Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Kraj Wiecznie Drżącej Ziemi

ganbare„W Japonii obok żywych żyją zmarli. To nic nadzwyczajnego. Zwłaszcza pomiędzy drugą a trzecią w nocy, kiedy szczelina oddzielająca światy staje się cieńsza. Zwłaszcza w miejscach, w których ktoś zginął gwałtowną śmiercią.”

Jak żyć i snuć plany na przyszłość, gdy codziennością jest mniej lub bardziej drżący oddech śmierci na naszym karku? Co zrobić, by ją oswoić i ze spokojem spojrzeć w puste oczodoły? Czy można się z nią pojednać, gdy bezradnie patrzyliśmy jak najbliższych pochłania wielka fala? Jak żyć w zgodzie z duchami przodków, demonami, upiorami wciąż wnikającymi w świat żywych? Wreszcie czym jest starcie nieposkromionych żywiołów, w zderzeniu z niszczycielską potęgą atomu?

11 marca 2011 roku, media obiegły doniesienia o trzęsieniu ziemi w Japonii, chwilę potem zrujnowanej falą tsunami. Przytłaczający obraz zniszczeń porażał swym ogromem, podobnie jak świadomość śmierci tysięcy ludzi i zwierząt. Jednak mnie chyba najbardziej zadziwił i poruszył spokój tych, którym udało się przetrwać kataklizm. Wciąż mam przed oczami długą kolejkę ludzi pokornie czekających na doraźną pomoc bez cienia emocji na twarzach. Media informowały na bieżąco o tym, jak Kraj Kwitnącej Wiśni – będący jednocześnie światową potęgą technologiczną- słynący z dyscypliny i porządku, sprawnie radzi sobie z odbudową i sprzątaniem kraju po wielkiej fali.

Katarzyna Boni w swoim reportażu przemierza dotknięte tsunami miejscowości, rozmawia z tymi, którzy zostali na miejscu i tymi ewakuowanymi do domów tymczasowych. Z wielkim szacunkiem, empatią i uważnością wysłuchuje ich historii. Bo tsunami zabrało życie także tym ocalonym. Każdy tragedię przeżywa w sobie właściwy sposób. Wśród nich jest ojciec, który stracił żonę i córkę, dzieci, którym tsunami uśmierciło rodziców, rodzice, którym odebrało ukochanego syna. Codziennie umierają z bólu po stracie najbliższych, lub omamieni złudzeniami żyją przeszłością, w ciągłym zawieszeniu, jakby w tej jednej chwili zatrzymał się czas. Jak gdyby najbliżsi wciąż żyli, tylko wyszli gdzieś na chwilę.

W Japonii umarli opiekują się żywymi, żywi zmarłymi. Ludzie wierzą, że po śmierci dusza odchodzi dwa razy. Duch nie zazna spokoju póki ciało nie zostanie spalone i pochowane w rodzinnym grobie. Wierzenia w pewien sposób tłumaczą to, co trudno wyjaśnić i z czym trudno się pogodzić, porządkują świat. Stają się również źródłem nieszczęścia i bólu, gdy zmarłych nie udało się odnaleźć. Grobowiec jest łącznikiem i bramą do raju, którą duch wraca na ziemię podczas Obon, japońskiego święta zmarłych. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni wierzą w duchy, mitologiczne stwory, dobre i złe demony oraz Yūrei – czyli „ulotne dusze” tych, których dotąd nie odnaleziono i nie pochowano według przyjętych obrządków. Yūrei tkwią więc pomiędzy światami żywych i umarłych przybierając różne postaci. Wracają, bo trzymają je na ziemi niedokończone sprawy, miłość, tęsknota, złość, nienawiść lub potrzeba zemsty. Wracają także ci, którzy nie zdają sobie sprawy z własnej śmierci i ci, którzy odejść nie mogą trzymani kurczowo przez najbliższych. Po 11 marca 2011 roku w Japonii pojawiły się zupełnie nowe, nieznane dotąd demony…

O awarii reaktora w elektrowni Fukushima Dai-Ichi informowano opinię publiczną, lecz komunikaty były fragmentaryczne i dość powierzchowne. Owszem, ewakuowano mieszkańców z najbardziej skażonych terenów, jednak japońskie władze za wszelką cenę umniejszały nabrzmiewający problem. Próbowano zaniżać i ukrywać faktyczny poziom napromieniowania. Do czasu. Gdy rozmiaru promieniotwórczego skażenia w regionie Tōhoku nie dało się już dłużej skrywać, podobnie jak ludzkiej bezradności wobec zniszczeń z nim związanych, przedstawiciel operatora elektrowni przyznał, że katastrofa atomowa w Fukushimie jest równie silna, lub nawet większa, od tej w Czarnobylu przed 25 laty.

