Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Koedukacja triumfuje!

Nie mogłam się doczekać, aż w końcu – jest! Przedostatnia część tetralogii „Małych kobietek”, tym razem o małych mężczyznach. Do kompletu i całkowitego szczęścia brakuje mi tylko polskiego wydania sequelu „Jo`s Boys” o dalszych losach synów Jo Bhaer, których właśnie poznajemy jako małych chłopców mieszkających w Plumfield. Oby i ta historia ukazała się dzięki Wydawnictwu MG, gdyż życie dorosłych już mężczyzn może się okazać całkiem zwariowane i zwichrowane.

Tak mi się jakoś wydaje, że Louisa May Alcott nie miała zupełnie pomysłu na tę powieść. „Mali mężczyźni” są więc bardziej zbiorem kilkunastu scen z życia młodych chłopców pod okiem małżeństwa Bhaerów niż dobrze przemyślaną fabularnie historią z konkretnym początkiem i końcem. Uprzedzam, gdyż po poprzednich utworach z serii, ta pozycja może porządnie zaskoczyć. Niemniej, jest pełna uroku, humoru i… miłości. Tej ostatniej nigdy nie brakuje u Alcott, ale tym razem jest to wszechogarniająca miłość matczyna i ojcowska – aż nie chce się wierzyć, że w taki sposób można wychowywać dzieci i to nie tylko swoje osobiste, te przygarnięte czy przybłąkane również.

Mała dygresja – akcja rozgrywa się w przeciągu sześciu miesięcy, od wiosny do Święta Dziękczynienia (śmiesznie wyszło, bo właśnie 4 lipca skończyłam czytać książkę i zaczęłam pisać o niej), a otwierający tekst epizod dzieje się w momencie, kiedy najstarszy syn Bhaerów jest odrobinę młodszy od swoich dwóch kuzynów (również bohaterów utworu), którzy mają po dziesięć lat. No i teraz mamy do czynienia z dziwnym zamieszaniem chronologicznym, gdyż z poprzednich powieści wynika, iż Bhaerowie nie mogli się pobrać przed rokiem 1870… wydarzenia w utworze należałoby datować nie wcześniej niż w 1878, kiedy to kuzynowie mieliby po te 10 lat. „Mali mężczyźni” zostali opublikowani w 1871 roku, więc jaki cudem syn opiekunów chłopców jest od nich niewiele młodszy? No cóż, najwyraźniej L. M. Alcott zaprojektowała akcję daleko w przyszłość jeszcze nienadeszłą, choć przecież znana jest z odzwierciedlania faktów z własnej biografii w pisanych przez siebie utworach (za goodreads.com). I tutaj mimo wszystko też tak jest, ale to bardzo zasmucające wydarzenie, więc o nim nie napiszę. Sami doczytajcie.

Napiszę za to, że czytając „Małych mężczyzn”, przeniosłam się w świat wyjątkowych ludzi, którzy z miłości do dzieci stworzyli dom małym osóbkom, tym opuszczonym przez rodziców i tym, które szukają swojej życiowej drogi. Każda opowiedziana przez autorkę anegdota jest nieomal przypowieścią, z której naukę mogą czerpać nie tylko dzieci, ale i dorośli. Oczywiście, tak idealnych szkół nie ma, aczkolwiek ta jest niespotykana jak na owe czasy, gdyż eksperymentem dydaktycznym staje się koedukacyjność (sic!) i metody, polegające na odkrywaniu i doskonaleniu w wychowankach mocnych stron. A przede wszystkim na rozwijaniu kreatywności i autorefleksyjności, której tak bardzo w dorosłym życiu nam brakuje. I choć skierowana do młodszych czytelników, to książka Alcott wywoła uśmiech na niejednej starszej twarzy, pozwalając jeszcze raz spłatać psikusa, poczuć guza na obolałej głowie i wspiąć się do domku na drzewie. I żyć marzeniami.

Mirka Chojnacka

Louisa May Alcott „Mali mężczyźni”, Wydawnictwo Mg, 2020

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>