12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Książę i pisarka, która niczego nie żałowała

Ośrodek Karta w serii „Świadectwa Polska XX wiek” wydał arcyciekawą pozycję – wspomnienia Amerykanki Virgili Sapiehy z domu Peterson. Ta utalentowana, inteligentna i dowcipna kobieta była niezwykłym obserwatorem otaczającej ją rzeczywistości. Przez małżeństwo z Pawłem Sapiehą weszła do jednego z najstarszych, arystokratycznych rodów Polski. W 1933 roku zamieszkała w Siedliskach, rodowym gnieździe małżonka.
Dla możnej rodziny była Virgila osobą egzotyczną, często krytykowaną i nierozumianą. Tak samo dla Virgili Sapiehowie byli egzotyczni, ba momentami śmieszni i zaściankowi ze swoim bogoojczyźnianym zadęciem.
Ciągłe wspominanie i rozliczanie przeszłości, zasług, zajmowanego miejsca, brak rozmachu i energii by ten świat zmieniać to główne zarzuty Amerykanki. Sapiehowie nie pochwalali jej wyemancypowanego stylu życia, a przede wszystkim braku religijności w ujęciu Polaka-katolika. Dwa różne światy, dwa różne temperamenty nijak do siebie nie pasowały. Ale dzięki temu Virgila stała się surowym krytykiem życia polskiej arystokracji i ich roli w życiu społecznym. /więcej/

Cały ten jazz

„Bracie, nigdy nie dojdziesz do tego, co to właściwie jest…”
Louis Armstrong

Uwielbiam jazz. Uwielbiam ten moment gdy do uszu sączy się dźwięk saksofonu w towarzystwie kontrabasu i klarnetu. Do ich pulsu, z masą miedzianych dźwięków subtelnie dopasowują się puzon z trąbką, a w tle rytm wybija miarowo perkusja. Także dziś najwspanialsze sale koncertowe ustawiają się w kolejce z prośbą o występy, a bilety sprzedają się jak ciepłe bułeczki u Reczyńskiego, szczecińskiego „piekarniczego wirtuoza”, czego przykładem był choćby ostatni koncert w Szczecinie Kennego Garreta i jego Quintetu. Jazzowi artyści na scenie to czysta improwizacja, dzięki czemu nie ma szans na dwa takie same koncerty. Jednak prawdą jest, że wśród dzisiejszych muzyków trudno znaleźć amatora, który nagle okazałby się samorodną perłą niczym Django Reinhardt. Tymczasem początki jazzu były zupełnie odmienne.
/więcej/

Dlaczego w trawie piszczy?

Simona Kossak była drobna, ruda i temperamentna. Ponad 30 lat mieszkała w starej leśniczówce Dziedzinka w środku Puszczy Białowieskiej, do cywilizacji pędziła jak torpeda przez śniegi czy błota na wojskowym motocyklu, przyodziana w skórzaną pilotkę i męską kurtkę podbitą futerkiem. Kochała zwierzęta. Biolożka, profesor nauk leśnych, popularyzatorka nauki, zajmowała się m.in. ekologią behawioralną ssaków. Bezkompromisowa, walczyła o ochronę przyrody i zachowanie resztek naturalnych ekosystemów Polski. Mówiła o sobie „zoopsycholog”. Wymyśliła unikatowe na skalę światową urządzenie ostrzegające dzikie zwierzęta przed przejazdem pociągów. Imponujące, prawda? Noooo, nie dla wszystkich. Rodzina była zawiedziona. Simona bowiem miała być czwartym Kossakiem malującym. /więcej/

Pogrzebani w Tazmamart

„Nigdy bym nie uwierzył, do jakiego stopnia dni mogą być jednocześnie długie i krótkie. Długie, oczywiście, jeśli trzeba je przeżyć, ale tak rozciągliwe, że zachodzą w końcu jeden na drugi. Tracą przy tym swoją nazwę.”
Albert Camus „Obcy”

Budynek B w Tazmamarcie: przyczółek piekła, lochy osadzone głęboko w ziemi. Nieznane miejsce pośród gór, na samym końcu współczesnego świata. Cuchnąca zatęchła cela, niczym mogiła pogrążona w ciągłym mroku, szeroka i wysoka na półtora metra, długa na trzy. Drżące, wilgotne powietrze sączące się z małych otworów w ścianie korytarza. Dziura w ziemi o średnicy 10 centymetrów służąca za toaletę i stare koce zamiast pryczy. Czerstwy chleb, wyschnięty makaron, bańka wody. Codzienna wyniszczająca wegetacja, bez dostępu do światła, lekarza, środków higienicznych. Nie dający się pomylić z niczym innym słonawy, octowo- ropny zapach śmierci i dół zasypany wapnem. /więcej/

