SOBOTA – 9 września 2023

SOBOTA – 9 września 2023

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Jak spotkanie klasowe po latach

Są takie książki, które czyta się pospiesznie, nie mogąc się doczekać zakończenia. Innymi się z kolei delektuje, a nawet celowo opóźnia dotarcie do ostatniej strony. Ja tak miałam przy lekturze „Cudownych lat” Valerie Perrin.

Bohaterami powieści jest trójka przyjaciół: Nina, Adrien i Etienne, Francuzi z małej mieściny w Burgundii. Historia ich przyjaźni rozpoczyna się w 1986 roku. Każda z tych postaci jest całkiem inna, a jednocześnie są jak znakomicie dobrane części puzzli. Wszyscy marzą o jednym: wyjechać z rodzinnego miasteczka do Paryża, by tam zrobić karierę muzyczną. Jako zespół – Nina ma być wokalistką i autorką tekstów piosenek, a męska część grupy ma odpowiadać za część muzyczną utworów. Snując marzenia o sławie, nastolatkowie bawią się w rytm piosenek Depeche Mode, U2, The Cure, Madonny, a kiedy pada mur berliński, nauczyciel języka niemieckiego puszcza im utwory Niny Hagen. /więcej/

Mamuśka ze stali

No dobrze… Siadłam do tej recenzji świeżutko po przeczytaniu najnowszej powieści Stelara, czyli mniej więcej nad ranem następnego dnia. Tak, wciągnęła mnie bez reszty, ale oczywiście zawsze znajdę jakieś „ale”, więc mimo wszystko odczekam trochę, żeby wszystko się ułożyło w głowie i emocje opadły. A „Wybrana” wzbudza ich sporo, oj, sporo. I to przeróżnych. Od zachwytu po zniechęcenie. Opowiem wam o wszystkim, obiecuję, ale już jutro.

No właśnie… obiecałam, to opowiadam. Ufacie komuś? Komukolwiek? Macie pewność, że w krytycznym momencie będzie po waszej stronie? Nie wbije noża w plecy? Dotrzyma słowa? Dochowa tajemnicy? Coś mi się tak wydaje, że zaufanie jest motywem przewodnim tej powieści. Od samego początku po otwarte zakończenie. A właściwie jego brak – świetny cliffhanger na ostatnich stronach. I celowo użyłam tego anglicyzmu, gdyż czytając, miałam wrażenie nie czytania, a oglądania fabuły filmu sensacyjnego czy thrillera. Amerykańskiego, jednakże w szczecińsko-warszawskich realiach, które są mi bliskie. Jedne i drugie, gdyż ostatnimi czasy przemieszczałam się w te i we wte. Samolotem. Kto czytał, ten pojmie aluzję, a kto nie, zachęcam do lektury. /więcej/

Stadion Vel d’Hiv, z którego nie było powrotu

„Ta książka wzruszy was do łez. I sprawi, że będziecie pamiętać”. Tymi słowami, umieszczonymi na okładce, „New York Times” zachęca do przeczytania powieści Tatiany de Rosnay – „Klucz Sary”.
Obydwa zdania sprawdziły się w przypadku mojej osoby. Łzy towarzyszyły mi podczas lektury. I tak – pamiętam, choć i bez tej książki ciężko nie myśleć o niewyobrażalnych krzywdach, jakie spotkały Żydów podczas II wojny światowej.

W powieści przeplatają się dwie historie. Pierwsza to opowieść o dziesięcioletniej dziewczynce żydowskiego pochodzenia – Sarze. Została ona wraz z rodzicami zatrzymana w lipcu 1942 roku i przewieziona na stadion Vel d’Hiv, z którego nie było już powrotu do domu. Jedyna droga prowadziła do obozów koncentracyjnych.

Druga historia prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej przez czterdziestopięcioletnią dziennikarkę, Julię Jarmond – amerykankę, która osiedliła się i założyła rodzinę w Paryżu. Pewnego dnia kobieta dostała zlecenie na napisanie artykułu dotyczącego rocznicy wydarzeń na stadionie Vel d’Hiv, tego samego, na który wywieziona została Sara wraz z tysiącami innych francuskich Żydów. Od tego momentu dwie historie zaczynają się przenikać, a życie Julii coraz bardziej się komplikować. To, co spotkało Sarę, pomimo, że wydarzyło się pięćdziesiąt lat wcześniej, będzie miało znaczący wpływ na życie Julii, jej bliskich oraz innych osób, które pozna w trakcie poszukiwań informacji na temat strasznych wydarzeń z lipca 1942 roku. /więcej/

Zastępca i dawca narządów. Życie na świeczniku i pod presją

Od wielu lat w części społeczeństwa brytyjskiego trwa dyskusja, czy Wielka Brytania nadal powinna być królestwem. Po lekturze książki „Ten drugi” Księcia Harry’ego, jestem przekonana, że XXI wieku powinien być tym ostatnim, w którym funkcjonuje tak skostniała i – niestety, trzeba to powiedzieć – patologiczna – instytucja, jaką jest dwór królewski.

