Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

„Dzieje się, proszę Państwa” – rozmowa z Markiem Stelarem

for. Bartosz PussakMarek Stelar, znany czytelnikom z serii kryminalnych, w swoich książkach nie epatuje przemocą. Więcej tu emocji i ludzkich portretów. Każda z jego powieści daje do myślenia i otwiera oczy na wiele spraw. W najnowszej pojawia się wiele tematów. Stelar pisze o porwaniach dzieci, rodzicielskiej miłości i braterskiej…. ale takiej wynaturzonej. Przypomina, że za pieniądze nie wszystko można kupić i pokazuje ile człowiek może zrobić z miłości dla drugiego człowieka – dziecka, brata.
Poniżej rozmowa z autorem.

Monika Wilczyńska: W połowie czerwca ukazała się Twoja najnowsza, czternasta powieść pt. „Ukryci”. Tym razem to thriller psychologiczny. Jeśli o mnie chodzi, uważam że świetnie sobie poradziłeś. Czekam na kolejne. Będą? :-)

Marek Stelar: Raczej tak. Może nie od razu, muszę jeszcze zrealizować wcześniejsze plany, ale ten gatunek bardzo mi się podoba: kiedyś jako czytelnikowi, dziś jako jego twórcy.

MW: Pierwszy thriller, ale nie pierwsza książka, w której główną bohaterką jest kobieta, prawda? Lubisz pisać kobiece role? Jak się do tego przygotowujesz? Pytasz zaprzyjaźnione kobiety, o to jak zachowałyby się w danej sytuacji, czy może masz jakieś inne sposoby?

MS: Nie pytam. Zawsze lubiłem rozmawiać z kobietami, próbować zrozumieć ich punkt widzenia na pewne sprawy, tak różny od męskiego. To moja baza. Może trochę empatii, mam wrażenie, że jest we mnie sporo pierwiastka żeńskiego, czego się nie wstydzę, i być może to zasługa mojej mamy, która była bardzo wrażliwa. Od dziecka uczulała mnie na to, by rozumieć innych ludzi. Wśród beta czytaczy były również kobiety, które oceniały tę historię także pod tym kątem, i skoro przeszedłem test, to chyba udało i się napisać postać Marty Sygit przynajmniej poprawnie ;-)

MW: Niepełnosprawny syn głównej bohaterki zostaje uprowadzony, a jego matka, silna i zdeterminowana kobieta rozpoczyna poszukiwania na własną rękę. Jak wyglądają statystki w naszym kraju, jeśli chodzi o zaginięcia dzieci? Pewnie i ten temat zgłębiłeś w trakcie pisania.

MS: Nie zgłębiałem jakoś szczególnie tematu zaginięć nieletnich na potrzeby tej powieści: bazowałem wyłącznie na tym, co wiedziałem wcześniej i nie jest to przyjemna wiedza. To jest bardzo ciężki temat, szczególnie te najbardziej drastyczne przypadki. Są one drobnym ułamkiem całości, co nie oznacza, że można powiedzieć „na szczęście”. Nie, nie można. Zaginięć z roku na rok jest mniej, około dziewięćdziesięciu pięciu procent dzieci się odnajduje, ale to straszne, że takie rzeczy wciąż się zdarzają. I choć znaczna część z nich to ucieczki, porwania rodzicielskie i wypadki, wciąż pozostaje te pięć niewyjaśnionych procent. Stosunek jednych części do drugich nie ma w zasadzie znaczenia. I właśnie z tego powodu bardzo trudno napisać powieść stricte rozrywkową, która opowiada o czymś takim. Dlatego chyba bardziej skupiałem się na walce rodziców o odzyskanie dzieci. To jest ta mniej „popularna” część zagadnienia: jak z niewyjaśnioną utratą dziecka radzą sobie rodzice.

MW: Jak w każdej z Twoich książek, i w tej sporo jest emocji. „Ukryci” to nie tylko historia o poszukiwaniu sprawców porwań niepełnosprawnych dzieci, prawda?