Straszna dusza

Mateusz Wiśniewski stworzył wyjątkowy świat, godny podziwu. Niełatwo jest wykreować tak skomplikowane uniwersum, z tyloma postaciami, krainami czy językami. Na miarę Tolkiena nieomal. Magia, intrygi, walki wręcz, szalone ucieczki i pościgi – a pośród nich bohater, którego pesymizm i wewnętrzne rozdarcie zarazi każdego.
Khael, szarooki złodziej, uciekający przed własną przeszłością (i teraźniejszością) w końcu będzie musiał się zmierzyć z samym sobą. Podobno zemsta łagodzi ból, ale czy to wystarczy? Szybko uda mu się dopaść przeciwników i odpłacić za swoją stratę, lecz odnalezienie spokoju duszy zajmie trochę czasu. A zleceń ciągle przybywa i przybywa, jedno rodzi następne, coraz niebezpieczniejsze i lepiej płatne. Jednakże, czego można się obawiać, mając za towarzysza i przyjaciela kharrengur? Niczego, chyba że złapie się stwora za ogon, przed czym przestrzega Duvuan Szepczący z Drzewami.
/więcej/

Raz jestem z Woli, a raz ze Stawiska

„To jakby posiąść w spadku cząstkę duszy Iwaszkiewicza”

Książka jest prawdziwą perełką wydawniczą – pięknie wydana, z ogromną liczbą zdjęć i skanów artykułów prasowych, fragmentów zapisków małego Wiesława Kępińskiego oraz listów Jarosława Iwaszkiewicza do niego. Przybliża nieznane epizody z życia pisarza, a także „dworu”, który mu całe życie towarzyszył. Kim był Iwaszkiewicz, tego wyjaśniać nikomu nie trzeba. To, moim zdaniem, jeden z najlepszych pisarzy Polski powojennej (uwielbiam Jego „Panny z Wilka”!), ale też człowiek wrażliwy na krzywdy ludzi.
Razem z żoną, w czasie wojny i okupacji, uratowali w swoim domu, na Stawisku, wielu Polaków, których poszukiwali Niemcy. Kim był Wiesław Kępiński – być może świat nigdy by o nim nie usłyszał, gdyby nie szczęśliwy los, który co najmniej dwukrotnie, dał o sobie znać. Pierwszy raz, gdy jako jedyny przeżył rzeź Woli w 1944 roku. /więcej/

Za głosem iluzji

Ogromną przyjemność sprawił mi zbiór opowiadań Alicji Makowskiej. Tęskniłam już od dawna za bohaterami „Aremilu Iluzjonistów”, a tu proszę – niespodzianka! Opowieści, od których nie mogłam się wręcz oderwać ani na chwilę, rozświetlają losy niektórych postaci z poprzednich książek i wnoszą wiele do całości serii. Niestety (a może stety właśnie) pozostawiają ciągły niedosyt – chciałoby się czytać i czytać, a tu tylko sześć opowiadań…
Sześć, ale jakich! Długo myślałam, które mogłoby się stać moim ulubionym i nie mogąc się zdecydować, wybrałam losowo. Za głosem serca… w sensie – to właśnie to opowiadanie, o takimże tytule. I po kilku jego uderzeniach (bo przypomnę, że tak właśnie odmierza się czas w uniwersum Makowskiej – biciem serca) byłam już pewna. Uwielbiam kompozycję szkatułkową. Nie ma to jak historia w historii, zwłaszcza o miłości w trudnych czasach wojny domowej. /więcej/

W tym tyglu wciąż wrze

Choć autor zastrzega się, że „akcja książki, mimo iż umieszczona w konkretnych wydarzeniach historycznych, jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwa do realnych osób żyjących bądź zmarłych, są całkowicie przypadkowe” to trudno o bardziej realne skojarzenia niż wydarzenia z przełomu 2013/2014 na Ukrainie. Masowy sprzeciw obywateli tego państwa przeciwko rządom Wiktora Janukowycza i spowalnianiu integracji z Unią Europejską, zaowocowały przeszło trzymiesięcznym strajkiem na Majdanie, w Kijowie.

To pospolite ruszenie tysięcy Ukraińców, którzy przyjeżdżali na Majdan ze wszystkich stron swojego kraju, uzmysłowiło im jaką siłę tworzy naród, gdy się jednoczy. Ale jak to bywa na terenach zależnych (np. od Rosji) nie w smak było i jest sąsiadowi, by wypuścić spod skrzydeł swoją ofiarę. /więcej/

Strona 5 z 105« Pierwsza...34567...102030...Ostatnia »