12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Dziwny ten świat…

Cudownie jest czytać o potworach (w horrorach) i innych straszydłach, kiedy doskonale zdajemy sobie sprawę, że zaistniały tylko w wyobraźni autora i/lub naszej własnej. Jak w takim razie odnieść się do faktu, że opisane przez autora historie zdarzyły się naprawdę? I że główną rolę grają w nich ludzie? Nie, nie ludzie – bestie, sadyści, zwyrodnialcy, psychopaci, mordercy, kaci, oprawcy (powoli słownik synonimów się kończy), a nazywanie ich „niegodziwymi śmiertelnikami” to wyjątkowo łagodne, wręcz eufemistyczne określenie.

Bestii w ludzkiej skórze jest wiele u Mahnkego – na szczęście styl gawędziarsko-radiowy, w którym pisze, łagodzi wymowę treści. I bardzo dobrze, gdyż tego ogromu potworności nie byłby czytelnik w stanie znieść od razu. Albo w ogóle. Czytając tę książkę, musiałam celowo robić przerwy na wytłumaczenie własnemu mózgowi – to już przeszłość, ubiegły wiek, historia, teraz to się już nie wydarzy… jakoś nie chciał mi zaufać. Wręcz przeciwnie, podsycał tylko strach i imaginację. I dziwnie – kazał przewracać kolejne strony i czytać, czytać o… wykolejeńcach, zbrodniarzach, dewiantach i seryjnych mordercach.

A tych ostatnich nie brakuje na świecie i wcale nie wyróżniają się niczym szczególnym (no, oprócz tego, że seryjnie mordują ludzi) spośród zwykłych śmiertelników. Och, olśniło mnie właśnie! Genialny tytuł, doprawdy! Bo oni nie są „zwykli”, są… z jednej strony śmiertelnikami, a z drugiej nie, gdyż przeszli do historii jako złoczyńcy (też eufemizm). Śmiertelni, ponieważ prawie wszystkich spotkała zasłużona kara śmierci, ale nieśmiertelność zapewniły im ich własne zbrodnie. Jak choćby znanemu z własnego (szczecińskiego podwórka) Józefowi Cyppkowi, Rzeźnikowi z Niebuszewa (film „Wilsona 7”, książka Błahego niedawno wydana), który w latach 50. mordował, by sprzedawać ludzkie mięso na wyroby garmażeryjne… jaka szkoda, że Mahnke nie dotarł do informacji o nim, ale nic straconego, tak myślę. Wystarczy przesłać wiadomość na Facebooku.

I, tu jest clue sprawy – do wielu potwornych zbrodni, opisanych w „Niegodziwych śmiertelnikach”, już by dzisiaj nie doszło, gdyż przepływ informacji obecnie jest prawie natychmiastowy. W XVII czy XIX wieku (o takich i wcześniejszych też czasach pisze Mahnke) trudno było chociażby ustalić miejsce pobytu mordercy, kiedy to konni posłańcy przebywali setki kilometrów z listami gończymi, a ściganie przestępcy koleją też rozciągało się w czasie. I przestrzeni. Nie tak łatwo teraz poszłoby oszustom, podszywającym się pod kogoś innego. Mamy przecież FBI, CIA, MI6 i CBŚ… pocieszam się? Ech…

Zastanawiam się też, czy ja jestem normalna? Czytanie fikcji literackiej jest pasjonujące i wciągające, a tu, proszę, literatura faktu o odrażających zbrodniarzach i ich ofiarach. A ja nie mogę się oderwać. Czyżbym czegoś chciała doświadczyć? Przecież raczej nie zidentyfikuję się z bohaterami, seryjnymi mordercami czy łowcami czarownic. Hmm… a może to psychotyczna fascynacja? Lepiej nie, chociaż dopamina i tak mi się uwolniła, podczas czytania „Niegodziwych śmiertelników”. Na szczęście, parafrazując Hitchcocka, horrory są po to, abyśmy czytali o morderstwach, a nie je popełniali. Lecz świat Mahnkego jest realny, a to przecież fikcyjne zło ma nas przygotować do tego prawdziwego – jak w baśniach. I nie, nie byłam przygotowana na to, o czym przeczytałam. Przerażające i fascynujące. Dziwne to wszystko… dziwny ten świat.

Mirka Chojnacka

Aaron Mahnke, Niegodziwi śmiertelnicy, Zyska i S-ka, 2019

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>