12 października 2019 r.

12 października 2019 r.

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

L = M x C

Tym razem postanowiłam nie dać się Hezroniemu – przeciągałam czytanie drugiej części „przygód” agenta 10483 w nieskończoność, gdyż żal mi było każdej strony… i bałam się, po prostu, że znowu mi autor to zrobi i, że nie będę mogła doczekać się następnej części. „Trzy koperty” przeczytałam w trzy godziny, „Ostatnie instrukcje” w trzy dni. Dłużej już nie mogłam odkładać dojścia do finału, oczekiwanego i nieoczekiwanego zarazem, którego (oczywiście) nie zdradzę. No cóż, mogę powiedzieć tylko tyle, że zapowiada się trzecia część.

Nir Hezroni tym razem poszedł dalej niż dwutorowość w koncepcji fabularnej (narracyjnej), wciągając czytelnika w niesamowitą grę – oprócz śledzenia na bieżąco losów agenta w drugim, pisanym przez niego zeszycie, trzeba łączyć płaszczyzny czasowe i dwie inne narracje. Nie powiem, zabieg wyczerpujący umysłowo, ale satysfakcja gwarantowana – można się poczuć nieomal jak jeden z członków Organizacji tropiący 10483, który ma zadanie do wykonania i musi to zrobić szybko. Od tego zależą losy świata i życie wielu milionów ludzkich istnień.
Psychotyczny agent 10483 zdał mi się w „Ostatnich instrukcjach” jeszcze (oj, boję się użyć tego słowa, ale chyba najlepiej oddaje „naszą” relację) bliższy. A stało się tak dlatego, że autor pogłębił portret psychologiczny tej postaci o wymiar iście makiaweliczny, okraszony poetyckością marzeń sennych i, przynajmniej w moim przypadku, litością i trwogą. Naprawdę współczułam człowiekowi, który oprócz tego, że zrobiono z niego bezwzględną maszynę do zabijania, stał się eksperymentalnym obiektem transformacji mózgu podczas hipnozy. Jakby jego lęki z dzieciństwa się urzeczywistniły – nie dolano mu trucizny do napojów w lodówce, ale zatruto umysł… a co gorsza, stał się taki tylko dlatego, że KTOŚ widział w nim idealne narzędzie zbrodni. Jakby Hezroni chciał powiedzieć – patrzcie, co dzieje się z człowiekiem, którego poddamy reifikacji. Czytajcie i bójcie się.

Zaryzykuję twierdzenie, że izraelski twórca otworzył nowy rozdział powieściopisarstwa sensacyjnego i już niełatwo będzie osiągnąć poziom, który wyznaczył. W tym dyptyku jest wszystko, czego można oczekiwać po thrillerze, a nawet więcej – autor pozostawia czytelnika z pytaniami, które rodzą się w pierwszej części i wybrzmiewają zdecydowanie mocniej w drugiej. Potrafi też Hezroni siłę dramatycznych wydarzeń osłabić wprowadzeniem dialogów rodem z filmów Tarantino – dwóch braci (płatnych zabójców) prowadzi dysputy na błahe tematy, a w tle ofiara, z której trzeba wydobyć niezbędne informacje. Czarny humor na najwyższym, światowym, rzekłabym – międzynarodowym poziomie.

Nie pozostało mi nic innego, jak liczyć na to, że powstanie seria doskonałych powieści, że Nir Hezroni nie zostawi mnie w obawie o dalsze losy Karmit czy Rotem zbyt długo. Oby. I oby lęk nie stał się iloczynem myśli i czasu, bo nie mam pojęcia, jak moje życie potoczyłoby się, gdybym zaznała takiego bólu, jak 10483. Wiem jedno – zostawiłabym wtedy… ostatnie instrukcje.

Mirka Chojnacka

Nir Hezroni, „Ostatnie instrukcje”, Media Rodzina, 2018

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>