12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Cuda miłości

Po kilku pierwszych stronach powieści Alcott zaczęłam się zastanawiać, czy przebrnę do końca. Czworo dziewcząt przy kominku marzy o gwiazdkowych prezentach, a nie powodzi im się najlepiej, zwłaszcza od momentu wyjazdu ojca na wojnę. Siedzą i ględzą, po czym mamisia czyta im wzruszający list, w którym głowa domu prosi, by zwalczały swojego wewnętrznego wroga, umilały pracą czekanie na jego powrót, a on będzie z nich dumny. I wszystkie cztery oczywiście się będą bardzo starały, byle tatuś się na nich nie zawiódł. O matko. Od dydaktyzmu i słodyczy aż kapie.

I nie dałabym rady, gdyby po tych kilku stronach nie odżyły wspomnienia. Gdybym na chwilę (oj, raczej na 461 stron) nie przeniosła się w czasy własnego dzieciństwa. I nie zatęskniła za czystością, niewinnością, pierwszymi wielkimi marzeniami, drgnięciem serca i co tam jeszcze z nastoletnim wiekiem się wiąże. Jak to strasznie dawno było… dzięki „Małym kobietkom” poczułam się przez te parę wieczorów… no, po prostu młoda! Zachciało mi się znowu zmieniać siebie i świat! Robić szalone rzeczy! Zapomnieć o dorosłych obowiązkach! Ech!

Gdzieś przeczytałam, że to książka dla dzieci i młodzieży. Nie, nie i jeszcze raz, NIE! To znaczy tak, ale znając gust dzisiejszych nastolatek, myślę, że prędzej sięgną po „Igrzyska śmierci” niż po purytańską powieść sprzed 150 lat. A to książka dla kobiet, które kiedyś zaczytywały się w „Ani z Zielonego Wzgórza” L. M. Montgomery (i kolejnych jej częściach) czy „Małej księżniczce” F. Burnett. Zresztą Anna Shirley ma wiele z sióstr, zaprezentowanych przez Alcott, więc i czytelnicze wspomnienia również odżyją w trakcie lektury „Małych kobietek”.

A kobietki z czterech siostrzyczek paradne, doprawdy. I znalazłam w każdej z nich cząstkę siebie, choć najbliższą, pokrewną mi duszą wydaje się Jo. Wprawdzie nie chciałam być chłopcem, ale szalonych pomysłów mi nie brakowało – też organizowałam „spektakle” dla rodziny przyjaciółek na wsi, w których grywałam głównie męskie role. Mogłam godzinami brzdąkać na pianinie, jak Beth, a jak Amy – szkicowałam, co tylko się dało i nie ruszało za bardzo. Najdalej mi do Meg, gdyż nigdy nie marzyłam o życiu na salonach, ale jak wszystkie siedemnastolatki o miłości i owszem.

I tak się dzieje w końcu, że moralizatorstwo powoli przestaje przeszkadzać w lekturze, a czytelnik zaczyna dosłownie ogrzewać się ciepłem rodzinnego domu. Domu, w którym walczy się z lenistwem i próżnością, uczy odpowiedzialności i szacunku. Domu, w którym uczucia przejawiają się w najdrobniejszych sprawach i gestach, a obowiązki stają się przyjemnością. Zbyt idealne? A dlaczegóż by nie? Oddajcie się w ręce rodziny Marchów i L. M. Alcott, by doświadczyć na własne oczy, ile mogą zdziałać cuda miłości.

Mirka Chojnacka

Louisa May Alcott, „Małe kobietki”, Wydawnictwo Marginesy, 2019

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>