Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

“Jestem Hanią, która szyje lalki i uczy tego innych”

„Pora uszyć lalkę” to książka o pasji, kobiecości, tradycji i odkrywaniu siebie. Sama autorka określa ją mianem autobiografii rękodzielniczej. Hania Zabrocka do Szczecina przyjechała z Białorusi. Tu skończyła polonistykę. Chciała być nauczycielką. Dziś uczy innych, ale… szycia lalek. Jednak jest również Autorką książki. Książki, która może stać się inspiracją do działania, stworzenia własnej marki albo po prostu być ciekawą opowieścią o młodej, pełnej pasji kobiecie, która przypomina, jak ważne jest podążanie za tym, co sprawia nam radość.

Okazuje się, że rękodzieło i pisarstwo idą ze sobą w parze! Czy kiedykolwiek marzyła Pani o tym, że wyda książkę i to w Polsce?

Hanna Zabrocka: Tak, marzyłam o tym od szkolnych lat. Zawsze bardzo dużo pisałam i kochałam języki. Ale przy tym moja miłość do rękodzieła była nieco wcześniejsza. Zanim poszłam do szkoły, umiałam szydełkować, szyć ręcznie, pleść bransoletki z koralików… Na pewno nigdy nie zakładałam, że napiszę książkę o rękodziele i połączę wszystko, co kocham w całość. Tym bardziej nie mogłabym nigdy przypuścić, że od A do Z napiszę ją jednym tchem po polsku. Ale tak to już jest, że język polski to moja kolejna miłość – taka, co już zostanie ze mną na zawsze. Dlatego w sposób niezwykle naturalny  złożyły się trzy rzeczy, które tak bardzo kocham: literatura, rękodzieło i Polska.

To nie jest poradnik, z którego czytelnik dowie się „jak uszyć lalkę”. To, jak mówi podtytuł, „opowieść o tym, jak szyjąc lalki, odkryć samą siebie”. Pięknie zilustrowana, dopracowana…. Czy od razu było wiadomo, kto będzie odpowiadał za warstwę graficzną?

HZ: Bez wahania się zwróciłam z tym do swojej szkolnej koleżanki Lery Lemeszewskiej, która jest autorką mojego loga, wszystkich moich lalecznych grafik i animacji. Lera jest genialną artystką, malarką, podróżniczką. Nie miałam żadnych wymagań co do ilustracji i wyglądu mojej książki. Powiedziałam jej: “Lera, przeczytaj to wszystko, zainspiruj się i zrób mi piękną książkę!”. Dla mnie jako rękodzielniczki bardzo ważne było, by moja książka była piękna, estetyczna, modna, niebanalna. By ktoś, kto ją będzie czytał, czerpał przyjemność zarówno umysłową, jak i wizualną; by czuł, że jest stworzona przez twórcze osoby. Nie było żadnych poprawek, żadnych zmian. Jestem zachwycona tym, jak wygląda książka “Pora uszyć lalkę!”. Ilustracje nie są dosłowne, nie pokazują wcale tego, o czym akurat piszę we wskazanym tekście – pokazują to, co jest niedopowiedziane, co jeszcze się kryje w treści.

Pisze Pani o tym, jak ważne jest „robić w życiu coś, co przynosi radość”. Ta książka inspiruje i zachęca do… działania! Czy taki był cel jej napisania?

HZ: Na początku sama nie rozumiałam, po co piszę tę książkę. Robiłam to z czystej przyjemności, dla siebie. Natomiast po jej napisaniu uzmysłowiłam sobie, że napisałam dokładnie taką książkę, której sama zawsze szukałam! Tak! Bardzo bym chciała przeczytać książkę napisaną przez jakąś nieznaną mi rękodzielniczkę z innego kraju i dowiedzieć się, co ona robi i dlaczego, jakie ma zwątpienia i co ją motywuje do działania… I owszem – rękodzielnicy wydają książki. Poradniki, kursy, podręczniki. Teoria i sucha wiedza, za którą nie czuć duszy. Moja książka ma duszę, jest bardzo żywa i pokazuje, że rękodzieło jest samym życiem, codziennością. Cieszę się, że inspiruję moich czytelników, a może i nawet motywuję do działania, ale nie jest to kwestia zamierzona.

Do kogo ją Pani kieruje? Czy jest już jakiś odzew od pierwszych czytelników?

