11/03/2017 r.

11/03/2017 r.

Pod naszym patronatem m.in.

Pod naszym patronatem m.in.
III Szczecinńskie Spotkania z książką dla dzieci i młodzieży

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

„Coś Ty stworzyła?” – rozmowa z Izabelą Pietrzyk

PietrzykOstatnia książka szczecińskiej pisarki Izabeli Pietrzyk o pięćdziesięcioletniej Marcie, która z pełnym poświęceniem służy swemu mężowi i synowi, wywołała u czytelniczek sporo emocji. Jaki cel przyświecał autorce? Czy pisząc kolejną książkę dla kobiet, chciała im o czymś przypomnieć?

Uprzejmie donoszę, że nie wszyscy śmiali się podczas czytania „Lepszej połowy”. Znajome czytelniczki pisały do mnie, że są trochę rozczarowane… Miało być śmiesznie, a tu co? „Męcząca ta Marta, strasznie irytowało mnie jej zachowanie” – pisze jedna z pań. Czy takie Marty rzeczywiście istnieją? Spodziewała się Pani takich emocji?

Nie umiem przewidywać czyichś emocji ani ich oceniać – wynikają z gustów duszy, a o gustach się przecież nie dyskutuje. Każda z moich wcześniejszych książek doczekała się skrajnych recenzji: od „hitu roku” po „bubel roku”. Raz były chwalone za błyskotliwy humor, a raz gromione za infantylizm. Podobnie rzecz się ma z ostatnią; niektóre czytelniczki poczuły rozczarowanie, inne gratulowały mi napisania wreszcie czegoś dla myślących. Co mam teraz powiedzieć? :-)
Przytakuję wszystkim, bo uważam, że nie ma „hitów” ani „gniotów” – ot, po prostu, książka w jeden gust trafia, w drugi pudłuje. Poza tym, cieszą mnie komentarze pań, które z trudem przebrnęły przez lekturę, nie wytrzymując towarzystwa głównej bohaterki. Czyli poczet polskich męczennic zanika – przestajemy tolerować wzajemne poniżanie i domagamy się szacunku? Super!

Dziewięćdziesiąt procent recenzentek to dla mnie osoby anonimowe, natomiast słuchając co sądzą o „Lepszej połowie” znajome mi kobiety (bliższe, dalsze oraz spotykane od wielkiego dzwonu) zauważyłam, że te pozostające w zdrowych związkach reagowały na ogół irytacją: „Jak mnie ten babsztyl wkurzał!”, „Coś ty stworzyła? Przewodnik po rezerwacie z ostatnią szczecińską niewolnicą?” itp. itd. Gorzej gdy zamiast wkurzać, książka wpędzała w depresję: „Przez tydzień nie mogłam do siebie dojść”, „Świętą prawdę opisałaś: dopiero na starość rozumiesz, że oddajesz całe życie rodzinie, i nikt nigdy ci za to nie podziękuje” – te słowa chyba dowodzą, że Marty wciąż jeszcze istnieją.

lepsza-polowaAle proszę się nie martwić. Były też panie, które chichotały od pierwszych stron. To pewnie wiele mówi o czytelniczkach, prawda?

Ano mówi. Nawiązując do tego co powiedziałam przed chwilą, mówi szczególnie dużo kiedy sporo się wie o czytelniczce. Chichoczące od okładki do okładki panie żyją w damsko-męskiej idylli – zbyt długie przebywanie w ich domu grozi wymiotowaniem cukrem (od ilości słodyczy) i żółcią (z zazdrości:-)) – traktują rodzinę Gawronów niczym kosmitów, bo nie wierzą, że na naszej planecie dzieje się coś podobnego. Choć znam wyjątek od tej reguły.

