SOBOTA – 9 września 2023

SOBOTA – 9 września 2023

Pod naszym patronatem m.in. 

Pod naszym patronatem m.in. 

Książka w prezencie

Książka w prezencie

WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA

Nic nie jest takie, jak się wydaje….

Jérôme Loubry (rocznik 1976) to poczytny i uznany francuski autor thrillerów i kryminałów, którego polscy czytelnicy mieli okazję poznać po raz pierwszy dzięki powieści Schronienia, wydanej w 2022 roku. Autor mówi w wywiadach, że pisanie było w nim od najmłodszych lat, ale dopiero tuż przed czterdziestymi urodzinami zdecydował się porzucić na pół roku dotychczasową pracę (w branży restauracyjnej) na rzecz pisania i skupił się na pierwszej poważnej powieści – tak powstały wydane w 2017 roku we Francji Les Chiens de Détroit.

„Schronienia” otrzymały w 2019 roku nagrodę Polar dla najlepszej powieści francuskojęzycznej na Festiwalu Cognac. Z wyróżnieniem tym w pełni się zgadzam – książka trafiła w moje gusta czytelnicze, zachwyciła i wpędziła wręcz w osłupienie po zakończonej lekturze. Nie nazwałabym jej jednak kryminałem, a raczej thrillerem psychologicznym.

W mojej ocenie Jérôme Loubry stworzył wyjątkową, wielopłaszczyznową i wielowątkową opowieść. Podczas lektury „Schronień” czułam się jakbym odkrywała warstwa po warstwie tajemnice, które pisarz ukrył w swojej zawiłej intrydze. To co przynosiły mi kolejne karty powieści, zaskakiwało. Bardzo. Zaś samo zakończenie było zupełnie nieprzewidywalne.
Zacznę jednak od początku, czyli od momentu, w którym poznajemy Sandrine, młodą dziennikarkę, która z wielkiego i światowego Paryża trafiła do prowincjonalnego, francuskiego miasteczka, by zacząć tam pracę w lokalnej gazecie. Pewnego dnia jej spokojne życie komplikuje wiadomość o śmierci babci Suzanne (babci, której nigdy nie poznała). Mimo oporów i niechęci Sandrine decyduje się na wyjazd na wyspę, by na miejscu uporządkować rzeczy po zmarłej. Jak się jednak okazuje, przybycie w to prawie odcięte od świata miejsce zmąci spokojne życie dziewczyny. Jednak nie tylko życie Sandrine się skomplikuje… Od tej pory, kartka po kartce i czytelnik będzie coraz bardziej zdezorientowany. Z każdym rozdziałem będzie się okazywało, że nic nie jest takie, jak się na początku wydawało.

Wielowątkowość tej powieści niewątpliwie jest jej ogromnym atutem. Pozwala nam, czytelnikom, na zapoznanie się z kilkoma trudnymi, a przy tym ważnymi tematami. Mamy tutaj historię traumy dzieci (i zarazem ich rodzin), które przeżyły II wojnę światową, do tego klasyczny przypadek osoby z syndromem sztokholmskim, a także rozważania na temat genezy zła czy szaleństwa. Dowiadujemy się też, ile człowiek jest w stanie zrobić, by przetrwać. Przez całą powieść pojawiają się także liczne nawiązania do Króla Olch z wiersza Goethego – zostały użyte nie bez powodu – nadają historii złowieszczego wydźwięku, a przy tym odpowiednio wpasowują się w opowiadaną historię. Pisząc te słowa czuję się jakbym stąpała po kruchym lodzie – wyjątkowo uważam, by nie zdradzić zbyt wiele z fabuły, a nawet pisać o tym jak najmniej. Cała przyjemność bowiem tkwi w tym, by do książki zasiąść z jak najmniejszą wiedzą o tym, jakie tajemnice kryje.

Już sam tytuł można odczytywać wielowymiarowo: schronienie w sensie dosłownym, a także jako przenośnię – enklawę dla zbolałej psychiki.
„Schronienia” nie są łatwą i przyjemną lekturą. Obojętnie jakiego wątku byśmy nie dotknęli – będzie on przepełniony traumatycznymi tajemnicami. Myślę, że dzięki tej „bolesności” lektura ta zostanie w pamięci czytających na długo, zmuszając przy tym do refleksji na temat zła, szaleństwa i miłości.
Fabuła tej książki to mistrzostwo. Loubry w fantastyczny sposób manewruje wątkami, stosując przy tym niesamowite zwroty akcji, które wręcz oszałamiają. Jeśli chodzi o warstwę językową powieści, to jest świetnie napisana – język jest żywy i dzięki niemu akcja gna do przodu, nie pozwalając oderwać się od lektury. Sam autor w jednym z wywiadów wspomina, że jego książki wydają mu się być filmami – zgadzam się z tym. Czytając od razu wizualizuję obrazy w mej wyobraźni. Niezwykle cenię pisarzy posiadających umiejętność tego „filmowego” pisania, a nie każdy takową posiada.

Wielkie brawa dla Jérôme Loubryego za stworzenie realistycznych, przepełnionych bolączkami bohaterów. Są realistyczni i to tak do bólu. Autentyczne przedstawienie tych postaci wymagało od autora na pewno przygotowania od strony psychologiczno-psychiatrycznej, bo naprawdę nie są to „łatwe” przypadki.
Zachęcam was niezwykle do przeczytania „Schronień”. Gusta są różne, lecz jestem przekonana, że ta książka przypadnie wielu osobom do gustu, ponieważ jest po prostu świetnie skonstruowana i napisana, do tego sam pomysł jest już godny uwagi. Ja osobiście czekam na kolejne tłumaczenia książek Loubryego.

Jeszcze jedno. Kiedy będziecie już po lekturze „Schronień”, przypomnijcie sobie poniższy cytat autorstwa Zygmunta Freuda, który według mnie świetnie podsumowuje i oddaje sens całej powieści:

„miłość unika zagłady”

Iwona Wiśniewska

Jérôme Loubry, Schronienia, Wydawnictwo Stara Szkoła 2022


Leave a Reply

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>