HZ: Książkę kieruję do wszystkich twórczych osób niezależnie od rodzaju ich twórczości. Kieruję ją do kobiet i mam. Kieruję ją do osób, które interesują się konkretnie moim projektem Hania Made, obserwując mnie na Facebooku i podążając za mną w tej mojej przygodzie.

Jestem Hanią, która szyje lalki i uczy tego innych. Na swoim profilu nie tylko pokazuję swoje lalki, ale również rozmawiam i dyskutuję ze swoją społecznością na różne tematy związane z rękodziełem. Moje ogłoszenie o tym, że napisałam książkę i niebawem zostanie ona wydana było wielkim zaskoczeniem dla wszystkich na Hania Made! Dlatego wielu z niecierpliwością czekało na jej premierę.

Odzew jest bardzo pozytywny. Cieszę się, że ludzie odczytują dokładnie to, co chciałam powiedzieć, a czasami nawet więcej. Dobrze mnie rozumieją. Miło jest widzieć, jak każdy z czytelników odkrywa coś innego dla siebie. Na przykład moja 74-letnia sąsiadka-malarka, która miała kilkuletnią przerwę w malarstwie, po przeczytaniu książki wróciła do swojej pasji. Inna osoba napisała mi o tym, że przeżywa ciężki okres w swoim życiu, a ta książka zadziałała na nią terapeutycznie. Jeszcze inna osoba się przyznała, że jako obcokrajowiec przeczytała swoją pierwszą książkę w języku polskim – i to właśnie “Pora uszyć lalkę!”.

 „A więc jestem babcią w oczach młodych Polek” – czytamy na jednej ze stron. A w kraju, z którego Pani pochodzi, to matki uczą młode dziewczyny rękodzieła. I właśnie o macierzyństwie i roli mamy w swoim życiu pisze Pani w książce. Bo od Mamy się to wszystko zaczęło… Prawda?

HZ: Rola mojej Mamy jest kluczowa dla mnie, jako rękodzielniczki. To ona pokazała mi, jak dużo rzeczy można stworzyć własnymi rękoma. Uczyła mnie różnych technik rękodzieła i często powtarzała: „Nie musisz tego wszystkiego robić, ale musisz umieć”. Najróżniejsze kryzysy ekonomiczne zmuszały kobiety na Wschodzie, by w jakiś sposób sobie radziły, nawet jeśli towarów nie było na półkach. Cała rodzina miała swetry, które robiła na drutach moja Mama. Wszystkie tekstylia w domu również były uszyte na naszej maszynie do szycia. A kiedy nie było możliwości, by naprawić dziecięce łóżeczko, które miało zniszczone ścianki – moja Mama zwyczajnie usiadła i wyplotła je makramą. Dla niej i dla innych kobiet rękodzieło nie było pasją i sztuką, lecz codzienną potrzebą życia. Przekazywanie tej wiedzy swoim córkom w pewien sposób zabezpieczało je na przyszłość przed podobnymi kryzysami. Im więcej potrafisz zrobić sam, tym bardziej jesteś samowystarczalny. A teraz ja sama, już jako mama, zaczynam powoli uczyć rękodzieła swoją czteroletnią córeczkę, dla której jest to zupełnie naturalne, jak rysowanie i czytanie książek.

„Uprawiając rękodzieło wydobywamy z siebie spokój, empatię, mądrość, czułość”. Można by pokusić się o stwierdzenie, że to swoista terapia!

HZ: Z pewnością uprawianie rękodzieła może się stać terapią. Prowadzę warsztaty szycia lalek w różnych miastach Polski i zawsze spotykam kobiety w grupach, które ewidentnie potrzebowały takiego odpoczynku i wyjścia z domu. Nie zawsze muszą mieć jakieś problemy, wystarczy zmęczenie codziennymi obowiązkami, które przecież także ujmuje sił. Pracując rękoma, przełączają się na nowe zajęcie, tworzą piękne lalki, dołączają do kręgu kobiet, z którego czerpią radość i wsparcie. Warsztaty, które prowadzę, to nie tylko szycie, to odkrywanie kobiet, ich twórczego potencjału, nawiązywanie przyjaźni i przede wszystkim przyjemność dla każdej z nas.

Czy planuje Pani wydać książkę również w ojczystym kraju?

