Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Co się stało z żoną Cliffa?

Once upon a time in… Ameryka, Dziki Zachód, Chiny, Petersburg, Wenecja, trawa czy Wonderland. To dokończenia tytułów filmów, które zaczynają się od „dawno temu w…”. A piszę o tym dlatego, że jakoś tak zastanawiam się ciągle, z jakiego powodu tytuł obrazu Tarantina i jego książki przetłumaczono jako „Pewnego razu w…”. Powiem tak – szkoda, gdyż „dawno temu” sugeruje po pierwsze, nawiązania do wymienionych przeze mnie produkcji, a po drugie – wprowadza odrobinę baśniowy nastrój, który jest kluczowy w interpretacji obu dzieł autora „Pulp Fiction”.

Nie sposób pisać o powieści Tarantina, nie porównując jej z filmem, choć postaram się dopiero na końcu zaspoilować niektóre wątki. W każdym razie, zachwycona książką może aż tak nie jestem, ale na pewno zrobiła na mnie ogromne wrażenie. A właściwie kolejny raz sam Tarantino, którego cenię za kreatywność i sposób prowadzenia narracji, nie tylko filmowej. „Dawno temu w Hollywood”, tfu, „Pewnego razu w…” jest bardzo osobistą, powiedziałabym, że wręcz intymną opowieścią o kinie. Wielkim kinie i wielkich nazwiskach. Kogoś nieznającego zbyt dobrze historii amerykańskiej i światowej X muzy może przytłoczyć ilość wymienionych dzieł czy twórców, dla mnie zaś był to powrót do fascynacji kinem lat sześćdziesiątych z czasów szkolnych, kiedy to biegałam do nieistniejących już szczecińskich kin na „Konfrontacje”, podczas których można było obejrzeć zachodnie produkcje. Wtedy też narodziła się moja miłość do filmu, bo wreszcie odkryłam coś więcej niż „Moskwa nie wierzy łzom” Mieńszowa (kultowy film zresztą). I tak sobie myślę, że to właśnie nieustająca miłość do kina spowodowała, że Tarantino nakręcił i napisał oba dzieła. Czuć tę fascynację w każdym kadrze i w każdej linijce. Chapeau bas!

Czytając, nie mogłam się niestety uwolnić od sylwetek odtwórców głównych ról w filmie – Leo już na zawsze będzie Rickiem Daltonem, a Pitt – Cliffem, wyobraźnia nie zadziała, no way. Zadziałała natomiast umiejętność opowiadania Tarantina, który przecież otrzymywał nagrody za swoje scenariusze i jest niesamowitym gawędziarzem jak, nie przymierzając, Zagłoba. Oj, chyba za daleko się posunęłam w analogiach, choć wrażenia z czytania porównałabym mimo wszystko do odbioru Sienkiewiczowskiego „Potopu” – jest miłość, akcja, tajemnica, walki wręcz, perypetie głównych bohaterów i historia… Historia Hollywood. Normalnie epickie to wszystko. W ilości nazwisk też się można u Sienkiewicza pogubić. Niemniej, Tarantino jak zwykle wie, co robi, a poza tym – można go oglądać/czytać bez końca. Świetnie mu wyszło połączenie historycznych faktów i fikcji (jak u autora trylogii [śmiech]), nie bierzcie więc zatem całkiem na serio tego, co przeczytacie – potraktujcie ten tekst jak piękną baśń czy sen o Hollywood, który zaczyna się przecież od „dawno, dawno temu…”.

A teraz czas na trailer (spoiler) pierwszej powieści Quentina Tarantino. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce zwanej Hollywood, historia Sharon Tate kończy się inaczej. Bohaterowie pierwszej akcji, Booth i Dalton, ratują piękną aktorkę przed bandą Mansona. Dowiecie się też, skąd Cliff ma Brandy i czy zabił żonę, a może nie tylko ją? Przeczytacie o genialnych pomysłach Romana Polańskiego podczas kręcenia „Dziecka Rosemary” oraz co sądzi autor „Kill Billa” o Ingmarze Bergmanie czy Kurosawie. Fikcja zmiesza się z rzeczywistością, dając fantastyczną, wybuchową wręcz mieszankę dobrej prozy z krytyką filmową. Rewelacyjne dialogi, klimat lat sześćdziesiątych, pogłębione portrety psychologiczne bohaterów, anegdoty z filmowego świata – tylko w „Pewnego razu w Hollywood”! Odjazd kamery i plan amerykański. Cięcie!

tekst i zdjęcie: Mirka Chojnacka

Quentin Tarantino, Pewnego razu w Hollywood, przekład: Maciej Potulny, Wydawnictwo Marginesy, 2021

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>