Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Cuda miłości

Po kilku pierwszych stronach powieści Alcott zaczęłam się zastanawiać, czy przebrnę do końca. Czworo dziewcząt przy kominku marzy o gwiazdkowych prezentach, a nie powodzi im się najlepiej, zwłaszcza od momentu wyjazdu ojca na wojnę. Siedzą i ględzą, po czym mamisia czyta im wzruszający list, w którym głowa domu prosi, by zwalczały swojego wewnętrznego wroga, umilały pracą czekanie na jego powrót, a on będzie z nich dumny. I wszystkie cztery oczywiście się będą bardzo starały, byle tatuś się na nich nie zawiódł. O matko. Od dydaktyzmu i słodyczy aż kapie.

I nie dałabym rady, gdyby po tych kilku stronach nie odżyły wspomnienia. Gdybym na chwilę (oj, raczej na 461 stron) nie przeniosła się w czasy własnego dzieciństwa. I nie zatęskniła za czystością, niewinnością, pierwszymi wielkimi marzeniami, drgnięciem serca i co tam jeszcze z nastoletnim wiekiem się wiąże. Jak to strasznie dawno było… dzięki „Małym kobietkom” poczułam się przez te parę wieczorów… no, po prostu młoda! Zachciało mi się znowu zmieniać siebie i świat! Robić szalone rzeczy! Zapomnieć o dorosłych obowiązkach! Ech! /więcej/

Nieodwracalne

No cóż, nie mogłam odebrać najnowszej powieści znanego i cenionego autora kryminałów inaczej niż osobiście, nie tylko z racji wykonywanego od lat zawodu. Nie będę jednak dokonywać przesadnej wiwisekcji, choć różne miałam odczucia po zakończeniu „Rany” – od zachwytu nad konstrukcją utworu, po niesmak kryminalnego niedosytu. Ale tak to już jest, kiedy człowiek spodziewa się mocnego thrillera, a otrzymuje tekst nazbyt obyczajowy. Ale po kolei…

Świetny pomysł miał Chmielarz z podziałem na rozdziały, które odpowiadają szkolnemu rytmowi dnia – siedem godzin lekcyjnych rozdzielonych króciutkimi objętościowo przerwami, z prologiem („Przed szkołą”) i epilogiem („Po lekcjach”). „Przerwy” dotyczą tylko jednego wątku – bohaterki, która okazuje się pierwszoplanową postacią. Klementyna, matematyczka, podejmująca pierwszą od lat pracę w prywatnej szkole, odegra kluczową rolę w finale. /więcej/

Sens życia według Vonneguta

Choć minęło 60 lat od pierwszego wydania „Syren z Tytana” (1959), to satyryczno-fantastyczny świat stworzony przez Vonneguta ani odrobinę się nie zestarzał, wręcz przeciwnie. Można by nawet pomyśleć, że sam autor utknął był w infundybule chronosynklastycznej i za chwilę, dokładnie jak główny bohater, zmaterializuje się na Ziemi, by napisać jeszcze jakieś prorocze dzieło. Równie genialne.

Czym jest infundybuła chronocośtam? Najchętniej zacytowałabym samego Mistrza, ale nie oprę się pokusie streszczenia (parafrazie w pewnym stopniu) fragmentu, który z wielką siłą coś mi uświadomił. Otóż – mamusie mają zawsze rację (nawet, jeśli jej nie mają, patrz punkt pierwszy), co oznacza, że kiedy dwie mamusie się spotkają, to obie są najmądrzejsze, w związku z czym nie dojdą do porozumienia. A gdyby tak było jednak miejsce w czasoprzestrzeni, w której nie będą się przekrzykiwać i kłócić (że moje dziecko chodzi do lepszej szkoły, ma lepszego korepetytora, więcej zajęć pozalekcyjnych i wyższą średnią)? Niemożliwe? Gdyby spotkały się w infundybule chronosynklastycznej, obie uznałyby swoje racje, ponieważ jest to przestrzeń, w której „najrozmaitsze prawdy pasują do siebie”. /więcej/

Dziewczynka i wojna

Dawno, dawno temu, w krainie porośniętej mrocznym lasem, w dalekiej, pogrążonej w wojnie Hiszpanii, mała dziewczynka musiała zmierzyć się ze strachem. Królowa Nocy zbierała żniwo, okrywając swym płaszczem i młodych, i starych. Lodowatość jej serca udzielała się bezpowrotnie ludziom słabym i okrutnym. Las mógł tylko patrzeć i szlochać, jednak tym, którzy potrafili słuchać, opowiadał piękne historie i udzielał schronienia.

Mała dziewczynka umiała słuchać i choć była tylko córką krawca, a nie jakąś bajkową księżniczką, odczytywała bezbłędnie wskazówki, jakie las dla niej zostawiał. Dostrzegła wróżki, spotkała fauna, pomyślnie przeszła wszelkie magiczne próby. Nie straszny był jej Blady Mężczyzna, pożerający dzieci i Ropucha, strzelająca trującym śluzem. Jednakże los zgotował temu dziecku jeszcze jedną, najtrudniejszą, z której jak dotąd nikt nie był w stanie wyjść zwycięsko.
/więcej/

Dziwny ten świat…

Cudownie jest czytać o potworach (w horrorach) i innych straszydłach, kiedy doskonale zdajemy sobie sprawę, że zaistniały tylko w wyobraźni autora i/lub naszej własnej. Jak w takim razie odnieść się do faktu, że opisane przez autora historie zdarzyły się naprawdę? I że główną rolę grają w nich ludzie? Nie, nie ludzie – bestie, sadyści, zwyrodnialcy, psychopaci, mordercy, kaci, oprawcy (powoli słownik synonimów się kończy), a nazywanie ich „niegodziwymi śmiertelnikami” to wyjątkowo łagodne, wręcz eufemistyczne określenie.

