Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

„Lubię mieć kontakt ze swoimi emocjami” – rozmowa z Beatą Zuzanną Borawską

„Sama siebie nie pamiętam” to debiut literacki Beaty Zuzanny Borawskiej. Zbiór kartek z dziennika, prozy poetyckiej oraz kolaży Anny Paszkowskiej, to niezwykła literacka podróż, w której ważna jest pamięć i jej brak, cielesność i choroba, kobiecość i więź z otaczającymi nas ludźmi… Wyłuskane słowa i zdania układają się w opis zmagań i doświadczeń, które towarzyszą w opiece nad osobą chorą.
Poniżej rozmowa z Autorką.

Po przeczytaniu Twojego debiutu mam wrażenie, że jesteś uważną i wrażliwą obserwatorką. No i… masz bardzo dobrą pamięć! Jak powstała ta książka? Co było najpierw? Zapiski dnia codziennego, a potem pomysł na książkę?

Beata Zuzanna Borawska: Dziękuję za te słowa. Faktycznie pamięć mam póki co dobrą, w kontekście mojej książki ta odpowiedź brzmi humorystycznie nawet. Mam wrażenie, że wrażliwość czy uważność, otwartość na obserwacje wynikają z jakiegoś potencjału, który się dostaje w pakiecie z charakterem, osobowością od urodzenia. Też mam stany, jak wszyscy, gdzie ta uważność się rozprasza, więc to nie jest tak, że jestem jakąś mistrzynią zen, która tu będzie się mądrzyć o uważności. Ale jednak fundamentem powstania tej książki niezaprzeczalnie jest uważność i wrażliwość.

Na początku powstały wiersze, albo pierwsze, robocze ich wersje. Nie zapisywałam nic w notesach, czy komputerze, raczej zaczęło się od wysyłania tych zaskakujących, przewrotnych potknięć językowych na Messengerze mojemu partnerowi, który był w pracy. Od początku widziałam w tym twórczy potencjał, ale nie myślałam jeszcze o książce, czy jakiejkolwiek publikacji tego. To było intymne i było tego za mało, aby tak myśleć. Równocześnie robiłam też fotografie, które też wysyłam. To było naturalne, telefon mamy pod ręką, wiec zapis na Messengerze wypowiedzi układał je automatycznie w wersy, cyknięcie zdjęcia to też chwila. To był proces intymny, ale też na tyle uniwersalny i piękny, że postanowiłam coś z tym zrobić. Tak to się zaczęło.

Kartki z dziennika, wspomnienia, wiersze… W swoich tekstach poruszasz temat starości, samotności… Jest bezradność, bliskość, niepamięć… Ale też refleksje na temat kobiecości. Tyle tematów w jednym zbiorze… Czym on jest dla ciebie?

BZB: Mówi się, że pierwsza książka jest o sobie. Myślę, że coś w tym jest. Ostatnio stwierdziłam, że jeśli kiedykolwiek będę miała problem o czym pisać, to wystarczy, że do niej sięgnę i zajmę się rozwijaniem pierwszego lepszego wątku zawartego w niej. Jestem kobietą, feministką, otaczają mnie i wspierają kobiety, jestem ubogacona tym doświadczeniem, widzę to, co nazywamy genderem. Towarzyszą temu różne emocje. Ja lubię mieć kontakt ze swoimi emocjami, lubię je wyrażać na różne sposoby. To wszystko składa się na tematykę książki. Doświadczenie współchorowania uruchamia wiele, to moje współchorowanie niejako zaraża innych i powstają coraz to większe metaforyczne kręgi na wodzie. Żal o tym nie pisać. Myślę, że również na tę książkę patrzę w kategorii debiutu, spotkań autorskich. Cieszę się, że o tym będę mogła porozmawiać z innymi ludźmi i to będzie przyczynkiem do spotkań, będzie przewodzić. Da się tym zmienić trochę świat. Wierzę w to.

