Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Wielka historia małego kafelka

Tajemnica może kryć się wszędzie, nawet w pozornie nudnym życiu mistrza glazurniczego Alojzego Korzeńca. Osobnika dość odpychającego, opryskliwego, nie darzącego szacunkiem i sympatią nikogo, i niczego.

Powieść „Kafelek Mistrza Alojzego” osadzona jest w Sosnowcu, jej bohaterów spotykamy tuż przed wybuchem I wojny światowej. Miasto i jego wielonarodowi mieszkańcy żyją w napięciu, jakby przeczuwając nadchodzące wydarzenia. Marzenia o wolnej Polsce duszone są w zarodku przez ostatnie chwile wojsk carskich, a lokalna polityka sprytnie lawiruje pomiędzy władzą caratu a układami z wpływowymi rodzinami przemysłowców. W powieści spotkamy przekrój społeczności niewielkiego, ale dynamicznego Sosnowca, a właściwie Sosnowic ponieważ burzliwy czas opisany w „Kafelku” obejmuje również zamieszanie z nazwą miasta. Nie brakuje tu więc i typów spod ciemnej gwiazdy, i redaktorów z zacięciem detektywistycznym, i wdów z ambicjami literackimi, i bogatych przemysłowców… słowem tygiel osobowości, kultur i języków. /więcej/

Człowiek, który oswajał demony

Autorzy tej powieści zadali sobie wiele trudu, by zebrać fakty dotyczące życia i pracy naukowej profesora Antoniego Kępińskiego – twórcy krakowskiej szkoły psychiatrii. Jak sami zastrzegają we wstępie „Akcja książki, mimo iż umieszczona w konkretnych wydarzeniach historycznych, jest fikcją literacką”. Ten literacki apokryf ma zaletę, mówi o rzeczach istotnych dla człowieka. O tym, że stanowimy całość. Jesteśmy wspólnotą somy i psyche, a ta wspólnota to drogowskaz dla lekarza, którego diagnozami i leczeniem winno kierować holistyczne patrzenie na człowieka. Takim lekarzem był na pewno profesor Kępiński – genialny erudyta, lekarz, humanista, filozof. Jest legendą polskiej psychiatrii, z jego podręczników korzystają nadal studenci medycyny. Nadal są drogowskazami w mroku i w walce z demonami, które zawsze były, są i będą. Tak jak w credo książki „Wszystko co widzisz, ma swoje korzenie w niewidzialnym świecie. Kształty mogą się zmieniać, lecz esencja pozostaje ta sama”.

/więcej/

Wnuczka o dziadku i matce

To była inna niż wszystkie rodzina polska. Trochę dziwna, bardzo patchworkowa i bardzo utalentowana. Gdzie rytm życia wyznaczał poeta Władysław Broniewski, pozostali zaś (a było ich wielu) dostosowywali się do pomysłów Poety. Rodzina ta tworzyła zwarte stado na co dzień wspólnie dzielące radości i smutki, a gdy było zupełnie źle, potrafiące solidarnie się wspierać – pierwsza żona Broniewskiego pomagała drugiej, gdy ta była ciężko chora, a dzieci „moje, twoje, nasze” wspólnie się wychowywały.
Czasami, podczas lektury, czytelnikowi trudno połapać się w tych zawiłościach rodzinnych. Kto jest kim? Dlaczego mieszka w domu Broniewskiego? Kim był dla Poety? Losy ludzkie bywają zawikłane, rodziny mają też swoje tajemnice.
/więcej/

Złapani w sieci widma

Noc na promie. Wzburzone morze człowiek za burtą…. Kradzieże w pomorskich kościołach, tajemniczy transport z cenną zawartością, która nie powinna się zgubić i sieci widma, niekiedy nazywane „zjawami”. Dryfują tuż pod powierzchnią wody. Każda z nich jest pułapką…

Wierni fani książek Leszka Hermana znów dali się złapać w jego „sieć”! Dla wielu z nich najnowsza ponadsześćsetstronicowa powieść, to kolejna zarwana noc lub dwie… Dla innych nieco więcej. Co czytelnicy znajdą na kartach książki?

Tym razem Autor sięga po schemat znany m.in. z powieści Agathy Christie. Grupa ludzi, nie znających się do tej pory, spotyka się w jednym miejscu.

„Późnym czerwcowym wieczorem od brzegów portu w Świnoujściu odbija wielki biały prom i kieruje się do Ystad. Tej nocy kilkoro jego pasażerów przeżyje dramatyczne chwile, a w tle opisanych wydarzeń pojawi się pewna niesamowita historia z przeszłości”.* /więcej/

Kilka błyśnięć

O powieściach i opowiadaniach Alicji Makowskiej pisałam już i jak zawsze z ogromną przyjemnością przeczytałam kolejną część (proszę, proszę, nie ostatnią!) z serii „Aremil Iluzjonistów”. Oczywiście, nie zawiodłam się, choć (jak zawsze) czuję niedosyt. Przecież to doskonały materiał na sagę! Pani Alicjo, to naprawdę nie może być tak, jak w dedykacji: „(…) z ostatniej iluzjonerskiej przygody”. Nie zgadzam się! Niemożliwe!

