Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Ludzie listy piszą

Pandora naprawdę miała pecha. Nie była zachwycona, gdy Zeus wysłał ją na ziemię i kazał poślubić Epimeteusza, nudnego, niezbyt mądrego przeciętniaka. Dał jej też podchwytliwy prezent, tajemniczy, zapieczętowany dzban. Podstępnie, bez słowa wskazówki, później więc się tłumaczyła, że przecież nikt ani słowem nie wspomniał, że nie wolno do niego zaglądać. Ciąg dalszy zna cały znękany świat, spod uchylonej pokrywy wypełzły wszelkie możliwe nieszczęścia, a tylko na dnie została nadzieja. Pandoro, co narobiłaś, ciekawość to pierwszy stopień do piekła! Acha, no to znajdźcie kogoś, kto by nie zajrzał do tego dzbana.

Dlatego trudno winic Cecillię Fitzpatrick, że według przepisu Pandory zdruzgotała sobie swoje idealne i perfekcyjne życie. Miała dużo więcej szczęścia, bo jej mąż John-Paul na pewno nie przypomina Epimeteusza – jest przystojny, mądry, zaradny, kochający. Fitzpatrickowie, urodziwi, w punkt dobrani, dobrze sytuowani, o nieskazitelnym guście, zaznają wspólnego szczęścia, miłości i rodzicielstwa (trzy córki jak z obrazka) na dostatnich i elitarnych przedmieściach Sydney. Do czasu, gdy Cecillia niechcący przewraca na strychu karton z rupieciami i przeterminowanymi dokumentami. Wylatuje z niego nieco pożółkły, zmiętolony i zaklejony list, z intrygującym napisem na kopercie: „Dla mojej żony, Cecillii Fitzpatrick. Otworzyć wyłącznie w przypadku mojej śmierci”. Trzeba przyznać, że Cecillia kilka dni rozsądnie biła się z myślami. List wyraźnie miał jakąś przeszłość, ślady zmiętolenia i przebarwienia wskazywały na dawny czas jego napisania i rozterki nadal żyjącego w pełni sił autora. Czy warto więc grzebać w przeszłości skoro teraźniejszość jest tak idealna? A jednak John-Paul go zachował i ukrył w tak dziwnym miejscu. Otwierać, nie otwierać?

Tajemnic nie da rady skrywać w nieskończoność, natrętnym wytrychem do nich jest ciekawość. Otwarcie przez Cecillię listu zadziałało jak odsunięcie wieczka dzbana Pandory, z koperty wypełzła prawda, która uruchomiła ciąg nieszczęść, katastrof i zmian. Niewyjaśniona historia śmierci sprzed lat pięknej i oryginalnej nastolatki wstrząśnie życiem nie tylko Cecillii, lecz także wielu innych osób. Przeszłośc nigdy nie umiera, przekonuje w złożonej, wielowątkowej, zmuszającej do wielu pytań powieści „Sekret mojego męża” Liane Moriarty. Z mistrzostwem mitycznych prządek tka siec losów swoich bohaterów w skomplikowane i zawikłane wzory. Z kłamstw, przemilczeń, sekretów, żalów, ludzkich słabości Liane Moriaty, mistrzyni psychologicznej prozy, autorka słynnych bestsellerowych „Wielkich kłamstewek”, znów układa wciągającą historię i prowokuje zestaw intrygujących wątpliwości. Czy dobrze znasz swoich bliskich? Czy skrywają przed tobą jakieś sekrety? Czy warto je odkrywać za wszelką cenę? Czy na pewno wiesz o sobie wszystko?

Otwarcie listu w „Sekrecie mojego męża” jest jak przewracający się pionek w dominie. Ujawniona prawda może przejechać po życiu jak walec, jednak na dnie dzbana Pandory coś jeszcze zostało – nadzieja. Dla poobijanych przez prawdę bohaterów powieści jest jak koło ratunkowe. Ale zaraz, czyją to matką jest nadzieja? „Nikt z nas nigdy nie pozna wszystkich możliwych dróg, którymi mogłoby i pewnie nawet powinno potoczyć się nasze życie. Ale może to i lepiej. Niektóre sekrety powinny pozostać sekretami już na zawsze. Spytajcie Pandorę” – kończy przewrotnie „Sekret mojego męża” Liane Moriarty. Ale ten „Sekret…” jest tak dobry, że nie będziecie go chcieli zachować dla siebie i jak najszybciej zdradzicie go innym. Tylko ta biedna Pandora, trochę jej jednak żal…

Katarzyna Amon

Liane Moriarty, Sekret mojego męża, Wydawnictwo Znak, 2020

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>