Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Every step you take…

widze_cie_nowe_frontZoe Walker wiedzie normalne życie. Najważniejszymi dla niej osobami są jej dzieci. Ma również kochającego partnera i wymarzony dom. Kobieta pracuje jako księgowa w agencji obrotu nieruchomościami. Jej praca nie jest szczytem marzeń, jednak jest stabilna i pozwala płacić rachunki i żyć na przyzwoitym poziomie. Każdego ranka Zoe żegna się z bliskimi, wychodzi z domu, przechodzi swoją stałą trasę do metra. Potem przesiadka i kolejny pociąg wiezie ją do centrum. Następnie kilka godzin pracy i znów pociąg, droga powrotna. Codzienna rutyna. Nic szczególnego. Każdy dzień podobny jest do poprzedniego. Jednak nagle coś się zmienia. W codziennej gazecie Zoe widzi ogłoszenie serwisu randkowego. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że do reklamy dołączone jest jej zdjęcie. Zaniepokojona kobieta informuje o tym wydarzeniu policję. Nie spodziewa się, że wkrótce przyjdzie jej stoczyć walkę o życie. /więcej/

Kobiety górą!

polki-ktore-zadziwily-swiatTę książkę powinny przeczytać wszystkie kobiety, które mają jakąkolwiek wątpliwość kto jest kołem napędowym dziejów – mężczyźni czy kobiety? Lektura rozwiewa wszelkie wątpliwości, albowiem to płeć piękna jest bardziej pomysłowa, pracowita, inteligentna, przebojowa. Przez stulecia dbała o Ojczyznę, walczyła o jej suwerenność, uczestniczyła w dyplomatycznych grach, rozwijała sztukę i naukę, leczyła, stanowiła rękojmię trwałości rodziny. Przy tych wszystkich wyzwaniach kobiety potrafiły być też piękne i subtelne (oczywiście nie wszystkie, ale wyjątki potwierdzają regułę).
Wśród przytoczonych przez Autorkę życiorysów są m.in. historie Anny Doroty Chrzanowskiej bohaterskiej obrończyni zamku w Trembowli, Salomei Reginy z Rusieckich Pilsztynowej sprytnej i pracowitej pierwszej kobiety-lekarki leczącej w seraju nałożnice sułtana, podstępnej Lady Makbet – Marii Amalii z Bruehlów Mniszchowej czy tez Izabeli z Flemingów Czartoryskiej pięknej mecenaski sztuki. /więcej/

Historia opowiedziana przez ducha

Zamkowe Opowieści BIS1Książki dla dzieci rzadko goszczą wśród czytanych i opisywanych przeze mnie na blogu. Mogłabym wymienić jedynie te, które w jakiś sposób łączą się z historią lub wyszły spod pióra któregoś z moich ulubionych pisarzy, nawet jeśli głównym obszarem jego zainteresowań są mroczne kryminały. Tym razem, z uwagi na trwające w najlepsze wakacje, a także w związku z tym, że mieszkam w Szczecinie, postanowiłam zachęcić dzieci i ich rodziców do przeczytania książki szczecińskiej autorki, Moniki Wilczyńskiej, która już kilka lat temu napisała książkę, pt. „Zamkowe opowieści duszka Bogusia”. Aktualne wydanie ponownie przybliża tajemnice i ciekawostki związane z Zamkiem Książąt Pomorskich oraz miastem, które od czasów średniowiecza pięknie usadowiło się nad Odrą. /więcej/

Podłużne życzenia

DlugiKosmosW każdym drzemie podróżnik, tylko motywacja nas dzieli. Jedni podróżują, by poznawać, inni – by uciec. Jedno nie wyklucza drugiego. A Długi Kosmos daje ku temu wiele możliwości.
„Długi Kosmos” jest piątą powieścią z serii Długich Ziem. Współpraca Terry’ego Pratchetta i Stephena Baxtera serwuje nam dalsze losy bohaterów poprzednich części – kto nie czytał, bez obaw, wplecione w tok wydarzeń nawiązania do przeszłości w nienachalny sposób objaśniają nam wszystkie fakty i odniesienia. Główny bohater, Joshua Valienté, pionier w odkrywaniu sąsiadujących, alternatywnych Ziem, ponownie zabiera czytelnika w swoje podróże. Raczej pozwala je podejrzeć, bo, ten pan już po sześćdziesiątce, którego widzimy „kroczącego” w większości przypadków o lasce (a to z różnych powodów), uciekając w dalekie zakamarki Długich Ziem, szuka raczej spokoju i wytchnienia od ludzi i ludzkich cywilizacji. Nie powinno dziwić więc, że jego głównym towarzyszem i pomocnikiem jest troll, Sancho, istota z Długiej Ziemi, niższa (pozornie!) czy raczej odmienna ewolucyjnie.
/więcej/

