Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Dawkowanie Barańczaka

Rzadko zdarza mi się obcować z geniuszem. I to utalentowanym. Genialnym talentem. Mentalnym galantem – nalatanym galem – antenatem agenta, itd. itp. Mniej więcej w taki sposób bawił się słowami Stanisław Barańczak, a „Pegaz zdębiał” jest pozycją – must have, must be, must… everything! Aż ciarki mnie przechodzą na myśl, że mogłabym tego nigdy nie przeczytać i nie dowiedzieć się, co to jest onanagram, palindromader, idiomatoł czy nie zachwycić się obleśnikami i turystychami.

„Pegaz…” nie jest książką dla wszystkich. Najpierw powiem, dla kogo nie jest – dla tych, którzy nie widzą w słowach nic ciekawego. A jest? Dla ludzi, co potrafią z trzech liter utworzyć niezliczoną ilość wyrazów, a w kalamburach i limerykach odnajdują swoje drugie ja. Kochają purnonsens, Leara, Carrolla czy Nasha. Szekspira także. I rymowanki. O, matko, jakaż ja byłam odważna (czyt. nierozważna), że w odpowiedzi na rymowane życzenia profesora Balcerzana (wielokrotnie wspominanego w „Pegazie” i przyjaciela Barańczaka) z okazji świąt, odpowiedziałam również rymowanką… Boże, gdybym ja tylko wiedziała, jak obaj panowie „zabawiali się” rymami za uczelnianych czasów! Wstydzę się, naprawdę. Cóż, nie pierwszy, nie ostatni raz.
Książka ta jest również dla tych, którzy choć trochę znają angielski i docenią zaproponowane przekłady z tegoż na polski. Lecz dla mnie, z racji zawodu, perełkami są streszczenia szekspirowskich lektur. I nie oprę się przytoczeniu paru: „HAMLET: Duch: brat jad wlał do ucha./Syn ducha: o psiajucha!/Stryja w ryj? Drastyczny krok./Zwłoka. Jej finał: stos zwłok”, „MAKBET: Szkot: bestia bitna./Żona: ambitna./Ręce umywa. Ma gdzieś./Bór: marsz na mur! Finał: rzeź!”. Już wiem, jakie streszczenia utworów mi dzieci w szkole pisać będą. Cudownie!

Cudowny jest też rozdział pod tytułem „Mankamęty” wraz z wymienionymi podgatunkami – mankografami, mankofonami, mankomorfami czy mankogramatami. Urzekły mnie zwłaszcza mankofony (czyli utwory pozbawione pewnej głoski), odzwierciedlające… właśnie, nie sądziłam, że można w tak lekki i zabawny sposób oddać w piśmie czyjś sposób mówienia. Fragment utworu (w tłumaczeniu Autora) dla tych niewymawiających „r” i kłopoczących się z „s” – „ CZŁOWIEKIEM-PAJĄKIEM jeft się na całe życie. Do oftatka.(…) Nikt nie jeft fftanie zedrzeć koftiumu czy gałnitułu, wszyftkie są nie do zdałcia./Kto wie?”. Mało tego, Barańczak napisał, jak widziałby albo prędzej – słyszałby jedną ze strof „Burzy” Adama Mickiewicza, w wykonaniu aktorów ze specyficznymi naleciałościami w wymowie. Oto „Maja Komorowska (albo ktokolwiek, byle silnie zakatarzony)/Zdarto żagle, ster prysdoł, ryk wód, szub zawiei,/Głosy trwożdej grobady, popp złowieszcze jegki,/Ostatdie lidy bajtkob wyrwały się z regki,/Słodźce (a-psik!) zachodzi, a z dib (a-psik) dadziei.” Zainteresowanych odsyłam do oryginalnej strofy wieszcza.

Barańczaka proszę dawkować powoli. Przed przeczytaniem należy zapoznać się ze wstępem bądź skonsultować z nauczycielem polonistą lub bibliotekarzem, gdyż każdy nonsens niewłaściwie odczytany może spowodować nieodwracalne zmiany w poczuciu humoru i funkcjonowaniu lingwistycznym mózgu.

Mirka Chojnacka

Stanisław Barańczak „Pegaz zdębiał. Poezja nonsensu a życie codzienne: wprowadzenie w prywatną teorię gatunków”, il. Jacek Gawłowski, Wydawnictwo Agora, 2017

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>