Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Kobiety górą!

Jak to jest, ze do niektórych powieści wraca się i wraca… a te z czasów wiktoriańskich nigdy się nie nudzą… pochłaniałabym ich tony! Pewnie dlatego, że zazwyczaj są o miłości i piętrzących się trudnościach stających na drodze dwojgu zakochanych, i prawie zawsze kończą się happy endem. A do tego wszystkiego w tle Anglia, często mroczna, deszczowa i konserwatywna. Konserwatywna na tyle, że druga powieść Anne Brontë wydana na rok przed jej śmiercią (w 1849 r.) o pewnej lokatorce domu w Wildfell Hall wywołała skandal. No ale przecież od czegoś trzeba było zacząć prozę feministyczną, a za pierwsze w tym duchu uważa się właśnie dzieło najmłodszej z sióstr Brontë.

Gilbert Markham zakochuje się w Helen Graham. Co może pójść nie tak? Jak dobrze wiecie – wszystko. Tym bardziej, że kobieta skrywa wiele tajemnic. Z jej dziennika powoli wyłania się przeszłość, która wpłynęła na to, kim się obecnie stała. Zimna i stroniąca od towarzystwa. Kochająca matka dla małego synka. Wdowa. Artystka. A przy tym silna i niezłomna kobieta, która sama zarabia na swoje utrzymanie. W tych czasach? Niezależna od mężczyzn? Tak nie może być. Coś z nią musi być nie tak. Staje się więc tematem plotek w środowisku pruderyjnych matron i płochych dziewczątek, tym bardziej, że nie interesują ją ani flirty, ani rozmowy o szydełkowaniu czy pogodzie. Za dużo przeszła w życiu. I nie zdradzę co, ale powiem, że prawdopodobnie postać Helen wzorowana była na żonie Lorda Byrona Annabelli – Lady Byron. Nie wytrzymam, muszę tę ciekawostkę napisać – ich córka Ada była pierwszą na świecie programistką komputerową, napisała logarytm, który mógł być użyty do zaprogramowania maszyny! Podobnie i lokatorka Wildfell Hall, wprawdzie nie napisała logarytmu, ale zdecydowanie górowała nad przeciętnymi, ośmielę się rzec, rozumami mieszkających w okolicy mężczyzn.

Świetnie skonstruowana jest powieść Anne Brontë. Nie przepadam za formą epistolarną, ale tym razem (kolejnym razem) dałam się porwać. Gilbert pisze listy do przyjaciela i skubany, w najciekawszym momencie zawsze przerywa. I choć znamy ten sposób od czasów „Baśni z 1001 nocy”, to i tak dajemy się wciągnąć, wkurzając się, że nie wszystko zostało wyjaśnione. Swoją drogą, to po co? Nie byłoby zabawy, a książka trzyma w napięciu do samego końca! Przecież nie wiemy, czy zakochańce będą razem, czy nie. Sporo kłód im pod nogi rzucą zazdrośni i przywiązani do tradycyjnego podziału ról społecznych znajomi. W końcu Helen daje Markhamowi do przeczytania swój dziennik, ryzykując, że po odkryciu prawdy, nie będzie jej już kochał. A wy, jak myślicie? Odpowiedź, oczywiście, nie jest taka oczywista [śmiech]. Różne są happy endy…

Podziwiam odwagę Brontë. I nieistotne jest, czy autorką wszystkich powieści, wydanych wszak pod tym samym nazwiskiem, była Charlotte (najnowsze badania idą w kierunku takiej hipotezy właśnie). Najważniejsze, że to „Anne” obnażyła w końcu prawdę o małżeństwach w wiktoriańskiej Anglii. O tym, jak były traktowane kobiety-żony i jak nędzne wiodły życia albo raczej, jakimi potworami okazywali się mężczyźni, żądający bezwzględnej lojalności i karzący okrutnie wszelkie przejawy buntu. Cóż, niby sporo zmieniło się od tamtych czasów, a jednak ciągle istnieją pewne ograniczone koncepcje, zabraniające kobietom decydowania o swoim ciele i losie, zdecydowanie uwsteczniające dokonania feministycznych ruchów. Helen, lokatorce z Wildfell Hall, udaje się wyzwolić spod panowania mężczyzn. Bądźmy jak Helen. Kobiety górą!

Mirka Chojnacka

Anne Brontë, Lokatorka Wildfell Hall, Wydawnictwo Mg, 2021

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>