12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Jakubowa magia

Na kolejną książkę o Jakubie Wędrowyczu musiałam długo czekać, bo aż trzy lata od „Konana Destylatora” (2016). Hmm, a może by tak liczyć czas „wędrowyczami”? Szybciej by zleciało do następnego zbioru opowiadań przy założeniu, że jeden wędrowycz to dwa lata (uśredniając czas wydania dziewięciu książek od 2001 do 2019). Czyli następny za rok… ale pewnie pojawi się gdzieś koło 2021 i znowu będę musiała czekać na niezwykle fascynujące opowieści dziwnej treści.

Postać stworzona przez Pilipiuka zafascynowała mnie tak bardzo, że pomogłam prezentację na ustną maturę przygotować o polskim antybohaterze i egzorcyście amatorze z Wojsławic. I nawet abiturient dobrze na tym wyszedł (90% z egzaminu). Pewnikiem byłoby i 100, gdyby osoby w komisji doceniły czarny humor i wyjątkową kreatywność Jakuba. A było to jeszcze przed „Trucizną” i kolejnymi tomami przygód bimbrownika w gumofilcach. Strach się bać, ile procent udałoby się wydusić z „Karpie bijem”. Procentowego wyniku egzaminu oczywiście, nie zawartości alkoholu w alkoholu. Rety, zaczynam myśleć jak…
Ktoś, kto zaczyna swoją przygodę z Jakubem i jego autorem, zapewne zachwyci się konstrukcją bohatera i wojsławickiego świata wraz z okolicami. Wytrawnego (wino o zawartości 8 gramów cukru na litr powinno zawierać 6 gramów kwasu na litr, żeby zostało zakwalifikowane jako wytrawne) zaś czytelnika, przyzwyczajonego do wyskokowych i niesztampowych rozwiązań stosowanych przez spółkę postaci (Jakub i Semen) już niewiele będzie potrafiło zaskoczyć. Niemniej, bawić się będzie świetnie, zwłaszcza przy licznych nawiązaniach historycznych czy kulturowych.

Nie zabraknie w „Karpie bijem” zamierzchłej historii Polski i bitwy pod Grunwaldem widzianej trochę inaczej (świetnie stylizowana opowieść o dwóch nagich…), a także smaczków z czasów II wojny światowej czy komunistycznych rządów (np. skąd się wzięły kolejki na poczcie). Przepiękna reinterpretacja znanej legendy o złotej kaczce zaskoczy nie tylko koncepcją, ale i warstwą językową. Zresztą, co tu dużo mówić, uwielbiam Pilipiuka za leksykę i stylistykę, a przede wszystkim – zabawę konwencją. Do łez rozbawiła mnie scena, w której bohaterowie ganiają po polanie za kurzą łapką (taka noga kury, na której najczęściej baby-jagi miały swoje chatki). Właściwie łapskiem, gdyż mięsa z niego starczyło na tydzień dla… więcej nie spoiluję. Jakub na to nie zasługuje.

Zasługuje za to na poczytne miejsce w polskiej literaturze fantastycznej, chociaż dużo bliżej Wojsławicom do Reymontowskich Lipiec niż Archiwum X (wątki ingerencji obcych cywilizacji znajdziemy jednakże i w tymże dziewiątym tomie opowiadań jakubowych) czy Gwiezdnych Wojen. A najbliżej do Starego Majdanu, gdzie w krypcie pod oborą, na dwóch europaletach stała szklana trumna, a w niej, ubrana w białą suknię, leżała… ta, dla której stary bimbrownik zmieniłby nawet skarpetki! Można? Można! Tyle, że to jest magia. Magia zbiorów jakubowych i magia świata, skreślonego ręką Andrzeja Pilipiuka.

Mirka Chojnacka

Andrzej Pilipiuk „Karpie bijem”, Fabryka Słów, 2019

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>