13.10.2018

13.10.2018

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Kieliszek szampana?

Chyba każdy choć raz w życiu doświadczył takiego uczucia, że coś zupełnie wymyka mu się spod kontroli. Czego by nie zrobił lub nie powiedział, to i tak sprawy potoczą się w nieoczekiwanym kierunku, a raczej – w tym zupełnie niechcianym. Na dodatek, wszyscy jakby sprzysięgają się przeciwko ustalonej z góry wersji wydarzeń, nikt nie wierzy w żadne słowo, a bezsilność dopada z siłą wodospadu. Nic tylko się upić. Albo wskoczyć do morza…

Akcja najnowszej powieści Ruth Ware dzieje się właśnie na morzu. Ekskluzywny statek (aczkolwiek niewielkich rozmiarów) zabiera w rejs do Trondheim garstkę pasażerów, między innymi dziennikarkę po przejściach traumatycznych, na antydepresantach i z problemem alkoholowym. Lo Blacklock, główna bohaterka „Dziewczyny z kabiny nr 10”, nadmiar emocji próbuje uśmierzyć opróżniając minibarek w kajucie nr 9. Pech chce, że zapomina tuszu do rzęs i postanawia pożyczyć maskarę od sąsiadki z kabiny obok. A późno w nocy, usłyszawszy plusk wody i wyjrzawszy przez drzwi, Lo dostrzega plamę krwi na oszklonej balustradzie. Jest przekonana, że dziewczyna z kabiny nr 10 została zamordowana, ale… ponieważ Blacklock była pijana i na prochach, nikt nie chce jej uwierzyć. Zwłaszcza, że kajuta o tym numerze od początku rejsu była niezamieszkana…

Łatwo jest oszukać ludzki umysł, ale dziennikarka wie, co widziała i nie podda się bez walki. Zwłaszcza po tym, kiedy na zaparowanym, łazienkowym lustrze wyłonią się litery ostrzegające ją przed węszeniem w sprawie znikającej pasażerki, a jedyny dowód, czyli rzeczony tusz do rzęs, zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach. Grono podejrzanych jest wąskie, niewielu gości, niewielu członków załogi i obsługi… W luksusowym otoczeniu rozgrywa się dramat bezsilności, a podejrzanym może być każdy… i niewiele jest czasu na rozwiązanie zagadki – niedługo statek zawinie do Trondheim. Akcja rodem jak z powieści Agathy Christie, tylko panna Marple, jakaś taka… wkurzająca.

Nie zapałałam sympatią do postaci Lo Blacklock, nie identyfikuję się z nią zupełnie, jest słaba, nadużywa alkoholu, mężczyznę, który ją kocha, traktuje jak, jak… brak mi słowa, ja bym się nie ośmieliła tak. A na dodatek popełnia błędy, nie myśli dedukcyjnie, nie wyciąga trafnych wniosków. I bez przerwy pakuje się w kłopoty, aż… nie mogę powiedzieć. Niemniej, finał przynosi ulgę – wreszcie rozwiązanie zagadki, która się tak naprawdę sama wyjaśnia. Zupełnie inaczej niż u Agathy Christie.

Najnowsza powieść Ruth Ware może i nie jest perełką wśród kryminałów, ale czyta się ją lekko i szybko. Bardzo dobrym pomysłem było zamieszczenie informacji prasowych czy też rozmów z forum internetowego, które budują napięcie i pomagają czytelnikowi snuć własne domysły. Z kolei opisy wnętrza statku, podkreślające gust i bogactwo właściciela, przywodzą na myśl scenerie utworów Agathy Christie, do której autorka nawiązuje celowo, zaznaczając zresztą w niejednym z udzielonych wywiadów, że to jej mistrzyni. W sumie, to warto przenieść się na „Aurorę Borealis”, by doświadczyć odrobiny bezsilności z nutką luksusu… a może po to, by samodzielnie rozwiązać tajemnicę dziewczyny z kabiny nr 10? Zapraszam! „Bardzo mi miło powitać (…) na pokładzie. (…) Czy mogę zaoferować kieliszek szampana?”

Mirka Chojnacka

Ruth Ware, Dziewczyna z kabiny numer 10, przekład: Ewa Kleszcz, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2018

1 comment to Kieliszek szampana?

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>