Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Jaka jest (z tysiąca splątanych powodów) Helena Pilarska

W grudniu ubiegłego roku (jak ten czas galopuje!) dostałam do rąk (a tak po prawdzie mailem na skrzynkę odbiorczą) tomik Heleny Pilarskiej pt. „Z tysiąca splątanych powodów”; wiersze, grafiki, faksymile, a także wstęp Róży Czerniawskiej-Karcz – promotorki tego tomiku, opinię doktora nauk humanistycznych Tadeusza Zwilniana-Grabowskiego oraz zdjęcie autorstwa Marka Gruma.

Każda książka, będąca już na tym etapie, cieszy i daje zapowiedź nadchodzącej i już, jakże bliskiej, niespodzianki. Autor, który doszedł do tego miejsca, ma za sobą długą drogę i praktycznie swoją pracę już wykonał. Czas na korektorów, redaktorów i wydawnictwo. Było mi niezwykle miło pracować z panią Helenką nad tym tomikiem, wspólnie zastanawiać się nad czcionką, okładką, układem stron.

Z tysiąca osobliwych powodów każdy znajdzie tu, i każdy na swój własny sposób, coś bliskiego dla siebie – jedni przyjaźń grzejącą serce, drudzy rodzinny dom i jego otoczenie zawsze budzące wzruszenie, jeszcze inni przejmującą i nie zapomnianą muzykę Chopina, czy choćby smak soczystych wiśni albo gruszek ulęgałek.

A tych smaków, kolorów, wzruszeń, radości i prostego piękna otaczającego świata zapisanego w książce – pełno. I mimo nieskrywanego często smutku, a także wychylających się spomiędzy wierszy- samotności, bezsennych nocy, tęsknot za tym, co odeszło bezpowrotnie – tomik jest pozytywny. Tak, jak i sama autorka, wpisująca obficie dedykacje dla bliskich.

Byłam na dwóch wieczorach poetyckich promujących tę książkę – w Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie i w Klubie Seniora w Ośrodku Sportu i Rekreacji w Policach. Każde z tych spotkań było inne, bo i klimat miejsca inny, i wnętrza sal. A przecież sporo je łączyło; skromność i samokrytycyzm pani Helenki, zajęte wszystkie miejsca (goście przybyli specjalnie z bardzo daleka, by po prostu być i słuchać), ciepłe słowa spontanicznie płynące z widowni, a także spory o życiorys autorki. Wszystko to składa się na fakt, że Helenka jest szanowana i kochana za swoje, no, właśnie, za swoje co?

Poruszająca się wśród liczb i kont, na których księguje działalność kilku stowarzyszeń, winna być osobą twardo stąpającą po ziemi. Nic bardziej mylnego. Helenka stąpa cicho i skromnie, choć łatwo daje się porwać muzyce i ochoczo zaśpiewa, i radośnie zakręci w tańcu, bo dusza to romantyczna i radosna, a natura szczera i otwarta na ludzi.

Dlatego kochana jest (dokończę tu zaczętą wcześniej myśl) nie tylko za to swoje pisanie (którym mnie urzeka, bo moje wspomnienia, zwłaszcza o wsi, choć „młodsze” jakże podobne są do tych „Helenkowych”); dowcipnie, czasem ostro, tak, że aż zaboli, dokumentujące każde ważniejsze wydarzenie, którym równie dobrze może być coś zupełnie nieznaczącego dla innych,

nie tylko za to co pisze, ale też jak to potrafi przeczytać! Z pasją, z werwą, naturalnie i tak, że można zamknąć oczy, a obraz sam się pojawi,

nie tylko za malowane karty świąteczne dla rodziny i przyjaciół (a każda inna i wyjątkowa, zdobiona przeróżnie; rysowana, oklejana, posypana brokatem, z barwnymi jajami i kurczakami wielkanocnymi i kolorowymi bombkami na Boże Narodzenie),

nie tylko za florystyczne cudeńka, którymi przyozdabia stół lub szafkę w swoim mieszkaniu,

nie tylko za obrazy – pejzaże, kwiaty, grafiki, plakaty, ale za to, że jest i jaka jest.

Pewnie z tysiąca splątanych powodów…

Anna Słowińska

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>