Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Zasada pięciu „p”

Bardzo się ucieszyłam, że tak wiele kobiet przewija się tym razem przez najnowszą powieść Leszka Hermana. Bohaterska Karen z ciotką Anną stanowią świetny duet, ale na tym nie koniec – postaci niewieścich jest tyle, że starczyłoby na kilka, może nawet i kilkanaście osobnych historii z czasów zamierzchłych i tych współcześniejszych. Poszukiwania trzeciego, zaginionego w akcji kufra, stały się więc pretekstem do podróży w czasie i przestrzeni po Europie, w której główną rolę odgrywają właśnie panie. Słaba płeć górą!

Zwłaszcza, jeśli trenuje pięciobój. Nikt nie spodziewa się (chciałam napisać: hiszpańskiej inkwizycji, ale tak daleko „Krzyż Pański” nie sięga), kiedy nabyte zawczasu umiejętności będzie można wykorzystać i w jakich okolicznościach przyrody. Nie zdradzę, do czego ta dyscyplina sportowa przydała się Karen, ale bez niej byłoby ciężko. Podoba mi się to młode dziewczę, wnosi świeży powiew do powieści przesiąkniętej na wskroś zapachem zakurzonych, starych akt i kufrów. Mam też nieodparte wrażenie, że za dużo (w porównaniu z poprzednimi książkami) historii i rodowodów chciał autor opisać naraz i z opowieści w założeniu sensacyjnej, całkiem niezłej zresztą, zrobiło się historyczne czytadło. A wstawki typu „czy ja czasem ciebie nie nudzę”, o ile z początku bawiły i sugerowały dystans autora do samego siebie, w końcu zaczynają drażnić i faktycznie, żeby ogarnąć, kto z kim i dlaczego, należałoby to wszystko rozpisać w Excelu, co zresztą Karen sugeruje.
/więcej/

Dziewczyna, kobieta, inna

Dawno nie czytałem powieści z tak dużą przyjemnością. Co prawda otrzymanie nagrody Bookera gwarantuje zazwyczaj pewien poziom literacki, ale – jak wiadomo – wartość artystyczna książki niekoniecznie idzie w parze z radością lektury. U Evariste mamy to, co tygryski lubią najbardziej: szeroką panoramę współczesnego społeczeństwa angielskiego, a więc bliskiego nam kulturowo (a może już nie?), trochę najnowszej historii, postacie i krwi i kości, wreszcie nowinki formalne, dające tej grubej powieści pewną lekkość narracyjną, zbliżającą tekst pisany do mówionego (monologu wewnętrznego). Przede wszystkim jednak bohaterki, bo to kobiety grają w książce pierwsze skrzypce, są największą wartością dzieła: i jako pewna zbiorowość, defaworyzowana w patriarchalnym społeczeństwie, i jako jednostki, różniące się od siebie, reprezentujące wszelkie współczesne mniejszości, ale okazujące sobie dużo wzajemnej tolerancji, co nadaje powieści charakteru trochę idealistycznego. /więcej/

Przerażająca wizja

„Susza” roztacza przerażającą wizję świata współczesnego, w którym do rozpadu norm społecznych wystarczy kilka dni braku dostępu do podstawowej potrzeby, jaką jest woda.

Zezwierzęcenie dotyka każdego z mieszkańców bogatej Kalifornii, niezależnie od statusu. Nie jest to przeszkodą dla chętnych do wzbogacenia się na krzywdzie ludzi, którzy weszli w posiadanie wody. Wszystkie dobra materialne tracą wartość, w zatrważająco szybkim tempie. Ciężko uwierzyć, że opisywane wydarzenia mają miejsce niecały tydzień po ogłoszeniu stanu suszy.

Historię śledzimy oczyma nastolatków, wystawionych na próbę w sytuacji utraty kontaktu z dorosłymi. Cele każdej z osób w grupie są inne, co czyni zmianę narratora podstawą do analizowania różnorodności zachowań w sytuacji kryzysu. Począwszy od poczucia odpowiedzialności za brata u Alyssy, chęci zbliżenia się Keltona, egoistycznego manipulatorstwo Henry’ego, po chęci do przybrania roli przywódcy u Jacqui, nieprzystosowanej do działania w grupie. Ostatecznie to właśnie współpraca pozwala im zadbać o poczucie bezpieczeństwa. /więcej/

Don Kichot z Petersburga

Chciałabym rzec za Stanisławem Brzozowskim, że utwory Fiodora Dostojewskiego są zamaskowanymi tragediami. Wtedy być może łatwiej by się je interpretowało. A tak, człowiek zostaje z problemem sam, nie wie, co myśleć, w którą stronę się udać, jak żyć? Jak żyć, kiedy przeczytało się „Idiotę”… Nie wiem, nie spodziewałam się, że takie wrażenie na mnie zrobi ta powieść, zostawiając mnie z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Powiem wam jednak, co się mówi i pisze o „Idiocie”, a jak odebrałam dzieło Dostojewskiego osobiście. I będziecie musieli przeczytać, żeby rozstrzygnąć [śmiech]. /więcej/

Zapomnieć o czasie

Lubicie błyskotliwe wypowiedzi, ocierające się o cynizm i zaprawione dawką sarkazmu? Albo jeszcze lepiej – czarny humor z domieszką groteski i dreszczyku? Nie? To nie mamy o czym rozmawiać. Nie czytajcie dalej, szkoda czasu.

