sobota, 4 kwietnia 2020

sobota, 4 kwietnia 2020

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Dedal da Vinci

2 maja tego roku minęło pięćset lat od śmierci Leonarda da Vinci. I ponad sto lat od pierwszego wydania książki Mereżkowskiego, a postać najsłynniejszego malarza renesansu wciąż pozostaje tajemnicza. Zapewne nigdy nie poznamy wszystkich szczegółów jego 67 lat życia, ale czyż to właśnie nie jest fascynujące? Geniusz wszech czasów, perfekcjonista w każdym calu, outsider i… wegetarianin. A przede wszystkim – konstruktor, któremu zlecano nawet przebudowy systemów melioracyjnych czy stworzenie machin wojennych. Samotny do końca swoich dni. I do końca pracujący nad kolejnym projektem. Inżynier Vinci.

I tak, jeśli ktoś po powieści Mereżkowskiego spodziewa się wielu ciekawostek z życia Leonarda, to się rozczaruje, niestety. Jednakże udało się autorowi coś innego – uchwycił klimat epoki, w której na pierwszy plan wysuwają się włoskie i francuskie dwory ze swoją polityką wojenną i ludzkimi namiętnościami. Być może zbyt wiele wątków poruszył, które starczyłyby na zupełnie inną powieść (o truciu przeciwników, podstępnych poczynaniach, zdobywaniu i traceniu władzy, układach wśród kleru, inkwizycji), a postać Mistrza przez cały utwór odczuwałam jako drugoplanową, lecz to właśnie zdaje się być metaforą życia artysty. Zawsze w cieniu, zawsze niedoceniany, zawsze sam.

Podobno tak to już jest, że geniusz jest nierozumiany przez społeczeństwo – i tak też ukazał Leonarda autor. Mnie natomiast, od pierwszych stron powieści, przychodziło na myśl jedno jedyne porównanie – da Vinci to zmartwychwstały wynalazca, konstruktor mechanicznych urządzeń, budowniczy twierdz i posągów, który dokonał niemożliwego – wzbił się w niebo. Tak, renesansowy twórca był kolejnym wcieleniem… mitycznego Dedala! Tak myślę. Chociaż… może to jedna i ta sama osoba? Podróżnik w czasie? Tylko dlaczego upodobał sobie dwie epoki i nie pojawił się kolejny raz? Może za mało wieków upłynęło od śmierci „Dedala” da Vinci. A może przybysz z przyszłości przekazał myśl techniczną (samolot, spadochron, łódź podwodna) i stwierdził, że nic tu po nim, dalej ludzkość poradzi sobie sama. Bo dlaczego tak ciągle nad czymś pracował i podkreślał, że nie zdąży, że szkoda tracić czas, że nie warto spać… zupełnie, jakby wiedział, że kolejny skok w czasoprzestrzeni nie pozwoli mu już wrócić i dokończyć wszystkich projektów.

Do tego wszystkiego był mężczyzną przystojnym, dobrym i łagodnym w obejściu. Powiedzielibyśmy dzisiaj, że nie miał siły przebicia, a rywali miał znakomitych – Michała Anioła i Rafaela. Jednak zupełnie mu nie przeszkadzało pozostawanie w cieniu i niskie wynagrodzenie, skupiał się tylko na swoich pracach, całkowicie i oddańczo. Nie wszystkie ukończył, ale nie to było dla niego ważne. Ważna była doskonałość, którą chciał osiągnąć. I osiągnął.

Mawiał: „Żyjąc samotnie, wszystko zawdzięczać będziesz tylko sobie”. Kochał naturę. Nie spożywał mięsa. Spał piętnaście minut co cztery godziny. Wynalazł łożysko kulkowe. Stworzył prototyp kamery fotograficznej. Wykonał 30 sekcji zwłok. Badał strukturę światła. Grał na lutni. Ćwiczył zmysły. Zginał podkowy. Samouk. Inżynier. Geniusz. Dedal. Da Vinci.

Mirka Chojnacka

Dmitrij Mereżkowski „Leonardo da Vinci. Zmartwychwstanie bogów”, Wydawnictwo Marginesy, 2019

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>