Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Diabeł miesza w głowach

Nie wiem, który już raz napiszę, ale powtórzę – nic nie jest takie, jakie się wydaje. I gdyby przyjąć to stwierdzenie za wyznacznik fabuły, tak właśnie rozwija się akcja w debiutanckiej powieści Ingi Vesper, która faktycznie zafundowała mi długie popołudnie z gatunkiem domestic thriller. Niemniej od książki oderwać się nie mogłam (z przerwami na orzeźwiające napoje) i mimo późnej już pory, zasiadłszy do recenzji, nie mogę przestać myśleć o jednej kwestii, zasygnalizowanej ledwie przez autorkę, ale kluczowej w zrozumieniu całości. Jakiej? Niestety musicie sami doczytać, o reszcie Wam opowiem.

Bardzo wiele srok za ogon próbowała złapać autorka w jednym tekście, który zasadniczo jest kryminałem, a przynajmniej tak się wydaje po pierwszych kilku stronach. Kobieta, która ostatni raz całuje swojego męża i znika – nic prostszego dla wytrawnego odbiorcy, ale… kolejne rozdziały pisane z perspektywy bohaterki, nieistniejącej już, pogarszają sprawę. Chciałam powiedzieć – pogłębiają. Autorka pozwala spojrzeć na postać Joyce Haney również od strony innych bohaterów, puzzle powoli składają się w całość, ale decydujący głos mają fragmenty w pierwszoosobowej narracji – im dalej w las, tym mroczniej. A trup i tak wyskoczy z… donicy na pelargonie. Serio.

American dream w powieści Vesper ulega demitologizacji i feminizacji. O ile to drugie wydaje się być odrobinę natrętne, pierwsze faktycznie pokazuje życie amerykańskich rodzin końca lat 50. XX wieku od podszewki, a bardziej od prześcieradła, niejednokrotnie brudnego, zabieranego do prania przez czarnoskórą Ruby Wright, główną bohaterkę tegoż thrillera. Intryga zaczyna się od momentu zobaczenia przez nią plam krwi na kuchennej podłodze i aresztowania, bo kogo tu podejrzewać, jeśli nie pomoc domową. Murzynka musi być winna. Na szczęście do akcji wkracza detektyw Mick Blanke! I gdybym nie doczytała w odautorskim tekście, że jego postać miała być pastiszem, bardzo bym się zawiodła, ale skoro tak… przy Ruby wypada blado i niejednokrotnie głupkowato. Właściwie to ona rozwiązuje zagadkę, bo wiecie, może zajrzeć w każdy kąt, odkurzając na przykład. Podsłuchać to i owo. Wywnioskować to czy tamto. Udała się Vesper ta postać. I niestety tylko ta.

Szkoda, że tyle wątków i problemów próbowała autorka poruszyć za jednym zamachem: przemoc, lekomanię, depresję, rasizm, dyskryminację i wiele innych. Wiem i rozumiem, jak to jest, kiedy ma się sporo do powiedzenia i chciałoby się wykrzyczeć na głos ważne rzeczy, ale niekoniecznie od razu w jednym i tym samym kryminale. Tło społeczno-obyczajowe wypływa na pierwszy plan, ale czuje się niedosyt i powierzchowność ujęcia. A chciałoby się więcej. Więcej też chciałoby się detektywistycznych smaczków, choć i tak nie jest źle. Debiutancką powieść Ingi Vesper czyta się naprawdę w jedno, bardzo długie popołudnie, które upływa w gęstym, upalnym, kalifornijskim klimacie i zostawia ślad na duszy, gdyż kwestie poruszane przez autorkę są (o dziwo!) ciągle aktualne, jak chociażby prawo do wolności i równości. Co ja mówię, jaka wolność, przecież to diabeł miesza nam (czyt. kobietom) w głowach. Fanaberie, ot co!

Mirka Chojnacka

Inga Vesper,Bardzo długie popołudnie, przekład:Jacek Żuławnik, Wydawnictwo Słowne, 2021

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>