Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Spacerując nie tylko z książkami

„Książki potrzebują kogoś, kto wskaże im drogę do …czytelnika”. Takim kimś w powieści niemieckiej autorki jest 72 – letni Carl Kollhoff, który na co dzień pracuje w księgarni Pod Miejską Bramą. To samotnik, którego mieszkanie wypełniają regały z książkami. Nie ogląda telewizji, nie czyta gazet, stroni od dzieci. Książki są całym jego światem. Klienci wiedzą, że zawsze mogą liczyć na jego fachową poradę i polecenie ciekawej lektury.

/więcej/

Papa Doble

Morze, nasze morze… wieczne, nieskończone, potężne. Symbol pramaterii. Chaosu, otchłani, dzikości i zniszczenia. Tajemnicy. Mogłabym tak długo, a Kopaliński jeszcze dłużej, więc odsyłam do „Słownika symboli” tegoż, w którym przeczytacie między innymi o tym, jak popularny jest to motyw w literaturze i sztuce. I jak wiele znaczeń nam umyka, choć jedno z pewnością doskonale zinterpretujemy. Morze – życie ludzkie, pełne pokus i niebezpieczeństw, które przepłyniemy, dobijając do brzegu. Tak jak Santiago, bohaterski starzec, powracający do swojej wioski wprawdzie ze szkieletem marlina, ale jako zwycięzca. „Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”, powiada Hemingway. Czy ma rację? /więcej/

Życie pieprzno-słone według warszawskiej pracoholiczki

Gaja to kobieta, o której marzy większość mężczyzn i której nienawidzi spora liczba kobiet. Bujne kształty, piękne włosy, anielski głos, a na dokładkę cięty język i  ogromny intelekt – tak można opisać panią Strzelczyk.  Na co dzień spotkać ją można w jednym z warszawskich hoteli, gdzie jako menadżer rozstawia ludzi po kątach, a także organizuje wszystko z największą precyzją, czyli dokładnie tak, jak życzą sobie tego właściciele przybytku. Wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, kobieta robi z siebie pośmiewisko, co, na jej nieszczęście, zostało skrzętnie udokumentowane oraz upublicznione na jednym największych kanałów informacyjnych.  Można by rzec, że tak właśnie zaczyna się historia naszej bohaterki – słodko-gorzka historia przeplatana krzykami, kłótniami i płaczem. /więcej/

Trzynasty miesiąc

W Drohobyczu był dom Brunona Schulza. Tam jego ojciec prowadził sklep z tekstyliami, na parterze narożnego budynku stojącego na drohobyckim rynku. Spalili go Rosjanie w 1915 roku. W Drohobyczu jest też dom jego siostry, u której zamieszkał w 1914 roku. Mam nadzieję, że jeszcze stoi… Dwadzieścia lat temu zawieszono na nim napisaną w trzech językach pamiątkową tablicę (błędnie datowaną) o treści: „W tym domu w latach 1910-1941 mieszkał i tworzył wybitny żydowski malarz i pisarz mistrz słowa polskiego Bruno Schulz 1892 – 1942”. Mistrz słowa polskiego. Wybitny. Zasymilowany Żyd, mieszkaniec ukraińskiego miasteczka. Zastrzelony tamże prawdopodobnie dwoma strzałami w tył głowy oddanymi przez gestapowca. Na ulicy. Tak jak i inny Polak, Aleksy Dawidowski, postrzelony w 1943 roku podczas akcji pod Arsenałem, również urodzony w Drohobyczu, odznaczony pośmiertnie Orderem Virtuti Militari. Tak jakoś mi się skojarzyło. Obaj są honorowymi obywatelami Drohobycza. Rzewuski, Grottger, Gottlieb, gen. Maczek i Kazimierz Wierzyński też. Prowincjonalne miasteczko, urósłszy w poetyckiej prozie Schulza do rangi przestrzeni mitycznej, łączy wszystkie te sławne postaci. Jedno miejsce, w którym narodził się i zmarł tragicznie nauczyciel miejscowego gimnazjum, artysta grafik, malarz i rysownik, krytyk literacki i pisarz. Bruno Schulz. /więcej/