Bestii w ludzkiej skórze jest wiele u Mahnkego – na szczęście styl gawędziarsko-radiowy, w którym pisze, łagodzi wymowę treści. I bardzo dobrze, gdyż tego ogromu potworności nie byłby czytelnik w stanie znieść od razu. Albo w ogóle. Czytając tę książkę, musiałam celowo robić przerwy na wytłumaczenie własnemu mózgowi – to już przeszłość, ubiegły wiek, historia, teraz to się już nie wydarzy… jakoś nie chciał mi zaufać. Wręcz przeciwnie, podsycał tylko strach i imaginację. I dziwnie – kazał przewracać kolejne strony i czytać, czytać o… wykolejeńcach, zbrodniarzach, dewiantach i seryjnych mordercach. /więcej/

Fikcja równości

„Nieboskie stworzenia” to rozmowa i wywiad rzeka. Rzeka, która w której nurcie tonęły i toną zwierzęta zwane braćmi mniejszymi i kobiety, które nie przeszły testu niewinności. Partnerami w dyskusji są Dorota Sumińska – lekarz weterynarii i propagatorka szacunku dla słabszych, mniejszych i bezbronnych oraz Tomasz Jaeschke – były duchowny i jedyny duszpasterz zwierząt w Europie – animalpastor, autor kilku książek. Rozmowę prowadzi Irena Stanisławska, dziennikarka która ma już na koncie wywiady i rozmowy z psychologami, dotyczące kondycji człowieka, rodzica i pracownika.

Czy jesteśmy zwolennikami czy przeciwnikami kościoła katolickiego, żyjemy w świecie w którym jego wpływ był i jest, a może i będzie ogromny, i to zarówno na życie jednostki jak i całych społeczeństw. Rozmowa „Nieboskich stworzeń” płynie przez tematy trudne i bolesne, porusza pamięć o wyrządzonych krzywdach i niechęć do unikania kolejnych, obejmuje kwestie, które dzisiaj szczególnie poruszają w podejściu kościoła katolickiego. Autorka podzieliła zagadnienia na rozdziały dotyczące spraw kobiet (nie tylko) w kościele, zwierząt, wolności jednostki czy wiary i religii. /więcej/

Teutonowie i oczadzeni, czyli jak wykiwać naiwniaka

Jak wygląda dyplomacja na najwyższych szczeblach państwowych, co warte są ustalenia, umowy, pakty panów we frakach najlepiej widać w książce Piotra Kitrasiewicza „Jego Ekscelencja na herbatce z Goeringiem”. To zapis opowieści ambasadora RP Józefa Lipskiego, którą tenże snuł już jako żołnierz armii polskiej w koszarach Francji, po przegranej kampanii wrześniowej 1939 roku.
Przez jedną noc, na żołnierskiej pryczy, wśród takich jak on Polaków pozbawionych Ojczyzny, zrelacjonował kilkuletnią pracę w ambasadzie w Berlinie. Jest to co prawda literacki zapis, ale oparty na faktach. I to właśnie one porażają, pozbawiają złudzeń. Uczestnicy tego dramatu – różnej narodowości dyplomaci to mniej lub bardziej sprytni gracze.
/więcej/

Czerwone czy czarne?

Już dawno stwierdziłam, że jeżeli odnajdziemy w książce lub filmie choćby jedną z zasad antycznej tragedii, to będzie to… dobra książka lub dobry film. Bez wyjątku. Podobnie jest z „Graczem” F. Dostojewskiego. Obserwowanie, jak powoli bohater (tragiczny) zmierza ku swemu upadkowi, jak nie jest w stanie uciec przed przeznaczeniem (fatum), jak każde pojawienie się w kasynie (konflikt tragiczny) naznaczone jest ironią (tragiczną) losu, sprawiło mi niemałą satysfakcję. Cały czas czułam litość i trwogę (katharsis), aż do… Koniec powieści jest zaskakujący i chętnie przeczytałabym kontynuację „Ruletenburga”.

Nie wierzcie „internetom”, że tę minipowieść Dostojewski napisał w miesiąc. Owszem, podyktowanie jej swojej przyszłej żonie zabrało mu dwadzieścia sześć dni, ale zamysł powstał prawie dziesięć lat wcześniej, w 1859 roku i przechodził ciągłe modyfikacje. Artykuł Teodora Derszaua, z opisem zagranicznego kasyna oraz niezawodnych sposobów na wygraną, stał się dla autora „Zbrodni i kary” niezwykłym odkryciem (za L. Grossmanem). Od tego momentu Dostojewski pochłania literaturę na temat ruletki i marzy o rozbiciu banku, a także o dziele, które ukaże postać namiętnego gracza, Rosjanina, na tle zachodniego kurortu. Przekonania, że ludzka inteligencja pozwoliłaby na złamanie systemu gry, nie pozbędzie się do końca życia. Co gorsza: „Widzę i rozumiem całą ohydę tej potwornej namiętności… a przecież tak mnie kusi, tak wciąga”. Czyż to nie bohater tragiczny? /więcej/