Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Chwila relaksu

Swoją przygodę z dorosłą literaturą skandynawską rozpoczęłam od Jo Nesbø, który zafascynował mnie postacią niepokornego Harry`ego Hole`a i nordic noir. Potem przyszedł czas na Camillę Läckberg i Stiega Larsona, których nie muszę zapewne przedstawiać – zaliczam ich do moich ulubionych autorów, a poza nimi – Henninga Mankella, Karin Fossum, Lizę Marklund czy Ninni Schulman. Co mnie urzekło w skandynawskich kryminałach? Przede wszystkim mroczny klimat i dreszcz emocji, towarzyszący przez całą fabułę, a także bohaterowie z krwi i kości, uwikłani w ziemskie (a czasem nieziemskie) sprawy. I tego wszystkiego brakuje w najnowszej powieści Caroline Eriksson.
„Podglądaczka” z założenia miała być thrillerem psychologicznym z bardzo zagmatwana treścią. W sensie – trzeba tak skomplikować narrację, żeby się czytelnik nie połapał, kto jest czyim Mężem, kim jest tak naprawdę Elena i kto kogo zabija. Powiem tylko tyle – nie wyszło. Podział na głosy i rozdziały męczy, w miarę doświadczony odbiorca nie da się wyprowadzić w pole, a główna bohaterka jest tak papierowa, że w żaden sposób nie można się z nią zidentyfikować. Zero katharsis, zero emocji, zero czegokolwiek. Nawet trudno umiejscowić w czasie i przestrzeni akcję, a jeśli to było zamiarem Eriksson, to z pewnością nie doprowadziło do niczego dobrego, a drugiego czy trzeciego dna w tym utworze po prostu nie ma. I nie będzie.

A co będzie? Zagadka. Do rozwiązania w ekspresowym tempie, bo w sumie można do dwusetnej strony mniej więcej przekartkować, nie czytając zbyt dokładnie męczących opisów psychomachii głównej bohaterki, skupionych na jej separacji z Mężem i relacji z siostrą. A może ona ma dwubiegunówkę? Nawet nie chce mi się zastanawiać, ta postać zniechęca od samego początku, co prawdopodobnie jest również celowym zabiegiem autorki, jednak nieudanym w kontekście ostatecznej wymowy utworu. Jedyną, w miarę udaną postacią w tej powieści jest Leo, nastolatek prześladowany w szkole, którego losem faktycznie można się przejąć. I losem jego króliczków, wyrzuconych bestialsko przez okno na uliczny chodnik z któregoś tam piętra. Efektu można się domyślić…

Cóż mam powiedzieć na koniec? Że gdyby to było moje pierwsze spotkanie ze skandynawskim thrillerem, to więcej nie wzięłabym żadnego do ręki? Pewnie tak by nie było, gdyż za bardzo lubię czytać i nie zrażają mnie (sic!) recenzje, wolę sama ocenić, czy warto. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak mimo wszystko zachęcić do lektury „Podglądaczki”. Nic tak dobrze nie robi na cerę, jak chwila relaksu z jakąkolwiek książką, zwłaszcza w letnim otoczeniu przyrody, choćby z Caroline Eriksson.

Mirka Chojnacka

Caroline Eriksson „Podglądaczka”, Przekład z języka szwedzkiego: Agata Teperek, Wydawnictwo Marginesy, 2020

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>