Niemożliwe to chyba słowo-klucz, które najlepiej definiuje fabułę tej powieści. Zresztą nic dziwnego, jeśli mamy do czynienia z iluzją. Tym razem jest jej wprawdzie niewiele, parę błyśnięć, tak od niechcenia i parę odnośników (realny element w iluzji, który może np. skaleczyć lub nawet zabić), parę scen iluzjonerskiej walki… I niemożliwa, aczkolwiek wzruszająca historia Wyroczni, która ma wpływ na całe uniwersum. /więcej/

Cuda miłości

Po kilku pierwszych stronach powieści Alcott zaczęłam się zastanawiać, czy przebrnę do końca. Czworo dziewcząt przy kominku marzy o gwiazdkowych prezentach, a nie powodzi im się najlepiej, zwłaszcza od momentu wyjazdu ojca na wojnę. Siedzą i ględzą, po czym mamisia czyta im wzruszający list, w którym głowa domu prosi, by zwalczały swojego wewnętrznego wroga, umilały pracą czekanie na jego powrót, a on będzie z nich dumny. I wszystkie cztery oczywiście się będą bardzo starały, byle tatuś się na nich nie zawiódł. O matko. Od dydaktyzmu i słodyczy aż kapie.

I nie dałabym rady, gdyby po tych kilku stronach nie odżyły wspomnienia. Gdybym na chwilę (oj, raczej na 461 stron) nie przeniosła się w czasy własnego dzieciństwa. I nie zatęskniła za czystością, niewinnością, pierwszymi wielkimi marzeniami, drgnięciem serca i co tam jeszcze z nastoletnim wiekiem się wiąże. Jak to strasznie dawno było… dzięki „Małym kobietkom” poczułam się przez te parę wieczorów… no, po prostu młoda! Zachciało mi się znowu zmieniać siebie i świat! Robić szalone rzeczy! Zapomnieć o dorosłych obowiązkach! Ech! /więcej/

Nieodwracalne

No cóż, nie mogłam odebrać najnowszej powieści znanego i cenionego autora kryminałów inaczej niż osobiście, nie tylko z racji wykonywanego od lat zawodu. Nie będę jednak dokonywać przesadnej wiwisekcji, choć różne miałam odczucia po zakończeniu „Rany” – od zachwytu nad konstrukcją utworu, po niesmak kryminalnego niedosytu. Ale tak to już jest, kiedy człowiek spodziewa się mocnego thrillera, a otrzymuje tekst nazbyt obyczajowy. Ale po kolei…

Świetny pomysł miał Chmielarz z podziałem na rozdziały, które odpowiadają szkolnemu rytmowi dnia – siedem godzin lekcyjnych rozdzielonych króciutkimi objętościowo przerwami, z prologiem („Przed szkołą”) i epilogiem („Po lekcjach”). „Przerwy” dotyczą tylko jednego wątku – bohaterki, która okazuje się pierwszoplanową postacią. Klementyna, matematyczka, podejmująca pierwszą od lat pracę w prywatnej szkole, odegra kluczową rolę w finale. /więcej/

Sens życia według Vonneguta

Choć minęło 60 lat od pierwszego wydania „Syren z Tytana” (1959), to satyryczno-fantastyczny świat stworzony przez Vonneguta ani odrobinę się nie zestarzał, wręcz przeciwnie. Można by nawet pomyśleć, że sam autor utknął był w infundybule chronosynklastycznej i za chwilę, dokładnie jak główny bohater, zmaterializuje się na Ziemi, by napisać jeszcze jakieś prorocze dzieło. Równie genialne.

Czym jest infundybuła chronocośtam? Najchętniej zacytowałabym samego Mistrza, ale nie oprę się pokusie streszczenia (parafrazie w pewnym stopniu) fragmentu, który z wielką siłą coś mi uświadomił. Otóż – mamusie mają zawsze rację (nawet, jeśli jej nie mają, patrz punkt pierwszy), co oznacza, że kiedy dwie mamusie się spotkają, to obie są najmądrzejsze, w związku z czym nie dojdą do porozumienia. A gdyby tak było jednak miejsce w czasoprzestrzeni, w której nie będą się przekrzykiwać i kłócić (że moje dziecko chodzi do lepszej szkoły, ma lepszego korepetytora, więcej zajęć pozalekcyjnych i wyższą średnią)? Niemożliwe? Gdyby spotkały się w infundybule chronosynklastycznej, obie uznałyby swoje racje, ponieważ jest to przestrzeń, w której „najrozmaitsze prawdy pasują do siebie”. /więcej/

Strona 6 z 111« Pierwsza...45678...203040...Ostatnia »