Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Marianna Orańska – królewna, kobieta

Podróżując po Kotlinie Kłodzkiej miałam okazję odwiedzić niesamowity pałac w Kamieńcu Ząbkowickim. Tam właśnie poznałam pobieżnie dzieje życia kobiety, która go zbudowała. Z zaciekawieniem więc sięgnęłam po książkę „Trzecia Miłość Marianny Orańskiej”, którą napisała Gabriela Anna Kańtor. Z historii dowiadujemy się, że królewna też może być nieszczęśliwa! Spędziłam z tą opowieścią miłe chwile. Przeniosłam się w przeszłość, do świata, którego już nie ma. Nie istnieje w sferze społecznej, obyczajowej i ekonomicznej.

Wilhelmina Frederika Louise Charlotte Marianne pochodziła z dynastii Oranje-Nassau i była córką Wilhelma I Orańskiego i jego pierwszej żony Fryderyki Luizy Pruskiej. Urodziła się w 1810 roku, a Jej dzieciństwo i młodość upłynęły w czasie, gdy przez Europę przewalała się nawała wywołana przez ambitnego i nienasyconego Napoleona Bonaparte. Upadały państwa, dynastie traciły swoje wpływy. Wygnani królowie uchodzili, ratując życie. /więcej/

Słońce zza chmur

Louisa May Alcott znana jest przede wszystkim z zekranizowanej niedawno powieści „Małe kobietki”. Motyla noga, co druga recenzja tak się zaczyna! A nawet nie co druga, tylko prawie każda, na którą trafiłam w necie. No to jeszcze raz.
Mało kto wie, że Louisa May Alcott pisywała pełne pasji krótkie opowiadania dla dorosłych, używając pseudonimu A. M. Barnard. Jedno z nich to (w wolnym tłumaczeniu) „Pod maską albo siła kobiety”, które potraktowano okrutnie za podobieństwo do „Pięknej i Bestii” de Villeneuve czy Beaumont. Feministyczna krytyka widziała jednak w tym utworze portret niebezpiecznej, niezależnej i inteligentnej kobiety, walczącej z patriarchatem. Alcott nigdy nie wyszła za mąż, miała trzy siostry, była feministką, sufrażystką i abolicjonistką. Całymi latami zmagała się z problemami zdrowotnymi, które próbowano powiązać z leczeniem rtęcią, kiedy zachorowała na tyfus podczas wojny secesyjnej. /więcej/

Sen o miłości

Jakoś trudno mi pisać o MM. Pewnie dlatego, że przez 53 lata z małymi przerwami byłam blondynką… a tak na serio, to ze względu na mój emocjonalny stosunek do kobiety, w której nigdy nie widziałam tylko i wyłącznie symbolu seksu. Gdybym miała napisać biografię Marilyn, zapewne przybrałaby podobny kształt, co powieść Oates, w której fikcja wypełnia niedosyt faktów z życia ikony XX wieku. Poszłabym tą samą drogą, żeby pokazać, ile i kogo można stracić, kiedy zwyczajna dziewczyna staje się gwiazdą, jedną z największych w historii kina.
/więcej/

Mroczny pasażer

Z cyklu: Jak to historia kołem się toczy. Zajrzałam przed chwilą na FB i co zobaczyłam? Archiwum relacji, w którym czarno na białym widać, że 31 października 2020 przeczytałam „Prostą sprawę” Wojciecha Chmielarza. Normalnie szok, bo nieświadoma tego zupełnie (dzięki wielkie twórcom portalu za przypominajki), właśnie skończyłam kolejną powieść, czyli „Dług honorowy”. W równie absurdalnym tempie, czyli w ciągu jednego popołudnia. Czyżby to oznaczało, że Bezimienny jest mi przeznaczony w wigilię Wszystkich Świętych? W pradawne święto celtyckie, nazwane wieki później „All Hallows` Eve”? Zobaczymy za rok! /więcej/

Bonda z Bonda

Zastanawiałam się od czasu do czasu, czytając powieść, co ma trampek z okładki do fabuły, samotny i zakrwawiony trampek, dodajmy. I nie wiem. Może za szybko czytałam, za dużo się działo, za bardzo chciałam doszukać się głębszego sensu. Pewnie niepotrzebnie, przecież nie o drugie czy trzecie dno w kryminałach chodzi, a o rozrywkę i takąż dostaniecie w szóstej części przygód, jedynego być może w polskiej beletrystyce, profilera. Zerknęłam jeszcze raz na książkę i coś mi zaczęło właśnie świtać z tym trampkiem, o ile jest to bucik dziecięcy. Niestety chyba jest.