Przez serce Indochin

Mekong jedna z magicznych rzek Azji, najdłuższa rzeka półwyspu indochińskiego. Rzeka wielu kultur, przepływa przez Chiny, Laos, Kambodżę i Wietnam, wyznacza granicę pomiędzy Mjanmą i Tajlandią. Może stanowić główną arterię, szlak podróżny. I tym właśnie szlakiem, w podróż wybrał się autor książki „Mekong przed końcem świata”, Grzegorz Kapla.

Jest to wędrówka wzdłuż rzeki, wzdłuż kultur i obyczajów. Wędrówka, która odbyła się przed wielką katastrofą jaka spotkała świat – pandemią Covid. Wirus zmienił życie, poprzewracał je do góry nogami. Książka Grzegorza Kapli opisuje półwysep indochiński i życie na nim jakiego już nigdy nie będzie. Jego namiastkę, będzie być może można odnaleźć jedynie z dala od głównych dróg i atrakcji turystycznych. /więcej/

Miłość, wikary i… ryba

Ostatnio pisałam, że chyba nie doliczę się, która to już moja recenzja sióstr Brontë, ale na pewno wiem, że druga Anne. I szkoda, że w tej kolejności, gdyż wolałabym najpierw przeczytać pierwszą jej powieść, „Agnes Grey”, a potem „Lokatorkę Wildfell Hall”, żeby docenić postępy w prowadzeniu fabuły czy rozwój stylu autorki. A tak z początku odrobinę się rozczarowałam, przeczytawszy w jeden wieczór historię opartą na autentycznych doświadczeniach zmarłej na gruźlicę 28 maja 1849 roku Anne Brontë, chorowitej i delikatnej, najmłodszej z trzech słynnych sióstr. A potem oczarowałam. /więcej/

Spacer z Panem Jarosławem

Do zaczarowanego świata dzieciństwa i młodości zabiera nas Jarosław Iwaszkiewicz w „Książce moich wspomnień”. Dla humanistów ceniących twórczość tego pisarza, poety, eseisty i tłumacza będzie to niewątpliwa przyjemność. Czasy ukraińskiego Kalnika, gdzie przyszedł na świat, nauki w Kijowie, rodzinne spotkania i obyczaje, opisy świąt, towarzyskich rautów, przyjaźni młodzieńczych wszystko to znajdziemy na kartach tej powieści. Późniejsze losy w Warszawie, uczestnictwo w 1920 roku w wojnie z bolszewikami, trudny czas stawania finansowego na nogi, ślub z Anną Lilpop, zarządzanie olbrzymim majątkiem teścia po jego samobójczej śmierci, życie w Stawisku, podróże po Europie, wojenna pomoc dla przyjaciół i znajomych, poeci ze Skamandra to tylko zasygnalizowanie tematów, z którymi zetknie się czytelnik. /więcej/

Bądź jak Cedryk!

„Mały lord” to pierwsza powieść angielskiej pisarki Frances Hodgson Burnett (znanej z książek „Tajemniczy ogród” i „Mała księżniczka”), skierowana do młodych czytelników, choć chyba najmniej znana.
Powieść początkowo wydawana w odcinkach przez popularne amerykańskie czasopismo dla dzieci „St. Nicholas Magazine” (1885), jako publikacja zwarta została wydana w 1886 roku. Polscy czytelnicy dostali ją do rąk trzy lata później, kiedy to w przekładzie Marii Julii Zalewskiej ukazała się nakładem wydawnictwa Gebethner i Wolff pod tytułem „Mały lord: powieść dla młodzieży”.
Słodka, sentymentalna, pełna dobrych uczynków i emocji. Po prostu urocza – zachwyca do dziś nie tylko dzieci, ale i dorosłych czytelników. Warto sięgnąć po kolejne, nowe wydanie, które w tym roku ukazało się nakładem Wydawnictwa Mg. /więcej/