Pewna dama, zasuwająca po chałupie szybciej niż wielofunkcyjny robot gospodarczy, ubawiła się przy „Lepszej połowie” po pachy: „Śmiałam się z samej siebie; nagle zobaczyłam co ze mnie za idiotka”. Postanowiła zmienić stan rzeczy, lecz zamiast urządzać rewolucję, zaczęła się jedynie zwracać się do małżonka per Robert, a siebie przechrzciła na Martę. Posługiwała się tymi imionami całodobowo, włącznie z imprezami rodzinnymi.
„Robert” – miłośnik Ludluma i Normana Daviesa – złapał za Lepszą połowę, żeby zrozumieć kpiny żony i docinki zebranych za stołem krewniaczek.
Choć opierniczył mnie potem za „mieszanie babom w głowach” i nabzdyczył się na kilka dni, finalnie udowodnił, że czytanie detektywistyczno-politycznych powieści rozwija męski umysł – nie dość, że pojął przesłanie Lepszej połowy, to nawet wyciągnął wnioski. Ha!
Teraz „Robert” dokonuje nadprzyrodzonych rzeczy typu: odkurzanie czy nastawianie pralki, zaś „Marta” obiecuje, że gdy wygra w totka ozłoci mnie lepiej niż Midasa.
Jestem z niej dumna. Wiedziała, że jej facet, choć lekko utknął w ewolucji, z gruntu jest bardzo inteligentnym człowiekiem i że na takich nie wolno się wydzierać – trzeba im, po prostu, dać pole do myślenia. Sprytnie to rozegrała. Mądrość kobiet nigdy nie przestanie mnie zadziwiać :-)

Marta, gospodyni domowa w pewnym momencie dostrzega, że jej poświęcenie dla rodziny nie jest nic warte. Wręcz przeciwnie… Stała się ich sprzątaczką, kucharką.. Gamoniowaty mąż i rozpieszczony synuś kompletnie nie doceniają tego co dla nich robi. Jednak ta książka, to nie historia, w której obrywa się mężczyznom. Wszystkim dostaje się po równo!

Chciałam pokazać, że w każdym konflikcie są dwie strony i dwie winy – można je różnie interpretować, zależnie od punktu widzenia. Marks był bardzo mądrym filozofem: byt określa świadomość. Te trzy słowa tłumaczą zarówno wielką scenę polityczną oraz decyzje wyborców, jak i relacje panujące w naszych mieszkaniach. Szkoda, że kojarzy się go głównie z socjalistycznym plakatem, gdzie tuli się jednym policzkiem do Engelsa, a drugim do Lenina…

Jejku, coś mi się przypomniało Muszę to opowiedzieć! Najwyżej się wytnie, bo ma się nijak do wywiadu. Wigilia sprzed 5-6 lat, dostaję od Mikołaja naścienny kalendarz z dwunastoma komicznymi PRL-owskimi plakatami w stylu: „Przestań pić! Chodź z nami budować szczęśliwe jutro Polski!”. Młodzież nie bardzo rozumie z czego się śmiejemy, więc pokazuję im stronę tytułową kalendarza z zachodzącymi na siebie profilami Marksa, Engelsa i Lenina: „Wiecie w ogóle kto to?”. Po chwili słyszę: „Jacyś geje?”

Wracając do tematu…

Jeżeli ludzi łączy podobne pojęcie bytu, ich świadomość też nieźle się zgrywa, lecz Robert z Martą żyją niestety w odrębnych bytach i kierują się odmienną świadomością. To małżeństwo przypomina dziwaczne więzienie bez strażników i alarmów – skazaniec tkwi w nim dobrowolnie, gdyż czuje wewnętrzny obowiązek odsiedzenia dożywocia. A może wspólnie cierpią na syndrom ofiary i boją się wyjść na wolność?
W „Lepszej połowie” próbowałam powiedzieć, że gdy brakuje uczuć, gdy związek opiera się wyłącznie na wzajemnych roszczeniach, wtedy obie strony stają się jednocześnie prześladowcą i prześladowanym.

Myślę, że na podstawie książki mógłby powstać ciekawy film. Może odmieniłby los niejednej Marty? Byłaby też dzięki temu większa szansa, na to że obejrzą go mężczyźni. Po książkę raczej nie sięgną…

Na taki film też raczej nie pójdą. Nie ma co zwalać osobistych problemów na barki reżysera – wyciągnięty siłą do kina chłop zaśnie w fotelu, a my nałykamy się łez z popcornem i po powrocie do domu urządzimy mu jazdę, jakiej w żadnej filmówce dotąd nie nakręcili. Na inicjatywę facetów szkoda liczyć. Owszem, potrafią nas czasami zaskoczyć, jednak znaczniej rzadziej niż drogowców zima.
Może zamiast tego niech Marty obmyślą sposób tupnięcia nogą i powiedzenia: „Dość”? Przykład z mojej rodziny dowodzi, że jest wiele metod i da się dobić sukcesu bez sięgania po drastyczne środki. Trzeba najpierw zastanowić się z jakim materiałem mamy do czynienia, a następnie wybrać właściwe do materiału narzędzia. I wsłuchiwać się w siebie.

