Wkrótce….

Wkrótce….

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Myśl zamknięta w obrazku

„Nowa” [Ilustracja – przyp.] nie znaczy tu po prostu „współczesna”, lecz „inna, innowacyjna, awangardowa, oryginalna, odchodząca od realizmu”.

Wszyscy wiemy, że w życiu pojawiają się tematy trudne. Recenzje wymagające dyplomacji, rozwagi, umiarkowania, powściągliwości. Jak sprostać? Od czego zacząć? W jaki sposób dokonać selekcji, gdy serce się rwie, by opisać wszystko ze szczegółami? Co wyeksponować, o czym tylko wspomnieć, a co pominąć? Jak ubrać myśli w słowa studząc jednocześnie emocjonalny wrzątek? Poskromić, utrzymać w ryzach, by nie stworzyć kiczowatej laurki? Bo choć od lektury „Nie ma się co obrażać” minęły dwa tygodnie, uczucia i dłonie nad klawiaturą wciąż pozostają nadmiernie ożywione i nieco rozedrgane…
Gdy ujrzałam zapowiedź Wydawnictwa Karakter i Patryka Mogilnickiego, wydałam z siebie okrzyk zachwytu budząc tym samym zdumienie partnera. Wiązałam z nią wielkie nadzieje, zastanawiałam kto się w niej pojawi, czym mnie zaskoczy. Wielu ilustratorów podpatruję i podziwiam od lat, prace wybranych wiszą w naszym mieszkaniu. Ich obecność wiąże się z ogromną radością zmąconą jednocześnie pogłębiającym się smutkiem, bo wolnych ścian w domu nie przybywa… Przeglądając tygodniki, miesięczniki, kwartalniki od pierwszego wejrzenia rozpoznaję ulubionych grafików, z zainteresowaniem przyglądam się dotąd nieznanym, obserwuję rozmaite fanpage, myszkuję i pożeram wzrokiem strony na których artyści prezentują swoje ilustracje, raz po raz moja głowa buja w chmurze obrazów.
Muszę przyznać, że jestem smakoszem, a „Nie ma się co obrażać” Patryka Mogilnickiego jest jak pudełko belgijskich pralinek dla wielbiciela słodkości, który – jak to nałogowiec – spałaszowałby najchętniej całe pudełko za jednym posiedzeniem. Wie jednak, że ich subtelny smak poczuje dopiero gdy będzie je smakować pojedynczo i powoli. Choć ciekawość zżerała mnie od środka, nie zaczęłam wertować książki w poszukiwaniu „znajomych” i mimo że korciło niemożebnie, postawiłam sobie limit 3 „pralinek” dziennie. Co rusz popadałam w błogostan ciesząc się jak dziecko z autoportretów, projektów czy grafik które dzięki „Nie ma…” pojawiły się w druku po raz pierwszy, lub wcześniej ukazały tylko w zagranicznych magazynach. Z ogromną ciekawością podglądałam warsztat, miejsce pracy, źródła inspiracji, drogę jaką dotąd przebyli ilustratorzy, absurdalne sytuacje które ich spotkały, plany, marzenia.

Uśmiechałam do siebie, gdy dowiedziałam się, że Gosia Herba w dzieciństwie najczęściej rysowała cmentarze i pogrzeby a Macieja Sieńczyka na drogę artystyczną pchnęła nagroda w postaci modelu samolotu do sklejania „Łoś”. Izabela Kaczmarek – Szurek rysując unikała znienawidzonego leżakowania w przedszkolu, zaś Dawid Ryski w podstawówce kopiował logotypy ulubionych zespołów. Patryk Mogilnicki uciekał w rysowanie na przynudnych lekcjach biologii, podobnie jak Michał Loba, który z zacięciem zamalowywał marginesy zeszytów. Bartek Arobal Kociemba, sfrustrowany student politologii, w kredkach i papierze odnalazł poczucie wolności, Pawełek Jońca w latach osiemdziesiątych zeszłego wieku zdobywając wysokie wyróżnienie w konkursie polsko – radzieckim wzmocnił dziecięcą pewność siebie. Mała Ania Goszczyńska z lubością tworzyła tabliczki z zakazami, z którymi później maszerowała do lasu, a Basia Dziadosz wycinając i malując wieżowce wyobrażała sobie ich wnętrza.

Są powody do radości – polska ilustracja leci w świat. Po estetycznym dołku epoki transformacji znów zachwyca, skrzy się i mieni kontynuując tradycje znanej na całym świecie Polskiej Szkoły Plakatu, której czasy świetności przypadły na lata 50-60-70 zeszłego wieku. Dowodem na jej odrodzenie niech będzie „Fantastyczna Czwórka” polskich ilustratorów – a wśród nich Paweł Jońca – która trafiła do najnowszego 5 tomu prestiżowego albumu „Illustration Now!” od lat stanowiącego biblię światowej ilustracji. Rodzima grafika raduje, zachwyca, zaskakuje. Jest odważna, różnorodna, nieoczywista. Bywa symboliczna, monochromatyczna lub przeciwnie – bogata w niuanse, szczegóły, kolory. Awangardowa i nowatorska lub czerpiąca z estetyki retro. Jedno jest pewne: ma rozpoznawalną kreskę i słowiański sznyt. Polski rynek nie jest najłatwiejszy, znikają papierowe media, klienci często blokują twórczą autonomię. Mimo to „nie ma się co obrażać”. Dzięki internetowi otworzył się dostęp do wielkiego, światowego rynku, prestiżu kultowych magazynów, wyższych zarobków.

Dobra ilustracja to nie tylko doskonałe proporcje, ładna forma, czy hiperrealistyczne odwzorowanie rzeczywistości. Ta najlepsza charakteryzuje się ważnym przekazem, mocną symboliką, myślą lub całą historią zamkniętą w obrazku. Uwielbiam wczytywać się w te mikropowieści nieustannie zachwycając się fantazją twórców. Książkowa bombonierka od Wydawnictwa Karakter to wymarzony upominek w wysmakowanym, niebanalnym opakowaniu z niespodzianką. Smacznego!

Ewa Ciereszko

Wybór, wstęp, redakcja: Patryk Mogilnicki, Nie ma się co obrażać. Nowa polska ilustracja,Wydawnictwo: Karakter, Kraków 2017, Stron: 319

Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>