Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Inna twarz Polskiej Safo

„Wojnę szatan spłodził. Zapiski 1939 -1945” Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej to poruszająca lektura, która daje nam obraz poetki – kobiety z krwi i kości, zmagającej się z samotnością na emigracji, i toczącej nierówną walkę z chorobą. Walkę tę przegrywa…
W swoim intymnym pamiętniku Pawlikowska pisze o tęsknocie za rodziną, domem, wygodami, o braku bliskich osób, i o swych zmaganiach z chorobą…..

Dlaczego prywatne zapiski Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, ujrzały jednak światło dzienne, pomimo że nie chciała tego sama autorka jak i jej siostra Magdalena Samozwaniec? – pytamy Rafała Podrazę, który je zebrał i opracował.

Rafał Podraza: Uważałem, że są zbyt cenne, by nadal leżały w domowej biblioteczce. Dla badaczy i wielbicieli twórczości poetki, to okazja poznania innej twarzy Polskiej Safo. /więcej/

Wrzesień z Majem

W sierpniu tego roku ukazał się pierwszy, i mamy nadzieję nie ostatni tomik wierszy szczecińskiego poety Marka Maja „Obrzeża i skraje”.

Piszesz od wielu lat. Dlaczego tak długo czekaliśmy Twój pierwszy tomik?

Wiersze składające się na tomik powstały w ostatnich dziesięciu, może dwunastu, latach. Wcześniejsze próby – te z okresu „szkolnego” – traktuję dzisiaj jako naiwne, infantylne rymowanki. Nawet chyba nie mam ich w swoim sztambuchu.

A dlaczego tak długo? Długo – być może – czekali ci, którzy wiedzieli, że coś tam zapisuję, coś tam składam – czyli przyjaciele i znajomi, których raczyłem… I dla nich mogłoby to być długo, a dla nieuświadomionych – czas nie odgrywa w tym znaczeniu żadnej roli. Najważniejsze, czy właśnie tego oczekiwali w swym nieuświadomionym czekaniu…

A sprawy ostateczne? Bóg, honor, ojczyzna- moralny niepokój, filozoficzna – sensu stricto – refleksja nad światem? Dlaczego nie piszesz o tym w swoich wierszach? /więcej/

„Każdy powinien mieć pasję” – rozmowa z Tomaszem Wandzlem

W 2011 roku ukazała się pierwsza Pana powieść Pt. „Dom w chmurach„. Jej bohater tak jak Pan stracił  wzrok. Zawsze chciał Pan pisać?

Kilka lat temu do głowy by mi nie przyszło, że napiszę choćby opowiadanie o książce już nie mówiąc. Może to zabrzmi dziwnie, ale impulsem do pisania była nuda. Przez pięć lat dojeżdżałem do pracy oddalonej od miejsca zamieszkania o 100 km. Po pewnym czasie cztery godziny spędzane codziennie w pociągu zaczęła wypełniać nuda. Pewnego dnia znalazłem w Internecie ogłoszenie o konkursie na opowiadanie. Postanowiłem spróbować swoich sił w pisaniu. Podczas dwóch lat spędzonych na UMK w Toruniu współpracowałem z gazetą studencką, więc jakieś pojęcie o pisaniu miałem. Po pierwszym opowiadaniu przyszła kolej na dalsze. /więcej/

„Wioletowe Kruczki” czyli dom pełen książek

Mieszka w Szczecinie i namiętnie zbiera w domu książki dla dzieci i młodzieży. Jej kolekcja liczy już trzy tysiące a może i więcej sztuk. Jakie to książki i dlaczego je zbiera, Wioleta Słoka opowie czytelnikom naszej strony.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami?

Właściwie już w dzieciństwie, ale były to raczej epizody, czego oczywiście dziś bardzo żałuję. Moja wielka przygoda z książkami dla dzieci rozpoczęła się na dobre podczas poszukiwania ciekawej lektury do głośnego czytania dla mojej najmłodszej córki. Do systematycznego czytania dziecku zmobilizowała i zmotywowała mnie akcja „Cała Polska czyta dzieciom”.

Dlaczego kolekcjonujesz właśnie książki dla dzieci i młodzieży? /więcej/

Babska rozmowa z Izabelą Pietrzyk

Dokładnie rok po ukazaniu się pierwszej Pani książki w księgarniach pojawiła się kolejna. Każda z nich liczy ponad 500 stron. Kiedy znajduje Pani czas na pisanie? Pracuje Pani zawodowo i jeszcze ma spore grono przyjaciółek, o których za chwilę.