Mężczyźni kierują się pięcioma zmysłami. My sześcioma. Co z tego, że szybciej przebiegną maraton i podniosą więcej kilogramów. Wielkie mi halo! Żaden trening nie zapewni im dogonienia i udźwignięcia naszego szóstego zmysłu – kobiecej intuicji :-)

Czy wg Pani szczęście w małżeństwie polega na znajomości instrukcji obsługi żon/mężów, jak próbuje udowodnić swoim koleżankom jedna z bohaterek, Elwira?
„Ponad rok jestem z facetem, którego traktuję jak dziecko. I wreszcie wszystko idealnie działa! Ja się nim zachwycam, a on mi maluje laurki. W przenośni, rzecz jasna”.

Mądrzę się tu, doradzam, odradzam, a w szarej rzeczywistości jestem rozwódką, więc nie mam prawa wypowiadać się na temat małżeńskiego szczęścia. Trudno, żeby ślepy gadał o kolorach. Tym bardziej nie odważę się podać instrukcji obsługiwania nosicieli chromosomu Y. Zalecam jednak ostrożność – medycyna twierdzi, że chromosom Y, warunkujący płeć męską, wpływa też na rozwój mózgu. Z okazji naszego chromosomu X nawet słówkiem nie wspominają, że „ryje beret”. Czuję, że genetycy lojalnie nas o czymś uprzedzają…:-)

Daleko mi do bohaterek „Lepszej połowy”, choć na pewno posiadam w sobie cząstkę każdej z nich. Po wielu latach bycia po trosze Elwirą, Martą, Jolką czy Beatą, uznałam, że czas na zdrowy egoizm – moim hymnem stała się piosenka Edyty Geppert: „Bo już nic nie muszę” i wreszcie osiągnęłam zadowolenie.

Ani tego nie polecam, ani nie twierdzę, że tak trzeba. Każdy ma inaczej; jeden lubi Boże Narodzenie, drugi Wielkanoc, ktoś woli prysznic, a ktoś wannę… Fajnie, że jesteśmy różne. Grunt, żeby żyć po swojemu, zamiast wbrew sobie.

Kiedy kolejna, bardziej zabawna książka? – pyta czytelniczka, która spodziewała się całkiem innej lektury.

Planuję opowiedzieć historię Basi i Sandry – dwóch kobiet, matki i córki, które zburzyły rodzinną „idyllę” Marty, głównej bohaterki Lepszej połowy. Natomiast czy książka będzie zabawna? Pewnie jak zwykle – dla jednych bardzo, dla innych wcale.

Na razie wzięłam sobie urlop od pisania. Jesień i zima mnie dobijają – jeśli reinkarnacja jest prawdą, marzę, żeby w przyszłym wcieleniu być niedźwiedziem. Ech, cudowne uczucie: za każdym razem gdy się budzisz, kwitną krokusy :-)

Dziękuję za rozmowę.

Ja również. Gnę się w ukłonach, pozdrawiam oraz życzę wszystkim szczęśliwego Nowego Roku. Oby do wiosny, kochane Panie!

Z Izabelą Pietrzyk rozmawiała Monika Wilczyńska.

Izabela Pietrzyk (ur. 1966) – autorka poczytnych powieści „Babskie gadanie”, „Wieczór panieński”, „Histerie rodzinne” i „Rodzinny park atrakcji”, jest filologiem, wykłada język rosyjski na uniwersytecie w Szczecinie, swoim rodzinnym mieście. Ma dorosłą córkę, jak mówi: „ładną po ojcu i mądrą po matce”. Dziękuję Ci Boże, że stworzyłeś mnie kobietą – brzmi motto życiowe pisarki.

2 comments to „Coś Ty stworzyła?” – rozmowa z Izabelą Pietrzyk

  • Dorota

    Iza jesteś wielka, samo życie. Książka jest SUPER i z niecierpliwością czekam na kolejną. Stałaś sie moją ulubioną pisarką :)Wszystkie książki czekają na autografy.

  • iza

    Bardzo dziękuję!
    Zawsze umiałam się bronić, ale nigdy nie umiałam inteligentnie zareagować na pochwałę…

    Jaka ja wielka? Zaledwie 164 cm. Może nawet mniej?
    Moja Babcia mówiła, że człowiek na starość wdeptuje się w ziemię:)
    Autografem służę zawsze i wszędzie!

Leave a Reply

  

  

  

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>