MS: Prawda. Nie skupiam się na wątku poszukiwania, prywatnego śledztwa, choć oczywiście ono w „Ukrytych” jest istotne. Ale bardziej istotne jest to, co przeżywa Marta Sygit, Marek Bielawski, oraz dzieciaki, które są przecież w wieku formowania się własnego „ja”, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Motywy sprawcy również mają kolosalne znaczenie. Ogrom związanych z tym emocji jest nie do ogarnięcia. Jedynym wyjściem jest wczucie się w sytuację, co nie jest łatwe. I ta opowieść jest pisana głównie emocjami właśnie.

MW: Podczas pracy nad najnowszym tytułem, zgłębiałeś tajniki m.in. hipnozy. Kto Ci w tym pomagał i … czy naprawdę hipnoza może być tak niebezpieczna? Wiesz… chodzi mi o to klasyczne „kliknięcie”, po którym pacjent (w tym przypadku bohaterowie tej książki) robi się bezwolny i całkowicie poddany. ;-)

MS: Hmm, powiem tak: podatność na hipnozę to bardzo indywidualna sprawa. O ile znacząca większość informacji o hipnozie podanych w „Ukrytych” to prawda (faktycznie, moją konsultantką była psychiatra dziecięca i psychoterapeuta Beata Rajczyk), to w jednej rzeczy pozwoliłem sobie na małe odstępstwo. Jednym z moich ulubionych filmów jest „Get out!”, gdzie ten motyw niemal natychmiastowej reakcji na „sygnał” został pokazany z fantastyczny sposób. Cała moja twórczość to nawiązywanie do popkultury, czasem wręcz intertekstualność, tak jest i w tym przypadku.

MW: Dochodzą już do Ciebie głosy czytelników niezadowolonych z zakończenia tej historii? Pewnie znów będą pytać (jak w przypadku „Intruza”) – „kiedy kolejny tom?”.

MS: Oczywiście, że dochodzą! Jak wiesz, zakończenie w pierwszej wersji było jeszcze bardziej „otwarte”, choć wciąż uważam, że i tamto i obecne można uważać za, powiedzmy, szczęśliwe. Dlaczego „powiedzmy”? Ano dlatego, że po pierwsze nawet szczęśliwe odnalezienie dzieci absolutnie nie kończy sprawy: dalej pozostaje kwestia wielu lat terapii, generalnie leczenia. Kwestia adekwatnej kary dla sprawcy, jeśli w ogóle taka istnieje. I tak dalej. A poza tym, nie znoszę łzawych, hollywoodzkich zakończeń. Dlatego oświadczam publicznie: to pojedyncza opowieść. Nie będzie kontynuacji. Co najwyżej będzie kolejny thriller, czyli patrz punkt pierwszy ;-)

MW: Kiedy dostajesz swoją najnowszą książkę z wydawnictwa, zasiadasz w ulubionym fotelu, bierzesz… hmmm szklankę piwa i czytasz, czy odkładasz na półkę, do kolekcji?

MS: Zaglądam do środka, z ciekawości, jak wygląda finalny produkt. Czasem jestem zaskoczony, że coś napisałem w taki, a nie inny sposób, bo jestem już tak głęboko w następnej historii, że zdążyłem zapomnieć szczegóły poprzedniej. A potem odkładam na półkę, która robi się coraz ciaśniejsza, ostatnio musiałem zdjąć z niej kolekcję powieść Kurta Vonneguta i został sam Stelar… A piwo oczywiście swoją drogą! ;-)

MW: A jak już czytasz to masz myśli, że coś byś jednak zmienił, dodał, czy jesteś zadowolony z efektu?

MS: Chyba już nie wracam do tego. To zamknięty rozdział. Ostatnio robiliśmy redakcję mojego debiutanckiego „Rykoszetu”, którego wznowienie ukaże się w wakacje, i tu można było poszaleć. Głównie polegało to na skracaniu: jednak podstawowym błędem debiutów są po prostu dłużyzny i łopatologia.

