SOBOTA – 9 września 2023

SOBOTA – 9 września 2023

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

„Kiełbasę i sznurek” przeczytałem…

Język nasz, polski, którego szeleszczeniem i karkołomnymi odmianami potrafimy przyprawić o zawrót głowy niejednego obcokrajowca (z czego umiemy być dumni!); który tak celnie potrafi nazwać wiele rzeczy z ich znaczeniami, stanami, odcieniami i przymiotami, w pewnych przypadkach okazuje się nieco zbyt skąpy, nieprecyzyjny, nie dopowiadający… Mam tu na myśli potoczne słowo „książka”, o którym każdy wie, co oznacza. A jednak przeczytać książkę, a przeczytać książkę – to jednak wielka, zbiorowa różnica.

Przeczytałem „Kiełbasę i sznurek”, ale czy przeczytałem książkę? Biorąc pod uwagę budowę, kształt, surowiec i kilka innych jeszcze cech, z grubsza przeczytałem coś, co każdy za książkę uzna. Ale tym sposobem i książka telefoniczna jest książką, ale nie z każdym znaczeniem tego słowa ma coś wspólnego i niekoniecznie do czytania się nadaje. Nie gmatwając, umówmy się jednak, że przeczytałem książkę.

Poniekąd wpisuje się owa pozycja w szeroki – coraz szerszy – nurt, czy może rodzaj (nie literacki, ale „książkowy”) wywiadów – rzek, choć wywiadem nie jest, a raczej naśladuje rozmowę dwóch dobrze znających się osób. I przechodząc przez wszystkie jej rozdziały, tematy, akapity, przez całą jej prawie trzystustronicową zawartość, wyobrażałem sobie, że wsiadłem do jakiegoś dalekobieżnego pociągu (bardzo dalekobieżnego) i zająłem miejsce w przedziale, w którym wcześniej zasiedli Jerzy Bralczyk i Michał Ogórek. I zawstydziłem się najpierw, bo gdzież mi podróżować w tak zacnym towarzystwie, znanych z telewizji, czasopism, książek jegomościów. Ale Oni, jak gdyby w ogóle nie zauważyli mojej obecności, bez przerwy wiedli swoją rozmowę (była to właśnie rozmowa – nie dyskusja, nie kłótnia, nie wymiana stanowisk, ale rozmowa, chwilami więcej lub mniej rozemocjonowana i emocjonująca). I bardzo przyjemnie się podróżowało, tym bardziej że podsłuchiwanie czyichś rozmów jest niezastąpioną niczym innym wartością, a kto tego nie przyzna, ten jest biedny.

Obaj autorzy „Kiełbasy i sznurka” są w swoim dziele takimi, jakimi znamy ich z audycji, w których biorą udział; jakimi jawią się w publikacjach prasowych i książkach, które mają w dorobku – na tę miarę przewidywalni, do tego stopnia dowcipni, elokwentni, niewzruszeni i odkrywczy. Jak nietrudno sobie wyobrazić, prym w pogawędce wiedzie profesor Bralczyk – znany gawędziarz, sprawiający niekiedy wrażenie uwielbiającego siebie mówiącego. Ale ma też i ku temu powody – szerokie spojrzenie, wiedza granicząca z erudycją, bagaż (jak to w dalekiej podróży) doświadczeń, pokaźne osiągnięcia naukowe, spore towarzyskie. Czasami aż zazdrość – o ten opasły bagaż – uciska czaszkę i mostek. Redaktor Ogórek jest raczej w tle, raczej pyta, dopytuje, podrzuca coraz to nowe tematy, rzadko kiedy chwali się, raczej opowiada, mimochodem wtrąca coś o sobie. Już pierwsze spojrzenie na dowolną stronicę książki rozwiewa w tej kwestii wszelkie wątpliwości, bo obaj panowie „mówią” różnymi, łatwymi do identyfikacji czcionkami.

O czym mówią? Bez liku tu odwołań, wyjaśnień, rozstrzygnięć językowych, zawsze ciekawych i pożytecznych. Mnóstwo wspomnień z czasów odległych i (póki co) bliższych. Wiele dykteryjek, mniej lub bardziej niezobowiązujących rozważań i wyobrażeń. Acha, przykłady:  czy Żeromski był grafomanem; dlaczego – jak lis – to szczwany; kto i w jakiej sprawie sunie w koperczaki; za kogo Dostojewski uważał Polskę; kto nosi imię Apostazja; czym się różni „sprawa ważna” od „ważnej sprawy”; czyją córką jest Skarżanka i kogo za córkę ma Ozga; co profesor Jerzy Bralczyk myśli o felietoniście Ogórku, a co o felietoniście Bralczyku; co porabiał poliszynel; jaką karierę zrobił i jakie role grał w filmach Jerzy Bralczyk; co ma „mężczyzna” do „bielizny”, a co do feministek… Można tak jeszcze długo, nie dłużej jednak, niż… czas przejazdu naszego pociągu, czyli książka (?).

Zakres tematyczny też imponujący: od spraw ważnych, poważnych, nadrzędnych względem podrzędnych (wiara, czas, inteligencja) po lżejsze i… nie – całkiem leciutkich to chyba nie ma – seks (a jakże, ale bardziej w mówieniu o nim niźli czynieniu go), uciechę, wianek. Wszystko to opowiadane bez zadęcia, w sposób przyjazny, dość ciekawie, bez używania wyrazów powszechnie uznawanych za nieprzyzwoicie nabzdyczone, lecz z oddaniem rzeczom ich właściwego miejsca w szyku. Chwilami trochę jak w telewizorze, w innych razach jak na kominkach. Dowiedzieć się czegoś ciekawego można i uśmiechnąć nierzadko (ale nie, żeby zaraz do rozpuku). Szkoda trochę, że tej wiedzy nie da się co nieco usystematyzować, ale przecież to bardziej rozmowa, niż książka, więc jest to niemożliwe. Jednak podróżuje się znakomicie, ciekawie, czas mija szybko, konduktor nie przeszkadza… Co przeszkadza? Niewiele rzeczy i nie doskwierająco – może zbyt widoczna momentami ręka redaktora. Całość zawiera tyle cytatów, często tak obszernych (całe akapity z Trylogii Sienkiewicza), że wydaje się niewiarygodnym zapamiętanie i wygłaszanie ich z głowy – w tym przypadku profesora Bralczyka. Błahostka, ale zauważalna. Jeśli się tutaj pomyliłem, tym bardziej chylę czoła przed talentem i „epicką duszą” Jerzego Bralczyka.

Całkiem niezła lektura na długą podróż (i chyba najlepiej nadaje się na podróż – do pociągu polecam szczerze! Może także sprawdzić się w innych sytuacjach, kiedy chcemy mieć złudzenie, że czas płynie jeszcze szybciej, niż płynie). Jednak za chwilę pora wysiadać – stacja końcowa. Dokąd dojechaliśmy? Okazuje się, że czas trwania podróży niekoniecznie ma związek z przebytą odległością…

Marek Maj

Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek, …Kiełbasa i sznurek, Agora SA, Warszawa 2012

 

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>