Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Died Maroz z Puszczy Białowieskiej

bialorusTę książkę polecam szczególnie tym, których rodzinne korzenie sięgają właśnie tych terenów – Brześć, Kobryń, Homel, Mińsk, Nieśwież, Bobrujsk czy ogromna kraina zwana Polesiem. Dla wielu starszych Polaków są one miejscami urodzin i dzieciństwa. Tutaj, wśród pięknej, bezkresnej przyrody wychowali się m.in. Maria Rodziewiczówna czy Tadeusz Kościuszko. Polskość tych ziem wciąż dla wielu jest nieprzebrzmiała historią poplątaną z czasami współczesnymi. Bo choć Białoruś kojarzy się nam dziś (niestety!) głównie z dyktaturą jedynie słusznego prezydenta – Łukaszenki, to nie warto myśleć o niej tylko politycznie. Białoruś to także kultura i ludzie – niektórzy niczym żubry z Puszczy Białowieskiej są reliktami przeszłości (chociażby pan Tarasiuk – władca drewnianych ludzi, który z pasją zapisuje historię w rzeźbach), czy Iwan Filipowicz, władca obowiązkowej na Białorusi bani, czyli sauny.

Oni wszyscy tkwią jeszcze w oparach komunistycznej rzeczywistości, byli świadkami licznych mordów w czasie II wojny światowej, a oprawcy i Sowieci, i Niemcy wykazywali się równym okrucieństwem. Dziś boją się mówić, bo boją się Dyktatora (strach mówić o Katyniu czy Miednoje, strach zamyka usta, gdy wspomni się wysyłanie młodych do Afganistanu). Ludzie pokornie słuchają rozmieszczonych w chatach głośników i jedynej stacji radiowej karmiącej ich propagandą. Ale są przy tym gościnni i rozmowni, gość zza zachodniej granicy goszczony jest specjałami kuchni białoruskiej i opowieściami.
Ci, którzy po raz pierwszy są tutaj, czują się zaskoczeni i zdziwieni egzotyką miejsc, niekoherentnością do współczesnej, europejskiej, cywilizacji. To najbardziej widoczne jest na Polesiu – krainie z mrocznych baśni. Tu wciąż widać zależność człowieka od przyrody – lasów, pól, jezior. To one karmią go, ale wymagają siły i męstwa, by przetrwać. Nawet najeźdźcom – Sowietom nie udało się tych terenów ujarzmić o czym świadczy ogrodzony park porzuconych amfibii, czołgów, pojazdów wojskowych. Zardzewiałe kolosy cięte są przez okolicznych mieszkańców i sprzedawane na złom. Z czegoś żyć trzeba! O współczesności zaświadczają też ostrzeżenia o radioaktywności terenów i nie jest to tylko pozostałość po zwycięskiej armii, ale przede wszystkim skażeniu rzeki Prypeć po awarii elektrowni w Czarnobylu.

Smutek Polaka może ogarnąć, gdy patrzy na popadające w ruinę zabytki naszej kultury – zamki, dworki szlacheckie, kościoły. Bo taki jest trend kultury białoruskiej – co nie sowieckie to nie remontować, nie burzyć. Niech samo się rozpadnie. I tak powoli rozpadają się i niszczeją polskie kościoły i cmentarze, szlacheckie dworki i pałace arystokratów (Radziwiłłowie).

Ale kulturze masowej oprzeć się nie da, nawet na Białorusi, która jest krajem kontrastów. Oto w Puszczy Białowieskiej, w specjalnej osadzie mieszka sobie Died Maroz. Co tam zgniły kapitalizm i Święty Mikołaj z Rovaniemi, pod kołem polarnym. Lud Białoruski nie jest gorszy – Died Maroz wraz ze Śnieżynką (o ile są trzeźwi) przyjmują tutaj cały rok wycieczki szkolne.

EKa

Igor Sokołowski, Białoruś dla początkujących, Wydawnictwo mg, 2014

 

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>