Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Mam tę moc!

Zaczynam pisać tę recenzję trzeci raz. Pierwsza była przeładowana emocjami. Druga za bardzo osobista. Właściwie o mnie, a nie o „Nauczycielu z Polski”, jakkolwiek to nie zabrzmi. I zmieniam tekst nie dlatego, że się obawiałam obnażyć za bardzo, ale z zupełnie innego powodu. Poczułam moc!

Siostry nauczycielki i bracia nauczyciele! Nie czytajcie tej książki-poradnika, jeśli nie chcecie zmienić czegokolwiek w swoich metodach pracy. Nie ma sensu. Jeśli trzymają was w tym zawodzie ferie i długie wakacje albo jeśli nie mieliście innej opcji, nie wydawajcie kasy na ten tekst. Jeśli ta praca jest tylko koniecznością, odbębnianiem godzin etatowych, gdyż nie macie innego pomysłu na siebie i swoje życie – też jej nie bierzcie do ręki. Nie warto. Jeśli uważacie, że jesteście mistrzami-perfekcjonistami w nauczaniu i wychowywaniu, też spotka was zawód, a właściwie – po co czytać coś takiego, skoro już wszystko wiecie? Po nic, uwierzcie mi. Ten poradnik, a zapewne żaden, nie jest wam potrzebny.

Już słyszę te głosy oburzenia, że my, siostry nauczycielki i bracia nauczyciele, mamy misję i ją wypełniamy, że to i tamto. I jak ciężko jest teraz, w pandemii, podczas nauczania online. Jest. Owszem. Wiem, bo doświadczam. I jestem przerażona. Nie trybem zdalnym, idzie przywyknąć, ale tym, że szkoła (ogólnie) nie jest zupełnie przygotowana do czegoś takiego. Nie ze względu na moc sieci i dostęp do komputerów i/lub kamerek, ale braku metod pracy, jakby nie było, z żywym materiałem po drugiej stronie sieci. A co, jak tak zostanie na długo? Z przerwami wyłącznie na egzamin ósmoklasisty i maturalny? Co wtedy?

WTEDY trzeba będzie pomyśleć. Oby nie było za późno. Moja ukochana klasa Tygrysków powiedziała mi wprost, że sprawdziany online nie mają sensu. Nie ma takiej możliwości, żeby się nie porozumiewali, żeby „nie obeszli systemu”. Przyjęłam do wiadomości. Nie robię. Zresztą i tak nawet stacjonarnie nie wyglądały „normalnie” – mogli je pisać, wykorzystując dostępne źródła czy parami. Od dawna (chyba z pięć-sześć lat) też nie zadaję prac domowych, tym bardziej teraz, kiedy i tak surfowaliby w necie, oszukując siebie i mnie. Trudno jest w takim systemie o zaufanie, o którym pisze Szulski jako podstawie więzi między nauczycielem-wychowawcą a uczniem. Nie lubię tego słowa – uczeń czy uczennica, czuję się wtedy jak jakiś cholerny autorytet (wpisując się w stylistykę „Nauczyciela z Polski” ze słowem „cholerny”), który może runąć i nigdy się nie podnieść. Mam swoje Tygryski i tyle. I bardziej zależy mi na tym, żeby widziały we mnie człowieka/kobietę, mającą swoją historię życia, doświadczenie, która coś tam wie więcej i pokazuje im świat literatury, sztuki filmu niż konsekwentną perfekcjonistkę. A przede wszystkim mam nadzieję, że będą potrafiły myśleć krytycznie i kreatywnie, bo inaczej nie odnajdą się w świecie. Nawet jak nie zdadzą matury, to chcę mieć pewność, że sobie poradzą, że nikt im nie zrobi wody z mózgu. Jak nam, nauczycielom z Polski, przez tyle lat ciągłych zmian, reform, debat nad liczbą godzin i wymaganiami egzaminacyjnymi. I o tym też Jarek Szulski pisze.

Pisze również, że „czeka, aż ktoś wreszcie nie tylko pojmie, że coś z tym wszystkim jest nie tak, ale wreszcie coś zrobi”. Mogłabym powiedzieć – zróbmy coś, bo inaczej za rok lub dwa okaże się, iż jest pozamiatane. Czasy się zmieniają, obyczaje również, Tygryski też. Żadne nowe pokolenie nie będzie już takie jak rok wcześniej. A ja uwielbiam obie tegoroczne pierwsze klasy, które mam okazję i niewątpliwą przyjemność poznawać (nie nauczać, to jest i było na drugim planie), szczere, otwarte i kreatywne. Ubolewam, że nie mogę się z nimi witać przez podanie ręki przed wejściem do sali lekcyjnej, jak to drzewiej bywało, ale ciągle mam nadzieję na powrót do normalności i kontaktu fizycznego, który też jest istotny, jak mówi Szulski. Odebrałam również lekcję pokory od „Nauczyciela z Polski”, bo cokolwiek zrobię, będzie źle, a „Najwspanialsze metody zdewaluują się w obliczu konkretnego człowieka”. Mimo tego mogę powiedzieć, że lektura poradnika podarowała mi coś bezcennego. Wiarę w słuszność moich wyborów i zaufanie do samej siebie.

I zapamiętajcie: „Nie ma jednego słusznego sposobu uprawiania zawodu nauczyciela i wychowawcy”. Jeżeli zaś zechcecie sięgnąć po tę obszernych rozmiarów książkę, znajdziecie w niej bardzo osobisty obraz lat spędzonych nie za biurkiem, a wśród młodzieży, której na samym końcu oddaje głos Autor. Listy absolwentów do nauczycieli stanowią świetne podsumowanie całości – warto zmierzyć się z czyimiś emocjami i innym spojrzeniem na proces, któremu uczniowie są poddawani przez lata. Znajdźcie czas, żeby wyruszyć w fascynującą podróż, odkrywając nie tylko nowe metody pracy, ale i samych siebie, gdyż od tego trzeba koniecznie zacząć. Poszukajcie jasnej strony mocy we wszystkim, co robicie. Ja… Tak, mam tę moc! I chciałabym, żeby wszystkie młodsze koleżanki i młodsi koledzy też ją posiedli, bo starsi już poszli, a karuzela czeka i wzywa nas z daleka. Poczujcie moc, jak i ja poczułam, choćby czytając „Nauczyciela z Polski” Jarka Szulskiego. Teraz i na zawsze. Hawk!

Mirka Chojnacka

Jarek Szulski, Nauczyciel z Polski, Jarosław Szulski & Co Dom Wydawniczy, 2021

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>