko. Przecież każde miasto wytwarza specyficzną aurę, na którą składają się charakterystyczne wonie, dźwięki, kolory i umiejscowienie czasoprzestrzenne. /więcej/

Cicha rebeliantka

 „Dom nie jest maszyną do mieszkania. Jest muszlą człowieka, jego przedłużeniem […]. Jest żywym organizmem, w którym każdy z mieszkańców może znaleźć całkowitą niezależność […]”.
Eileen Gray

Pionierka modernistycznego designu, której myślenie przestrzenne, niebywała kreatywność, odwaga i sprawne łączenie prostej formy z użytecznością i nowoczesnością, prawie sto lat później zachwycają nie tylko miłośników designu i architektury. Biseksualna artystka, charyzmatyczna arystokratka, kobieta niezależna, wizjonerka preferująca męski ubiór. Szlachetnie urodzona panienka, która mimo tzw. dobrego pochodzenia porzuciła przepych i salonowe przywileje. Rozmiłowana w pracy własnych rąk i atmosferze tradycyjnych warsztatów rzemieślniczych. Jedna z pierwszych kobiet na londyńskim wydziale malarstwa, stażystka w zakładzie lakierniczym, co dało początek dalszemu kształceniu związanemu z tworzeniem i projektowaniem. Na wiele lat zapomniana, lekceważona i marginalizowana jak wiele kobiet w architekturze.
/więcej/

Nie czytasz? Nie idę z tobą…

Cóż, Wilkie Collins uwiódł mnie już dawno „Kobietą w bieli”, podsycił namiętność „Basilem”, a potem udowodnił, ile wart jest ten romans w „Bez wyjścia”. I jak na wiktoriańskie czasy przystało, ten płomienny związek powinien się był zakończyć małżeństwem – inaczej straciłabym cześć, a wstyd towarzyszyłby mi do końca moich dni – stałabym się kobietą upadłą. Sięgając po „Męża i żonę”, oczekiwałam… sama nie wiem w sumie, czego oczekiwałam. Cudownego zakończenia? Że „żyli długo i szczęśliwie”? Wilkie potrafi zwodzić i mamić (zapewne pod wpływem laudanum), wyprowadzać na manowce swoją czytelniczą ofiarę i to tylko po to, żeby mogła na końcu zakrzyknąć: „Wiedziałam od samego początku!”. /więcej/

Ludzie jak my

Są smaki, które jedni uwielbiamy albo nienawidzimy. Są sploty historii, które albo zaakceptujemy jako te, które minęły albo będziemy spierać się o nie do grobowej deski. Takim elementem, który nigdy nie jest obojętny jest nasz sąsiad, ogromny kraj – Rosja. Rosja jako mocarstwo, okupant i ogromne źródło kultury. Rosjanie – najeźdźcy i Rosjanie – bracia. Wszystkich prowokują pytania: czy istnieje homo sovieticus? Czy nasi bracia Słowianie są tak różni od nas? Co wspólnego gra w naszych duszach?

„Spokojnie. To tylko Rosja” to zbiór krótkich opowiadań o rosyjskich realiach i specyfice rosyjskiej mentalności. Autor opowiada losy ogromnego kraju poprzez architekturę, wielką historię i opowieści pojedynczych Rosjan. W pierwszej części pt. Północ razem z autorem przekraczamy magiczną granicę – państwową, geograficzną, mentalną i społeczną. Poznajemy oczami autora świat niekończących się przestrzeni, dziurawych dróg i powracających jak zły sen wspomnień o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Bywają momenty niebezpieczne – jak spotkania z gopnikami (czyli rosyjskimi dresiarzami) i abstrakcyjnie zabawne jak ikona z Matką Boską, matką Stalina, Stalinem i… carem Mikołajem II. /więcej/

Nigdy więcej komuny!

Dziś mija setna rocznica urodzin jednego z najoryginalniejszych pisarzy ubiegłego wieku, a rok 2020, uchwałą Sejmu RP, ustanowiono rokiem jego imienia. Leopold Tyrmand jest postacią równie niezwykłą jak proza, którą tworzył – od sprawozdania z turnieju bokserskiego zakończonego usunięciem z redakcji „Przekroju”, po emigracyjne eseje w języku angielskim i scenariusze filmowe. Dzięki powieści „Zły” (1955) zyskał sławę i rozpoznawalność, jednak za krytykę ustroju w tym i innych tekstach musiał słono zapłacić. Odmawiano mu paszportu, a po zamknięciu „Tygodnika Powszechnego”, w którym w końcu został zatrudniony, obłożono nieoficjalnym zakazem publikacji. W 1965 ostatecznie opuścił Polskę, a powrót do kraju uzależniał od możliwości wydania „Życia towarzyskiego i uczuciowego”, w którym bezkompromisowo obnażył środowisko inteligencji twórczej z czasów komuny, wywołując skandal, gdy fragmenty tej powieści ukazały się w „Kulturze”.
/więcej/