Jak to możliwe, że kraj który w 1945 roku otrzymał morderczy cios w postaci atomowych bomb zrzuconych na Hiroshimę i Nagasaki, bezgranicznie zaufał w pokojowe zastosowanie atomu i ludzkie nad nim panowanie? Dlaczego tam, gdzie w ciągu roku dochodzi nawet do tysiąca trzęsień ziemi, postawiono na energetykę jądrową? W latach 70 zeszłego wieku ruszył japoński program nuklearny. Przez długie lata kreowano zwodniczy mit bezpieczeństwa energii jądrowej, zapanowała bezrefleksyjna pogoń za zyskiem. Powojenne pokolenia zostały wychowane w permanentnym zachwycie i optymizmie wobec techniki. Powoli odwracano się od tradycji życia w harmonii z naturą koncentrując się na szybkim i bezrefleksyjnym postępie technologicznym. Istnieje powszechne przekonanie, że katastrofa nuklearna z 2011 roku jest zdecydowanie czymś więcej niż tragicznym zbiegiem okoliczności.

Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni, jak nikt zdają sobie sprawę z ulotności stanu rzeczy, są świadomi kruchości tego, co na pozór wydaje się trwałe. Ziemia pod ich stopami drży niemal codziennie, a historia od wieków tkana jest z podobnych wydarzeń. „Daj z siebie wszystko, dasz radę! GANBARE!”- Japończyk zewsząd słyszy, że musi iść naprzód nie oglądając się za siebie, odbudować dom, sklep, miasto. Lecz co ma zrobić ze smutkiem, nagromadzonymi emocjami? Jak ulżyć cierpieniu? W Japonii obowiązują surowe azjatyckie wartości wpajane już w dzieciństwie. Nie należy okazywać uczuć, oczekuje się posłuszeństwa, lojalności i pełnego zaufania wobec tych, którzy stoją wyżej w hierarchii. Należy być posłusznym konformistą, niechętnym do kwestionowania czegokolwiek, przedkładającym dobro grupy nad swoje. Samotność, izolacja, zagubienie, wstyd przed okazywaniem emocji, skrywanie słabości, niechęć wobec jakiejkolwiek pomocy psychologicznej – to cechy większości Japończyków.

Reportaż „Ganbare! Warsztaty umierania” Katarzyny Boni to książka wyjątkowa i poruszająca. Udowadnia, że mimo kulturowych i religijnych odmienności, każdego z nas, w każdej chwili może zalać ogromna fala cierpienia i rozpaczy po stracie najcenniejszego. „Ganbare!…” to książka o trudnych emocjach i potrzebie ich uwolnienia. O niszczycielskiej sile natury atakującej Japonię od setek lat. Lecz przede wszystkim jest to książka o ludzkiej pysze i śmiercionośnym, radioaktywnym demonie, który zlekceważony wymknął się z ludzkich rąk. Demonie podstępnym, przebiegłym i niebywale skutecznym, zabijającym wszystko powoli, bez pośpiechu. I choć nie można go dotknąć, nie ma zapachu i jest niewidoczny dla ludzkiego oka, niepostrzeżenie infiltruje każdą przeszkodę niszcząc wszystko na swej drodze. Demonie, który będzie towarzyszył ludzkości jeszcze przynajmniej 100 tysięcy lat (tyle musi być przechowywane zużyte paliwo atomowe, by dokonał się proces jego utylizacji).

Nieprędko zapomnę o książce Katarzyny Boni. Jeden rzut oka, na piękną skądinąd okładkę i znowu wzburzona czarna fala zalewa mnie reaktywując zawarte w niej historie. Ten przejmujący reportaż spędził trochę czasu buzując w mojej głowie, musiałam się z nim zmierzyć, pozostać uważną, spojrzeć bohaterom w oczy. Dziś czuję, że od czasu lektury ciężar przeżyć poniekąd dźwigamy wspólnie. Niełatwo znaleźć odpowiednie słowa, gdy czujesz, że to jedna z najważniejszych książek, jakie dotąd czytałeś. „Ganbare! Warsztaty umierania.” przeszywają na wskroś, uzmysławiają czytelnikowi, że musi przestać udawać, że umieranie go nie dotyczy, bo „śmierć jest nieunikniona. Po prostu”. Szepczą ustami mnicha: zatrzymaj się, wybierz to, co dla Ciebie najważniejsze. Ciesz się z każdego oddechu, bo może być tym ostatnim. Znakomita lektura, polecam!

Ewa Ciereszko

Katarzyna Boni,GANBARE! WARSZTATY UMIERANIA,Wydawnictwo AGORA SA, Warszawa, 2016, Stron: 300

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>