Poza różnorodnością tematów zdecydowałaś się również na różne formy literackie. Mamy tu prozę i wiersze… I to właśnie chora na Alzheimera Maria mówi „poezją”. Jak to było, że w monologach chorującej Marii dostrzegłaś literacki potencjał?

BZB: Tak jak już wspomniałam, było to naturalne, pomógł też kontakt z literaturą i poezją, który towarzyszy mi od zawsze, w większym lub mniejszym stopniu. Kiedyś czytałam wywiad z Natalią Przybysz, która właściwie takie najbardziej popularne frazy do swoich utworów wzięła z wypowiedzi swoich dzieci. Przyznała, że kiedyś jej córka zwyczajnie powiedziała podczas rysowania „Muszę się nauczyć jak malować ogień” i ona wiedziała, że to jest gotowa fraza piosenki. Myślę, że u mnie zadziałał dokładnie ten sam schemat. Takie rzeczy się wie. Właściwie czytamy poezję innych albo prozę i coś nas zachwyca, też sobie to przyłączamy do siebie, budujemy „siebie” z tego, z tą różnicą, że robimy to prywatnie, w jakimś swoim świecie intymnym, coś w nas dany cytat z książki przekształca, nazywa. Kiedy jesteśmy twórcami, twórczyniami to działa na takiej samej zasadzie, świat nam coś robi i my „to coś” włączamy do własnej twórczej kreacji. Także jeśli chodzi o sam schemat to nie jestem odkrywcza. Ale z drugiej strony sam fakt zapisywania głosu Chorej w ten sposób już myślę zasługuje na uwagę.

Jak myślisz, kogo zainteresuje ten niezwykły zbiór?

BZB: Na spotkaniu autorskim powiedziałam, że to książka dla Polaków i w sumie się nie wycofuję z tego. Muszę też powiedzieć anegdotkę o takich odbiorcach nieplanowanych. Byłam podpisać kilka egzemplarzy książki w Fice – naszej lokalnej księgarni, i w tym czasie było w sklepie akurat starsze małżeństwo, które było zainteresowane książką i ją kupiło, ale był też Pan, który się tej rozmowie przysłuchiwał i również kupił egzemplarz, a kiedy wypisywałam dedykację okazało się, że kupił ją dla dziewczynki na komunię w prezencie. Tłumaczyłam, że to nie jest książka dla dzieci, ale powiedział, że obdarowana przeczyta ją jak dorośnie. Także nie mam grupy docelowej. Nawet ta sytuacja rozbudziła moją wyobraźnię i myślałam nad tym, co jeśli ta dziewczynka za kilka lat, kiedy będzie nastolatką, pomyśli o tej książce, czy i jak ją zrozumie. Chciałabym się tego dowiedzieć.

To rzeczywiście będzie niezwykły prezent na komunię… Masz już odzew od pierwszych czytelników?

BZB: Tak. Pojawiła się pierwsza recenzja książki, ponoć pozytywna, ale niestety nie mogłam jej posłuchać na żywo, więc czekam na podcast w sieci. Jeśli chodzi o odbiór taki typowo czytelniczy to do tej pory były to same głosy pozytywne, że teksty poruszyły głęboko, że jest piękna, pięknie wydana, że samo trzymanie jej w ręku sprawia przyjemność. Że to obrazowanie kobiecości było ważne. Jedni żałowali, że prozy mogłoby być więcej, inni czują niedosyt poezji. Były głosy nawet, że poprzez tę cześć poetycką w jakiś sposób dałam nieśmiertelność samej Chorej, to metaforyczne wyznanie bardzo mnie wzruszyło.

Książkę wspaniale dopełniają kolaże Anny Paszkowskiej. Razem pracowałyście nad koncepcją, czy to samodzielny projekt graficzki? Jak wyglądała Wasza współpraca?