Miasteczko tajemnic

w lesieNiesamowity prolog, którego zagadka rozwiąże się dopiero na końcu powieści, świetnie zarysowane postaci głównych bohaterów, precyzyjnie skonstruowana fabuła – to tylko nieliczne z zalet kryminału Nele Neuhaus „W lesie”. Nieważne, że ma ponad siedemset stron i kilkadziesiąt postaci – mogę obiecać, że jak się zacznie, to nie można przestać… Niestety, objętość sprawi, że lekturę trzeba rozłożyć w czasie na parę dni (mnie zajęło trzy), ale jakby tak nic nie robić – rozmarzyłam się – tylko czytać i czytać…
Miasteczko Ruppertshain u podnóża górskiego pasma Taunus jawi się jako sielankowa miejscowość z przepięknymi, zalesionymi okolicami. „W lesie” jednakże kryje się mrok… i mnóstwo tajemnic, które komisarz Bodenstein i Pia Sanders będą musieli rozwikłać. Wybucha pożar na kempingu, mieszkańcy są mordowani niemal w postępie geometrycznym, rośnie lista podejrzanych, a klucz do zagadki tkwi w wydarzeniach sprzed 40 lat, które rozegrały się właśnie w lesie. Przepięknie Neuhaus wodzi za nos czytelników, odwracając uwagę i naprowadzając na mylne ślady… Nie tylko czytelników, wydział K11 również. Oliver, oprócz dorwania zabójcy, będzie musiał rozprawić się z własną traumą, której wspomnienia mogą zaburzyć obiektywizm prowadzonego przez niego śledztwa. A może lepiej odsunąć go od sprawy? Tak na wszelki wypadek, dla dobra ogółu. /więcej/

„…udają takich mądrych, a robią więcej głupstw niż dzieci”

nazywa się cukiniaIkar ma 9 lat i mieszka z mamą. Jego mama dużo pije i narzeka na mężczyzn.. Pomstuje na facetów odkąd jej mąż odszedł do innej kobiety. Tak często wygraża twierdząc, że to niebo zsyła na ludzi nieszczęścia, że jej syn chce …. zabić niebo.
Pewnego dnia w ich domu wydarzy się tragedia, w wyniku której Ikar trafi do domu dziecka. Zawiezie go tam policjant Rajmund, który odegra w życiu chłopca ważną rolę.
Zanim jednak obaj zbliżą się do siebie, Ikar, który woli by mówić do niego Cukinia, będzie musiał przystosować się do nowego życia. Życia wśród dzieci, których rodzice albo nie żyją albo trafili do więzienia. Każde z nich potrzebuje miłości i czułości. Nie zawsze jednak miłości rodziców. Bici, wykorzystywani seksualnie, patrzący na to jak ich rodzice piją, biorą narkotyki, awanturują się lub uszczęśliwiają obcych mężczyzn /jak matka przyjaciółki Cukini/, w domu dziecka przynajmniej czują się bezpiecznie. Życie tutaj jest uporządkowane i dość przewidywalne. Jednak traumatyczne dzieciństwo ma ogromny wpływ na ich zachowania i widzenie świata. Wciąż nie czują się ważni. Wciąż brak im wiary w dorosłych. /więcej/

Ciemniejsza strona Hollywoodu

Na zachód od Edenu_front„Na zachód od Edenu” zabiera czytelnika w fascynującą podróż – do fabryki snów, o której opowiadają wielkie sławy, ale też i postaci pośrednio z nią związane. Całe szczęście, że na końcu książki zostały umieszczone notki biograficzne, gdyż mimo jako takiej znajomości hollywoodzkich person, większość nazwisk nie była mi znana. Opowieść Jean Stein jednak na tym nie traci, wręcz przeciwnie – staje się wielką, powiedziałabym – polifoniczną historią wybranych przez autorkę potentatów filmowego biznesu. Od rodziny Dohenych począwszy, a na Steinach skończywszy.
905 Loma Vista Drive, Beverly Hills. Po wpisaniu adresu w wyszukiwarce internetowej i przybliżeniu na mapie widać, jak ogromną posiadłością cieszyła się rodzina Dohenych. Chandler uwiecznił tę rezydencję w „Żegnaj , laleczko”, a Mike Davis skomentował, że wszystko, co otaczało tę rodzinę, nabierało grobowego charakteru – „mauzoleum – granitowo-wapienne mauzoleum”. Innym przypominało bardziej plan zdjęciowy niż dom. Jak czuli się ludzie, mieszkając w czymś takim? Kim byli? Jean Stein opisuje swoje przeżycia związane z pobytem w Greystone – „To było jedno z tych miejsc, w których nie sposób czuć się swobodnie. Jak w muzeum – jeden fałszywy ruch i rzucą się na ciebie strażnicy”. /więcej/

Szczecin – miasto gryfów

Gryfy-w-Szczecinie__frontWakacje to dobry czas na to, by zwolnić… Szczególnie przechadzając się po ulicach naszego miasta. To nie pierwsza książka i nie pierwszy autor, który namawia nas, mieszkańców, by spojrzeć na Szczecin trochę inaczej, by odkryć w nim szczegóły, których na co dzień nie dostrzegamy.
Szymon Jeż, kieruje nasz wzrok na gryfy, których w Szczecinie jest więcej niż przypuszczacie. Pewnie wielu z nas słyszało, że Szczecin to „miasto gryfów” ale żeby było ich tu aż tyle? I kto je wszystkie policzy? Chyba nie mamy na to szans. Jednak pojawia się inna szansa. Na ciekawie spędzony czas. Na rodzinne lub w parach, spacery po naszym mieście.
Gryfy czekają w różnych zakątkach miasta. Nie zawsze wyeksponowane, nie zawsze na honorowym miejscu. Czasem trzeba nieźle się natrudzić by je dostrzec. Czas unieść głowę, wytężyć wzrok.
To symbol naszego regionu, wcześniej Księstwa Pomorskiego. Jest więc widoczny na różnych herbach i zabytkowych budowlach. Ale gryf to również element wielu współczesnych znaków graficznych i logotypów firm działających współcześnie w Szczecinie. /więcej/