MW: Czy to prawda, że niektórzy znajomi proszą Cię o umieszczenie ich imion i nazwisk w książkach i godzą się na każdą rolę? ;-)

MS: Tak, prawda. Chcą i mają, i jak już powieść pójdzie do druku, to jest za późno. Ale jak na razie nikt nie narzekał, że zmienił zdanie.

MW: Kiedy najbliższe spotkania promujące książkę „Ukryci”?

MS: Wiesz, wakacje… Będę dawał znać na swoim profilu, bo na razie wszyscy odpoczywamy. Ja też, chociaż oczywiście piszę!

MW: A co ostatnio dobrego przeczytałeś? Może polecisz jakieś wakacyjne lektury?

MS: Nieustająco polecam powieści Anny Rozenberg o inspektorze Redfernie; niedawno ukazała się trzecia część, „Wszyscy umarli”. Ostatnio wróciłem do „Billy’ego Summersa” S. Kinga, którego porzuciłem po czterdziestu sześciu stronach i chciałbym przy okazji serdecznie Mistrza przeprosić za to, że zwątpiłem. Powiedziałem kilku osobom, że to fatalna powieść, po czym okazało się, że jedna z najlepszych, może nie tyle fabularnie, co… No, właśnie: po prostu ma to „coś”, co mnie ujęło. A zaraz zaczynam „Czerwone jezioro” Julii Łapińskiej. Debiut. Mówią, że świetny i ja w to wierzę.

MW: Jak relaksuje się Stelar i czy potrafi wypoczywać? I dlaczego nawet na urlop zabiera laptopa?

MS: Okazało się, że potrafię wypoczywać, choć bez pracy (obecnej) nie wyobrażam sobie wypoczynku. Ale tak już jest, kiedy ma się robotę marzeń!

MW: Na co teraz mają czekać miłośnicy Twej twórczości? Co szykuje dla nich Stelar jeszcze w tym roku? Książka dla dzieci jest w planach?

MS: W wakacje, tak jak wspomniałem, wznowienie „Rykoszetu”. We wrześniu kontynuacja „Skruchy”. Przed świętami komedia kryminalna, oczywiście świąteczna! A książka dla dzieci (a jakże, kryminał) może na początku przyszłego roku. Dzieje się, proszę Państwa, a ja czuję się rybio. To znaczy, jak ryba w wodzie.

MW: Oby trwało to wiecznie! Dziękuję za rozmowę!

 

Marek Stelar (właśc. Maciej Biernawski) – rocznik 1976, z wykształcenia architekt. Miłośnik muzyki rockowej i elektronicznej, kryminału i szeroko pojętej grozy w wydaniu literackim i filmowym. Rozdarty wewnętrznie konfliktem między przygnębiającym uczuciem zaniku wiary w ludzkość, a desperacką nadzieją na istnienie jednostek moralnie doskonałych. „Szczeciner” silnie związany z przygranicznym regionem północno-zachodniego skraju Polski, zwłaszcza Puszczy Wkrzańskiej, Zalewu Szczecińskiego i pobrzeża Bałtyku po obu stronach granicy.
Debiutował w 2015 roku powieścią „Rykoszet”, w tym samym roku ukazał się „Twardy zawodnik”, a w 2016 „Cień” – trylogia kryminalna wydana przez Videograf. Kolejna seria kryminalna to wydana nakładem wydawnictwa Filia trylogia o inspektorze Suderze („Niepamięć”, „Niewiadoma” i „Nietykalny”). Później ukazał się jeszcze „Blask” (2019), i pierwsza część serii „kontrwywiadowczej”, „Intruz” (2020) oraz cykl o nadkomisarzu Rędzi: „Blizny”, „Sekta” i we wrześniu 2021 roku „Głębia”. W lutym 2022 roku ukazała się  książka pt. „Skrucha” (pierwszy tom, którego bohaterem jest aspirant Dominik Przeworski).

zdjęcie: Bartosz Pussak

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>