Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Melancholia

Lubię, kiedy autor powoli buduje atmosferę tajemnicy i grozy. Lubię, kiedy trzyma mnie w napięciu i sprawia, że czuję dreszcz emocji przebiegający po skórze. Lubię, kiedy tym autorem jest Edgar Allan Poe! Tylko on potrafi tak poprowadzić narrację, że mrok i zwątpienie wkradną się w najdalsze zakamarki umysłu, siejąc strach i nieomalże fizyczny ból. Sącząc słowa z pogranicza obłędu, wykorzystają każdą słabość, by czytelnik zaczął się zastanawiać, czy wszystko wokół jest jeszcze realne, czy może dawno już przeszedł na drugą stronę. A co, jeśli tak?

Co tu dużo mówić – Poe był geniuszem. Genialne jest również wydanie „Opowiadań prawie wszystkich” (szkoda, prawie czyni różnicę, a można było pokusić się o wszystkie) w tłumaczeniu Sławomira Studniarza, począwszy od przekładu, a na okładce i ilustracjach skończywszy. Lubię, kiedy przesuwając palcem po tekturze, wyczuwam aksamit nadruku i gładkość we wklęsłych literach czy rysunku. Niezapomniane wrażenia, chciałoby się brać ciągle do ręki i dotykać, dotykać, dotykać! Zniewalające, doprawdy… jak i treść prawie wszystkich opowiadań. Próbowałam porównać do czegoś to, co one zrobiły ze mną – są jak wciskający się wszędzie dym, zasnuwający mgłą realność i przenoszący w inny wymiar. Wymiar fikcji Poego.

Jeżeli pamiętacie „Incepcję”, to Edgara Allana śmiało można nazwać architektem. Buduje swój gotycki świat, przechodząc na coraz to wyższy poziom razem z czytelnikiem. Albo raczej – na coraz głębszy, zupełnie właśnie jak w filmie Nolana, kiedy już nie wiadomo, czy bączek przestanie się kręcić, czy nie. A co, jeśli nie? Poe jest do tego mistrzem w ukazywaniu głębi psychologicznej swoich bohaterów, z których każdy ma rys jego własnej osobowości. Właściwie, to czytając, może się wydawać, że słuchamy opowieści samego autora, jego posępne oblicze tak bardzo pasuje do wyobrażeń o głównej postaci, że trudno oprzeć się temu wrażeniu. I te smutne oczy… niemniej, technika twórcy „Zagłady domu Usherów” wyprzedziła poszukiwania Dostojewskiego i szkoły realizmu psychologicznego. Zresztą wpływów gotyckich opowiadań i tych o rozwiązującym zagadki Dupinie nie trzeba daleko szukać – sami Alfred Hitchcock, Arthur Conan Doyle i Stephen King sięgali po prozę Poego. Inspiracji można by się spodziewać prawie w każdym horrorze czy kinie noir, ale żeby to ocenić, trzeba poznać źródło.

Gdybym miała wybrać swoje ulubione opowiadania z tego zbioru, to oprócz „Zabójstwa przy Rue Morgue”, byłyby te właśnie, których wcześniej nie czytałam – porażające atmosferą i zaskakujące zakończeniami. „Ligeja”, „Morella”, „Berenika” i „Eleonora” fascynują stopniami obsesji; „Człowiek tłumu” i „Schadzka” zadziwiają aktualnością; „Tyś to uczynił” – wielu twórców filmowych horrorów mogłoby się sporo nauczyć i straszyć nie tylko dźwiękiem; a na koniec „Dialog Eirosa i Charmiony” – no po prostu szok i niedowierzanie. W jakiś niewytłumaczalny sposób nasunął mi na myśl „Melancholię” Larsa von Triera. Kto wie, może coś w tym jest… a na pewno jest fascynujący świat Allana Edgara Poego, niepowtarzalny i zwyczajnie, literacko piękny, taki, jak lubię. A co, jeśli znajdziecie w nim prawdę o sobie?

Mirka Chojnacka   

Edgar Allan Poe „Opowiadania prawie wszystkie”, przekład: Sławomir Studniarz,  Wydawnictwo Marginesy, 2021

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>