Przyznaję, że do lektury książki podchodziłam z dużą rezerwą. Co prawda, podgrzewanie atmosfery wokół tego tytułu, na długo przed premierą światową, mnie również się udzieliło. Byłam ogromnie ciekawa, co też przeczytam. Choć emocje nieco ostudził serial o Harry’m i jego żonie Meghan, który wyemitowano na jednym z kanałów streamingowych, krótko przed ukazaniem się książki w księgarniach. Serialowa produkcja okazała się jednym wielkim narzekaniem – na media, rodzinę królewską, rasistowskie społeczeństwo brytyjskie, itd. Wszystko to pokazano z perspektywy bogatego, niepracującego małżeństwa mieszkającego obecnie w Kalifornii. Tak to wtedy odebrałam. /więcej/

Tamara i Rafaela. Romans uwieczniony na płótnach

Madonna, Jack Nicholson i Barbra Streisand posiadają obrazy Tamary Łempickiej, polskiej malarki, za dzieła której trzeba zapłacić gigantyczne sumy na aukcjach. Nawet 20 milionów dolarów. Twórczość Łempickiej ciągle jest na topie, a kolekcjonerzy marzą o posiadaniu jej obrazów we własnych zbiorach. Proszę sobie wyobrazić, że w ostatnich dniach otwarcia wystawy dzieł Łempickiej w Krakowie, trzeba było nawet cztery godziny odstać, by kupić bilet na ekspozycję.

Miałam to szczęście, że niedawno widziałam tę wystawę w krakowskim muzeum. Po jej obejrzeniu z kolei przeczytałam powieść pt. „Ostatni akt” Ellis Avery. Książka skupia się na znajomości Tamary z Amerykanką o włoskich korzeniach – Rafaelą Fano, która pozowala do kilku obrazów artystki (niektóre można było obejrzeć w Krakowie). Ale też opowiada o ostatnim okresie życia Łempickiej, kiedy ta zamieszkała w Meksyku. Miała wtedy poważne problemy ze zdrowiem (spała wyłącznie w masce tlenowej), co nie przeszkadzało jej mieć o kilkadziesiąt lat młodszego od siebie kochanka. /więcej/

16+

Nie tak dawno pisałam o nowym starym Mortce przy okazji „Długiej nocy”, a tu powtórna, po dziesięciu latach od premiery, odsłona – tym razem w innych okolicznościach przyrody, lecz tak jak i poprzednio – pochłonęłam powieść w jeden wieczór. Noo, może jeden z hakiem, ale tylko dlatego, że zmęczenie wzięło górę. Tak, zmęczył mnie Chmielarz odrobinę, ale wybaczam, gdyż czyta się „Farmę lalek” szybko i namiętnie, jak wszystkie książki autora.

A namiętności tym razem jest sporo. I to różnych. O tych, które stanowią clou powieści, sami sobie doczytajcie, byłabym wredna, zdradzając główny wątek, więc cicho sza. Za to skupię się na scenie seksu z Mortką. Gotowi? Ha, przepraszam, że rozbudziłam waszą wyobraźnię na próżno, bo chciałam raczej napisać o tym, co działo się przed i po. Seksie, oczywiście. Otóż, nie wiem jak wy, ale kiedy czytam:
„– Nie mam prezerwatywy/– Nie potrzebujesz”, to od razu mam złe przeczucia. Pomijam fakt nieodpowiedzialności i zwyczajnej głupoty w tym momencie (bo przecież dopiero co się poznali, choć tego akurat nie oceniam), ale wskazówki dla czytelnika bardzo prostej w przekazie – to się musi źle skończyć. I kończy się źle, nawet bardzo źle. No ale jeszcze „po” – myślenie o tym, jak to było pod koniec małżeństwa z byłą żoną i jakim przykrym obowiązkiem był ten seks wtedy, a jaki tu i teraz jest dziki… a może zostawię bez komentarza? Dobra, trywialne i tyle. /więcej/

Ależ to frajda być tak zwodzonym za nos!

Gdyby Daphne du Maurier nie napisała opowiadania pt. „Ptaki”, być może Hitchcock nigdy by nie nakręcił słynnego dreszczowca o tym samym tytule. To nie zmienia faktu, że utwór literacki ma niewiele wspólnego z fabułą filmu. Oczywiście poza ptakami, które zabijały ludzi… Ale i tak warto sięgnąć po „Ptaki i inne opowiadania” wspomnianej autorki, mimo iż opowieść o ptakach wcale nie jest tą najlepszą w tym zbiorze. Choć niewątpliwie jest najbardziej znanym opowiadaniem.

Kino dużo zawdzięcza brytyjskiej pisarce Daphne du Maurier, urodzonej w 1907 roku. Jej powieści i opowiadania wielokrotnie były adaptowane na potrzeby filmu. Ot, wystarczy wspomnieć o słynnym thrillerze psychologicznym pt. „Rebeka” w reżyserii wspomnianego Alfreda Hitchcocka. Utwory Daphne de Maurier są tak bardzo sugestywne, w sposobie budowania napięcia, iż stanowią idealne tworzywo dla scenarzystów.
/więcej/

Memento mei

Jakby to delikatnie powiedzieć – nie przepadam za powieściami historycznymi. Jednak tym razem skusił mnie temat – bliski, a zarazem daleki, o najsłynniejszej legendzie Pomorza. Sydonii von Bork. Bliski, gdyż akcja rozgrywa się na znanym mi terenie, między innymi w Szczecinie i okolicach, a daleki z powodu, aż wstyd się przyznać – niewiedzy. Cóż mogłam do tej pory powiedzieć o pannie Bork? Że stracono ją w moim rodzinnym mieście? I że była podobno czarownicą? /więcej/