BZB: Ja Anię bardzo chciałam do tego projektu włączyć, kiedyś jadłam obiad w Amarze i spojrzałam na nią i powiedziałam sobie: ona mi złoży książkę. Nic jej oczywiście nie mówiłam wtedy, dopiero po roku kiedy miałam skończoną wersję roboczą, znów wpadłyśmy na siebie w Amarze i powiedziałam jej o tym projekcie. Ania po przeczytaniu się zgodziła, napisała mi, że to jest piękny i ważny projekt, co dodało mi pewności siebie. Na początku nie chciała podjąć się kolaży, ale jak zobaczyła moje wersje, po sprawdzeniu jeszcze kilku innych możliwości, się zgodziła. Jeśli chodzi o samą pracę nad kolażami to, zrobiłam można powiedzieć dobry grunt, bo wybrałam fragmenty wierszy, które są częścią kolaży. Zrobiłam spis motywów, skojarzeń, które chciałabym, żeby były się na nich znalazły. Ściągnęłam trochę wizualnych motywów, które mnie zaciekawiły. To była taka moja baza, którą Ania przyjęła i przefiltrowała przez siebie, swoją wrażliwość. Po jakimś czasie przesyłała mi gotowy kolaż. Kiedy to się stało dopracowywałyśmy szczegóły, np. może przesunąć tekst w inne miejsce, coś wyostrzyć, rozmazać… takie twórcze szaleństwo w późnych godzinach wieczornych kiedy wszyscy śpią. Polecam współpracę z Anią, już to gdzieś mówiłam, ale uważam, że to strzał w dziesiątkę, że Ania zajęła się składem książki i kolażami. Byłyśmy w tym razem bardzo długo i efekt bardzo mnie cieszy. Z tego co słyszałam, również to doceniają czytelnicy.

Wiem, że jesteś obecnie studentką studiów pisarskich na Uniwersytecie Szczecińskim.
Pewnie planujesz już kolejną książkę?

BZB: Jeszcze nie odpowiadam na pytania o moją kolejną książkę. Cały proces wydawniczy to też wiele miesięcy przecież. Ja lubię mieć dopracowane wszystko na ostatni guzik, także kolejna książka to wygospodarowanie nowej przestrzeni, energii. Też jestem zwolenniczką takiej „twórczości zrównoważonej”. Nie mam w sobie presji, że muszę trzaskać premiery co pół roku, żeby utrzymać się na jakieś wyimaginowanej fali. Zresztą nie muszę dbać o to, aby „wyskakiwać z lodówki”, bo za sprawą magnesów z kolażami, które wypuściliśmy do książki, jestem na tej lodówce zawsze. To oczywiście żart, ale teraz mam czas promocji książki, prowadzę rozmowy dotyczące spotkań autorskich poza Szczecinem i to jest coś czemu oddaje swoją energię. Prawdę mówiąc to wierzę w swoją książkę i chcę z nią trochę pobyć, przegadać o niej z ludźmi kilka wieczorów. Czuję, że tematy w niej są jeszcze niewyczerpane. Z drugiej strony mówienie o nich jest dla mnie też wyzwaniem, bo to są cholernie trudne tematy. Właściwie z każdym wywiadem, spotkaniem uczę się o tym wszystkim, o czym napisałam, mówić na nowo. Więc nie mam mentalnie jeszcze przestrzeni na nową książkę, co nie znaczy że nie jest napisana.

Z Autorką rozmawiała Monika Wilczyńska

Beata Zuzanna Borawska (ur. 1985) – od ponad dziesięciu lat związana z kulturą jako: dziennikarka, animatorka kultury, wydawczyni płyt z muzyką jazzową, współautorka filmu pt. „Narcyz o sobie. Historia Marka Kazany”. Aktywistka społeczna, feministka, obecnie studentka studiów pisarskich na Uniwersytecie Szczecińskim.

Zdjęcie: Piotr Nykowski
Grafika: Anna Paszkowska

 

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>