HZ: Nie. Książka „Pora uszyć lalkę!” jest napisana dla polskich czytelników. Na Białorusi straci swoje walory i nie będzie właściwie zrozumiana. Między innymi opowiadam w książce, jak wygląda białoruskie rękodzieło, a przecież to nic szczególnego dla Białorusinów. Tak, jakbym w Polsce opowiadała o czymś, o czym i tak wszyscy wiedzą.

A co czytają na Białorusi Pani znajomi, rodzina? Jakie tytuły/autorzy są teraz popularni w tym kraju?

HZ: Z racji tego, że wydawnictwa nadal pozostają państwowe, nowych książek na Białorusi nie pojawia się zbyt wiele. Może to się wydać dziwne w Polsce, ale tam ludzie czytają klasyczną literaturę. Głownie rosyjską. Tołstoj, Dostojewski, Sołżenicyn, Gogol znajdą się na półkach w każdym domu, natomiast nowych autorów brak. Oni oczywiście są, ale ich droga do czytelnika jest zbyt skomplikowana i długa. A i sami czytelnicy z nieufnością podchodzą do nowinek literackich. Może przyjdą inne czasy, kiedy to się zmieni.

Jest Pani twórczą, młodą kobietą, z głową pełną pomysłów. Czy w ciągu dnia jest jeszcze czas na czytanie? Jeśli tak, co czyta Pani sobie i swojej córce?

HZ: Czytanie to dla mnie prawdziwa rozkosz i przyjemność, na którą nie mogę sobie pozwolić codziennie. Do tego nie lubię pochłaniać książek w jeden wieczór. Lubię czytać powoli i myśleć. Najczęściej wybieram literaturę autorstwa kobiet. Najbliższy jest mi styl Elizabeth Gilbert, autorki „Jedz, módl się, kochaj”. Ona jest moją inspiracją literacką. A moja córka uwielbia „Pucia” i rosyjskie wierszowane bajki.

A na koniec pytanie o miasto, w którym mieszka już Pani… 10 lat? Ulubione miejsca w Szczecinie?

Szczecin jest dla mnie szczególnym miejscem. Po 10 latach czuję się tu jak u siebie w domu, jestem dumną Polką i Szczecinianką. Przez ten czas mieszkałam, pracowałam i zwiedzałam najróżniejsze zakątki Szczecina i dobrze znam swoje miasto. Jednym z moich ulubionych miejsc jest Golęcin. Mieszkałam i pracowałam tam jako studentka przez parę lat. Do tej pory przyjeżdżając tam, czuję nostalgię, spokój i radość. Bardzo lubię Aleję Jana Pawła II. Zawsze patrząc na budynek rektoratu Uniwersytetu Szczecińskiego, uśmiecham się, wspominając siebie, siedemnastoletnią dziewczynę, która miała zdać tu egzamin ustny i pisemny z języka polskiego, sama, przed komisją profesorską, by dostać się na studia polonistyczne. Budynek rektoratu stał się dla mnie symboliczną bramą do nowego dorosłego życia. I jeszcze dworzec PKP. Bardzo dużo jeżdżę pociągami – na Białoruś, na warsztaty. Zawsze zapiera mi dech, kiedy wysiadam w Szczecinie, patrzę na Odrę i wdycham świeże, trochę zimne powietrze. Poza tym na dworcu spotkałam swojego męża! Szłam wzdłuż peronu i nie mogłam oderwać wzroku od obcego mężczyzny, wyglądającego z jednego wagonu, a w głowie miałam tylko jedną niedorzeczną w tamtym momencie myśl: „To jest mój mąż!”. Dlatego kocham Szczecin jeszcze bardziej! Czuję się dumna, że wydałam książkę właśnie tu, lokalnie, w Wydawnictwie Granda. Z radością puszczam ją ze Szczecina w całą Polskę i cały świat!

Z Autorką rozmawiała Monika Wilczyńska

Hanna Zabrocka – rękodzielniczka, autorka projektu Hania Made, w ramach którego szyje lalki i uczy tego innych. Prowadzi warsztaty w różnych miastach Polski. W 2010 roku jako siedemnastolatka przyjechała do Polski z Białorusi. Absolwentka filologii polskiej Uniwersytetu Szczecińskiego. Młoda mama. Szczecinianka. Każdą wolną chwilę poświęca pasji tworzenia lalek. Kocha Polskę, jej język i kulturę. Idzie przez życie z uśmiechem.
Więcej informacji na Facebooku – Hania Made

zdjęcie: Irina Makarewicz

 

 

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>