Niestety też (dla mnie) nie znam poprzednich części z Hubertem Meyerem, a sporo wątków zahacza o wcześniejsze historie, choć nie powiem, żeby aż tak bardzo przeszkadzało mi to w odbiorze „Balwierza”. Zdecydowanie zainteresował mnie motyw romansowy, prokurator Rudy wydaje się być całkiem niezłą babką, szkoda jej dla takiego buca… w ogóle jej szkoda. Ups, wymknęło mi się, no trudno, musicie doczytać powieść do końca, żeby ocenić nowe pomysły Katarzyny Bondy. A są iście rodem z Bonda. /więcej/

Zasada pięciu „p”

Bardzo się ucieszyłam, że tak wiele kobiet przewija się tym razem przez najnowszą powieść Leszka Hermana. Bohaterska Karen z ciotką Anną stanowią świetny duet, ale na tym nie koniec – postaci niewieścich jest tyle, że starczyłoby na kilka, może nawet i kilkanaście osobnych historii z czasów zamierzchłych i tych współcześniejszych. Poszukiwania trzeciego, zaginionego w akcji kufra, stały się więc pretekstem do podróży w czasie i przestrzeni po Europie, w której główną rolę odgrywają właśnie panie. Słaba płeć górą!

Zwłaszcza, jeśli trenuje pięciobój. Nikt nie spodziewa się (chciałam napisać: hiszpańskiej inkwizycji, ale tak daleko „Krzyż Pański” nie sięga), kiedy nabyte zawczasu umiejętności będzie można wykorzystać i w jakich okolicznościach przyrody. Nie zdradzę, do czego ta dyscyplina sportowa przydała się Karen, ale bez niej byłoby ciężko. Podoba mi się to młode dziewczę, wnosi świeży powiew do powieści przesiąkniętej na wskroś zapachem zakurzonych, starych akt i kufrów. Mam też nieodparte wrażenie, że za dużo (w porównaniu z poprzednimi książkami) historii i rodowodów chciał autor opisać naraz i z opowieści w założeniu sensacyjnej, całkiem niezłej zresztą, zrobiło się historyczne czytadło. A wstawki typu „czy ja czasem ciebie nie nudzę”, o ile z początku bawiły i sugerowały dystans autora do samego siebie, w końcu zaczynają drażnić i faktycznie, żeby ogarnąć, kto z kim i dlaczego, należałoby to wszystko rozpisać w Excelu, co zresztą Karen sugeruje.
/więcej/

Dziewczyna, kobieta, inna

Dawno nie czytałem powieści z tak dużą przyjemnością. Co prawda otrzymanie nagrody Bookera gwarantuje zazwyczaj pewien poziom literacki, ale – jak wiadomo – wartość artystyczna książki niekoniecznie idzie w parze z radością lektury. U Evariste mamy to, co tygryski lubią najbardziej: szeroką panoramę współczesnego społeczeństwa angielskiego, a więc bliskiego nam kulturowo (a może już nie?), trochę najnowszej historii, postacie i krwi i kości, wreszcie nowinki formalne, dające tej grubej powieści pewną lekkość narracyjną, zbliżającą tekst pisany do mówionego (monologu wewnętrznego). Przede wszystkim jednak bohaterki, bo to kobiety grają w książce pierwsze skrzypce, są największą wartością dzieła: i jako pewna zbiorowość, defaworyzowana w patriarchalnym społeczeństwie, i jako jednostki, różniące się od siebie, reprezentujące wszelkie współczesne mniejszości, ale okazujące sobie dużo wzajemnej tolerancji, co nadaje powieści charakteru trochę idealistycznego. /więcej/

Przerażająca wizja

„Susza” roztacza przerażającą wizję świata współczesnego, w którym do rozpadu norm społecznych wystarczy kilka dni braku dostępu do podstawowej potrzeby, jaką jest woda.

Zezwierzęcenie dotyka każdego z mieszkańców bogatej Kalifornii, niezależnie od statusu. Nie jest to przeszkodą dla chętnych do wzbogacenia się na krzywdzie ludzi, którzy weszli w posiadanie wody. Wszystkie dobra materialne tracą wartość, w zatrważająco szybkim tempie. Ciężko uwierzyć, że opisywane wydarzenia mają miejsce niecały tydzień po ogłoszeniu stanu suszy.

Historię śledzimy oczyma nastolatków, wystawionych na próbę w sytuacji utraty kontaktu z dorosłymi. Cele każdej z osób w grupie są inne, co czyni zmianę narratora podstawą do analizowania różnorodności zachowań w sytuacji kryzysu. Począwszy od poczucia odpowiedzialności za brata u Alyssy, chęci zbliżenia się Keltona, egoistycznego manipulatorstwo Henry’ego, po chęci do przybrania roli przywódcy u Jacqui, nieprzystosowanej do działania w grupie. Ostatecznie to właśnie współpraca pozwala im zadbać o poczucie bezpieczeństwa. /więcej/