Kiedy zapytałam szkolną młodzież, czy zna jakieś utwory Oscara Wilde`a, usłyszałam, że tylko „Portret Doriana Greya” i to bardziej film niż książkę. A przecież ten irlandzki z pochodzenia pisarz był także doskonałym eseistą i do eseju właśnie zbliża się gatunkowo „Portret pana W.H.”, ostatni tekst z wydanego przez MG zbioru nowel, dotykający problemu fałszerstw i apokryfów w literaturze i sztuce z Szekspirem w tle. Pozostałe krótkie formy również zachwycają, bo jak mają nie zachwycać, kiedy są pełne paradoksów, ironii, komizmu, a jednocześnie zmuszają do refleksji. Gorzkiej, dodajmy. /więcej/

Natura kontra kultura?

Jesteśmy dziś świadkami (i uczestnikami) przemian myślenia w wielu dziedzinach nauki. Bez wątpienia, do najbardziej pasjonujących zwrotów w myśleniu należy zmiana postrzegania relacji między ludźmi a zwierzętami. Coraz bardziej nauka zaciera tę „odwieczną” nieprzekraczalną granicę dzielącą świat człowieka (kultura) i świat zwierząt (natura). Przy okazji zmienia się sama definicja kultury, która przestaje być pojęciem związanym z definicji z działalnością człowieka. I o tym między innymi jest ta książka.
Zacznijmy cytatem: „Kultura to wiedza i umiejętności, które przenoszą się z jednostki na jednostkę i z pokolenia na pokolenie. Jest przekazywana s p o ł e c z n i e.” No właśnie, skoro zwierzęta mają pewną nieinstynktowną wiedzę i umiejętności i żyją – przynajmniej niektóre – w grupach, mają swoją niepowtarzalną kulturę. /więcej/

Holly Golightly wciąż w podróży

W niezwykłą, sentymentalną, podróż zaprasza nas Marzena Mróz- Bajon. Podróż różnorodną, kolorową, bo nie tylko od zwiedzanie domów wielkich pisarzy chodzi. Oczywiście, to ich sadyby stały się pretekstem do opowieści o czasach im współczesnych, przywołaniem historii ich życia, ale są przede wszystkim utrwaleniem materialnego śladu, który po nich pozostał. Dom wszak wiele mówi o swoim właścicielu, o jego upodobaniach, guście, sposobie patrzenia na świat i ludzi. Jest dopełnieniem wiedzy i materialnym dowodem istnienia.
Książka pani Mróz-Bajon jest cudownym zatrzymaniem czasu w którym żyli m.in. Bergman, Miłosz, Mann, Hemingway, Capote, Bułhakow, Wilde. To skrupulatna relacja z podróży w czasie i przestrzeni Mistrzów. Opis ich domów, mebli, dekoracji a także roślinności wokół. Widzimy te miejsca jak na obrazach holenderskich malarzy – prowadzi nas światło, półcienie, lekko poruszane wiatrem liście. Czujemy smak kończącego się lata i nadchodzącej jesieni (William Faulkner), gwar Brooklynu (Truman Capote), czy zapach Wenecji (Ezra Pound). Gdzieś czai się strach tworzenia Michaiła Bułhakowa w czasach tyranii Stalina, a przemijanie w Macondo uzmysławia wysiłek twórczy Margueza.
/więcej/

Rędzia 3.0

Tak sobie zerknęłam do historii moich publikacji i wyszło na to, że prawie równo rok temu (3 września 2020) napisałam o „Bliznach” Marka Stelara, czyli Rędzi 1.0. Historia kołem się toczy, jak to się mawia, więc całkiem niedawno zrecenzowałam „Sektę” i od razu, pochłaniając jeszcze przedpremierowo, „Głębię”, od której nie mogłam się oderwać. Trzecia część przygód Tomasza Rędzi, przeczytana w jedno niedzielne popołudnie, sprawiła, że zapomniałam o nieoczekiwanym końcu lata i głęboko jesiennej pogodzie.

Głębia, to słowo klucz, które pojawia się parę razy w całej powieści w kontekście tytułu, wyjaśniając jego znaczenie albo raczej – umożliwiając interpretację. Oczywiście, jak i w innych utworach Stelara, ten kryminał nie jest tylko opowieścią o rozwikływaniu zagadki przez komisarza policji, ale też utworem z… głębią. I z tejże głębi wynurza się powieść napisana świetnym stylem, trzymająca w napięciu i sprawnie sprowadzająca czytelnika na manowce, o ile się da. Bądźcie czujni, to może od razu wpadniecie na trop, tym bardziej, że w pewnym momencie Rędzia robi takie małe résumé ze wszystkiego, co wie. I opowiada to kotu. Scena przednia, tylko chyba wolałabym spróbować sama poskładać te puzzle. No nic, na szczęście Wilson nie odpowiada, bo to by już była totalna schiza. /więcej/