Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Mnicetaje żapary

Jak to jest napisać powieść, która będzie miała wpływ na rozwój literatury? Eugène Sue zapewne nigdy się nie dowiedział, że zainspirował (łagodniejsze słowo niż plagiat, czyż nie?) takich twórców jak Wiktor Hugo czy Emil Zola. Jak to jest być pierwszym francuskim autorem, który opublikował swoje dzieło w odcinkach, i to dziewięćdziesięciu, od czerwca 1842 roku do października 1843? Wyobrażacie to sobie? Tyle czekać na finał historii? Aaa, no tak, przecież wygląda się z utęsknieniem kolejnego sezonu ulubionego serialu półtora roku albo i więcej, jak to było w moim przypadku i chociażby „Dextera” (prawie 10 lat!). Cofam ten sęk. Okej… to jak to jest być pierwszym francuskim autorem, który w jednym utworze zamieścił tyle postaci i to z tak różnych klas społecznych? I dzięki temu zyskać ogromną popularność? Tak to jest, kiedy ma się talent i słucha się dobrych rad – Eugène Sue chciał osiągnąć sukces pisarski i wykorzystał podsunięty przez przyjaciela, Prospera Goubaux, pomysł na opisanie najbiedniejszych warstw Paryża. I udało się. Spacerując po Cité, nieomalże jak Wokulski po Powiślu, i przyglądając się żyjącemu tam marginesowi społecznemu, Sue wykreował świat pełen mroku i ubóstwa, tajemnic i przemocy, ale jakże rozświetlony postacią księcia Rudolfa de Gerolsteina.

Najprawszy z prawych, przemyślny arystokrata z Księstwa Gerolstein (fikcyjnego, położonego w Niemczech), chodzący ideał, któremu wielu zawdzięcza wiele. I choć nie przepadam za tak krystalicznie czystymi postaciami, to akurat książę Rudolf zrobił na mnie wrażenie. Nie dlatego, że jest księciuniem z bajki oraz działa filantropijnie, lecz z powodu przemiany, jaką przeszedł i dlatego, że potrafi się idealnie wtopić w środowisko włóczęgów czy przestępców, co też czyni, by osiągnąć swój cel. Jaki? Doczytajcie, ale normalnie zaimponował mi ten mężczyzna, chociażby znajomością sztuk walki (sam E. Sue ćwiczył boks i był doskonałym jeźdźcem) czy umiejętnością posługiwania się argotem. Chciałabym, chciała… Pytacie, co to argot? Spieszę wyjaśnić – taka hermetyczna odmiana języka, wywodząca się z francuskiego, a służąca od XVII wieku we Francji do określania żebraków czy bezdomnych, później zaś jako nazwa żargonu, którym się te warstwy społeczne posługiwały. Współcześnie, przeciętnemu Francuzowi (za J. Kortasem) kojarzy się z nieprzyzwoitymi potocyzmami, często zrozumiałymi tylko dla wtajemniczonych, zwłaszcza więźniów. Mówiąc po naszemu – to socjolekt, który charakteryzuje się ekspresyjnością i posiada funkcję maskującą. Hihi, na pewno znacie z dzieciństwa i/lub literatury techniki tworzenia takich wyrazów, chociaż nie wiedzieliście, że wywodzą się z argotu… na przykład: laco laście lacieli ladzieć? Innymi słowy – co byście chcieli wiedzieć? I nie rozpiszę się tu już o innych sposobach powstawania derywatów w argocie, jak choćby zmianie szyku sylab (biznes – znesbi), ale… Książę swobodnie używający takiego języka? Wow!

„Wow” jeszcze za co innego. Sue udało się stworzyć dzieło, które skrytykował sam (sic!) Karol Marks, zarzucając autorowi zbyt uproszczoną wizję rzeczywistości, a postaciom karykaturalność i nieadekwatność do panujących w owych czasach warunków życia i sposobu myślenia najbiedniejszej warstwy społecznej. A przecież Sue chciał dobrze… I nawet mu się udało, bo po opublikowaniu powieści dostawał w listach pieniądze na cele charytatywne. Co wyszło Marksowi? Chyba nie muszę mówić. Aaa, jeszcze jedno „wow” za postać Puchaczki – niewiele jest tak odrażających heroin kobiecych na skalę światowej literatury czy filmu. Co gorsza, autor wzorował się zapewne na jakiejś autentycznej osobie, gdyż przecież spacerował sobie po Cité i zapisywał wszystko z obserwacji, jak prawdziwy felietonista czy reporter. Ooo, tak! Myślę, że Eugène Sue byłby światowej sławy reportażystą obecnie albo scenarzystą seriali netflixowych czy innych. Miał talent. I go wykorzystał. Skorzystajcie więc z okazji i zajrzyjcie do mnegotaje taświa żapary (nie mogłam się powstrzymać!), odkrywając intrygi mrocznego półświatka i kibicując Rudolfowi w naprawianiu rzeczywistości. Klasyka to klasyka, czyż nie?

Mirka Chojnacka

Eugène Sue „Tajemnice Paryża”, Wydawnictwo Mg, 2022

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>