Obydwie książki są dość obszerne, bo zawsze miałam problemy z tak zwaną krótką formą wypowiedzi: jak zaczynam gadać, to gadam i gadam i gadam… Najwidoczniej ten defekt przerzucił mi się też na pisanie :)

A jeśli chodzi o wolny czas? Faktycznie jestem aktywna zawodowo, ale kocham to co robię i kocham młodzież, z którą pracuję, więc wracam do domu wypoczęta, roześmiana i szczęśliwa. Dzięki temu – w przeciwieństwie do większości ludzi – nie muszę odpoczywać po pracy w domu. Fajnie, nie? /więcej/

Bibliotekarze i czytelnicy na rowery!

13 maja w Szczecinie odbędzie się rajd rowerowy – Odjazdowy Bibliotekarz. Szczecin będzie pierwszym miastem w województwie zachodniopomorskim, biorącym udział w tej ogólnopolskiej akcji. Jej organizatorem w naszym mieście jest Oddział Szczeciński Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.  Poniżej rozmowa z Martą Kurzyńską – koordynatorem akcji ODJAZDOWY BIBLIOTEKARZ. Na co dzień kierownikiem biblioteki w Muzeum Narodowym w Szczecinie.

To chyba nie pierwsza edycja tej akcji w Polsce? Jaki jest jej cel i kto ją wymyślił?

Akcję zainicjowała w 2010 r. Sekcja Bibliotek Niepaństwowych Szkół Wyższych w Łodzi. Zorganizowano ją we współpracy z Fundacją Normalne Miasto – Fenomen, jako wydarzenie w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek.Wtedy to przygotowano do niej profesjonalną oprawę (m.in. logo, kolor imprezy), z której można skorzystać organizując własne akcje w miejscach poza Łodzią. /więcej/

Rozmowa z Wojciechem Burgerem autorem „W stronę słońca”

MW: Niedawno ukazała się książka „W stronę słońca”. To już druga powieść napisana przez Pana, która ujrzała światło dzienne. Proszę powiedzieć ile książek kryje się w Pana „szufladach”?
WB: Napisanych? Cztery. A w trakcie pisania – trzy. Łącznie – siedem.

MW:Od kiedy Pan pisze?
WB: Mniej więcej od czternastego roku życia. Najpierw chciałem tworzyć, bo trudno to nazwać pisaniem, komiksy, ale bardzo szybko stwierdziłem, że nie mam za grosz talentu do rysowania. Pozostały pomysły, które mimo wszystko chciałem w jakiejś formie z siebie wyrzucić, więc zabrałem się za ich opisywanie. Czy akurat do tego mam większy talent, nie mnie to oceniać.

MW: Kto jest pierwszym recenzentem? Rodzina czy znajomi?
WB: Znajomi. Z rodziną jest trochę jak z krajem, w którym trudno jest być prorokiem… Ale później sięgają i czytają. /więcej/

Rozmowa z Iwoną Małgorzatą Żytkowiak – autorką „TONI”

MW: To Pani pierwsza książka i według mnie to bardzo udany debiut. Ale zacznijmy od początku, czyli od… okładki. Widzimy na niej kobietę – brunetkę, której głowa oddzielona jest od ciała. Nie spodobała mi się już od początku ta okładka. Smutna kobieta o wielkich dłoniach i ta głowa… Można by przypuszczać, że to tytułowa Tona, ale jak dalej czytamy w tekście, Tonia była filigranową blondynką. A zatem, kim jest kobieta na okładce? Czy Pani jako autorka miała wpływ na jej wygląd?

IŻ: Okładka! No cóż! Teraz zmieniałabym! Czas, od momentu, kiedy otrzymałam dość lakonicznego maila z informacją mniej więcej: „A to jest projekt okładki. Czy odpowiada pani?”, do dzisiaj pozwala na dystans. Wówczas takiego nie miałam… Właściwie powinnam „bronić”, ale może gdzieś trochę mam żal do wydawnictwa, bo to przecież oni się znają… Miałam inną propozycję. A mianowicie okładkę miał stanowić jeden z obrazów Romy Kaszczyc ( note bene będący w moim posiadaniu), ba! Roma wyraziła zgodę. Ale ja wystraszyłam się dodatkowych umów o prawach autorskich, nie bardzo umiałam to rozwiązać… Romie pragnę podziękować za gest. Może jeszcze kiedyś ponownie do niej się zwrócę… /więcej/